Kultura

8 dowodów na wyższość rowerów nad samochodami

Jeśli, podobnie jak ja, kochacie swój rower, to być może uważacie, że znacie wszystkie powody, dla których warto pedałować po mieście. Też tak myślałem, ale potem przeczytałem książkę Petera (nomen omen) Walkera „Jak rowery mogą uratować świat” i przekonałem się, że mimo wielu lat na jednośladzie, w cyklizmie ciągle pozostaję lekkim ignorantem.

Co prawda rowery nie uratują świata, bo prawdopodobnie nic go już nie uratuje, ale i tak warto dalej pedałować, a nawet walczyć o budowę nowych ścieżek rowerowych, żebyśmy mieli przynajmniej którędy uciekać przed trzecią wojną światową. A wierzcie mi, że autostrady będą zakorkowane.

 

Powód pierwszy: rowerzyści są zdrowsi

Ci, którzy twierdzą, że jeżdżenie na rowerze jest niebezpieczne, oczywiście nie mają racji. Co prawda Polska ciągle jest w czołówce najniebezpieczniejszych dla rowerzystów europejskich krajów, ale jest to zaledwie osiem zgonów rocznie na milion mieszkańców. Znacznie bardziej niebezpieczny jest brak ruchu i otyłość, które odpowiadają łącznie za prawie milion zgonów rocznie w UE. Spędzanie godzin na siedzeniu w biurze, a potem kolejnych na dalszym patrzeniu w ekrany, jest znacznie większym zagrożeniem dla zdrowia i życia członków naszej wysoko rozwiniętej cywilizacji niż pedałowanie. Naukowcy szacują, że brak ruchu jest czwartą najczęstszą przyczyną śmierci.

„W dotychczasowych badaniach powiązano brak aktywności fizycznej z blisko 25 proc. przypadków zachorowań na raka piersi i raka jelita grubego, ok. 27 proc. przypadków cukrzycy i ok. 20 proc. przypadków choroby wieńcowej serca” – przypominała specjalistka chorób wewnętrznych Anna Plucik-Mrożek na konferencji zapowiadającej program „Spacer po zdrowie” w zeszłym roku. Tymczasem tylko pięć procent Polaków rusza się regularnie, a połowa Polaków nie ćwiczy wcale. Jeszcze gorzej to wygląda wśród najmłodszych.

Aż 80 proc. dzieci w Polsce prowadzi siedzący tryb życia. Można mieć obawy, że na starość raczej nie wyrosną z nich sportowcy. Problemem są też oczywiście samochody. Zapewne nikogo nie zdziwią wyniki badań pokazujące, że od używania samochodów się tyje. Tymczasem WHO zaleca 150 minut umiarkowanego wysiłku w ciągu tygodnia. Dojeżdżanie rowerem do pracy sprawia, że przeważnie możemy spokojnie wyrobić tę normę.

Powód drugi: to samochody są niebezpieczne

Większość ludzi uważa się za osoby porządne i uprzejme. Jedynak wystarczy, że osoby te wsiądą do swoich dwutonowych metalowych skrzynek na czterech kołach, a zbudzi się u nich temperament czołgisty. Spychają rowerzystów z pasów lub nie zachowują przepisowej odległości mijania. Dużo jeżdżę na rowerze i prawie nie spotykam się z kierowcami, którzy by mnie wymijali w zalecanej odległości 150 cm. Oczywiście znacznie lepiej pamiętam tych, którzy wyprzedzali mnie, niemal miziając lusterkiem.

Jeżdżę na rowerze, żeby was wkurzać

Wśród brytyjskiej policji krążą żarty, że jeśli chcesz popełnić zbrodnię doskonałą, to zabij kogoś samochodem. Niestety nie są to tylko żarty. Walker przytacza historie śmierci rowerzystów i rowerzystek, które zostały uznane za nieszczęśliwe wypadki, a ich sprawców nie spotkała żadna kara. Za kratki trafia mniej niż połowa sprawców śmierci rowerzystów.

Gdyby powodem ich zgonu była jakaś choroba, skażone jedzenie, czy cokolwiek innego, przyczyny byłyby badane znacznie dokładniej. Najwyraźniej jednak domyślnie zakłada się, że rowerzyści są sami sobie winni.

Co ciekawe, po brytyjskich drogach jeżdżą kierowcy, którzy tyle razy łamali przepisy, że dawno powinni stracić prawo jazdy, ale z pomocą przychodzi im inny przepis, pozwalający odstąpić od tej sankcji, jeśli sprawca nie może się obyć bez samochodu z powodów osobistych lub zawodowych. A teraz wyobraź sobie przepisy, które stanowią, że przemocowiec może dalej bić żonę, o ile nie może się bez tego obyć. Czy naprawdę możemy sobie pozwolić na śmierć tylu ludzi, tylko dlatego, że kierowcom aut się spieszy i czują w sobie czołgistę?

W 2017 w Polsce zginęło na drogach 2 831 osób w tym 873 pieszych i 220 rowerzystów.

Powód trzeci: rower jest narzędziem emancypacji

Rower jest tańszy niż samochód. Nie tylko w zakupie, ale i w utrzymaniu. Rowerem można jednak dojechać w wiele miejsc znacznie szybciej niż dojść pieszo, czy dojechać komunikacją publiczną, co zresztą również może być trudne i drogie. Tymczasem rowerem można jeździć prawie za darmo albo nawet całkiem za darmo, jeśli tylko w naszym mieście dostępne są systemy rowerów miejskich i korzystamy z nich, nie przekraczając ustalonych limitów, powyżej których trzeba uiścić opłatę.

Na rowerze po normalne życie

Nie bez powodów większość dostawców Uber Eats, jaskółek multi-kulti, na co tak pomstował Krzysztof Bosak, wybiera właśnie rower. Na rowerach jeżdżą jednak nie tylko migranci, ale też mniej zamożni Polacy. Dzięki zyskanej mobilność mogą znaleźć nie tylko lepszą pracę, lecz czasem też odzyskać poczucie sprawczości. Nie bez powodu ruch jest jednym z elementów walki z depresją.

Powód czwarty: rowery są lepsze dla środowiska

Przeszkadza wam smog, ale i tak wozicie się do pracy pięcioosobowym autem? Czy może wolicie uważać przekroczenie poziomu stężenia trujących cząstek za problem czysto teoretyczny? Albo macie tyle innych problemów na głowie, że nie zamierzacie się zajmować kolejnym? Jakkolwiek by nie było, nie sposób ukryć, że rower emituje znacznie mniej CO2 i innych trujących gazów i pyłów niż auta. Gdyby zakazać wjazdu samochodów do centrum, powietrze byłoby czystsze. Gdybyśmy wszyscy przesiedli się na rowery, powietrze byłoby czystsze.

Jest taki kraj, który zamiast CO2 emituje tęcze

Tymczasem zanieczyszczenia powietrza są trzecim najbardziej śmiertelnym skutkiem dominacji transportu samochodowego. Emisje CO2 rosną, a mamy przecież coraz mniej czasu, żeby zatrzymać globalne ocieplenie na ponoć w miarę bezpiecznym poziomie 1.5 C.

Nie do końca mamy wpływ na to, co decydenci postanowią na Szczycie Klimatycznym, ale możemy mieć pewność, że ich decyzje nie będą wystarczające. Może warto im pomóc. Choćby przesiadając się na rower.

Powód piąty: transport zrównoważony

Dopłacamy swoim zdrowiem, ale też pieniędzmi. Choć mniej niż połowa Polaków posiada auta, to jednak do budowania infrastruktury dorzucamy się wszyscy – z budżetu. W świetle tego, co pisałem powyżej, równie dobrze moglibyśmy dopłacać do palenia papierosów. (Och, wait. To w sumie też robimy. Nawet jeszcze większa akcyza nie zrównoważy kosztów leczenia chorób odtytoniowych, nie mówiąc o kosztach społecznych.) Ok, wszyscy korzystamy z dróg publicznych, nawet jeśli nie wychodzimy z domu, ale byłoby znacznie lepiej, gdyby choć część transportu była zrównoważona. TIRy na tory, a kurierzy na bohaterów.

Prekariat na rowerze walczy z kapitalizmem platformowym

Albo weźmy parkingi. Czy darmowe parkingi dla samochodów nie są formą dotacji dla ludzi posiadających samochody, czyli zamożniejszych? Nikt nie badał kwestii parkingów równie dokładnie co profesor Donald Shoup. Obliczył między innymi, że budowanie darmowych miejsc parkingowych wymaga od USA dopłat w wysokości 500 miliardów dolarów rocznie. Koszt budowy jednego naziemnego miejsca parkingowe to w Stanach 24 tysiące dolarów, co oznacza, że do każdego dolara wydanego przez kierowców samochodów, pozostali obywatele muszą dopłacić pięćdziesiąt centów. Być może nie wszędzie wygląda to tak źle jak w USA. Ale kierowcy chyba wszędzie na świecie uważają, że parking jest prawem, nie towarem. Pewnie dlatego wciąż znacznie więcej wydaje się na infrastrukturę dla kierowców niż dla pozostałych uczestników ruchu. A przecież zamiast tych wszystkich parkingów, można by zbudować piękne ścieżki rowerowe.

Powód szósty: rower znaczy wolność

Pamiętacie godziny stracone na szukaniu miejsca parkingowego? Ja pamiętam, choć nie mam nawet prawa jazdy, ale zdarza mi się jeździć ze znajomymi i obserwuję, jak trudno czasem znaleźć skrawek wolnej przestrzeni. Potwierdzają to oczywiście badania. W Los Angeles okazało się, że kierowca musiał przejechać średnio osiemset metrów w poszukiwaniu wolnego miejsca. Nie pomagają tutaj darmowe parkingi. Na Manhattanie, niezależnie od pory dnia, jedna trzecia kierowców krąży w poszukiwaniu „darmowego” miejsca do parkowania, a na Brooklynie robi tak 45% prowadzących auta. Za ich oszczędność, płacimy my wszyscy i krztusimy się smogiem.

Elon Musk. O miliarderze, który brzydził się transportu miejskiego

Tymczasem nawet w czasach, gdy miejsca parkingowe dla rowerów były widziane jako hipsterska ekstrawagancja, rowerzysta mógł przeważnie liczyć, że szybko i blisko znajdzie jakiś kawałek słupa, czy płotu. Kiedy wybierasz rower nie tylko nie musisz się martwić, czy będziesz miał, gdzie zaparkować, ale wręcz możesz się tym nie przejmować zupełnie. Zawsze to jedno zmartwienie mniej. Podobnie uważa mój fryzjer z Targowej, który pasją do pedałowania zaraził się od kolegi i teraz nie wyobraża sobie, by poruszać się po mieście inaczej: „Bo, wie pan, rower to jest wolność”, podsumował podczas strzyżenia.

Powód siódmy: rowerem dojedziesz szybciej

Dane ze smartfonów nie mogą kłamać. Informacje zebrane podczas milionów podróży dostawców, działającej w trzynastu krajach firmy kurierskiej Deliveroo pokazują, że rowerem po mieście jeździ się szybciej niż autem, a nawet szybciej niż motorowerem. Też mam to wrażenie, gdy mijam kierowców stojących w korkach. A wy nie? Kierowcom często wydaje się, że podróżują szybciej niż dzieje się to w rzeczywistości. Ciekawe, prawda?

Powód ósmy: budowanie infrastruktury rowerowej służy wszystkim

Gdy zapytacie ludzi, czy chcą mieszkać przy trasie szybkiego ruchu, czy przy małej ulicy, po której samochody jeżdżą rzadko i wolno, prawie wszyscy wybiorą to drugie. Tymczasem wybieramy to, co jest dobre dla samochodów, a nie dla ludzi. Choć stan bezpieczeństwa na polskich drogach, wyraźnie się poprawił, to budowana infrastruktura – jak pokazuje raport NIK – nie umożliwia skutecznej ochrony pieszych i rowerzystów. Nic dziwnego, że wielu ludzi ciągle uważa jazdę rowerem za sport ekstremalny dla wysportowanych ryzykantów. Sytuacja na drogach jest tak bardzo niepokojąca, że wraz z umasowieniem się samochodów drastycznie spadła ilość dzieci chodzących lub jeżdżących samodzielnie do szkoły. Rodzice wolą je tam wozić samochodami, słusznie obawiając się o życie i zdrowie pociech. A przecież chcemy, żeby dzieci mogły same chodzić/jeździć do szkoły, bo przecież i tak się za mało ruszają.

Czyje właściwie jest miasto?

czytaj także

Choć w Polsce od pewnego czasu rosną nakłady na infrastrukturę rowerową, wcale się to nie przekłada na bezpieczeństwo rowerzystów. Raport NIK pokazuje, że dzieje się wręcz odwrotnie. Trudno się dziwić, skoro „budowa” ścieżek rowerowych często ogranicza się do narysowania pasa z boku jezdni. Urzędnicy pewnie zakładają, że to i tak lepsze niż nic, ale fakty pokazują co innego. Takie rozwiązanie jest gorsze niż brak jakiejkolwiek infrastruktury i czasem kończy się tragicznie. Wymalowany pas daje złudne poczucie bezpieczeństwa, co kończy się kolizjami, z których rowerzyści rzadko wychodzą zwycięzko. Nic dziwnego, że urbaniści krytykują, a urzędnicy odchodzą od tego rozwiązania. Aby rowerzyści byli bezpieczni, nie wystarczy zmusić ich do zakładania kasków, ani malowanie pasów. Tylko bezpiecznie oddzielona od śmiercionośnych aut ścieżka, może zmniejszyć liczbę bezsensownych zgonów.

To oczywiście tylko część bogatej wiedzy, w jaką można się zaopatrzyć podczas lektury książki Petera Walkera, więc polecam się zapoznać z tą, zmieniającą myślenie, pozycją.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.