Kraj

Zmiany w prawie nadzieją dla ofiar księży-pedofilów?

kosciol-katolicki

„Wszystkie ofiary księży łączy gigantyczna krzywda i długoterminowe negatywne skutki dotyczące praktycznie każdego aspektu życia ofiar”. Agata Diduszko-Zyglewska rozmawia z Jarosławem Głuchowskim, adwokatem współpracującym z Fundacją „Nie lękajcie się”.

Agata Diduszko-Zyglewska: Reprezentuj pan już w kilku procesach ofiary księży-pedofilów. Dlaczego w ogóle zajął się pan tym tematem?

Jarosław Głuchowski: Robię to, bo to po prostu musi być zrobione. Zaczęło się od tego, że zostałem wysłany w zastępstwie na proces wytoczony diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, parafii pw. św. Wojciecha w Kołobrzegu oraz jej byłemu proboszczowi Zbigniewowi R przez ofiarę – Marcina K. To wtedy uznałem, że ten temat jest ogólnie interesujący z prawniczego punktu widzenia.

Dlaczego?

Sprawy związane z kościelną pedofilią mają dwie warstwy – prawną i faktyczną. Warstwa prawna jest bardzo skomplikowana. Prawnicy kościelni twierdzą, że w polskim prawie są luki, że nie ma regulacji prawnych dotyczących odpowiedzialności Kościoła za sprawców. Zgodnie z wytycznymi Konferencji Episkopatu Polski twierdzą oni, że „odpowiedzialność karną oraz cywilną za tego rodzaju przestępstwa ponosi sprawca jako osoba fizyczna”. Warstwa faktyczna tych spraw jest jednak taka, że trudno mówić tylko o odpowiedzialności indywidualnej sprawców, bo bardzo często ich zwierzchnicy wiedzą o ich działaniach i nie reagują w sposób skuteczny. Bo przecież przeniesienie takiego księdza do innej parafii – co jest częstą praktyką – nie jest narzędziem, które pozwala powstrzymać go przed kolejnymi działaniami.

W wytycznych Episkopatu zapisano też, że „wszelka dokumentacja wstępnego dochodzenia kanonicznego jest z zasady przeznaczona jedynie do wewnętrznego użytku przełożonych kościelnych, prowadzących sprawę. Przełożony winien jednak rozważyć, czy dokumentacja ta stanowi podstawę do złożenia odrębnego doniesienia do właściwych  organów państwowych, zgodnie z prawem polskim”. „Do wewnętrznego użytku”? „Rozważyć”? Te sformułowania , są dla mnie oburzające. Wygląda na to, że prawo kościelne i prawo polskie nie spotykają się ze sobą. Nawet kiedy zapada wyrok watykański potwierdzający winę sprawcy, to nie przekłada się na automatyczne przekazanie sprawy organom państwa. Czy instytucja rzeczywiście nie ma obowiązku zawiadomić organów państwowych o podejrzeniu przestępstwa?

Zgodnie z prawem instytucje państwowe i samorządowe mają obowiązek prawny zgłaszania przestępstw, ale tylko w zakresie swojego działania. A osoby prywatne do tej pory miały obowiązek społeczny i etyczny, ale nie obwarowany karami. Ale – uwaga – właśnie nastąpiła bardzo ważna zmiana w kodeksie karnym. Chodzi o artykuł 240 kk., który wprowadza karę pozbawienia wolności do lat trzech za niezawiadomienie organów ścigania o przestępstwach wymierzonych w dobro dziecka. Kwestia dotyczy przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, zgwałcenia zbiorowego wobec małoletniego poniżej lat 15, kazirodztwa, działania ze szczególnym okrucieństwem, wykorzystania bezradności, wykorzystywania seksualnego małoletniego poniżej lat 15. To oznacza, że przełożony sprawcy będzie miał obowiązek zgłoszenia sprawy na policję.

Fittipaldi: Doliczyłem się ponad 200 włoskich księży pedofilów. To więcej niż w Spotlight

To brzmi jak potencjalnie rewolucyjna zmiana i nadzieja dla ofiar. Rozumiem, że biskup, który na wieść o czynach pedofilskich podwładnego zamiast zgłosić sprawę na policję przeniesie go do innej parafii, odpowie za to karnie…

Każdy, kto będzie miał wiarygodną wiadomość o popełnieniu, przygotowaniu czy usiłowaniu popełnienia czynu zabronionego (np. w postaci obcowania płciowego z małoletnim poniżej lat 15), a mimo tego nie zawiadomi niezwłocznie organów ścigania, sam będzie odpowiadał karnie. Najważniejsze w tej kwestii będzie udowodnienie „posiadania wiarygodnej wiadomości” o tego typu zdarzeniach.

Kolejnym problemem jest to, że te sprawy ulegają przedawnieniu, kiedy pokrzywdzony ukończy 30 lat. Tymczasem ofiary o tym, co je spotkało, często są w stanie mówić dopiero jako ludzie dorośli. To pewnie nie ułatwia dochodzenia sprawiedliwości w sądzie. Ile takich spraw pan prowadzi?

Tak określony termin przedawnienia dotyczy spraw karnych. W sprawach cywilnych jest nieco inaczej. W tej chwili prowadzę cztery sprawy cywilne. Wszystkie są w sądach pierwszej instancji, więc do ich zakończenia jeszcze bardzo daleko. Rzeczywiście zwykle zgłaszają się osoby dorosłe, więc sprawy z punktu widzenia prawa są przedawnione, ale nawet wtedy zgłaszanie ich do prokuratury ma sens, bo te informacje zostają w aktach. Dzięki temu powoli powstaje obraz skali zjawiska, ale ma to też znaczenie praktyczne – sprawcy często działają bezkarnie przez wiele lat i pokrzywdzonych jest dużo. Jeżeli toczy się jakaś sprawa związana z nieprzedawnionymi wydarzeniami, informacje o czymś z przeszłości uzupełnią obraz.

Czy te sprawy mają dużo wspólnych mianowników?

Wszystkie łączy gigantyczna krzywda i długoterminowe negatywne skutki dotyczące praktycznie każdego aspektu życia ofiar. Dlatego uważam, że o ile ogólnie rzecz biorąc mechanizm przedawnienia ma sens, bo np. w przypadku, jak ktoś 20 lat temu spadł z roweru i się potłukł, to nie powinien teraz móc pozwać za to producenta roweru, tak w przypadku przestępstw seksualnych czasem faktycznie musi minąć wiele lat, zanim ofiara jest w stanie zmierzyć się z tym psychicznie, a wtedy z punktu widzenia prawa karnego nie ma już możliwości ukarania sprawcy. Pozostają procesy cywilne i tym się zajmujemy.

Religia ministra Radziwiłła twoim prawem, kobieto!

Ofiary mówią o tym, że strona kościelna często wskazuje fakt, że starają się o finansowe zadośćuczynienie za krzywdę jako coś pejoratywnego.

Póki co nie wymyślono lepszej formuły prawnej rekompensaty niż odszkodowanie. To działa we wszystkich innych obszarach, więc nie ma powodu, żeby w wypadku spraw związanych z Kościołem było inaczej. W procesie cywilnym adresatem jest zwykle diecezja, bo stoimy na stanowisku, że biskup jest zwierzchnikiem każdego księdza w danej diecezji i kiedy wie o podejrzeniach lub oskarżeniach, to powinien reagować od razu.

Moim zdaniem, najlepszym rozwiązaniem dla poszkodowanych, ale także dla Kościoła ze względu na jego wizerunek, byłoby zawieranie sensownych ugód, bo nie byłoby potrzeby angażowania obydwu stron w proces i przeżywania tych wydarzeń ponownie.

Jednak linia Kościoła jest taka, że zrzuca całą odpowiedzialność na sprawcę, a ugoda oznaczałaby zapewne konieczność wypłacania rekompensat finansowych. Ofiary, z którymi rozmawiałam, skarżą się też na pewne powtarzające się praktyki strony kościelnej: próby deprecjonowania wiarygodności ofiar w miejscu ich zamieszkania, fałszywe oskarżenia o uzależnienia lub pożyczki pieniędzy.

Rzeczywiście to się zdarza – i nie dotyczy to tylko ofiar. Ja sam czasem jestem na celowniku, chociaż przecież na sali rozpraw wykonuję swoją pracę i relacjonuję tam tylko to, co w zaufaniu powiedziały mi osoby, które reprezentuję. A i tak zdarzyło mi się czytać w pismach skierowanych do sądu dziwne rzeczy na swój temat.

Wygląda na to, że wytyczne wprowadzone przez Konferencję Episkopatu Polski, które wielu katolików podnosi jako dowód na to, że Kościół poważnie zajął się sprawą pedofilii, w praktyce nie bardzo zmieniają sytuację.

O jakości podejścia do rozwiązania problemu nie świadczą same regulacje, tylko sposób ich wprowadzania w życie. I tu niestety sytuacja pozostawia wiele do życzenia. Wytyczne są tylko wytycznymi, to znaczy że można się do nich stosować lub nie.

Dlaczego Kościół nie współpracuje ściśle z państwem w ochronie dzieci przed pedofilami w sutannach? Czy sądzi pan, że może tu chodzić o skalę zjawiska, a zatem skalę potencjalnych odszkodowań?

Trudno ocenić skalę zjawiska, ponieważ Kościół niestety nie ujawnia statystyk związanych z pedofilią wśród księży. Podczas procesu przeciwko diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej pojawiła się nawet wątpliwość co do tego, czy sąd cywilny ma prawo rozpatrywać tego rodzaju sprawę, bo padła sugestia, że to „wewnętrzna sprawa Kościoła”.

Co jakiś czas do wiadomości opinii publicznej trafiają informacje, które świadczą o tym, że ilość ofiar może być duża, np. na początku marca redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej powiedział na antenie TV Republika, że w każdej diecezji jest kilku pedofilów. W Polsce jest czternaście archidiecezji i dwadzieścia siedem diecezji. A jeden sprawca, jak wiemy, nie oznacza zwykle „tylko” jednej ofiary. Te możliwe proporcje dobrze obrazuje sprawa z Nowego Sącza, która ostatnio obiegła media. Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu po trwającym rok śledztwie przesłała do Sądu Rejonowego w Nowym Targu akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi Z. ze Zgromadzenia Karmelitów Bosych. Zakonnik w latach 2006-2009 i od 2014 do kwietnia 2016 pracował w parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Kluszkowcach. Do jego obowiązków należało m.in. nauczanie religii w miejscowej podstawówce. Jest oskarżony o molestowanie dwudziestu dwóch dziewczynek.

Milcząc, wspieramy księży pedofilów

Tam, gdzie badania prowadzą niezależne od Kościoła związane z rządem agencje – jak w Australii, Irlandii, Kanadzie czy niektórych stanach USA – okazało się, że liczbę pedofilów wśród księży na danym obszarze szacuje się pomiędzy 6 a 10%, a jeden sprawca może w ciągu lat skrzywdzić nawet kilkadziesiąt ofiar. W tym kontekście wyroki watykańskie brzmią jak kpina. Niedawno czytałam o wyroku dotyczącym polskiego sprawcy, w którego wypadku wiele przesłanek wskazywało na recydywę, ale karą był… trzyletni zakaz odprawiania mszy.

Znam sprawy, gdzie osoby z zarzutami zmieniają tylko miejsce, nadal prowadzą msze, ale nikt nie kontroluje tego, co robią. Znam tylko dwa przypadki, kiedy sprawca został przeniesiony do stanu świeckiego. Większość dalej jest księżmi.

To mi przypomina sprawę opisaną przez Justynę Kopińską w DF. Ksiądz porwał dziewczynkę, więził w mieszkaniu, gwałcił przez wiele miesięcy, podróżował z nią i nocował w jednym pokoju w różnych klasztorach. Jawność tych zachowań przy braku reakcji zakonników robi piorunujące wrażenie. Ta sprawa trafiła do sądu, sprawca odsiedział dwa lata. Teraz dalej odprawia msze. Na pytanie Kopińskiej zadane na antenie telewizyjnej „ile razy ksiądz musi zgwałcić dziecko, żeby przestać być księdzem?”, ksiądz Żak, koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży, nie odpowiedział. Jak ocenia pan pracę i skuteczność księdza Żaka?

Z tego wywiadu telewizyjnego, który pani przywołuje, można wywnioskować, że ksiądz Żak nie został wyposażony w zbyt wiele kompetencji, które umożliwiałyby mu skuteczne interwencje, które zapewne chciałby podejmować.

Co powinno zmienić się w polskim prawie, żeby ochrona ofiar była skuteczniejsza?

Kolejne doraźne zmiany w prawie nie są dobrym rozwiązaniem. Warto za to dobrze wykorzystać te instrumenty, które mamy. Państwo polskie może wtrącić sprawcę do więzienia i może zakazać mu kontaktów z dziećmi – i to się dzieje, kiedy sprawa w odpowiednim momencie trafi do sądu. Ale państwo nie może zażądać od biskupa, żeby wykluczył kogoś ze stanu kapłańskiego – to wewnętrzna sprawa Kościoła. A z mentalnością i świadomością ludzi Kościoła bywa różnie. Sprawa włoskiego księdza-pedofila, która niedawno była w mediach, pokazuje mentalność części duchownych. Ten ksiądz powiedział o swoich czynach: „To była zabawa. Jedni mają nałóg palenia, inni muszą się wyżyć”. [Chodzi o największy skandal związany z pedofilią księży we Włoszech. Oskarżenia dotyczyły księży pracujących od lat 50. do 80. w Instytucie im. Antonia Provolo w Weronie, gdzie niesłyszące i głuchonieme dzieci z ubogich rodzin zdobywały podstawową edukację. Księża gwałcili wielokrotnie kilkadziesiąt dzieci, które nie były w stanie poskarżyć się rodzicom – najmłodsze ofiary miały 6 lat. – przyp.red.].

Dość milczenia o sprawach Kościoła!

Nie musimy szukać przykładów tej mentalności zagranicą. Od razu przypomina mi się niesławna wypowiedź arcybiskupa Michalika, wtedy przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, który o ofiarach księży-pedofilów mówił: „Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”. Tego rodzaju wypowiedzi pokazują, że nie możemy liczyć na szczególną aktywność Kościoła w tej sprawie, ale co jeszcze może zrobić państwo, żeby lepiej chronić dzieci?

To jest chyba źle postawione pytanie. Państwo robi to, co może, a kluczowym problemem jest mentalność społeczeństwa, które zgadza się na różnego rodzaju sytuacje. Dlatego namawiamy ofiary do zgłaszania się – w interesie społecznym, a społeczeństwo do niestosowania zasady „nie mów nikomu, co się dzieje w domu” i do świadomego, aktywnego wspierania ofiar. Einstein powiedział, że „ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś” i ktoś słusznie to sparafrazował mówiąc, że „nie ma zła, jest tylko brak dobra”. Chodzi o to, żeby wykonać ten wysiłek i zapełnić tę pustkę. Ludzie muszą zrozumieć, że w takich sprawach wstyd i wina nie jest ani po stronie ofiary, ani jej rodziny. To bardzo ważne, choćby dlatego, że pewnego dnia ofiarą może stać się ktoś bliski.

Co powinna zrobić ofiara, jeśli jest dorosłą osobą lub rodzicem skrzywdzonego dziecka?

Bezzwłocznie złożyć zawiadomienie w prokuraturze i na policji. To nic nie kosztuje. Tak jak już mówiłem, nawet jeżeli sprawa jest już przedawniona, prokuratura zachowa zeznanie w swoich aktach. Warto skontaktować się z Fundacją „Nie Lękajcie Się”, która może pomóc i doradzić. W następnej kolejności, mając już wsparcie psychologiczne i prawnicze, warto zawiadomić biskupa danej diecezji i poprosić go o interwencję. Warto pamiętać, że ujawniając taką sprawę, nawet jeśli to trudne, działa się nie tylko we własnym interesie, ale też potencjalnie w interesie dzieci, które mogą stać się kolejnymi ofiarami tego sprawcy.

**
Jarosław Głuchowski, adwokat: absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu; ukończył aplikację adwokacką przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Poznaniu; współpracuje z Fundacją „Nie Lękajcie Się”.

Wejdź na stronę Fundacji „Nie lękajcie się”, która jako jedyna w Polsce zajmuje się pomocą ofiarom księży-pedofilów. Możesz uzyskać poradę i wsparcie lub dowiedzieć się jak wesprzeć skuteczne działania Fundacji, do której zgłosiło się już prawie dwieście osób poszkodowanych.

Kto słucha ofiar księży pedofilów?

Ten wywiad powstał dzięki waszym wpłatom!

Dziennikarstwo na portalu KrytykaPolityczna.pl udostępniamy zawsze za darmo. Możecie nam pomóc pisać więcej i częściej, wpłacając dowolnie wybraną sumę za pomocą poniższego formularza. Dziękujemy!

Bio

Agata Diduszko-Zyglewska

| Publicystka Krytyki Politycznej
Dziennikarka, animatorka kultury, aktywistka miejska; współautorka dokumentu „Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020”; absolwentka Instytutu Anglistyki UW oraz Akademii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach; studiowała też w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW oraz Instytucie Sztuki PAN.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Trochę poza tematem, ale też i w temacie - lewico zrób coś w końcu, bo mnie szlag trafia jak widzę kolejne sondaże, np. taki dzisiejszy, gdzie PO jest liderem. Mam już tego dość albo prawica PiS, albo prawica PO, jedni i drudzy w kwestiach związanych z Kościołem nie zrobią nic (to tak by było w temacie).

Nareszcie jakis glos rozsadku, tylko ilu takich ludzi jest w Polsce, ktorych kosciol jeszcze nie oczadzil. Uwazam, ze trzeba zerwac pepowine i zamiast religii wprowadzic lekcje etyki, moralnosci, swieckosci oraz nauczac o zlowrogiej dzialalnosci kosciola i religii w ogole, o jej fikcyjnym charakterze, o obludzie i hipokryzji biskupow i ich akolitow.

Autor to idiota, który nie szanuje Boga, Chrystusa i Kościoła.

A niech sobie pedofile odprawiają "msze", to przeciez zaden zakazany proceder. Jak sie bawią w czary mary to niech sie bawią. Ale msze tylko dla doroslych, zadnego kontaktu z dziecmi i mlodziezą. I oczywiscie najpierw potezne odszkodowanie dla swoich ofiar. Lepiej niech pedofile siedzą w sutannach, łatwiej ich rozpoznac. A ze ludzie głupie i sami wkładają im dzieci do łozka ? - tu potrzeba edukacji plebsu i karac dorosłych tez, jesli posyłają dzieci do ksiedza pedofila, wiedząc ze to pedofil.