Kraj

Syska: Opozycja zmarnowała pół roku

Co mogła zrobić opozycja? Uznać społeczny gniew na sądy za uzasadniony, przedstawić własną wizję zmian w sądownictwie wskazując, że pomysły przedstawione przez PiS nie rozwiązują żadnego problemu, z którymi borykają się obywatelki i obywatele i z tą wizją reform wyjść poza swój twardy elektorat.

18 listopada 2015 roku w trakcie sejmowego expose Beata Szydło powiedziała m.in.: „Polacy mają wyjątkowo niski poziom zaufania do sądów. Często mówią, że polski system sprawiedliwości jest nie sprawiedliwy. Tak. Ja wiem, że dla wielu z państwa to jest rzecz niespotykana, ale ja bywałam na spotkaniach z wyborcami. Jeździliśmy, rozmawialiśmy z Polakami. Jednym z najczęściej poruszanych tematów jest właśnie temat sprawiedliwości. To smutne, ale tak jest. Polacy często mówią, że polski system sprawiedliwości nie jest sprawiedliwy. Nie jest sprawiedliwy dla tych, którzy są słabsi, którzy są biedni, których nie stać na to, żeby mogli mieć wsparcie ze strony kancelarii adwokackich. Dla tych, którzy uczciwie płacą podatki, ale być może przez nieuwagę nie dopełniają tych zobowiązań i wtedy są srogo osądzani. Takie przypadki, to są przypadki z życia.”

To społeczne niezadowolenie, a często frustracja i gniew były dla rządzącej większości i prezydenta Andrzeja Dudy uzasadnieniem dla przeforsowanych ustaw dotyczących sądownictwa.

Społeczne niezadowolenie było dla rządzącej większości i prezydenta uzasadnieniem dla przeforsowanych ustaw dotyczących sądownictwa.

Czy przyjęte rozwiązania usuwają przyczyny niskiego zaufania dla wymiaru sprawiedliwości? Oczywiście, nie. Podważenie zasady niezależności oraz trójpodziału władz nie jest panaceum na bolączki, których doświadczają obywatelki i obywatele stający przed obliczem Temidy. A przyczynami tych bolączek nie są – jak utrzymują przedstawiciele obozu rządzącego – sędziowie orzekający jeszcze w czasach PRL czy kradnący kiełbasę ze sklepu.

Problemy wymiaru sprawiedliwości mają – i tu wyświechtane stwierdzenie – charakter systemowy. W Polsce zbyt wiele sporów rozstrzyga się na drodze sądowej, co powoduje, że sędziowie nie są w stanie każdą sprawą zająć w sposób prawdziwie rzetelny. Beata Siemieniako w swej książce Reprywatyzując Polskę podaje za jednym z rozmówców, że na każdego sędziego w naszym kraju przypadają aż cztery sprawy dziennie!

Siemieniako zauważa też, że: „System zachęca do stosowania korporacyjnego modelu pracy, polegającego między innymi na trzymaniu się literalnego brzmienia ustawy (lex), bądź kopiowania rozstrzygnięć wydanych przez kolegów i koleżanki w podobnych sprawach aniżeli na stosowaniu przepisu w odniesieniu do całego systemu prawnego, czyli także Konstytucji i umów międzynarodowych, w zgodzie z zasadami współżycia społecznego ideą sprawiedliwości społecznej (ius)”.

Zjawiskiem uderzającym przede wszystkim w słabszych jest niechęć sędziów do zrozumiałego dla nieprawników prowadzenia spraw, tłumaczenia przystępnym językiem swych decyzji, orzeczeń, wyroków.

Prawo i Sprawiedliwości jako partia prawicowo-populistyczna wykorzystuje uzasadniony gniew społeczny do legitymizacji swych politycznych projektów, które nijak się mają do źródeł owego gniewu.

Co mogła zrobić opozycja wobec takiej strategii obozu rządzącego? Po pierwsze, powinna była uznać ten społeczny gniew za uzasadniony. W przypadku sądownictwa nie powinno budzić to większych kontrowersji i oporów, bowiem o kryzysie zaufania do wymiaru sprawiedliwości od lat mówią otwarcie prominentne postaci świata prawniczego z prof. Ewą Łętowską na czele.

Łętowska: W Polsce prawo służy tylko silnym

Po drugie, opozycja powinna była przedstawić własną wizję zmian w sądownictwie wskazując, że pomysły przedstawione przez PiS nie rozwiązują żadnego problemu, z którymi borykają się obywatelki i obywatele.

Po trzecie, opozycja powinna była z tą własną wizją reform wyjść poza swój twardy elektorat i spróbować dotrzeć do wyborców labilnych, niezdecydowanych, biernych.

Czas na opisane powyżej działania był od lipca – czyli od wielkich demonstracji przeciwko pisowskim projektów o sądach, KRS i SN – do grudnia, gdy prezydent Duda zapowiedział podpisanie przyjętych przez parlament ustaw.

Łętowska: Nie trzeba zaostrzać prawa, tylko je egzekwować

Opozycja postanowiła zmarnować ten okres na zajmowanie się sobą oraz sejmowymi przepychankami z Piotrowiczem i Pawłowicz, które rozbudzają emocje tylko wśród zagorzałych zwolenników obu stron sporu. Po raz kolejny okazało się, że politycznych adwersarzy PiS stać jedynie na reaktywność i grę na polu wyznaczonym przez Jarosława Kaczyńskiego.

Z dzisiejszej perspektywy lipcowe pompowanie przez liberalne media Borysa Budki i Kamili Gasiuk-Pihowicz na liderów Zjednoczonej Opozycji wydają się niepoważne. Od tamtego czasu ten poselsko–prawniczy duet nie przedstawił wyborcom żadnej atrakcyjnej alternatywy dla pisowskich koncepcji sądownictwa.

Również opozycja pozaparlamentarna pozostała bierna. SLD nie zechciał pokazać przy okazji tego sporu, że gra o coś więcej niż sejmowe mandaty dla kilku swoich członków. Co więcej: Sojusz przedstawił już swoje hasło wyborcze, które brzmi: „Przywróćmy normalność”, i które rozmija się z coraz powszechniejszym przekonaniem, że nie ma już powrotu do czasów sprzed PiS (m.in. w wymiarze sprawiedliwości).

Szansy na zerwanie z wizerunkiem sympatycznej młodzieżówki nie wykorzystała też partia Razem, która prezentując swoją koncepcję sprawiedliwych sądów mogłaby przedstawić się jako dorosła formacja zdolna do rządzenia i posiadająca ofertę dla osób nie będących beneficjentami polskich przemian.

Czy prezentacja alternatywy dla pisowskich ustaw dotyczących sądów zatrzymałaby legislacyjny walec, który przetoczył się przez Sejm i Senat? Zapewne nie. Obecny parlament jest maszynką do głosowania w rękach Jarosława Kaczyńskiego. Co do tego nie ma złudzeń. Gdyby jednak ostatnie pół roku opozycja spędziła na rozmowie z wyborcami, przekonywaniu nieprzekonanych, pokazywaniu własnych pomysłów, a nie na prowokowanych przez PiS utarczkach słownych w parlamencie i jedynie recenzowaniu jego działań, to ten walec przejechałby z mniejszą butą ze strony rządzących, mniejszą akceptacją społeczną dla niedemokratycznych i niekonstytucyjnych rozwiązań oraz z większą nadzieją na przyszłość.

Półrocze rozpoczęte protestami w obronie wolnych sądów i zakończone środową deklaracją prezydenta Dudy pokazuje, że nawoływanie do powstania Zjednoczonej Opozycji to jak nawoływanie do mieszania herbaty bez cukru. Samo połączenie to za mało.

Polska scena polityczna przypomina dziś wigilijny stół, przy którym jest jedno wolne nakrycie dla niespodziewanego gościa. Zapewne w wielu domach będziemy sobie w niedzielę życzyć, by wkrótce to miejsce zostało sensownie zajęte.

***

Michał Syska – publicysta, dyrektor Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a we Wrocławiu.

Bio

Michał Syska

| dyrektor Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a we Wrocławiu
Dyrektor Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a we Wrocławiu. Publicysta (publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku", "Trybunie", "Krytyce Politycznej", "Przeglądzie", "Le Monde Diplomatique"). Działacz społeczny.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. To bardzo intrygujące, że autor uważa, że opozycja była do czegoś zdolna, poza awanturami i samokompromitacją, zwłaszcza jak się weźmie pod uwagę sprawność umysłową jej przywódców, tzn. jej brak.
    Chciałbym zrozumieć skąd taka odważna teza ?!?

    1. Odpowiedź jest bardzo prosta. Zmiany Pis są dla opozycji korzystne bo po zmianie rządów, będą mogli z nich korzystać więc protestują tak aby nic się nie zmieniło.

  2. Trudno się nie zgodzić. Osobiście po tych lipcowych protestach oczekiwałem, że opozycja zaproponuje jakiś okrągły stół, gdzie będzie miejsce dla wszystkich partii i tych co są w sejmie i tych co są poza nim (także PiS, choć pewnie by do niego nie usiadło), że do takiego stołu zaproszeni zostaną ludzie ze środowisk sędziowskich, prawniczych etc., autorytety w tych sprawach jak Łętowska i wspólnie uda się wypracować jakieś sensowne postulaty, bo że zmiany były potrzebne to było wiadomo już od dawna. Nawet jeśli nie miałyby one szanse zostać przyjęte, to byłoby to pokazanie, że też chcemy zmian, może z niektórymi postulatami udałoby się trafić poza swój elektorat? Może byłaby to fajna podstawa do tego co będzie trzeba zrobić, gdy przyjdzie czas sprzątania po PiS.
    Inną opcją było tak jak napisał autor, czyli po prostu jakieś propozycje danych partii, których się nie doczekaliśmy. Mnie najbardziej rozczarowało Razem, które złożyło jasną deklarację, że taką propozycję przedstawią, a do dzisiaj ani widu, ani słychu o czymś takim. Oczywiście można mówić, że to nie miało sensu, że i tak nie miało szans na powodzenie, ale to takie pierdu, pierdu. Dla Razem, to była właśnie szansa by pokazać, że mają ciekawe propozycje, że potrafią wyjść ponad podziały, że dorośli do polityki, pokazać się jako sensowna partia. Cóż niewykorzystana okazja. Reszcie się nie dziwię, PO jak nie miała nic do zaproponowania w jakimkolwiek temacie, tak nadal nie ma, dla nich taka sytuacja, czyli polaryzacja, czyli napuszczanie jednych ludzi na drugich, to jest świetna sprawa. Po co im wystosowywać jakieś sensowne postulaty, propozycje? Oni grają na emocjach, tak wybrali, więc te emocje będą podsycać. Myśleli że na lipcowych protestach będzie się dało pociągnąć dłużej, a tutaj mała niespodzianka i w grudniu ludzie nie wyszli sądów bronić. W lipcu pan Schetyna był przekonany, że to PO i on wyprowadzili ludzi na ulicę, jakoś w grudniu im się nie udało 🙂 Oni chcą by paliwem były właśnie kłótnie, emocje, walka, więc im tak naprawdę jest na rękę jeśli już PIS coś niszczy, by robił to jak najbardziej, jak najwidoczniej, bo mobilizują twardy elektorat i dzięki temu nie dojdzie do rozdrobnienia głosów za 2lata, bo ludzie zagłosują z zatkanym nosem na PO, a nie na Nowoczesną, Razem, SLD czy kogoś tam jeszcze, by nie tracić głosu. To jest gra Platformy i tyle, nie sądzę by można oczekiwać od nich jakichkolwiek propozycji.
    Według mnie (tutaj kamyk do ogródka opozycji parlamentarnej, bo ta pozaparlamentarna raczej nie miała takich możliwości) błędem było to, że nie spróbowano wbijać klina między Dudę, a PiS. To jest polityka, czasem trzeba robić różne dziwne rzeczy, można było jakoś lawirować, grać, próbować skłócić Dudę z PiS jeszcze bardziej etc. Ale oczywiście nie, bo ich głównym celem jest by wrzało w społeczeństwie jak najmocniej, więc takie coś nie wchodzi w grę.

    Ogólnie opozycja leży. Leży PO z 18% poparciem, leży Nowoczesna, którą z tego co obserwuję w ostatnich dniach i to jakie głosy słyszę, to zatopi Lubnauer. Leży lewica, gdzie wszystko na to wskazuje nie będzie porozumienia między Razem, a duetem Nowacka-Biedroń, oboje z tego co czytam po wywiadach coraz bardziej wydaje się, że coś kombinują, będzie nowa partia (to będzie na pewno gwóźdź do trumny Nowoczesnej i mocne osłabienie i tak bardzo słabej partii Razem).
    Ciemność, widzę ciemność.

    1. Nie ma sensu myśleć w innych kategoriach, niż wielkiego projektu politycznego na ponad 40 procent, który będzie wstanie wygrać z PiS, zarówno myślenie Partii Razem, pączkowanie kolejnych projektów na lewicy nie ma sensu.
      Oczywiście stan PO jest beznadziejny, ale już Lubnauer daje minimum nadziei w Nowoczesnej, obie partie będą się jeszcze jakiś czas kopać do wyborów samorządowych, ale wspólna lista opozycji wydaje się powoli przesądzona i ta próba zjednoczenia jest jedynym rozwiązaniem, które daje jakąś realną szansę.
      Wybór lewicy urasta do rangi historycznego i nie chciałbym być w skórze liderów lewicy, jeśli PiS wygra kolejne wybory przez rozbicie opozycji, dwa Partia Razem może uzyskać gorszy wynik, niż w 2015 roku i tu, także nie widać żadnych postępów – być może jestem mało obiektywny – ale spytałem mojego kolegę, który jest bliżej lewicy i także niczego pozytywnego nie zauważył i przyznał mi rację.

      1. Bo to jest dylemat, niestety. Skłamałbym gdybym powiedział, że nie mam w głowie pytań jak to wszystko się potoczy i jakie wybory będą najlepsze. A pewnie jeszcze gorzej będzie gdyby doszło do zmiany ordynacji za 2lata, podwyższenie progu wyborczego pewnie sprawi, że pytań w głowie będzie coraz więcej. To jest taki dylemat w sensie czy zostać przy swoich wartościach i swoich poglądach czy jednak je sprzedać i co tu dużo mówić poczuć się jak szmata, bo tak pewnie bym się poczuł głosując na jakąś zjednoczoną listę PONowoczesnejSLD, tylko po to by odsunąć PiS od władzy i dać władzę ludziom którym nie ufam, nie wierzę i których poglądy są kompletnie odmienne od moich, czyli tym samym dać im mandat by robili w kraju coś z czym się kompletnie nie zgadzam, przy okazji dorzynając ledwo już dyszącą lewicę pewnie na jakieś kilkanaście lat. Podejrzewam, że jeśli bym to zrobił byłyby to moje ostatnie wybory na wiele lat, po prostu zrobiłbym to na zasadzie wrzucam głos, zatykam nos, zapominam o polityce, kompletnie odcinam się od wszystkiego z tym związanego, zajmuję się swoim życiem, resztę mam w du… i na żadne następne wybory nie pójdę, choćby i nam się szykowały rządy skrajnej prawicy po nieudolnych rządach partii neoliberalnych. Tak to niestety widzę.
        Do wyborów zostały 2lata, myślę że jeszcze sporo się może wydarzyć. Wariantów jest sporo, to wszystko będzie decydować o wyborach jakie się podejmie. Nie wiadomo co z ordynacją, nie wiadomo czy Nowoczesna przetrwa te 2lata, nie wiadomo czy PO się nie rozpadnie po ewentualnym powrocie Tuska, nie wiadomo co z Nowacką, Biedroniem, nie wiadomo czy w PiSie też nie zacznie dochodzić do jakichś sporów, nie wiadomo jak będzie z gospodarką za 2lata. Na dzień dzisiejszy, przy tym jak wygląda to tak jak wygląda, to głosowałbym na Razem, ale jak będzie za 2lata? Gdyby realnym próg wejścia do sejmu wzrósłby np. do 10%, a Razem miałoby w sondażach 3%? Nie wiem. Na Razem bardzo liczyłem, liczę nadal, ale entuzjazmu dużo mniej, niestety ale albo się ogarną i zacznie być w końcu widać jakieś efekty, choćby minimalne, albo długi marsz zakończy się za 2lata, gdy partia nie uzyska nawet 3% zapewniających dotację…

        1. Polityka bardzo rzadko jest wyborem marzeń, tego czego się chce, a najczęściej wybieramy to co jest realne i możliwe.
          Partia Razem i tak nie walczy o władzę, odsunięcie PiS-u od steru rządów, a walczy o jakiś przyczółek, wejście do parlamentu z małą liczbą posłów i tyle. PO, Nowoczesna – zjednoczona opozycja – daje przynajmniej cień nadziei na niespełnienie się czarnego scenariusza, czyli kolejnej kadencji PiS i niestety jest to chyba jedyny pozytyw tej sytuacji, tu kończy się bajka, a zaczyna życie.

          1. Tylko że dla lewicy ten przyczółek jest cholernie istotny, jest istotny bo na nim można by budować dalej. Brak lewicy za 2lata w sejmie, moim zdaniem będzie dla lewicy takim gwoździem do trumny po którym długo się będzie zbierać. A niestety rządy PONowoczesnej i odsunięcie PiSu w 2019rok, moim zdaniem mogą się skończyć jeszcze większą tragedią niż aktualne rządy PiS. Niedawno czytałem w internecie artykuł, że widać nastroje, które sprzyjają powstaniu skrajnie prawicowej partii, też takie mam wrażenie, wydaje mi się, że za 2lata nie będzie już Kukiza, a coś w to miejsce wskoczy i to coś niezbyt fajnego i to coś może nam się odbić czkawką za 6lat, jeśli po PiSie przyjdą neoliberalne rządy PONowoczesnej, bo na refleksje w tych ugrupowaniach i choćby lekkie skręcie do centrum chyba nie ma co liczyć.

          2. Tylko że dla lewicy ten przyczółek jest cholernie istotny, jest istotny bo na nim można by budować dalej. Brak lewicy za 2lata w sejmie, moim zdaniem będzie dla lewicy takim gwoździem do trumny po którym długo się będzie zbierać. A niestety rządy PONowoczesnej i odsunięcie PiSu w 2019rok, moim zdaniem mogą się skończyć jeszcze większą tragedią niż aktualne rządy PiS. Niedawno czytałem w internecie artykuł, że widać nastroje, które sprzyjają powstaniu skrajnie prawicowej partii, też takie mam wrażenie, wydaje mi się, że za 2lata nie będzie już Kukiza, a coś w to miejsce wskoczy i to coś niezbyt fajnego i to coś może nam się odbić czkawką za 6lat, jeśli po PiSie przyjdą neoliberalne rządy PONowoczesnej, bo na refleksje w tych ugrupowaniach i choćby lekkie skręcie do centrum chyba nie ma co liczyć.

          3. Dalej to znaczy ile i co, bo Partia Razem nie wyjdzie po za pewien margines, a przeciwnie stała się dla prawicy swego rodzaju skutecznym straszakiem. Ten przyczółek nic nie da przy kolejnej kadencji PiS, zmianach jakie zachodzą w kraju, dalszej radykalizacji młodego pokolenia w prawo itd.
            Odejście od logiki szerokiej formacji centro-lewicowej jest błędem. Przestańmy straszyć neoliberalizmem, gdy Schetyna składa kolejne obietnice 500 plus na pierwsze dziecko, 13 emerytura – piszę pan tak jakby w Polsce była możliwa jakaś społeczna rewolucja i pewno rzeczy można było zmienić łatwo i szybko – nie.

    2. jeśli ktoś ma na prawdę poglądy lewicowe to specjalnie nie powinien zaprzątać sobie głowy PO czy Nowoczesną ( momentami można było odnieść wrażenie, że politycy tych dwóch partii liczą, że wjadą na plecach protestujących w lipcu na ministerialne stołki ) liberałowie sobie poradzą, mają takie wsparcie finansowe, o którym lewica może tylko pomarzyć, a jeśli chodzi o RAZEM , to nie rozumiem zniecierpliwienia jej wyborów, to praca na przynajmniej najbliższą dekadę, jeśli liberałowie rządzili tym krajem bezpośrednio lub pośrednio przez ostatnie 28 lat, to budowanie prawdziwej lewicy musi potrwać i to dla RAZEM prawdziwe wyzwanie, ja wierzę, że za 2 lata wejdą do parlamentu

      1. Mnie nie martwi, to że liberałowie sobie nie poradzą, bo oczywiście sobie poradzą, w tym sensie że nie zatoną, bo czy stać ich na przejęcie władzy, to wątpię. I to jest właśnie problem, że na dzień dzisiejszy jedyna szansa, by PiS odsunąć od władzy to ci liberałowie (i tak będzie przez najbliższych parę lat), więc jednak dobrze by było by byli jakoś w miarę ogarnięci, przesunęli się trochę do centrum i odebrali PiSowi władzę, bo mimo wszystko nie uśmiecha mi się mieszkać w kraju PiSu przez najbliższych 10lat dopóki lewica się nie ogarnie, na co i tak się nie zanosi póki co. I jeśli myślę o liberałach, to właśnie w takim kontekście, że myślę po prostu o Polsce z którą PiS całkowicie zniszczy jeśli będzie miał 2kadencję, a co nawet chyba gorsze im dłużej będzie rządzić PiS, tym większe spustoszenie zrobi w społeczeństwie, tak że będzie się to za nami ciągnęło przez lata. Odebranie im władzy jest po prostu koniecznością i na dziś mogą zrobić to niestety tylko liberałowie z PONowoczesnej. Oczywiście ja na nich nie zagłosuję, ale takie niestety są fakty. Może swoje 3grosze dorzuci Biedroń i Nowacka, bo widzę że uśmiechają się do Budki, Gasiuk etc. i planują założenie swojej partii. Dla mnie to będzie trochę rozczarowanie, bo sądziłem że bliżej będzie im do lewicy, ale cóż… Może to i dobrze, jak oni wejdą w taką większą koalicję, może choćby jakieś minimalne lewicowe postulaty uda się wnieść do sejmu.
        A ja rozumiem zniecierpliwienie jeśli idzie o Razem i sam szczerze mówiąc nie mam już takiego entuzjazmu do nich jak 2lata temu. Niestety według mnie szansa, że znajdą się w parlamencie za 2lata jest dość nikła, tym bardziej jeśli zmieni się ordynacja. W wyborach samorządowych zaliczą totalną klęskę, ale tutaj niestety taka specyfika, to najtrudniejsze wybory dla małych partii, jednak może i pewnie odbije się to na postrzeganiu Razem jako na partii, która nie ma żadnych szans. Ja rozumiem pracę u podstaw etc., co jednak nie zmienia faktu, że partia nie potrafi przez 2lata ani trochę powiększyć swego elektoratu, to jednak świadczy o tym, że jest coś nie tak, baaa nawet niektóre sondaże pokazują 2% czyli poparcie mniejsze niż 2lata temu (tak było parę gdzie było 4%, ze dwa razy 5%, ale jak widać się nie utrzymuje, stałe jest 2-3%). Można narzekać na media, ale jednak chyba nie do końca taktyka się sprawdza skoro nie ma choćby minimalnego wzrostu. Nie oczekiwałem wiele, jednak po 2latach, chcąc realnie myśleć o wejściu do sejmu za 2lata, to wypadałoby dziś mieć regularnie w sondażach 5-6%, a niestety partii Razem jest do tego cholernie daleko. Poza tym w moim odczuciu nie potrafią wyjść poza swoją bańkę, faktycznie czasem sprawiają wrażenie zbyt radykalnych, choć według mnie to jest bardziej kwestia języka, sposobu przedstawiania swoich poglądów, a nie konkretnie radykalności samej w sobie, w poglądach. Niestety też się za nimi ciągnie niezdolność do kompromisów, współpracy, niby to rozumiem, ale też to jednak jakoś wpływa na wizerunek. Wystarczy porównać takiego Biedronia, też potrafi krytykować PO, też często mówi podobnie jak Razem, ale jego zawsze odbierają pozytywnie, a jak mówi ktoś z Razem, to odbierany jest negatywnie.
        Nie wiem co będzie z Razem, według mnie za te „lata”, które mają upłynąć na budowie lewicy, to Razem może już nie być jeśli nie wejdzie do sejmu w 2019 roku, a na to się niestety zanosi.

        1. Dodam, że tym gorzej dla Razem, że głosy wyborców leżą po prostu na ulicy, a jakoś żadnych nie udaje im się z tej ulicy podnieść, nawet tych marnych 3-4%, które sporo by zmieniły w postrzeganiu partii, gdyby w sondażach miała regularnie 6-8%.

  3. Nie ma „społecznego gniewu na sądy”. Jest histeria medialna rozpętana przez autorytarną partię w celu przejęcia sądownictwa i wykorzystania go do walki z opozycją. Co się udało. Nie jestem pewien czy pozyskiwanie kogoś do własnej wizji reformy sądownictwa ma w tej sytuacji w ogóle sens.

  4. 100% zgoda. Niestety nie ma sensownej opozycji w Polsce. Najfajniejsze jest Razem, ale rzeczywiście cały czas nie wyszli poza ramę sympatycznej młodzieżówki. Pozostałe partie to jeden wielki bełkot i obrzydzenie. Nie ma bata, żeby na nich zagłosować nawet w drugiej turze.

  5. Mam serdeczną prośbę do Krytyki, pana Sutowskiego , pan Gduli, pana Kapeli czy kogokolwiek innego z zacnego grona „MĘDRCÓW WIEDZĄCYCH WSZYSTKO”, aby wytłumaczyli mnie, tępemu lewakowi z zadupia „takie cóś”:
    Mamy w Polsce tzw. cztery a nawet pięć ośrodków władzy — ustawodawczą, wykonawczą, sądowniczą, prezydencką i dziennikarską.
    Mam bezpośredni wpływ na trzy spośród z nich — wybieram parlamentarzystów, prezydenta oraz szeroko rozumianą brać dziennikarską na którą „głosuję” czytając, oglądając i wreszcie kupując treści które mnie interesują, na władzę wykonawczą mam wpływ pośredni gdyż ta jest wybierana przez moich (lub innych) przedstawicieli w parlamencie, amen.
    Teraz meritum mojego zapytania — jaki wpływ jako społeczeństwo mamy na władzę sądowniczą? Jak możemy ową władzę nagradzać lub ganić, w jaki sposób możemy owej władzy pokazać żółtą kartkę? Można ganić pisiorów ale jaki pomysł na ukrócenie „sobiepaństwa” sądów ma tzw. opozycja demokratyczna? Czy pomysłem są słowa Agnieszki Holand „żeby było jak dawniej”? Słucham od roku napirdalania owej opozycji pt. „Rozmontowywanie państwa prawa, zamach na KRS, itd” ale równie dobrze mogli by wrzeszczeć „a u was biją murzynów”, efekt ten sam czyli NIC!!!! Jeżeli tak ma wyglądać społeczna kontrola nad władzą sądowniczą to mam pomysł jak zaoszczędzić kilkaset milionów złotych „traconych” co jakiś czas na wybory — każmy parlamentarzystom czy radnym aby co cztery lata wybierali spośród siebie nowych przedstawicieli tak jak robi to KRS mianując sędziów którzy wybrali owy KRS ze swojego sędziowskiego grona, będzie taniej i spokojniej, nie będzie plakatów, agitacji czy pustych obietnic, ZLIKWIDOWAĆ WYBORY!!!!! POWOŁAĆ KRPS (krajową radę parlamentarno-samorządową), precz z demokracją!!!!!!

    1. Parlamentu też nie wybierasz. Tylko jak ciul w PRL-u zatwierdzasz wcześniej ułożone listy cynki ułożone przez paru partyjnych gangsterów.

      Co do sądów, to teoretycznie do skutecznej kontroli powinny całkowicie wystarczyć (a) dobre jakościowo i przejrzyste prawo, które jest w całości kształtowane przez przedstawicieli „suwerena” (również tylko teoretycznie, patrz wyżej na zatwierdzanie list partyjnych cyngli) oraz (b) wieloinstancyjny system odwołań, który jest niczym innym jak systemem wzajemnej kontroli)

      Punkt (a) powinien również skutecznie regulować weryfikowanie i dyscyplinowanie kadr sędziowskich.

      Sądownictwa nie można naprawiać na podstawie plotek i paszkwilów produkowanych przez propagandowe szczujenie. Akurat instytucje kontrolne były dotąd ustawione wzorcowo i były często wzorcem kopiowanym przez inne kraje (jak KRS reprezentujący w sposób zrównoważony środowiska sędziowskie i polityczne, które mogły sobie patrzeć na ręce).

      Od dawna wiadomo, że podstawowym problemem sądownictwa jest wyjątkowo niska jakość prawa tworzonego głównie na kolanie przez odmóżdżonych i bezkręgowych partyjnych cyngli, których nikt nigdy w wolnych wyborach nie wybierał (zatwierdzanie odgórnie wyznaczonych list partyjnych cyngli przez ciuli udających wyborców jako wolny wybór się nie liczy).

      Naprawę sądów i państwa należy więc zacząć od naprawy demokracji i Sejmu a nie oddawanie całej władzy w ręce nikogo nie reprezentujących partyjnych cyngli.

      1. Ciule, cyngle, odmóżdżeni, bezkręgowi… tylko kadry sędziowskie bez zarzutu, bo to prawo do de, a sędziów samokontrola wzorcowa… cieszę się że mój świat to zupełnie inny świat, naprawdę

        1. Z wzajemnością. Twój świat zupełnie mnie nie interesuję i nie chcę mieć z nim nic wspólnego.

    2. No właśnie! Przecież w Konstytucji RP napisano:
      Art. 4.[Zasada suwerenności Narodu; formy sprawowania władzy]
      1.Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
      2.Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

  6. Klasyczny populistyczny bełkot osoby, która nigdy nie była w sądzie. Proszę poszukać w badaniach społecznych. Osoby, które korzystały z „usług sądów” są w większości zadowolone. Na wymiar sprawiedliwości narzekają przede wszystkim osoby, które nie miały z nim do czynienia. Oraz oczywiście dziennikarze i publicyści, bo jak wiadomo decyzja sądu powinna być dokładnie przemyślana, sprawiedliwa, powinna się odnosić do Konstytucji, wszelkich możliwych konwencji i powinna zapaść najpóźniej dzień po wpłynięciu sprawy do sądu. Opowiadanie głupot o konieczności reformy wymiaru sprawiedliwości doprowadziło właśnie do sytuacji, że został on całkowicie upolityczniony. I jest to sytuacja, która już się nie zmieni, bez względu na to kto wygra następne wybory. Moje najszczersze gratulacje dla Dziennikarzy, Publicystów i oczywiście Wyborców. Wreszcie prosty ludek odegra się na tych złych elitach. Obawiam się jednak, że to ten prosty ludek zapłaci teraz słony rachunek. Dokładnie tak samo jak prosty ludek, który wybrał Trumpa (bo elity mówiły o nim brzydko buuuuu!) płaci teraz cięciami w programach socjalnych. Może czas wreszcie powiedzieć sobie otwarcie, że to nie Politycy są beznadziejni, ale Wyborcy są kompletnymi idiotami.

    1. w sprawach to ma podstawy to powinna się odnosić do Konstytucji skoro jest ona tak ważna dla sędziów

      1. Sąd nie może stosować bezpośrednio Konstytucji. To było by sprzeczne z naszymi prawem. Sędziowie mają być niezawiśli, ale nie od prawa. Proszę nie wzorować się na amerykańskich serialach. Mamy inny system prawny.

        1. Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego rzeczywiście nie może.Natomiast we wszystkich metodykach cywilnych i karnych są bardzo długie rozdziały,że sędzia jest zobowiązany do prokonstytucyjnej wykładni,żeby zapewnić jak najpełniejszą realizację norm Konstytucji i umów międzynarodowych.

          1. Ludzi by to tak nie denerwowało gdyby takie sztampowe sprawy sądził ktoś w rodzaju jakiegoś referendarza,sędziego grodzkiego.Traktowaliby kogoś takiego jak panią wydającą dowody osobiste w urzędzie.Przecież jak zrobi ona nawet błąd to nikt jej bić nie chce.
            Natomiast sędzia i prokurator to byliby przynajmniej niezli prawnicy od poważnych problemów do rozstrzygnięcia ( byłoby ich pewnie kilka razy mniej).

          2. Metodyka w sprawach karnych Piotr Hofmański,Stanisław Zabłocki.Stwierdzenie niekonstytucyjności aktu normatywnego lub jego niezgodności z traktatem międzynarodowym powinno być poprzedzone próbą dokonania takiej wykładni tego aktu,aby wyinterpretowana norma pozostawała zgodna z Konstytucją lub Traktatem.Są niezli sędziowie na różnych szczeblach.Większość naszych sądów przypomina raczej te z noweli H.Sienkiewicza,w której wójt,ksiądz proboszcz i pisarz gminny Zołzikiewicz orzekali tego zamknąć w chlewiku na trzy dni,tego w oborze na tydzień.

        2. Mam do dzisiaj jedną z takich metodyk autorstwa sędziego Stanisława Zabłockiego.Dla kogoś kto czuje temat nie powinno być problemem nawet sensowne uzasadnienie oddalenia powództwa czy uznania,że nie było naruszenia podstawowych zasad.Siedziałem raz cały dzień w Bibliotece szukając argumentów na oddalenie powództwa w którym ktoś się powołał na jakieś europejskie rozporządzenie,na różne traktaty.Chciał ten ktoś ewidentnie naciągnąć drugą stronę i pani sędzia starszej daty aż się trzęsła na samą myśl o tym.

    2. Od czego zaczęła się opozycja przeciwko systemowi radzieckiemu i PRL.Od poszukiwania sprzeczności między teorią a praktyką ustroju,od Komtetów Helsińskich,które powiedziały sprawdzam w kwestii jak władze wywiązują się ze zobowiązań KBWE.Nomenklatura też była władzą,która sama się wybierała i oceniała.

    3. Z ostatnim zdaniem niestety zgadzam się tylko w ostatniej części .Co do wymiaru sprawiedliwości o czym jest mowa w artykule .To niestety prawda .Jako uczestnik wielu postępowań muszę się z tym zgodzić .Przewlekłość . bełkot w uzasadnieniach .arogancja w stosunku do stron procesowych , brak empatii,bojaźń orzecznicza ,i wiele wiele innych zarzutów .A wszystko bierze się niestety z systemu kształcenia prawników, zasad tworzenia prawa i najważniejsze jego interpretacji ,która jest niespójna w wielu zagadnieniach fundamentalnych rozszerzająca co w efekcie podważa zaufanie obywateli do państwa .Cały ten splot spraw powoduje ,że społeczeństwo ma taki a nie inny osąd sądów .

  7. Pół roku ? Serio ? O problemach z i w wymiarze sprawiedliwości wiadomo od lat a przedstawiciele narodu (mam na myśli polityków opozycji) powinni się tym zajmować od pół roku ? Rozumiem ze przez te 8 lat rządów byli zbyt zajęci, autostrady, pendolino, budowanie pozycji Polski (albo tylko kilku Polaków) w UE, to i może nie było czasu na problemy zwykłych Kowalskich. Ale pierwsze co powinni zrobić po przegranych wyborach to zastanowić się dlaczego zwykły Kowalski na nich nie głosuje. I radziły te mądre głowy aż wymyśliły, że to wina narodu bo naród głupi, sprzedajny za pincet, zawistny, o te tam jakieś ośmiorniczki i zegarki. Jakie ten naród może mieć problemy ? Chyba tylko aby mu te 500 na miesiąc chlania starczyły…

    1. Czym są ośmiorniczki, zegarek wobec 100 mln Biereckiego i 4 mld złotych strat SKOK-ów, z których PiS stworzył prywatny folwark, czy wobec obecnego dojenia kasy ze spółek skarbu państwa i tworzenia różnych prawicowych fundacji, tylko opozycja jest zbyt głupia i leniwa, żeby się tym zająć, obalić pewien mit PiS-u jako partii uczciwej. Przecież gdybym ja prowadził kampanie Komorowskiego to Andrzej Duda przez 2 pierwsze miesiące odpowiadałby na pytanie – czy jest pan skończonym idiotom, czy ostatnim łajdakiem – odnośnie ułaskawień klientów Marcina Dubienieckiego zięcia prezydenta – który wyłudził z PFRON-u kilkanaście milionów złotych, a którego wspólnika skazanego prawomocnym wyrokiem sądu ułaskawił Lech Kaczyński – czy to funkcjonuje w świadomości społecznej jak ośmiorniczki – nie.
      Trochę pracy i coś się zmieni.

      1. Wspaniale… , czyli celem działania znów nie ma być poprawa sytemu sądowniczego, ale szukanie „kwitów” na przeciwnika .

        1. Nigdzie tego nie piszę i nie rozumiem dyskusji w logice czy myć ręce, czy nogi ?
          Opozycja oczywiście musi zrobić i jedno i drugie, zarówno dokonać wewnętrznych zmian, zaproponować kilka swoich projektów, być może zdecydować się na zbieranie podpisów pod referendum konstytucyjnym odnośnie SN, TK i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości jak i zająć się brudną kampanią wobec PiS, choć to słowo „bruda tu nie do końca pasuje, bo wszystkie te sprawy są obiektywną prawdą, to grzechy PiS za które oni nie odpowiedzieli, choćby w wymiarze społecznym, poparcia, bo te rzeczy nie funkcjonują z odpowiednią siłą w świadomości społecznej.
          Nawet najlepsza drużyna piłkarska nie gra 90 minut pięknej ofensywnej piłki, a potrzebuje ludzi od destrukcji, dwa jestem zdania, że opozycja nie straciła pół roku, a całe 2 lata, gdzie nie tylko nie wykonała praca pozytywnej, a wręcz traciła poparcie, kredyt zaufania
          i pokazała pewne dno – to wszystko będąc w opozycji (sic!).

      2. Rozumiem że skoro stawiałby Pan takie pytanie Andrzejowi, w kampanii o to co robił Lech, to popiera Pan pytanie i grillowanie Trzaskowskiego w kampanii za HGW ? Ja tego nie popieram.
        Dojenie kasy i tworzenie fundacji – to chyba nie wymaga komentarza, jakkolwiek jest to straszne – wszyscy siebie warci, chyba że ma Pan jakieś dane że np PIS wydoił i dotował fundację o np 5 zł więcej niż poprzednicy, wtedy faktycznie gorszy.
        Co do Biereckiego i SKOKów też mnie dziwi że tak mało jest to w świadomości Polaków, tym bardziej że poprzednicy mieli możliwości i mogli dążyć do sprawiedliwości, dlaczego tego nie robili ? Dlaczego ?
        W ostatnim zdaniu dodałabym „Trochę pracy na rzecz społeczeństwa i coś się zmieni”, bo że na siebie oni pracują to ja nie mam wątpliwości, a chciałabym zobaczyć trochę ich pracy dla obywateli 🙂

        1. @Mała Mi
          Siłą rzeczy na Trzaskowskiego spadną pytania i „dorobek” Hanny Gronkiewicz Waltz tym bardziej, że partia nie potrafiła się ani od tego mądrze odciąć, czy uznać winny i zmienić tu swoją politykę, a wręcz przeciwnie kolejne wypowiedzi HGW szły w tym kierunku, że było za mało reprywatyzacji i nie było całościowej ustawy, która oddałaby pół Warszawy.