Kraj

Sutowski po rekonstrukcji rządu: Znikąd nadziei. Czas zapisać się do PiS

Mateusz Morawiecki

Rząd Morawieckiego po rekonstrukcji może łączyć represyjność prawicowych jakobinów z pragmatyzmem epoki thermidora. Komentuje Michał Sutowski.

Tak, to jest prawdziwa rekonstrukcja. Zmienia układ sił w rządzie, może realnie usprawnić jego działanie, a cały obóz PiS, z pewnymi zastrzeżeniami, skonsolidować. Nie trzeba też dodawać, że opozycja ma teraz jeszcze większy problem niż dotychczas. Ale po kolei.

Jarosław Kaczyński postanowił zostać naczelnikiem nie na pokaz i na parady wojskowe – co ponoć podpowiadali mu jeszcze w grudniu towarzysze z zakonu PC – lecz tak naprawdę.

W zrekonstruowanym rządzie Morawickiego naczelnik sprawy wojskowe i wewnętrzne obsadził najwierniejszymi z wiernych. Wszedł tym samym w buty Piłsudskiego, a potem także Jaruzelskiego (który w rządzie Mazowieckiego zainstalował własnych zaufanych: Kiszczaka z Siwickim), a potem też… Wałęsy z jego resortami prezydenckimi.

Sutowski o Morawieckim: Naczelnik kieruje, technokrata rządzi

Na gospodarce Kaczyński się nie zna, ale wierzy, że zna się Morawiecki – więc niech robi tak, żeby było dobrze. Za to w sprawach bezpieczeństwa (odmieniane przez kilka przypadków w krótkiej mowie premiera) kluczowi ministrowie mają być pasem transmisyjnym woli Prezesa.

Czy to coś nowego? Owszem, bo Antoni Macierewicz uporczywie grał na siebie, budował quasi-prywatne struktury (WOT) i organizował własny elektorat: od frakcji „smoleńskiej” po beneficjentów sowitych podwyżek i ułatwionych ścieżek awansu w armii. Ciekawą kwestią pozostaje, czy nowy minister obrony Mariusz Błaszczak zaanektuje dla Prezesa zbudowane przez Macierewicza aktywa.

Trudno natomiast uwierzyć, by Błaszczak zdołał odmienić obecną, naiwnie proamerykańską linię polityczną MON. Po raz kolejny okazuje się, że układ sił w Polsce, rządzie i partii jest dla Kaczyńskiego ważniejszy od układu sił i miejsca Polski w Europie.

Na to samo wskazuje wymiana szefa MSZ. Profesor Jacek Czaputowicz ma ładne karty w biografii, a studenci wspominają go jako kompetentnego wykładowcę teorii stosunków międzynarodowych. Można się spodziewać, że nie będzie plótł dyrdymałów o cyklistach, wegetarianach i San Escobar.

Problem w tym, że główny odcinek zadań dla polskiej polityki zagranicznej to dziś Unia Europejska, a nowy minister nie tak dawno zasłynął desperacką obroną ataku PiS na Trybunał Konstytucyjny. To niekoniecznie dobra rekomendacja dla kogoś, kto miałby ratować pozycję Polski w UE.

Traczyk o San Escobar: Nic śmiesznego

Idąc dalej, usunięcie ministra Szyszki i zastąpienie go pragmatycznym fachowcem i niezłym organizatorem to z pewnością dobry ruch wizerunkowy. Nowym ministrem środowiska będzie dotychczasowy szef Komitetu Stałego RM Henryk Kowalczyk, który sprawnie ogarniał ustawodawstwo gospodarcze rządu.

Szyszko jak mało kto nadawał się na karykatury i choć stało za nim silne lobby leśno-klerykalne, to jednak w dość zgodnej opinii odstraszał elektorat inny niż twarde jądro PiS. Dodatkowo jego ułańska fantazja narażała Polskę na bezsensowne konflikty z UE (niewykonanie wyroku Trybunału Sprawiedliwości!), z których premier Morawiecki rakiem musiał się wycofywać. Czas pokaże, czy zamiana Puszczy Białowieskiej w plantację desek była pomysłem strategicznym, czy chodziło w nim tylko o kasę paru leśników, ich córek i znajomych. Jak na zmianie szefa resortu wyjdzie polska przyroda, trudno dziś zatem powiedzieć – można się natomiast spodziewać płynnego podporządkowania polityki środowiskowej planom gospodarczym rządu zamiast interesom jednej tylko branży.

Jan Syszko (łac. mordercus patologicus)

Najmniej politycznych (w sensie układu sił) niewiadomych wiąże się z resortami gospodarczymi. Nowa ministra finansów Teresa Czerwińska to ceniona ekspertka, lojalna wobec premiera Morawieckiego. Można przyjąć, że obydwa nowe resorty – Przedsiębiorczości i Technologii (Jadwiga Emilewicz) oraz Inwestycji i Rozwoju (Jerzy Kwieciński) również obsadzone przez ludzi z dotychczasowej „drużyny Morawieckiego” będą odpowiadać za kluczowe filary wizji gospodarczej premiera: „podażową” politykę przemysłową i „popytowe” programy stymulujące wzrost. Podział zadań przecina podział na „rynek” i „państwo”, ale to akurat mieści się w założeniach tzw. Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Księżycowy plan Morawieckiego

A czy w praktyce wyjdzie z tego Polska mniej silosowa i państwo mniej teoretyczne – to również zagadka na przyszłość.

Wreszcie – resort zdrowia. Ministrowi Radziwiłłowi z pewnością nie pomógł folwarczny stosunek do podległej mu dziedziny. Trwający protest rezydentów ujawnia sprzeczności w systemie ochrony zdrowia (jak rząd więcej zapłaci młodym lekarzom, to może na dłuższą metę przestaną wyjeżdżać za granicę i przestaną zarzynać się w nadgodzinach, ale wtedy zabraknie rąk i głów do pracy dziś, a kolejki wydłużą się dramatycznie), których nie da się rozwiązać przepchniętą kolanem ustawą, modlitwą ani nawet przelewem z budżetu państwa.

Dla tej sprawy wszyscy powinniśmy głodować!

Tak złożona sfera wymaga bowiem negocjacji i porozumienia wielu silnych i świadomych swych interesów aktorów: administracji i podmiotów prywatnych, lekarzy i pielęgniarek, reszty personelu medycznego, pacjentów. Chciałoby się wierzyć, że zmiana w resorcie to sygnał, że rząd o służbie zdrowia zamierza rozmawiać, a nie wygłaszać kazania.

Co z tego wszystkiego wynika dla polskiej sceny politycznej?

Jarosław Kaczyński – na to wygląda – odsunął w cień najbardziej samodzielnego z polityków obozu władzy. Antoni Macierewicz ma wiernych wyznawców i wielkie ambicje, ale przy sondażach PiS na poziomie czterdziestu kilku procent trudno sobie wyobrazić kopanie przez niego dołów pod Kaczyńskim.

Za PiS – 40%, za polityką PiS – 25. Czy suweren oszalał?

Przesunięcie akcentów na „pragmatyzm i fachowość” na niwie gospodarczej otwierają szansę uczynienia „drużyny Morawieckiego” silnym podmiotem politycznym w ramach “dobrej zmiany”, do którego wyraźnie wdzięczy się prezydent. Po rezygnacji z samodzielnej pozycji politycznej Andrzej Duda może próbować „rzeźbić dobrą zmianę” (cyt. za Ludwik Dorn) wspólnie z narodowo-konserwatywnym technokratą na czele rządu.

Na poziomie wizerunkowym rekonstrukcja tego rządu bardziej odpowiada – biorąc za punkt odniesienia prawicowe media – opcji tygodnika „Do Rzeczy” niż portalowi braci Karnowskich, marginalizuje zaś smoleńsko-spiskową „Gazetę Polską”. Nacjonalistyczno-konserwatywny projekt silnego państwa – o ile nie wywróci się gospodarczo na jakimś szoku zewnętrznym, względnie podporządkowane władzy sądy nie wystraszą inwestorów na dobre – może być dla polskiej klasy średniej pociągający, zwłaszcza że marginalizacja Polski w UE może dokonywać się wedle modelu gotowanej żaby.

Dlaczego populiści wygrywają, nawet kiedy… przegrywają?

Skojarzenia z Gierkiem w krótkiej mowie premiera Morawieckiego nie są od rzeczy: rząd zjednoczonej prawicy jako rząd zjednoczonych Polaków, pracujący na rzecz poprawy losu wszystkich rodaków, aby Polska była wielka i jak najsilniejsza… Tamten projekt „drugiej Polski”  był dla większości Polaków (sorry, antykomuniści) atrakcyjny; zabuksował na aspiracjach rozbudzonych silniej niż dało się je zaspokoić, a wywrócił się na ciężkim kryzysie zadłużenia. Niczego podobnego nie widać na horyzoncie najbliższych dwóch lat.

Rząd Morawieckiego po rekonstrukcji może łączyć represyjność (Ziobro i Kamiński zostają) prawicowych jakobinów z pragmatyzmem etapu technokratycznego thermidora. Po drugiej stronie władzy, w ławach parlamentu zasiada Grzegorz Schetyna czekający aż rzeka przyniesie ciała jego wrogów, Katarzyna Lubnauer bez pieniędzy na partię, Ryszard Petru z „Planem Petru” i Władysław Kosiniak-Kamysz apelujący o dialog. Może już pora zapisać się do PiS?

Biedna opozycja patrzy na 40 procent PiS

czytaj także

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Według mnie to co dziś się stało da PiSowi kolejny skok w sondażach, będą chyba napierać na granicę 50%. Nie wiem czy to tak wszystko miało wyglądać, czy było wszystko zaplanowane, ale trzeba przyznać wyszło Kaczyńskiemu kapitalnie. Najpierw cieszyłem się z Morawieckiego, bo liczyłem, że na tym popłyną, nie miałem racji. Potem wydawało mi się, że ten kabaret z rekonstrukcją jakoś może się odbić negatywnie, tym bardziej, że nie spodziewałem się wielkich zmian w rządzie, a tutaj - bach!, kolejny piękny cios wyprowadzony przez PiS. Wymienienie Szyszko, Macierewicz, Radziwiłł, Waszczykowski, czyli ministrowie, którzy najbardziej wizerunkowo szkodzili PiSowi. Świetne posunięcie, którego naprawdę się nie spodziewałem. Teraz po demolce jaką mieliśmy przez 2lata, kolejne 2lata to będzie wyciszenie, będzie spokojnie i pewnie w konsekwencji zwycięskie wybory samorządowe, a potem miażdżąca wygrana w wyborach parlamentarnych. Jeszcze jakby udało się załagodzić spór z Unią, to już w ogóle.
Ludzie zaraz zapomną o jakichś tam sądach, trybunałach, a jeśli będzie się nadal żyło normalnie, to PiS ma głosy w kieszeni. I będzie poszerzać swój elektorat, jeśli teraz zapanują takie spokojne rządy, coś w stylu PO, "ciepłej wody w kranie", to można stawiać, że przeciągną na swoją stronę jakaś tam część wyborców z centrum, wyborców PO. Nie widzę na dziś żadnej szansy, że za 2lata ktoś z PiS może wygrać, robić zjednoczonej opozycji też nie ma sensu, bo jak pokazały ostatnie dni, nie ma żadnych materiałów by coś sensownego móc zbudować. PiS być może dziś wytrącił opozycji masę amunicji, którą mogli strzelać do rządu. PO i Nowoczesna na konferencjach dzisiaj wyglądali wręcz komicznie i żałośnie, w pełnej okazałości widać było kompletną bezradność, ale nie z powodu tego, że nie da się kompletnie walczyć z PiS, to jest bezradność w tym sensie, że opozycja nie ma żadnego pomysłu na taką walkę. Zresztą sam nie wiem co tu można by dziś zrobić? Tzn. na pewno nie robić z siebie idiotów tak jak to ostatnio robią i PO i Nowoczesna, to zawsze jakoś mogłoby pomóc :), ale tak poza tym? Nie mam pojęcia. Przedstawić własny pomysł na Polskę? Pewnie by to mogło pomóc, ale z drugiej strony dopóki za PiSu będzie ludziom dobrze, to nie wiem co trzeba by obiecać by ludzie nagle przestali ich popierać? Jest źle, bardzo źle i nie widać żadnych nadziei na to, że będzie lepiej.

Wrzucę jeszcze kamyczek do lewicowego ogródka, bo zawsze lubię to robić jak jest okazja 🙂 Czy lewica doszła do jakichś przemyśleń? Były święta, nowy rok się zaczął, takie okazje sprzyjają refleksji 🙂 Bo póki co to wszyscy, dosłownie wszyscy -Razem, Nowacka, Biedroń coraz bardziej zaczynają być irytujący. Pieprzenie Razem o budowie poparcia i o tym, że mają jakiś twardy elektorat właśnie runęło jak domek z kart, w ostatnim sondażu było 2%, z czego 60% powiedziało, że nie jest pewnych swojego głosu 🙂 Super 🙂 Jak na 2lata faktycznie jest się czym pochwalić, co lepsze 3% ma jakaś zbieranina Morawieckiego, która pewnie liczy tyle samo osób co ma procent, czyli 3 🙂 Nie wiem czy naprawdę w Razem nikt nie widzi, że chyba coś jest nie tak, skoro jest jak jest? Głosy leżą na ulicy, opozycji nie ma, a wam nic nawet nie drgnie, niby tyle wykonujecie pracy, pomagacie ludziom i co? I jajco. Lepszej okazji mieć nie będziecie. Frajerstwem jest niewykorzystywanie okazji jaka się dziś nadarza, czyli słabości liberałów. Sorry, ale głosów ludzi popierających PiS na dzień dzisiejszy nie przejmiecie choćby nie wiem co byście robili, dopóki nie będzie poważnego tąpnięcia (a na razie nie będzie), to ludzie nie przestaną popierać PiSu. Więc może trzeba zmienić priorytety i skierować się do liberalnych wyborców? Do prekariatu? Może do klasy średniej? Myślę, że można sporo głosów stamtąd zabrać, tym bardziej że tak jak piszę liberałowie są dziś tak słabi, że to się po prostu aż samo prosi... Tylko trzeba spróbować się otworzyć i wpuścić trochę świeżego powietrza, a nie zamykać się w swojej bańce, w swoich poglądach. Może czas postawić sobie w partii pewne pytania i skończyć z tym co jest waszym problemem czyli pewnego rodzaju fundamentalizmem? Takim zamknięciem się w swojej wieży z kości słoniowej, pouczaniem innych, zostawieniem w końcu tego co było złe w IIIRP, a skupienie się na tworzeniu pozytywnego przekazu i mówieniu o przyszłości? Byliście nadzieją, ogromną, cholernie się cieszyłem jak przeczytałem wasz program, bo oto się okazało, że nagle pojawiła się partia, która ma bardzo zbieżne poglądy z moimi. Potem pierwszy raz głosowałem z taką pewnością i przekonaniem, że oddaję słuszny głos, cieszyłem się z waszego wyniku, liczyłem że zaczniecie coś tworzyć sensownego, że będziecie dojrzewać, zmieniać się, rozwijać i iść do przodu. Mijają 2lata od wyborów, mam wrażenie, że wpadliście w jakąś stagnację, marazm, ten promyczek który się pojawił zaczyna powoli dogasać. Coraz bardziej niestety irytujecie. Ogarnijcie się!
Biedroń zamiast bawić się w robienie show i zachowując się jak panna na wydaniu, niech się wreszcie zdecyduje czego chce, bo to już robi się tak wkurzające, że facet robi się irytujący. Nie wiem, jak ma w planie to niech zakłada tą partię, jak chce być prezydentem to niech nim będzie, jak chce próbować scalać lewicę, to niech to zacznie w końcu robić. Nowacka tak samo niech się wreszcie ogarnie, a nie patrzy tylko do kogo się można przytulić.
Ale... złudne to nadzieje, że lewica się ogarnie. Coraz gorsze nastroje, coraz bardziej czarno to wszystko widzę.

O Biedroniu i Nowackiej mówiłem już podobnie wcześniej, jeśli nie zaczną działać już teraz to ich popularność zacznie się rozpływać. A co do Razem to bym nie był taki surowy. To, że sondaże dają im 2-6% to nie tylko ich wina. Ja już raz powiedziałem, że liberalni mają w tym kraju mocne media (jeszcze), więc w tej chwili tylko oni mogą bardziej wypromować Razem, ale na to się nie zanosi i nie dlatego, że Razem jest takie anty-liberalne (bo nie jest, chce być tylko jasno rozróżnione), tylko zobacz - czy Schetyna chce się usunąć w cień? Dalej grają tymi samymi kartami żądając innego wyniku. Wierzę, że jakby liberałowie zaproponowali lewicy faktyczny współudział (tj. wypełnienie (choćby częściowe) postulatów lewicowych (związki, edukacja seks. i tak dalej) i poprawienie aspektów socjalnych to by się nawet Razem nie zastanawiało, ale liberałowie dalej swoje - to wy się przyłączcie do nas, bo anty-pis, a "o reszcie pogadamy po wynikach". Tak się nie działa strategicznie, na razie zmysł taktyczny niesie PiS. Telewizja publiczna i radio też lewicy (poza SLD, ale to taka lewica na zasadzie, aby Razem i resztę inicjatyw rozbić) czy Razem nie bierze poważnie (daję jakiś sensowny udział w zaprezentowaniu, bo to nie w ich interesie promować opozycje z potencjałem, lepsze jest słabe PO i N-ka z ego założyciela godnego całej Warszawy. Ja czarno nie widzę, lewica gra na tym polu, na którym może, liberałowie na razie koncentrują się na stratach swoich pół niż na faktycznym strategicznym rozegraniu, aby blok liberalny (czyli lewica również) mogła spokojnie powrócić. Lewica ogarnięta jest tylko siedzi między dwoma machinami medialno-organizacyjnymi liberałów (prawicy chadeckiej) i PiSowców (vel karłowatej endecji)

Nawet pan nie wie jak bardzo bym chciał żeby PiS miał w sobie cokolwiek z endecji, niestety jedyne co ma z endecją wspólnego to sporadyczny źle wymierzony epitet z lewej strony.
Pozdrawiam

Generalnie u nas prawa strona sceny politycznej jest jakimś tworem trudnym do zdefiniowana, może stąd ich obecna popularność. Na pewno bliżej PiSowi do endecji niż PO. Ja jako lewak też chciałbym normalnej, zdrowej prawicy, bo te obecne "hybrydy poglądowe" są dla mnie trudne do zrozumienia a i lewicy nie ułatwiają zadania.

Ależ właśnie o to chodzi! Unikając autodefinicji i krystalizacji, PiS wymyka się również zewnętrznym próbom jednoznacznego zaszufladkowania. Myślę jednak, że najlepiej dopasowanym przymiotnikiem będzie nie "prawicowy" (zawsze się dziwiłem tej tendencji), a coś w stylu "oportunistyczno-faszystowski". Z tego samego względu nadal nie jesteśmy w stanie jednoznacznie sklasyfikować Hitlera i NSDAP - bo się po prostu wymyka.

" jest osobą nieheteronormatywną" czyli jaką osobą? Jest "waginosceptyczny" czy "prąciowątpiacy"?
Właśnie takie problemy "lewicy" powodują iż jest ona w czarnej dupie -- wincy LGBT, wincy imigrantów, wincy feminaziolek a przyszłość widzę świetlaną!!!!!
Serdecznie pozdrawiam.

Schroeder, Tusk i Junker i inni

Nie, gender i ekologia to zasłona dymna dla frajerek i frajerów. Tak by nikt nie zobaczył prawdziwego biznesu: kamienic, Nord Streamów, uchodźców dla korpo, rządów na telefon, too big banków, wymieniać można długo.

A kogo to obchodzi, że nie znasz podstawowych terminów używanych w nauce od prawie 30 lat? Bozia rączki uwaliła, nie można w guglu zapytać? Ale mam dziś dzień dobroci dla zwierząt - heteronormatywność to w skrócie pogląd, że tradycyjny model rodziny jest jedynym możliwym, a zatem nieheteronormatywność jest tego zaprzeczeniem.

I jedynym problemem lewicy, jak to określasz, jest to, że heteronormatywność jest kłamstwem obalonym naukowo z każdej strony (z biologią włącznie). Dość ciężko rozmawiać z ludźmi, którzy budują swój światopogląd na opresyjnych kłamstwach.

Panie Michale, kocham Pana! (ktoś wie, czy on ma żonę?)

Czyżby redakcja KP zaczęła uświadamiać swoich wyznawców, iż nadciąga nieunikniona 2 kadencja rządów PiS 🙂 Droga lewico pamiętaj - póki jeszcze jesteśmy EU, możecie się swobodnie przenieść. Jest tyle wspaniałych, rowiniętych i bezpiecznych miejsc w europie, od lat wdrażających wasze ideały. Szwecja, Niemcy, Francja, Belgia... Ostoje stabilności, pokoju i harmonii, których obywatele z błyskiem w oku spoglądaja na świetlaną przyszłość!!!

"Szwecja, Niemcy, Francja, Belgia... Ostoje stabilności, pokoju i harmonii, których obywatele z błyskiem w oku spoglądaja na świetlaną przyszłość!!!"

Zabawne, bo piszesz niby-ironicznie...a to prawda. Przyszłość tych państw rysuje się o niebo lepiej niż przyszłość peryferyjnej Polski

Masz rację - mamy tyle wspaniałych przykładów na harmoniczną koegzystencję różnych kultur i światopoglądów w państwach z dużą wspólnotą muzułmańską. Fikcją i największym kłamstwem jest twierdzenie, że gdy w danym kraju pojawi się około 20% muzułmanów powstają lokalni ekstremiści. Przykłady z Tajlandii i Indonezji niczego nie dowodzą. Podobnie z Indiami i Bangladeszem. Pokojowa integracja następująca w przytoczonych przeze mnie krajach europejskich jeszcze bardziej oddala nas od zmanipulowanego i fałszywego obrazu sytuacji.....

Nawet w tych krajach wiatr wieje raczej z prawej strony.

Faktycznie to PiS staje się dziś bardziej akceptowalny, niż opozycja w obecnym stanie mentalnym i personalnym, która dalej rżnie głupa - szczególnie Ryszard Petru bije tu kolejne rekordy absurdów. Na dziś szansa, że PiS nie będzie rządził 8 lat spadła niemal do zera, ale na miejscu Schetyny nie łudziłbym się, że po 8 latach PiS straci władzę, a nie będzie to cała długa epoka rządów PiS.
Czas zadać sobie trudne pytanie na co komu dziś opozycja ?
Jeszcze spełni się marzenie Morawieckiego, że w kolejnych wyborach miasteczko Wilanów zagłosuje na PiS.
Nie zgadzam się totalnie z tym, że dojdzie do marginalizacji Polski w UE - sama UE i polityka, też się zmienia i to raczej w kierunku prawicowym, niż lewicowym, a zaproszenie Orbana przez prezydium CSU wyraźnie pokazuje, że dla części sił w Europie Zachodniej stajemy się wzorem sukcesu i to raczej lewica przechodzi głęboki kryzys.

Cóż, taka postawa pokazuje, że niestety PiS może wszystko i żadnych konsekwencji nie będzie. Jeśli niszczenie sądów, ignorowanie konstytucji, demolowanie wojska, niszczenie naszej pozycji w UE i na świecie może być w jakikolwiek akceptowalne, to ja nie mam pytań.

@Exodus
Opozycja nawet na poziomie artykułowania pewnych spraw jest słaba, PiS zdominował polską politykę, debatę publiczną i przez ileś tam lat to nawet nie dochodziło do polityków PO, a takim skrajnym przykładem, postacią po części tragiczną, a po części żałosną stał się Bronisław Komorowski wierzący w zwycięstwo w pierwszej turze i głosy elektoratu PiS.
Przez 2 lata opozycja wykonała pracę ujemną, jak widzę polityka PO to najczęściej mam ochotę wyrzucić telewizor, a jak widzę np Hannę Gronkiewicz Waltz to nóż mi się w kieszeni otwiera i najchętniej waliłbym po mordzie nie bacząc na to, że to kobieta.
Petru zamienił Nowoczesną w kabaret, lewica szuka jakiejś drogi - właściwie na dziś te środowiska są w takim stanie, że nie potrzebują przeciwnika, a one muszą wejść na ring i stoczyć trudną walkę.
Wiele tych niecnych działań PiS ma jednak spore poparcie społeczne, a nawet jeśli ludzie kręcą nosem, to dalej bliżej im do PiS, niż do opozycji.

Niestety ale tak jest. Jak sam sobie zadaję pytanie, to gdyby PiS był bardziej centrowy światopoglądowo, tzn. nie majstrował przy ustawie o aborcję, nie machał tak religią na lewo i prawo, tylko po prostu był partią dla której ważna jest religia, tradycja, ale bez ostentacji i religia nie miałaby wpływu na prawo, czyli mówiąc krótko byłby spokojniejszy światopoglądowo (w zasadzie coś w stylu PO, która właśnie taką partią jest - konserwatywną, na kolanach przed Kościołem, ale mimo wszystko zachowująca jakiś dystans) i do tego dodać jeszcze, że gdyby nie demolował tak fundamentów demokracji - trybunał, sądy etc., to oczywiście, że bliżej by mi było do PiS niż do PO czy Nowoczesnej i bardzo możliwe, że mimo światopoglądu lewicowego mógłbym na nich zagłosować. Tylko to by się działo, gdyby PiS jednak był bardziej spokojniejszą partią (dodam, że te aktualne zmiany dla mnie nic nie zmieniają i nie zmienią, w PiS jest za dużo oszołomów, światopoglądowo są skrajnością i do tego gdzieś mają demokrację, bym mógł się skusić na oddanie na nich swojego głosu). I to według mnie pokazuje jaki jest problem i jakie mogą niedługo wyniknąć kłopoty dla opozycji. Ja jestem odporny na "nową twarz" PiSu, ale czy jakaś część wyborców centrowych będzie? Wątpię. U mnie jest parę bezpieczników, które nie pozwolą zagłosować na PiS, czy takie bezpieczniki są u niektórych wyborców PO? Na pewno może być ich mniej, bo np. odpada taki bezpiecznik jak właśnie kwestie światopoglądowe, dla mnie PiS jest nie do przyjęcia, dla części wyborców PO może być do przyjęcia. Kolejny bezpiecznik jak właśnie kwestie demokracji, za 2lata część osób może już o tym zapomnieć, jeśli PiS uspokoi nastroje, a jak jeszcze nie będzie się ludziom źle żyło, to ten bezpiecznik też będzie wyłączony. To pokazuje zagrożenie, że faktycznie może nastąpić jakichś odpływ z PO (a pewnie też dobije kompletnie Kukiza) do PiS. To pokazuje też jeszcze mocniej słabość opozycji i jej brak propozycji, właściwie to nic ludzi przy nich nie trzyma.

"kwestie demokracji, za 2lata część osób może już o tym zapomnieć"

Wyborcy zapomną o demokracji?

To jest niestety bardzo trafna analiza.

"Może już pora zapisać się do PiS?"

Owszem, i na deser obejżeć kolejne Ucho Prezesa. W końcu prawdziwa cnota krytyk się nie boi.

I tak doszliśmy do momentu, gdy rząd PiS wydaje się bardziej zjadliwy, niż opozycja i tylko czekać, aż spełni się marzenie Morawieckiego i na PiS zagłosuje miasteczko Wilanów.

Petru o Wilanów jeszcze walczy, ale to już może być droga, która go wyprowadzi z Sejmu. 😉

Bez Szyszki, Macierewicza i Waszczykowskiego w rządzie naprawdę nie ma kto ciągnąć PiS-u w dół. Zrzucili balast, a tymczasem opozycja zakłada sobie na szyję kotwicę w postaci "Planu Petru". PiS w zasadzie może teraz czekać z radykalnymi zmianami do wyborów, w których bez trudu uzyska większość konstytucyjną.

Najgorsze, że Schetyna będzie chciał iść "na całość", a to faktycznie - biorąc pod uwagę dotychczasową jego strategię - pozwoli PiSowi na większość konstytucyjną. Nie daj boże Schetyna zacznie grać strategią "Tuska na białym koniu, który nas zbawi", to już w ogóle PiS w następnej rządzie będzie mogło sobie pozwolić na wystawienie kota pana Naczelnika na jednego z ministrów.

Ja nie wiem, czy Schetyna chce Tuska z powrotem w Polsce. On chyba woli przewodzić 15-procentowej Platformie, niż być szeregowcem w 30-procentowej.

Tak, ale może wyskoczyć z Tuskiem na prezydenta, więc te scenariusze zbawieniowe "obozu antypis" są naprawdę różne. Już nawet w bardzo przychylnych PO mediach jasno dają do zrozumienia, że jeśli ma dojść do zmian to w PO musi zajść duże odmłodzenie kadrowe na szczytach. Schetyna jak przyspawany do fotela ignoruje oczekiwania i gra na zniszczenie swojej partii - i nawet ja, lewicowiec, dziwie się, że tak łatwo chce oddać te resztkę władzy, która posiada. Nawet PiS bardzo delikatnie odmładza pierwsze szeregi.

PiS się cały czas uczy, potrafi schować polityków niepopularnych lub bez charyzmy, a Grzesiu i Rysiu twardo stoją przy swoim. TVPiS (i cała machina medialna) będzie grać umiejętnie teraz na Plan Petru (aby rozbić do reszty .N i Petru) i na SLD (lepsze ugodowe i bezbarwne SLD (starzy, znani koledzy) niż mocne socjalnie i liberalnie Razem). Jeśli gospodarka się nie zasapie (lub faktycznie będą rać na wyjście z UE) i nie wyskoczą z niczym kontrowersyjnym to PiS ma drugą kadencję bez większych problemów, a jak by się udało ograć w Warszawie to nawet nie ma o czym mówić. Starzy liberałowie (~Newsweek) walą w tych młodszych (Kultura liberalna), ale lewica bez zaplecza medialnego dalej próbuje w tym chaosie ugrać coś dla siebie i przepchnąć pojedyncze inicjatywy.

Tej analizie brakuje uwzględnienia elektoratu radio-maryjnego. Nie wiemy, jaka będzie jego reakcja. W dużym stopniu będzie to zależeć od losu ustawy zwiększającej ochronę życia. Bo środowisko Gazety Polskiej już zainicjowało dekompozycję obozu władzy (http://niezalezna.pl/213654-pawel-piekarczyk-zwroci-order-od-prezydenta-dudy-za-jego-role-w-dymisji-ministra-Macierewicza; osoba, o której mowa w tym linku jest bardzo reprezentatywna dla tego środowiska). Zapowiada to pojawienie się teczek i kwitów na byłych kolegów z prawicy. Co sytuacji opozycji nie poprawia - przy jej dzisiejszej kondycji prawica się podzieli i zbierze 2/3 głosów, jak to się stało po vecie Prezydenta. Ale nie ma kogo żałować - dominująca część liderów opozycji parlamentarnej tak czy siak szkodzi Polsce, w oczach jednych w sposób, który wytyka im PiS, w oczach innych swoją niezdolnością do stawiania życiu publicznemu począwszy od siebie wysokich wymagań.
@matts06 Może RAZEM też nie ma pomysłu na wygraną, ale przynajmniej w swoich wyborach jest uczciwe. W tych czasach deficytu etyki, to już coś niecoś. Zresztą gdyby po wyborach 2015 RAZEM przyłączyło się do głównego nurtu opozycji, dziś byłoby nieodróżnialne, miałoby notowania na poziomie Unii Pracy. A czasem w niektórych sondażach przekracza próg wyborczy. Po wyborze K.Lubnauer pojawiły się spekulacje, że SLD i .Nowoczesna mogą iść wspólnie do wyborów (w Warszawie wspólna lista tych partii z PO jest już prawie przesądzona). Jak więc RAZEM mogłoby rozważać sojusz z SLD, jeśli tej partii obojętne, czy stołki w samorządach wygra z lewicą czy z neoliberałami? Gdyby w taki sposób "zjednoczona opozycja" zaczęła rządzić, w kolejnym rozdaniu wybory wygrają narodowcy pod szyldem "unarodowionego" PiS lub bezpośrednio ONR. Owszem, RAZEM by więcej znaczyć, musi się zmienić, ale drogą do tego mogą być porażki, oby tylko nie śmiertelne. Dopóki mają wiarygodność etyczną, są w grze, mogą czekać na zwrot koniunktury. Drogą na skróty poszedł Palikot, który nie tylko nie stworzył niczego trwałego, ale roztrwonił skromny kapitał lewicy pomagając przy tym zorganizować się i zmobilizować ciężkozbrojnej prawicy. Niech RAZEM nie idzie tą drogą. Wiele Polek i Polaków potrzebuje "konserwatywnej lewicy". Tyle dobrych rad dla RAZEM.

Z prawej strony strony PIS potencjału już nie ma, PiS wykorzystuje swoją pozycje i bierze z lewej to, o co PO nie chce się schylić. To jest jasne chyba dla wszystkich, że od przegranej Razem jeszcze jest potencjał odbicia się, ale od przegranej jakiegoś bloku Razem + SLD potencjału odbicia już by nie było, byłby to grób dla Razem. Razem potrzebuje teraz reflektorów medialnych i konsekwentnego punktowania PiS (i konserwatywnej strony PO), aby mogło ugrać coś więcej.

Cóż, w normalnych warunkach konieczność tak głębokiej rekonstrukcji byłaby kompromitacją obozu rządzącego. To, że dostrzegamy w tym celny cios w opozycję, świadczy jedynie o tragicznym poziomie tejże opozycji i jej całkowitej niezdolności do aktywnego działania.

Bzdura. Dokładnie w tym samym czasie w Wielkiej Brytanii odbyła się podobnej głębokości rekonstrukcja (a dodatkowo, była to kolejna zmiana tego typu w ostatnich latach, w ramach tego samego obozu politycznego). I także jest to rozpatrywane jako cios w partię pracy.

@Luk
No jednak nie bardzo. Brytyjski rząd jest ogólnie skompromitowany i w defensywie. Rekonstrukcja to próba ratowania sytuacji - czyli tak, jak to zwykle działa. Owszem, skutecznie przeprowadzona może wytrącić przeciwnikom oręż i powstrzymać spadek poparcia. Tu jednak mamy rząd, który mimo licznych kompromitacji, utrzymuje stabilne poparcie, a rekonstrukcja jest odbierana jako szansa na większość konstytucyjną. To zupełnie inna sytuacja.

Ciosem nie jest, bo rekonstrukcja merytorycznie nic nie zmienia, ale wizerunkowo na zewnątrz daje "pewien reset". Opozycja sejmowa gra tylko na drobne przetrwanie, trzeba do wiadomości przyjąć, że przegrupowanie zajmie więcej niż 5 lat. Jakieś nieśmiałe ruchy dzieją się w medialnych ośrodkach opozycyjnych, szczególnie w gazetach i radiu. Telewizyjne tuby muszą jeszcze przyjąć do wiadomości, że są politycy poza Schetyną i Sasinem i "ekonomistą" Petru, że jest opozycja i ruchy pozaparlamentarne, które mają realne poparcia pozytywne a nie negatywne (na konstrukcji antypis), które zbiera obecne PO.

Ta analiza byłaby trafna gdyby wybory były za 3 misiące. Każdy rząd traci po jakimś czasie impet. Zwłaszcza jeśli na jego czele jest figurant, który nie ma wpływu na część swoich ministrów. Pan Morawiecki walczył z panią Szydło o posady w spółkach dla swoich ludzi. Teraz pozycje się odwróciły, ale pole konfliktu zostaje. Szczucie na obcych umocniło skrajną faszystowską prawicę, a ta nie musi chodzić na pasku prezesa. Sytuacja gospodarcza zależy od koniunktury światowej, Morawiecki może nie zaszkodzi, ale pomóc nie jest w stanie, a budżetu nie da się od sytuacji gospodarczej odseparować.

Na oczach uważnego widza TV pojawia się prawda objawiona: opozycja jest pusta jak wydmuszka. Przez osiem lat odbierali telefony i kasę z Brukseli. Następnie ich przywódca na pół roku przed wyborami czmychną zostawiając resztę.

W Grecji taka sama partia PASOK jednej zimy zaliczyła zjazd z 40 do 4 procent poparcia.

Uważam, że jest wyjście: należy zmusić PiS do zastosowania rzeczywiście brutalnych represji. Obecnym problemem jest to, że mamy taki pseudo-reżim i pseudo-walkę z reżimem. Protesty dziadków i histeryczek i niegroźne w sumie policyjne nękanie. Przy następnej okazji, gdy da się wyprowadzić tysiące ludzi na ulice (może aborcja?..) należy zmierzać do prawdziwych zamieszek i bitwy z policją. Tylko gdy w mediach zachodnich pojawią się obrazki policji lejącej ludzi na całego, będzie można liczyć na realną i skuteczną reakcję UE - zastopowanie dotacji dla wsi, przywrócenie wiz itd. I tylko takie rzeczywiste jebnięcie w łeb może otrzeźwić ten ogłupiały naród. Najważniejsze jest więc obecnie przełamanie bariery strachu, zakończenie tego pierdolenia o pokojowych protestach, wzięcie w ręce kamieni .. To ostatnia szansa na zniszczenie tej władzy

Tak widzisz demokrację?
Kamieniami w przeciwników ?
To ja już wolę obecną "dyktaturę".

Weź se ten kamień i walnij się w łeb.
Jak nie pomoże, powtarzaj do skutku.

Kamień rzucony w obronie wolności waży nie więcej niż słowo. Tak to ujął pewien poeta.
Kiedy walka o demokrację odbywa się non violence - reżymem wygrywa z natury rzeczy.
A kiedy system hoduje oportunistyczne społeczeństwo, pojęcia demokracji i wolności zastępuje resentymentalny patriotyzm.
Wtedy już nikt nie odważy się rzucać kamieni, ani słów przeciwko władzy.

Do boju towarzysze. Kamienie w dłoń i na parlament. To będzie ostatnia cegiełka potrzebna do większości konstytucyjnej. Z drugiej strony może to i lepiej bo dużo gorszej konstytucji niż ta obecną PiS i tak chyba nie splodzi. A przynajmniej się explicite wpisze zakaz aborcji i małżeństw homoseksualnych i na następne 50 lat będzie spokój

Lata spędzone na walce z religią, rodziną, narodowym poczuciem dumy już nie mówiąc o patriotyźmie, walce o prawa LGTB i lud w całej UE tego nie popiera?