Premier Beata Szydło złożyła dymisję, a rzecznik PiS zapowiedziała, że jej następcą zostanie Mateusz Morawiecki.
Niewiadomych jest sporo. Dalsza rekonstrukcja rządu i wymiana ministrów ma się odbyć z udziałem nowego szefa rządu (najprawdopodobniej) dopiero w styczniu. Na ten moment na stanowiskach zostają zatem wszyscy najwięksi szkodnicy: Błaszczak, Macierewicz, Szyszko, Waszczykowski, Ziobro, a zatem pół rządu w kluczowych resortach.
Obóz władzy wzmocni swą „pragmatyczną” twarz, za którą kryje się jednocześnie Orbanowski radykalizm i determinacja.
Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński nie uległ narcystycznej pokusie (ani podszeptom wrogich Morawieckiemu towarzyszy z „zakonu PC”) i zamiast zbierać symboliczne hołdy jako nowy Naczelnik Państwa, utrzyma pozycję „ośrodka dyspozycyjnego” – z wolnym czasem, strategicznymi wpływami, autorytetem nieskażonym polityczną bieżączką i zupełnym brakiem formalnej odpowiedzialności za polityczne decyzje. A zatem pozycję dla siebie wymarzoną.
Co zrobi nowy premier? Nie wiem, czy Mateusz Morawiecki zna historię ZSRR równie dobrze, jak prezes Kaczyński, ale powiedzenie klasyka, że kadry rieszajut wsio słyszał z pewnością. Trudno mi sobie wyobrazić, aby na rolę szefa rządu zgodził się nie zagwarantowawszy sobie prawa wpływu na obsadę kluczowych stanowisk.
Na giełdzie krążą nazwiska jego ludzi: Jerzego Kwiecińskiego (infrastruktura), Pawła Gruzy (finanse), Zbigniewa Jagiełły (rozwój). Dużo ważniejsze jest jednak to, czy swoje stanowisko zachowa jego główny przeciwnik w rządzie, taktyczny sojusznik dotychczasowej szefowej rządu – Zbigniew Ziobro. Po głośnym sporze o kontrolę nad PZU to właśnie jego ludzie zdołali przejąć ubezpieczeniowego giganta PZU, a także Pekao i Alior Bank dysponujące – jak wskazuje „Puls Biznesu” – liczonym w setkach milionów kapitałem marketingowym.
Pomijając nawet fakt, że konkurował z Morawieckim o wpływy w spółkach skarbu państwa, Ziobro ze swym wizerunkiem szeryfa i bicza bożego na aferzystów jest kochany przez część elektoratu PiS, ale ze swym woluntaryzmem i luźnym stosunkiem do prawa pisanego może być kłopotliwy dla premiera, który budować będzie wizerunek technokraty, przyjaciela polskiego biznesu i twardego, ale pragmatycznego negocjatora z inwestorami zagranicznymi. Były prezes dużego banku jako zarządca gospodarki nie jest może drugim Belką czy Osiatyńskim, ale znaczenie „niepewności otoczenia prawnego” dla oczekiwań inwestorów musi doceniać. A to właśnie decyzja o tym, czy uszczelniać system strachem i zyskać parę miliardów do budżetu, czy ustabilizować prawo i poprawić nastroje przedsiębiorców może przesądzić o tym, czy uda się zwiększyć inwestycje prywatne, obecnie najbardziej niepokojący wskaźnik w gospodarce.
W tej sytuacji to utrzymanie się – lub nie – w rządzie i zakres wpływów Zbigniewa Ziobry najmocniej zadecydują o wizerunku obozu władzy. Dla Jarosława Kaczyńskiego dotąd wygodnie było mieć konkurencyjne frakcje, wobec których zachowywał rolę arbitra. Z czasem przepychanki zaczęły jednak powodować obstrukcję planowanych reform – a przynajmniej tak przedstawiał rzecz Morawiecki, któremu prezes Kaczyński w sprawach gospodarki zwyczajnie ufa.
Być może zatem obok dymisji obciążających PiS ministrów w rodzaju Szyszki czy Waszczykowskiego, należy się spodziewać dymisji w kluczowym resorcie sprawiedliwości? Tym bardziej, że do Nowego Roku reforma sądów – jeśli nie znów nie rozbryka się Prezydent – powinna być zakończona.
Jeśli Zbigniew Ziobro do spółki ze Stanisławem Piotrowiczem zaorają wymiar sprawiedliwości, PiS z nowym premierem będzie mógł przejść do fazy thermidora – kontrowersyjne sprawy ustrojowe zepchnąć na dalszy plan, ocieplić nieco relacje z Niemcami na platformie gospodarczego realizmu i pragmatyzmu oraz rozpocząć wdrażanie nowego etapu reformy emerytalnej. Ta ostatnia nie rozwiąże problemu głodowych emerytur dla milionów Polaków w przyszłości, ale pozwoli rzucić na rynek kapitałowy miliardy złotych z kieszeni obywateli, poprawić „klimat dla biznesu” oraz zbudować przychylne władzy konglomeraty finansowe.
Profesor Antoni Dudek na swoim profilu FB nazywa manewr Kaczyńskiego „wielkim eksperymentem” i wskazuje na ryzyka związane z tą roszadą: wzmocnienie prezydenta, który miał dobre relacje z przyszłym premierem (i bardzo złe z ministrem Ziobro, ale także z szefami MON i MSZ), zbudowanie nowego ośrodka władzy wewnątrz PiS i możliwość emancypacji szefa rządu od wpływu Jarosława Kaczyńskiego. Tylko czy Prezes nie jest tego wszystkiego świadomy?
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1682067548481450&set=a.177307302290823.35558.100000346627293&type=3&theater
Być może zatem cały ten manewr służy kontrolowanej wymianie pokoleń? Wzmocnienie autorytetu zaufanego pretendenta do schedy utrudnia Andrzejowi Dudzie odegranie roli młodego odnowiciela prawicy, a dowartościowanie prawicowych „technokratów” sprzyja odświeżeniu całej partii. Wreszcie – osłabienie ziobrystów usuwa przyczynę antyreformatorskiej obstrukcji.
Rząd bardziej „technokratyczny” i „pragmatyczny” na wierzchu może być równie opresyjny i groźny, co toporni ideolodzy, a za wizerunkiem fachowców mogą się kryć brutalni nacjonaliści, a nawet religijni fanatycy. Zmiana szefa rządu niesie zatem groźbę wariantu „wilka w owczej skórze”. Czy w tej sytuacji ktokolwiek z przeciwników PiS będzie zdolny potraktować rekonstrukcję rządu jako okazję do nowego otwarcia dla opozycji?
Ja osobiście dostrzegam tu jedną szansę. Być może opozycja skonfrontowana z młodymi wilkami Morawieckiego – obytymi w świecie, ściągniętymi z rad nadzorczych, think tanków i dobrych wydziałów prawa – poczuje się wreszcie zmuszona porzucić dyskurs „estetyczny”. Cały ten absmak, pogarda dla „oderwanych od pługa buraków z PiS”, „wstyd przed całą Europą” i tym podobne slogany wciąż zadowolonego z siebie i wciąż nic nie rozumiejącego anty-PiS-u po prostu nie działają – nawet jeśli błędy fleksyjne ministra Szyszki i gafy ministra Waszczykowskiego same się proszą o szyderstwa, a cynizm ministra Błaszczaka skłania do wymiotów.
Czy zamiast liczyć jak dotąd, że Macierewicz z Kaczyńskim sami wystraszą, Błaszczak obrzydzi, a Waszczykowski rozśmieszy Polaków, opozycja zacznie ich do siebie przekonywać? Czy za sprawą nowych radykałów w lepszych garniturach tzw. środowiska opiniotwórcze, wysokonakładowe media ubolewające nad zasrywanymi plażami, autorytety grzmiące z wysokiego C zaczną politycznie myśleć – zamiast patrząc na przeciwnika, z obrzydzeniem zatykać nos?
Uformowanym przez Ordo Iuris absolwentom MBA po prostu trzeba będzie przeciwstawić alternatywę polityczną – wiarygodnego lidera, wizję lepszej cywilizacji, pomysł na mobilizację obywateli. Bo jak nie, to nam ten polski Orban prosto z banku zrobi z dupy jesień średniowiecza.



![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)



!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)

Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.