Kraj

Śmierć we Wrocławiu

Na wrocławski komisariat przy Trzemeskiej można trafić prosto z Rynku. Tak trafił tam Igor Stachowiak, a stamtąd do kostnicy.

Komisariat przy ulicy Trzemeskiej obejmuje wrocławskie Stare Miasto – można tu wylądować za otwartą butelkę i za głośne toasty w jednej ze staromiejskich bram, kopanie się z miejską infrastrukturą lub współbalowiczami koło nocnych przystanków przy kinie, za wynoszenie pod bluzą szmat z H&M’u na Świdnickiej. Można też, z wielu powodów, przyjechać tu prosto z wrocławskiego Rynku obserwowanego przez miejskie kamery. Tak trafił tam Igor Stachowiak, a stamtąd do kostnicy.

 Zatrzymano go w niedzielę 15 maja nad ranem – według pierwszych wypowiedzi policji, bo „przypominał wyglądem” mężczyznę poszukiwanego w związku z poważnym przestępstwem. We Wrocławiu młody i krótko ogolony mężczyzna „przypomina wyglądem” jakieś pięćdziesiąt tysięcy innych chłopaków. Po kilku dniach okaże się, że choć policja aresztowała nie tego, kogo myślała, to Igor „jest poszukiwany przez prokuraturę do innej sprawy”. W Rynku do radiowozu zaniosło go – bo Igor Stachowiak niekoniecznie chciał dać założyć sobie kajdanki – ostatecznie czterech policjantów, policja dodaje, że konieczne było użycie paralizatora. W relacjach pojawiają się sprzeczne interpretacje powodów tego użycia. Panikował i krzyczał, że go boli – to pierwsza. Druga, ta powtarzana przez policjantów, to „irracjonalna agresja” i „niekontrolowany szał”. Kilka godzin później rodzina dowie się, że Igor nie żyje.

 W poniedziałek o 18:00 pod komisariatem odbędzie się pierwsza i najspokojniejsza z manifestacji – między drzewami od strony ul. Legnickiej, dużej arterii komunikacyjnej miasta, zawiśnie transparent z napisem „Igor nie zmarł śmiercią naturalną” i wydrukowane na domowym sprzęcie zdjęcia Igora w foliowych koszulkach. Zapłoną też znicze – ułożone w krzyż, co mocno podkreślają niektóry. W poniedziałek wypłyną zdjęcia z kostnicy, na których wyróżnia się krwawy ślad na twarzy nieżyjącego. Na fejsbuku ląduje montaż tego zdjęcia oraz stopklatki z filmu z zatrzymania – na stopklatce nie widać żadnych śladów pobicia.

 Ojciec zmarłego mówi wrocławskiej „Gazecie Wyborczej”, że policja zamordowała mu syna, to samo powtarzają zebrani pod komisariatem. „Mor-der-cy! Mor-der-cy!”. W poniedziałek z tego, co mówi policja, zapamiętane zostają dwie rzeczy: 1) przyczyna śmierci nie jest znana; 2) zatrzymany miał przy sobie „biały proszek”. Zestawienie tych dwóch faktów – sekcji zwłok, która nie dała jednoznacznej odpowiedzi, i natarczywie wracających we wszystkich komunikatach słowach o „białym proszku” – sugeruje, że Igor „się zaćpał”. Ale jeśli „się zaćpał” – i co to w ogóle ma znaczyć? – to jaka była rola policji? No i co z obrażeniami na twarzy? Były w momencie aresztowania? No i jak były, skoro nie widać ich na filmie? Pytania się mnożą. Policja powie potem, że „brał udział w zdarzeniu”, które je spowodowało. Dla wielu jedyne „zdarzenie”, o jakim można mówić w tym kontekście, to policyjne pobicie na Trzemeskiej.

 We wtorek nie będzie już spokojnie w ogóle – mimo tego, że skrzyknięto się pod hasłem pokojowej manifestacji. „Gazeta Wyborcza” pisze, że ktoś rozpylił gaz pieprzowy w stronę policjantów, świadkowie mówią dla odmiany o deptaniu zniczy przez oddział prewencji, co w niektórych relacjach urośnie do rangi bluźnierstwa. W stronę policji polecą kubły na śmieci i kamienie. Wyzwiska i pokaz buty z obydwu stron. Ruch na ulicy zostaje zablokowany, zatrzymanych jest 9 osób.

 Już od dobrej chwili rozgrzani są komentatorzy i komentatorki pod artykułami „Wyborczej” i „Wrocławskiej”. Oni już mają odpowiedź: „ćpun, bandyta, zasłużył”. Pod tekstami mnożą się wezwania do większego zdecydowania policji w pacyfikowaniu manifestacji: najlepiej z użyciem broni. Jeden z komentatorów całkiem serio pisze, że na dachu powinien stać snajper i… strzelać do wszystkich w bluzach z motywami powstania warszawskiego i żołnierzy wyklętych. Uczestnicy zamieszek są nazywani „chuliganami” i „kibolstwem” (komentarze na „Wyborczej”) albo „robactwem” i „ludzkim śmieciem” („Wrocławska”).

 Do głosu dochodzi narkofobia i uprzedzenia. Pogarda dla biedniejszych – „patolki”, której personifikacją stał się na tę chwilę Igor – leje się strumieniem. Snują się marzenia o porządku. Każdy chce sprawiedliwości, ale zupełnie co innego ma na myśli.

 Dla jednych śmierć chłopaka jest zasłużoną karą, spełnieniem przeznaczenia pisanego wszystkim użytkownikom substancji psychoaktywnych, domniemane posiadanie „białego proszku”  stanowi usprawiedliwienie nawet najbardziej brutalnych działań, z rzekomym śmiertelnym pobiciem włącznie. Nikt nie stawia pytania, czy policja powinna zabić, na przykład, pijanego i awanturującego się miejskiego radnego czy lokalnego polityka, który wychodzi z bankietu? Czy spożywający drogą kokainę w co lepszych miejskich lokalach to też robactwo, które trzeba tępić? Czy garnitur to nie jest przypadkiem najlepszy kamuflaż przestępcy? Śmierć „dresiarza” – komentatorzy nie ustają w przypominaniu, jak Igor był ubrany – budzi mniej współczucia. Ktoś tworzy profil na fejsbuku „Igor S., dobrze że zdechł”.

 Dla drugich policja to tylko mordercy w mundurach, władza samorządowa i centralna – niezależnie od partii – to jedna klika, media to warszawskie mendy i krętacze. „Zawszeeee i wszęęędzieeee policja jebana bęęęędzieeeee”. Dziewczyny ze słodkimi minami na Facebookowych profilach wrzucają kawałki Hemp Gru, o tym, że nadejdzie sprawiedliwej „zemsty czas”. Piszą, że kiedyś przyjdą po policjantów. Przychodzą wyrazy poparcia od węgierskich kibiców. Skorzystać na tym chcą hochsztaplerzy i skandaliści – z apelem do Zbigniewa Ziobry pisze… Zbigniew Stonoga. Dostaje sporo lajków i ciepłych słów na fejsie.

 Środa: rodzina mówi, żeby już nie przychodzić; że protesty nic nie rozwiązują. Mimo to pod komisariatem jest ponad sto osób. Chłopak ubrany w eleganckie czarne buty New Balance’a i modny, wąsko skrojony miejski dres, poprawia na rękach rękawiczki do sztuk walki. Inny, w ciemnych okularach i kolorach Śląska Wrocław wydziera się do dziennikarzy: „Co się kurwa kamerujeeeeeeee!!!”. Podbiega w środek tłumu, wycofuje się za drzewo, znowu się drze: „Kto zajebał Igorka?!!!”. Kilku chłopaków w zielonych bluzach mówi, że jeszcze tych policjantów kurwa znajdą. Ktoś w klapkach, prosto z domu, udziela wywiadu do kamery. Pstrykają piwa w puszkach. Dziennikarze z dużych redakcji – TVN, Polsat, „GW”, Telewizja Polska – zbijają się w kupkę na skarpie, bliżej komisariatu.

 Gdy przed mikrofony z apelem o spokój wychodzi przyjaciel rodziny, strofują go ośmielone towarzystwem starszych kolegów trzynastolatki: „Mów kurwo prawdę i mów głośniej”. W powietrzu wisi atmosfera linczu, pojedyncze osoby naprawdę sprawiają wrażenie, jakby nie zamierzały odejść, dopóki komuś nie wjebią. W końcu zresztą dochodzi do awantury – scenariusz identyczny jak dzień wcześniej, zatrzymane tramwaje, 34 osoby aresztowane, w tym 3 nieletnich. Decyzja o przekazaniu śledztwa prokuraturze w Legnicy i odsunięciu od czynności policjantów z Trzemeskiej zapadnie dzień później. Przyczyna śmierci? Dalej nieznana.

 Miasto pozostaje dziwnie ciche. Protesty relacjonuje na fejsbuku kanał „Kocham Wrocław”. Kilkaset metrów dalej w Muzeum Współczesnym Wrocławia trwa dyskusja o tym, czy Wrocławiowi grozi przemoc.

**Dziennik Opinii nr 138/2016 (1288)

Bio

Jakub Dymek

| publicysta, komentator polityczny
Kulturoznawca, dziennikarz, publicysta. Absolwent MISH na Uniwersytecie Wrocławskim, studiował Gender Studies w IBL PAN i nauki polityczne na Uniwersytecie Północnej Karoliny w USA. Publikował m.in w magazynie "Dissent", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku Gazecie Prawnej", "Tygodniku Powszechnym", Dwutygodniku, gazecie.pl. Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press. 27 listopada 2017 r. Krytyka Polityczna zawiesiła z nim współpracę.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.