Przegląd Tygodnia

Przegląd wyborczy

theresa-may-jaroslaw-kaczynski

Najciekawsze teksty tygodnia: Kim są nowi koalicjanci Torysów, polityka tożsamości i IV Rzeczpospolita

Zapisz się na newsletter

Artykuły warte czytania i dające do myślenia mieszają się na naszych newsfeedach z memami i fake newsami. Łatwo się w tym szumie pogubić, a trudno czytać autorów i autorki, których nastawiony na maksymalizację zysku z reklam algorytm zamknął poza granicą naszej bańki informacyjnej. W „Przeglądzie tygodnia” proponuję zestaw tekstów, które z jakiegoś powodu szkoda byłoby przegapić.

Zostaw swój email, a w każdy piątek znajdziesz „Przegląd Tygodnia” w swojej skrzynce:

I. Kim są nowi koalicjanci Torysów?

O zaskakującym wyniku Laburzystów w brytyjskich wyborach parlamentarnych sporo już napisano, także na łamach Krytyki. W przeglądzie chciałbym polecić krótki, ale ważny tekst Lucy Pashy-Robinson, szkicujący portret prawdopodobnych koalicjantów Konserwatystów, czyli irlandzkich Unionistów z partii DUP. DUP to partia prawicowa, której korzenie sięgają organizacji paramilitarnych siłowo zaangażowanych w konflikt w Irlandii Północnej. Dziś działacze Unionistów wyrzekli się już stosowania przemocowych środków w walce politycznej, ale skupili się na próbach wprowadzania przemocowego ładu politycznego. Walczą więc o ograniczanie praw reprodukcyjnych kobiet i próbują „bronić Irlandię przed sodomią”, występując zarówno przeciwko małżeństwom jednopłciowym jak i wprost przeciwko „niemoralnej i obraźliwej homoseksualności”. Autorka cytuje także jednego z wielu kreacjonistów w szeregach DUP, w taki sposób argumentującego za wprowadzeniem kreacjonizmu do szkół: „mówicie, że te kosmiczne kule pyłu się zebrały, że był wybuch. A my mieliśmy w Irlandii Północnej dużo wybuchów, i jakoś nigdy nie widziałem, żeby coś z nich dobrego powstało”. Zarazem, ze względu na gospodarcze związki z Dublinem, Unioniści występują zdecydowanie przeciwko twardemu Brexitowi.

II. Demokracja tożsamości

Łapiąc odrobinę dystansu od politycznej bieżączki, ale pozostając w temacie wyborów, warto przeczytać dłuższy tekst Ezry Kleina, naczelnego Voxa. Klein pyta o źródła zwycięstwa Donalda Trumpa i sięga po ostatnie badania z zakresu psychologii politycznej. Obraz demokracji i procesu wyborczego, który z tych badań się wyłania zdecydowanie przeczy zwyczajowej, pełnej wzniosłych idei opowieści o świadomych obywatelach, którzy wybierają tych polityków, których poglądy i idee są im najbliższe. Na wiele spraw wyborcy po prostu ani nie mają wyrobionych poglądów ani nie czują szczególnej potrzeby, by samodzielnie je sobie wyrabiać. Skuteczna polityka nie polega więc na merytorycznym przekonywaniu obywateli i obywatelek do jakiegoś rozwiązania, a na odwoływaniu się do tożsamości i wpajaniu ludziom, np. że „prawdziwy amerykański patriota musi być za niskimi podatkami”. Na dodatek, wiele danych wskazuje na to, że ogólnie rzecz biorąc wyborcy stosują prościutką heurystykę poznawczą i z wielkim prawdopodobieństwem popierają partię rządzącą, jeśli w roku wyborczym wyniki gospodarcze były dobre, a popierają opozycję, jeśli były złe, lub jeśli miejsce miała jakakolwiek katastrofa naturalna. Z jednej strony mechanizmy te są silnie zakorzenione w ludzkiej psychologii, z drugiej jednak, nie zawsze działają z taką samą mocą. Klein przywołuje badania, które wskazują na to, że na przestrzeni dziesięcioleci tożsamości partyjne w Stanach są coraz mniej zmienne i wywierają coraz mocniejszy wpływ na politykę. Pół wieku temu wyborcy określający się jako republikanie częściej w pojedynczych wyborach głosowali na kandydatów partii demokratycznej (i vice versa) niż dzisiaj robią to wyborcy, którzy sami określają się jako niezwiązani sympatiami z żadną partią, a de facto od lat głosują wyłącznie na jednych lub drugich. Spór zaognił się w ostatnich dekadach znacząco, mocno osadzając się w przestrzeni tożsamości. W dyskusjach o polityce łatwo korzystać z komunałów czy przedpotopowych idei sztucznie podtrzymywanych przy życiu za pomocą obowiązkowej podstawy programowej z licealnej „wiedzy o społeczeństwie” – warto więc przeczytać zarówno Kleina, jak i badaczy i badaczki na których naczelny Voxa się powołuje, by odrobinę lepiej wiedzieć, o czym rozmawiamy, gdy rozmawiamy o demokracji.

III. IV Rzeczpospolita: koncept vs rzeczywistość

Po dwóch artykułach anglojęzycznych czas na wywiad z polskiej prasy. Bardzo polecam rozmowę Grzegorza Sroczyńskiego z Rafałem Matyją, konserwatywnym politologiem i twórcą koncepcji „IV RP”. Matyja wydaje się być autentycznie zainteresowany zrozumieniem polskiej polityki. W niedługim wywiadzie naraża się chyba wszystkim głównym stronnictwom sporu politycznego, a robi to wypowiadając poglądu niepopularne, ale spójne i przemyślane. Warto przeczytać. A czytelniczki, które byłyby zainteresowane innymi tekstami Matyi odsyłam do Nowej Konfederacji, której autor ten jest stałym współpracownikiem.

 

IV. Najczęściej czytane na KrytykaPolityczna.pl

1.

Miasto Warszawa radzi: Zaskocz terrorystę wieszakiem

2.

„Nowy” wyborczy superplan PO [list]

czytaj także

3.

Puszcza to nie plantacja! Aktywiści ponownie zablokowali wycinkę, interweniuje policja [zdjęcia]

czytaj także

4.

Koniec kapitalizmu jest możliwy

czytaj także

5.

Parada Równości 2017

czytaj także

Parada Równości 2017

Fot. Marta Modzelewska

 

Dziękuję Marysi Blackwood za podrzucenie tekstu Ezry Kleina

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Demokracja to kompromis. Kto nie chce demokracji, ten chce wojnę.

Chcecie zamienić katofaszyzm na homofaszyzm. Wielka mi różnica. Lepiej równajmy do najlepszych pod względem demokracji, czyli USA, Szwajcarii czy Australii. To może spełnić nasze marzenia.

Lepiej równajmy do krajów z naturalnymi granicami gwarantującymi pokój przez setki lat? Powodzenia.

Postulat numer 7 obrazuje ciężką schizofrenię tego środowiska. Chcą zapraszać ludzi, którzy ich nienawidzą i w których ojczyznach homoseksualiści idą do pierdla albo od razu na sznur

Jestem gejem mieszkającym w Londynie i zgadzam się w stu procentach. Wydaje mi się, że polska lewica i alternatywa (którą szanuję, może nawet której jestem częścią, chociaż pewien nie jestem, czasem mylą mi się pojęcia i etykietki) ma nie do końca uświadomiony luksus teoretyzowania na temat uchodźców z pozycji niemal gwarantowanego, fizycznego bezpieczeństwa (w porównaniu z takim Londynem albo Paryżem). Trąci to zachwycaniem się własną otwartością, miłoścą bliźniego, i wyższością moralną z komfortowej perspektywy pierwszego świata (o ile dobrze kojarzę, podobne rozważania towarzyszyły rozmowom z Patrickiem Kingsley'em, autorem "Nowej Odysei"), i świadomości tego, że politycy i tak raczej do dalszych masowych migracji nie dopuszczą.

Hmm.. bo może to są prawdziwi chrześcijanie?