Kraj

Studenci UW – nie jesteście sami!

Dołączyliście do międzynarodowego ruchu sprzeciwu wobec komercjalizacji edukacji.

Trwające od kilku dni protesty studentów na Uniwersytecie Warszawskim nie są jednostkowym, odizolowanym wydarzeniem – są częścią międzynarodowego ruchu studentów sprzeciwiających się próbom komercjalizowania publicznego szkolnictwa wyższego.

Choć nie upłynęła jeszcze nawet połowa roku, przez uniwersytety na całym świecie zdążyła się już przetoczyć prawdziwa fala studenckich protestów. Strajkowano miedzy innymi w Holandii, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Macedonii, Chile i Danii. Najnowsze wydarzenia na Uniwersytecie Warszawskim, sprowokowane niekonsultowaną ze studentami zmianą Regulaminu Studiów, są w istocie elementem międzynarodowego ruchu, zadającego fundamentalnego pytania o sam sens, cel i rolę wyższej edukacji w erze powszechnej komercjalizacji kolejnych usług sfery publicznej.

Protestujących w odległych od siebie krajach studentów różnią niezależnie formułowane, usadowione w lokalnych kontekstach postulaty, ale łączy ich wspólna niezgoda na urynkowienie systemu edukacji.

Slogan polskich studentów, „Uniwersytet to nie firma”, idealnie wpisuje się w nastroje zagranicznych kolegów i koleżanek. Na początku tego roku tysiące kanadyjskich studentów strajkowało przeciwko oszczędnościom w sektorze edukacji, przywołując pamięć o masowych protestach z 2012 roku, zwanych „Klonową Wiosną”, kiedy protestowano przeciwko podwyżkom czesnego na uczelniach wyższych. Wysokie opłaty za studia, wszechobecne spieniężanie szkolnictwa wyższego i surowe cięcia finansowe były również bezpośrednią przyczyną nasilonych protestów w Wielkiej Brytanii, które w ostatnich miesiącach przyniosły m.in. okupację wielu uniwersytetów, w tym kilku w samym Londynie. W Amsterdamie studenci zdecydowanie sprzeciwili się cięciom budżetowym wymierzonym zwłaszcza w kierunki humanistyczne. Wszystkie te protesty jednoczą się wokół brak zgody na dalszą politykę oszczędności w edukacji, przekonują, że przyszłość szkolnictwa wyższego nie może być budowana na niedostatku.

Wszystkie te protesty łączy jeszcze jedno – obawa, że autonomia wyższych uczelni jest zagrożona, czy to przez ciągłe naciski na uczelnie, by kierowały się zyskiem, a nie chęcią zapewniania przestrzeni dla wolnej i otwartej wymiany myśli, czy też przez wzmożoną kontrolę rządu nad uczelniami, wbrew woli samych studentów, jak to miało miejsce w Macedonii. Dla warszawskich studentów przyczyną buntu jest brak poczucia, że ich głos jest respektowany, że nie słyszy go nawet Parlamentów Studentów. W Chile utrzymujące się przez wiele lat naciski na rząd doprowadziły w końcu do wprowadzenia darmowej edukacji na poziomie uniwersyteckim. W pozostałych krajach sukcesy studentów były skromniejsze, co nie oznacza jednak, że nie udało się zyskać niczego. Doskonałym przykładem niech będzie London School of Economics, w którym władze uniwersyteckie, w odpowiedzi na żądania studentów zgłoszone w czasie kwietniowych protestów, zdecydowały się na wiele istotnych ustępstw.

Choć kolejne zrywy studenckich protestów narodziły się w wielu krajach niezależnie od siebie, pierwotnie tylko w odpowiedzi na lokalne, wcale nie uniwersalne problemy, pewien poziom ponadnarodowej komunikacji i solidarności jest dostrzegalny w wykorzystaniu czerwonego kwadratu jako symbolu studenckich protestów. Pierwszy raz użyli go studenci protestujący w kanadyjskim Quebecu w 2005 roku. Małe, czerwone, filcowe kwadraty nosili także studenci protestujący w Amsterdamie w 2015, a także oraz ich brytyjscy koledzy i koleżanki w czasie okupowania londyńskich uniwersytetów. Kampania #redsquareeverywhere zachęca ludzi na całym świecie to manifestowania poparcia dla idei otwartej i darmowej edukacji przez malowanie czerwonych kwadratów w miejscach publicznych.

Bez względu na to, czy polscy studenci zdecydują się na wykorzystanie tego symbolu, czy też nie, mogą być pewni, że ich koledzy i koleżanki w innych krajach borykają się z podobnymi problemami i z taką samą obawą przyglądają się kierunkowi, w jakim podążają ich uczelnie. W czwartek, w odpowiedzi na perspektywę kolejnych pięciu lat polityki zaciskania pasa i cięć budżetowych, którą wspiera nowo wybrany konserwatywny rząd brytyjski, rozpoczął się studencki protest na University of Manchester.

Język żądań brytyjskich studentów jest niezwykle podobny do języka, jakiego używają ich polscy koledzy i koleżanki: „protestujemy, by rozpocząć tworzenie miejsca, w którym jesteśmy kimś więcej niż tylko klientami, a kształcenie jest czymś więcej niż biznesem”. Polscy studenci, nie jesteście sami.

**
Tłumaczyły: Katarzyna Penar i Anna Stępień

 

Bio

Veronika Pehe

| Historyczka, redaktorka A2larm.cz
Historyczka środkowoeuropejskiej kultury, badaczka, dziennikarka, autorka tekstów. Absolwentka King’s College London. Na University College London obroniła doktorat z historii. Stypendystka na Yale University i Instytucie Nauk o Człowieku w Wiedniu. Pracuje na European University Institute we Florencji oraz jako redaktorka czeskiego A2larm.cz.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.