Kraj

Jagnię w Auschwitz

Żeby przekonać się, na ile ludzie zdolni są do życia w pokoju, nie wystarczy patrzeć na podnieconych siłą militarystów.

W marcu tego roku pod bramą Muzeum Auschwitz grupa mężczyzn i kobiet zorganizowała happening. W zamierzeniu miał mieć wymowę antywojenną. Na oczach zwiedzających kilkanaście osób rozebrało się do naga i próbowało skuć kajdankami. Na ich ciałach wypisane były nazwy miast ogarniętych wojną. Białym płótnem z wymalowanym słowem „love” zasłonili częściowo napis „Arbeit macht frei”. W ten sposób powstał nowy: „Love macht frei”.

W trakcie happeningu jeden z mężczyzn zabił przyniesione w plecaku jagnię. Prawdopodobnie poderżnął zwierzęciu gardło. Zakrwawione zwłoki wciąż leżały na ziemi, kiedy policja przyjechała na miejsce i dokonała zatrzymania osób uczestniczących w akcji. Wszyscy usłyszeli zarzuty z artykułu 261 kodeksu karnego – znieważenie pomnika bądź miejsca pamięci. Ten, który zabił, dodatkowo odpowie za niezgodne z prawem pozbawienie życia zwierzęcia.

W oświadczeniu, które grupa rozesłała do mediów, można było przeczytać między innymi, że jej zdaniem ludzkość, dopuszczając do konfliktów zbrojnych, próbuje „doprowadzić względny porządek świata do kolejnej rzezi” i że powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby nie dopuścić do następnego rozlewu krwi.

Jak mogliśmy dowiedzieć się z wywiadu, którego po opuszczeniu aresztu udzielił jeden z organizatorów, grupę stanowili artyści, filozofowie, poeci, reżyserzy, aktorki, modele i muzycy, których połączyła „pogarda do faszyzmu i przemocy”. Swoją akcją chcieli „zmusić ludzi do głębszej refleksji nad tym, jak koszmarna jest wojna trwająca tuż obok, w tym momencie”.

W odpowiedzi na sugestię przeprowadzającego wywiad, że zabicie prawdziwego zwierzęcia nie było konieczne, padło zdanie, które powinno być cytowane w ramach edukacji dla pokoju, ku przestrodze, obok słów zbrodniarzy wojennych: brutalnie i z premedytacją zabite zwierzę miało być w ramach happeningu „symbolem niewinnej istoty, która cierpi za nic”.

Tak oto rzeczywista, przerażona, niewinna istota, która „tuż obok i w tym momencie” cierpiała i wykrwawiała się za nic, została przekształcona w symbol. Carol J. Adams z pewnością przyznałaby, że to jaskrawy przykład obrzydliwego i powszechnego mechanizmu, którego działanie sprawia, że konkretne zwierzę – z jego tragedią i umęczonym, cierpiącym ciałem – staje się nieobecnym punktem odniesienia. Realne zwierzę zostaje wymazane. Przestaje istnieć, kiedy odbiera mu się życie, ale znika również jako jednostkowa ofiara, ponieważ jego los zostaje instrumentalizowany, przekształcony w metaforę egzystencji i losu kogoś innego.

Kilkanaście lat temu Charles Patterson umieścił w książce Wieczna Treblinka cytat podpisany nazwiskiem Theodora Adorno: „Oświęcim zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta”. Od tamtej pory słowa te wykorzystywane są w licznych akcjach prozwierzęcych i cytowane w wielu różnych publikacjach. Wielka szkoda, że w rzeczywistości Adorno nigdy nic takiego nie napisał. To naprawdę dobry cytat. Tak dobry, że faktycznie należało go wcześniej czy późnej wymyślić.

„Oświęcim zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta”

Pomimo wszystkich wątpliwości oraz delikatności, jakiej wymaga ten temat, wątek zestawienia współczesnego traktowania zwierząt i Holocaustu, stał się już trwałym elementem kultury. Ci, którzy takiego zestawienia nie akceptują, są często przekonani, że próbuje ono naruszyć unikalność Shoah, niewspółmierność tej zagłady. Jednak, co słusznie zauważa Piotr Krupiński, skojarzenie wielkoprzemysłowej hodowli zwierząt z masową eksterminacją narodu żydowskiego „grawituje od dawna w przestrzeni dyskursu” [Piotr Krupiński, „Dlaczego gęsi krzyczały?”. Zwierzęta i Zagłada w literaturze polskiej XX i XXI wieku, Wydawnictwo Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa 2016, s. 264]. Dopowiem: nie dziwi to przyciąganie dwóch okropności, nie jest łatwo oprzeć się takiemu skojarzeniu.

Krupiński opisuje również problem, który, jak twierdzą niektórzy badacze i komentatorzy Holocaustu, pojawia się, gdy próbuje się go wykorzystać, „spożytkować” dla własnych celów – na przykład właśnie poprzez zabieg zestawienia, porównania z czymś innym. Znów, podobnie jak w przypadku śmierci jagnięcia, pojawiają się podobne wątki: niepożądane odkonkretnienie krzywdy poprzez jej uniwersalizację, instrumentalizację, metaforyzację i przekształcenie w symbol.

Zabijanie na żywo

Wydaje mi się, że uznanie wyjątkowości jakiegoś wydarzenia nie wyklucza zestawiania go z innymi, a wręcz wiąże się z takim zestawianiem. Inaczej mówiąc: wyjątkowe pod wieloma względami zdarzenia i procesy mogą być jednocześnie na wiele sposobów podobne do innych. Szukanie tych podobieństw niczego automatycznie nie deprecjonuje i nie trywializuje. Ich wskazanie jest propozycją, którą należy bezstronnie przeanalizować. Oczywiście, że ten proces boli. Przecież to grzebanie w najgłębszych ranach. Jeśli boli, bo podobieństwom nie da się dłużej zaprzeczać, to ból jest potrzebnym sygnałem.

W oświadczeniu władz Muzeum, wydanym po pożałowania godnym happeningu, czytamy, że „wykorzystywanie symboliki Auschwitz do jakichkolwiek manifestacji lub happeningów jest rzeczą karygodną i oburzającą”. Trudno się z tym zgodzić. Spór trwa raczej o to, w jaki sposób tę symbolikę będzie się wykorzystywać. Dla wielu osób jest to niedopuszczalne choćby w kontekście akcji na rzecz zwierząt, dla innych, również dla ocalałych z Holocaustu, o których pisał Patterson – nieuniknione.

Tło Auschwitz nadaje gestom nowe znaczenia i wagę. Pomimo niewspółmierności, która być może powinna dominować, myślę o śmierci bezbronnego zwierzęcia, którego życie było kwintesencją niewinności, i wspomnieniu milionów zamordowanych ludzi, jak o dwóch tragediach. Być może umiejętność nieprzechodzenia do porządku dziennego nad zupełnie niepotrzebną śmiercią jednostki, gdy w tle jest masowy mord, powinna być czymś podstawowym, gdy chcemy myśleć o pokojowym współistnieniu.

Jedna zwierzęca śmierć, zbyt gładko wpisująca się we „względny porządek świata”, na tle ludobójstwa, które również miało być przecież formą uporządkowania, oczyszczenia świata.

Żeby przekonać się, na ile ludzie zdolni są do życia w pokoju, nie wystarczy patrzeć na podnieconych siłą militarystów, na zaciśnięte usta tych, którzy nienawidzą i próbować przejrzeć na wylot ciasne umysły ksenofobów. Trzeba również spojrzeć na moralną ślepotę, przemoc i szowinizm tych, którzy mają ambicję działać na rzecz pokoju.

Bio

Darek Gzyra

| Działacz społeczny, artysta, weganin
Działacz społeczny, publicysta, artysta, weganin, doktorant w Instytucie Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie. Jeden z założycieli Stowarzyszenia Empatia.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

To jest jedno z takich wydarzeń, które pozwalają zrozumieć, dlaczego "progresywni" współcześni artyści są raczej nielubianą grupą społeczną. Jeśli "powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby nie dopuścić do następnego rozlewu krwi" zilustrowane jest rozlewem krwi bezbronnego zwierzęcia (i jest to happening) - to równie dobrze Lex Szyszko powstało, by nas uwrażliwić na temat dobrostanu przyrody i zapobiec degradacji środowiska, a deportacja irackiego doktoranta jest tylko happeningiem, który ma zwrócić uwagę na dyskryminację osób z bliskiego wschodu. Problem oczywiście nie zaczął się dzisiaj i powoli zaczynam się wstydzić, że kiedyś opowiadałem się za poszerzaniem granic wolności w sztuce.

Zabicie zwierzaka w ramach protestu przeciwko wojnie to rzeczywiście logiczne. Mam nadzieję że ten Narol dostanie wysoki wyrok bez zawieszenia

Za co ma dostac wyrok ?. Przeciez w tym kraju zabija sie setki tysiecy - jesli nie miliony - jagniat i baranow. Jesli zwierze bylo ogluszone zanim podcieto mu gardlo, nie bylo dzieci w poblizu, i znalazlo sie potem na talerzu a jego skora na czyichs plecach, to za co ow czlowiek ma zostac ukarany `?. To nie byla swieta krowa tylko owca, A rzecz miala miejsce nie nad Gangesem a nad Wisla. Choc zaszlachtowanie akurat tego zwierzecia w akurat tych okolicznosciach jest faktycznie kwestia gustu. Jagnie i tak nie zyloby dlugo oraz szczesliwie az do samej smierci tylko poniosloby predzej czy pozniej smierc. ( Chyba, ze zostalo skradzione z azylu dla bezdomnych baranow utrzymywanego przez Stowarzyszenie Empatia - wtedy mialo rzeczywiscie szanse na zejscie z tego padolu po dlugich cierpieniach i agonii w jakiejs klinice, nafaszerowane narkotykami znieczulajacymi - nie wiadomo.)

Pan autor jest idiota? Zapewne dlatego, ze jego uwaga skupia sie na zwierzeciu a nie na ''istocie'' wydarzenia...Przeciez to tylko jagnie, symbol, srodek, rekwizyt...Zydzi tez byli tylko bydlem...to tylko zwierzeta...

Bo za dużo niezrozumiałych słów użył, co?

Pan autor jest weganista. To wyjasnia wszystko.

Do jak niskich pobudek musicie się uciekać (daka), żeby określać człowieka po sposobie odżywiania? Może powrócimy do czasów fizonomiki, kiedy określano się mądrość wysokim czołem? Idąc Twoją logiką na to wychodzi. Gzyra prowokuje do dyskusji o przewartościowanym paradygmacie myślenia - też za dużo trudnych słów, co? Jeśli nie zrozumiesz, że określenie człowieka nie zależy tylko od sposobu jego odżywiania ( słyszysz ten absurd?) to co dopiero możliwość spojrzenia poza czubek własnego nosa...

M. Forman świetnie pokazał w swoim, raczej przyjaźnie do hippisów nastawionym, musicalu "Hair" istotny paradoks. Osoby, które wykazują wielką wrażliwość wobec geopolitycznych konfliktów oraz cierpienia ludzi, żyjących tysiące kilometrów od nich, bardzo często pozbawione są jakiejkolwiek empatii, wobec tych, którzy żyją tuż obok. Zabicie własnymi rękami niewinnego zwierzęcia w celu pokazania niesprawiedliwości, dziejących się daleko stąd, symbolizuje to zjawisko tak dobitnie, że powinno być zapamiętane na długo.
Jedno udało się happenerom na pewno. Mianowicie skompromitować ów szantaż moralny, który np. w momencie kryzysu uchodźczego zabraniał Europejczykom bać się napływu imigrantów, jednoznacznie przeciwstawiając złu troszczenia się o swoje podwórko i swoją rodzinę, dobro troszczenia się o sytuację na Bliskim Wschodzie. Nie chcę przez to powiedzieć, że popieram populistyczne straszenie uchodźcami a nie popieram współczucia ofiarom wojny, tylko że różne perspektywy wymagają wysłuchania i szacunku. Tym bardziej, że co tak pięknie pokazało to wydarzenie, idealizm nie jest jedyną formą moralności a wręcz może być z nią sprzeczny.
Co do samych "artystów" mam nadzieję, że wieść o ich akcji rozbierania się w miejscu zagłady i pamięci oraz zabicia zwierzęcia, rozejdzie się na tyle, że zapłacą za nią końcem swych wątpliwych artystycznych karier.

Na zakonczenie swojego wywodu weganista pisze : "Trzeba również spojrzeć na moralną ślepotę, przemoc i szowinizm tych, którzy mają ambicję działać na rzecz pokoju." Trzeba to zdanie tylko lekko zmodyfikowac do .....: "Trzeba również spojrzeć na moralną ślepotę, przemoc i szowinizm tych, którzy mają ambicję działać na rzecz..... zwierzat", aby pojac o co chodzilo. Ludzie pokroju Gzyry w d....gleboko ponizej pasa maja milionowe cierpienia i smierc majace miejsce "gdzies daleko" - poza horyzontem - nawolujac do uzalania sie nad jagnieciem. Ktorych setki tyciecy zabijanych i konsumowanych sa przez obywateli majacych gleboko ponizej pasa to co sie dzieje w Syrii, Afganistanie, Afryce czy Donbasie nawet. Mozna roznie patrzec na ten "happenig" - w gruncie rzeczy niesmaczny. Choc wypada miec nadzieje ze jagnie przemienilo sie w kotlety z rozmarynem - wtedy ta smierc mialaby jakis sens. I paru ludzi wstajac od stolu mogloby stwierdzic ewentualnie potem ze owca umarla za dobra sprawe.....Ponizej krytyki jest jednak zabieranie glosu wlasnie przez tego fanatyka z Gdanska, ktory gotow bylby zapewne poswiecic jeszcze wiecej Syryjczyczkow za jeszcze mniejsze zwierze.....

Autor nie krytykuje przecież tej grupy pacyfistów za to, że zajmują się ofiarami wojny, zamiast prawami zwierząt. Tylko za to, że zabili jagnię. Być może gdyby istniało jakiekolwiek przełożenie tej śmierci na poprawę losu choć jednego Syryjczyka, ten tekst by nie powstał. Ale nie istnieje. Zadawanie cierpienia komukolwiek (także zwierzęciu) w celu ukazania cierpienia innych nie jest natomiast niczym innym, niż tchórzostwem. Jeśli artyści uważali, że dramat Syryjczyków musi symbolizować czyjaś krew lub ból, mogli okaleczyć się sami. Takie demonstracje znane są z historii. Jednak zdolni do nich byli wyłącznie ludzie rzeczywiście oddani sprawie. A nie "artyści" zajęci dylematem, jak maksymalnie szokować, ponosząc minimalne konsekwencje?
Nie lubię psychologizowania i odszukiwania "ukrytych motywacji", ale jeśli miałbym się w to bawić, stwierdziłbym, że happenerów los Syrii prawdopodobnie obchodzi jeszcze mniej, niż Gzyrę i jeszcze głębiej go mają w dupie. A cały ich protest służył wyłącznie dwóm celom - autopromocji oraz zaspokojeniu własnej potrzeby bycia moralniejszym, niż "obojętna" reszta. 3 godziny stania na zimnie i zbiórki kasy na ofiary, pomogłoby ludziom dotkniętym wojną bardziej, niż latanie w miejscu zagłady z fiutem na wierzchu oraz szlachtowanie owiec. Tylko, że to by było mniej fancy i nie skończyło się wywiadem na portalu Vice.

Masz racje z owa autopromocja i jej efektami. To jest ewidentne "naduzycie" - brak respektu. Z drugiej strony krew,smierc, seks, sperma, cierpienie sa najlepszymi "receptami" zeby zaistniec. Pal jednak diabli artystow, ktorzy jakies konskwencje poniosa. Z trzeciej strony uwazam jednak za cholernie nietosowne, ze tutejszy organ "nowej lewicy" wlasnie weganiste deleguje do skomentowania. Przeciez Gzyra i spolka jest taki sam jak ci "artysci". Cytuje : "Pomimo wszystkich wątpliwości oraz delikatności, jakiej wymaga ten temat, wątek zestawienia współczesnego traktowania zwierząt i Holocaustu, stał się już trwałym elementem kultury. Ci, którzy takiego zestawienia nie akceptują, są często przekonani, że próbuje ono naruszyć unikalność Shoah, niewspółmierność tej zagłady."....Jakiej i czyjej kultury ?. Czy moze "kultury" raczej ?. Niemieckie sady zakazaly kumplom tego weganisty z organizacji PETA uzywania symboliki (zdjec ) Holoucasu w kampani w obronie praw zwierzat - http://www.stern.de/panorama/urteil-gegen-peta-werbekampagne-kein--holocaust-auf-ihrem-teller--3575138.html. O jakiej "normie" bredzi wobec tego ten fantyk z Gdanska i na kogo sie powoluje ?. Hipokryzja w najlepszym wypadku....W rezultacie dyskusja nie dotyczy kulturowego problemu "wolnosci artystycznej", ani deklarowanego pacyfizmu, lecz jagniecia. A scislej rzecz biorac Gzyry, ktory owego zwierzaka uzywa tak samo do zaistnienia jak artysci. A Auschwitz i Syryjczykow ma tak samo gleboko w 4 literach. Jak gleboko to dowodzi przy kazdej nadajacej sie okazji. A ze okazje daje mu tutaj akurat "nowa lewica" - to swiadczy chyba o tym, ze towarzysze zrezygnowali z wyzwolenia proletariatu (ktory woli byc wyzwalany najwyrazniej przez prezesa ), a przerzucili sie na wyzwalanie zwierzat. Te nie moga sie tak skutecznie bronic przed wyzwoleniem przez kanapowych marksistow jak proletariat....Szczesc Boze wypada zyczyc towarzyszom z "nowej lewicy".

Obawiam się, że trochę odjechałeś. Kto tu niby kogoś "deleguje do skomentowania"? To jest felieton, nie reportaż na zamówienie. Facet po prostu napisał o czymś, co go oburzyło i podejrzewam, że jest już na tyle dużym chłopcem, że zrobił to sam. A oburzyło go bezsensowne okrucieństwo wobec jagnięcia. Z czego z kolei całkiem logicznie wynika, że pisze właśnie o tym jagnięciu a nie o czymś innym. Zarzut, iż używa go do lansu "tak samo, jak artyści" jest kuriozalny, bo wydaje mi się, że dość oczywista jest różnica między sprawcą danego wydarzenia a publicystą, który się do niego krytycznie odnosi.
Mam wrażenie, że obsesyjnie czepiasz się tego, że autor jest weganinem, co najwidoczniej uważasz za aberrację podobną do poświęcania kilku akapitów "czemuś" tak nieważnemu, jak jagnię, gdy wokół płonie świat. Tylko mam wrażenie, że w swym głębokim zawodzie tym, iż można je uczynić przedmiotem innej publicystyki, niż kulinarnej, nie zrozumiałeś zasadniczej myśli tego tekstu. Pozbawienie zwierzęcia jakiejkolwiek podmiotowości w celu przypomnienia o podmiotowości człowieka, to nie jest tylko, jak raczyłeś sobie żartować, kwestia przedwczesnego przemielenia na kotlet tego pierwszego i karygodnego niedoprawienie go rozmarynem. To paradoks właśnie z punktu widzenia walki o godność człowieka, ponieważ niejednokrotnie bezsensowne i barbarzyńskie traktowanie zwierząt jest wstępem do zła wyrządzanego ludziom. Wiedzieli to hitlerowcy uczący młodzież, jak pozbyć się empatii, zabijając psa. Wiedzieli to bolszewicy okrutnie rozprawiając się z borzojami, jako symbolami arystokracji. Wiedzą to kryminolodzy, dla których zeznania na temat bestialskiego traktowania zwierząt, bywają wskazówką, iż dana jednostka może też przejawiać brak empatii wobec innych ludzi.

Ja nie wierze w przypadki i na pewno glos (wlasnie) Gzyry nie jest przypadkiem. Ten oswiecimski event - happening - byl idiotycznym. Tu sie zgadzamy. Artysci mogli sie publicznie pobzykac pod brama "Arbeit macht frei" , czym osiagneliby podobny efekt, a jagnie zabilby ktos inny. Drobna roznica w uzalaniu sie nad jagnieciem polega na tym, ze Gzyra nie uzala sie nad TYM jagnieciem, ktorego smierc w tym momencie, w tych okolicznosciach jest bezsensowna (miejmy na nadzieje, ze po przyprawieniu rozmarynem nabrala choc troche sensu - aczkolwiek juz po fakcie ). Gzyra uzala sie nad WSZELKIM jagnieciem - legitymizujac jednoczesnie porownania, ktora jego ferajna czyni zrownujac podmiotowosc gazowanych Zydow z podmiotowoscia brojlerow. Potomkom ocalalych, im samym to rownanie - redukcja do zwierzat - sie najwyrazniej nie podoba. Stad cytowany wyrok, chociaz ferajna weganska o malo sie nie pos...rala zeby doprowadzic do innego rozstrzygniecia. To rownanie, ktore Gzyra deklaruje jako "przyjeta norme" nie jest akceptowalnym, dla Zydow i innych cywilizowanych nacji...U nas tez bedzie cos w tym kierunku, zeby zamknac jadaczki "tworcom norm" , takim jak Dareczek, ktore sa naduzyciem i przekroczeniem granic ( nie wykluczalbym, ze ktoregos pieknego dnia ten gosciu z kolegami wywali pod ta sama brama pol tony brojlerow ze supermarketu - juz martwych) ....................Na marginesie . Jesli juz pociskasz bzdety o mlodziezy z Hitlerjugend maltretujacej zwierzeta, to poszukaj zrodel tych historii - kto je wymyslil, kto je kolportuje. Polecam goraco. Piszac bowiem : " Wiedzieli to hitlerowcy uczący młodzież..." moge z cala odpowiedzialnosicia stwierdzic, ze Ty goooono na ten temat wiesz......Przykro mi ale tak jest...... Tragizm owej historii z Auschwitz polega( tez ) np. na tym, ze hitlerowcy 15 maja 1942 roku wydali rozporzadzenie zakazujace Zydom w Rzeszy posiadania zwierzat domowych. Uzasadnienienie "oficjalne" czysto ideologiczne - polecam literature przytoczona w zalaczonym linku.
Nieoficjalnie kilka zrodel wspomina o tym, iz w obliczu deportacji hitlerowcy troszczyli sie o los tych zwierzat, profilaktycznie zakazujac w interesie dobrostanu zwierzat ich posiadanie ludziom przeznaczonym do gazu. .......W zasadzie "Krytyka polityczna" mogla wiec zamowic felieton na temat wydarzen w Oswiecimiu u jakiegos pogrobowca III Rzeszy i milosnika Adolfa, ktory kochal zwierzeta tak jak Gzyra.... ( za znecanie sie nad zwierzetami grozil w III Rzeszy KZ - Reichstiertierschutzgesetz dal zwierzetom "podmiotowosc prawna", o ktorej dziadek Gzyry mogl wtedy tylko pomarzyc...)... http://bucewzielonych.blogspot.de/2015/05/miara-czowieczenstwa-jest-stosunek-to.html

Wiem o prawach chroniących zwierzęta w III Rzeszy, więc link do jakiegoś blogaska nie jest mi potrzebny. Choć z wrodzonej uprzejmości dziękuję. Może warto, robiąc memy z Hitlerem przeciwko obrońcom praw zwierząt pamiętać, że podstawy filozoficzne tego prawa pochodziły od kilku ważnych myślicieli, których celem było między innymi unowocześnienie ustawodawstwa na wzór brytyjski. Później część z nich, jak np. Ludwig Quidde (laureat Pokojowej Nagrody Nobla) opuściła Niemcy. Natomiast sama ustawa została "uzupełniona" o treści antysemickie, które znacznie ją różniły od celów przyświecających obrońcom zwierząt dzisiaj.
Ale zostawmy to, bo zaczynamy odchodzić od tematu.
Rozumiem, że odnosisz się stricte do metafory Holocaustu, która wielu ludziom się nie podoba. O.K. Przyznaję, że mnie też nie. Uważam, że trzeba rozróżniać "porównanie" od "przyrównania". Porównywać można wszystko ze wszystkim, pod warunkiem, że jest się intelektualnie uczciwym i przywołuje nie tylko podobieństwa, lecz także różnice. "Przyrównanie" w rodzaju "zjawisko x, y czy z jest jak Holocaust", to pałowanie innych poglądów przez przywoływanie wizji ostatecznego zła dla obrony własnych tez.
Myślę, że po prostu inaczej odczytujemy ten tekst. Ty widzisz w nim ideologiczny odjazd z elementem słusznej krytyki głupiego "artystycznego" happeningu. Ja odczytałem go raczej jako przede wszystkim oburzenie happeningiem, z elementami ideologicznego odjazdu, dość częstymi w lewicowej publicystyce, czegokolwiek dotyczy. O tym, że nie jest to interpretacja całkiem błędna świadczy ten wzruszający wpis po angielsku o "persecuted artists". Właściwi bohaterowie poczuli się dotknięci, bo to jednak głównie o nich a nie o wydanej kilkanaście lat temu, powszechnie znanej książce o Holocauście zwierząt tu mowa.

Skoro wiesz o "prawach chroniacych zwierzeta w III Rzeszy", to dlaczego posuwasz te teksciki o mlodziezy z HJ
znecajacej sie nad pieskami ?. Wierzysz sam w ich zawartosc czy uwazasz innych za idiotow ? Uwazam to za niepowazne z Twojej strony. Jesli swiadomie sklamales to przyzwoitosc wymaglaby chyba przeprosin. Nie ?. Zas symbioza niemieckiego ruchu na rzecz zwierzat z nazizmem albo nazizmu z ruchem na rzecz ochrony to historia nie majaca nic do czynienia z filozoficznymi koncepcjami dotyczacymi relacji ludzko - zwierzecych. Polecalbym poczytac wiecej blogaskow...Jesli Cie nie stac na siegniecie do innych zrodel. Obie ideologie byly dla siebie atrakcyjnymi stad komitywa, mowa o ktorej dzis jest niepoprawna politycznie i zastepowana bzdetami o "mlodziezy z HJ", ktore tutaj powielasz. (W jakim celu. ?) . Absurd naszej dyskusji tkwi zreszta w tym, iz w gruncie rzeczy artysci mieli racje. Nie dyskutujemy w o szerszym - deklarowanym - przeslaniu tej akcji, lecz o jagnieciu (w rozmarynie ) i zwierzatkach , nie o ludziach (wyjawszy Gzyre - ale nie jestem pewien za kogo, albo co on sie uwaza ) i ich relacjach. Uprawiamy hipokryzje, ktora wytykaja wlasnie aktorzy spod bramy "Arbeit macht frei". Nieprawdaz ?. Byc moze potrzeba wiecej takich happeningow. Wyobrazam sobie protest w Treblince z zabiciem swietej krowy, czyli Zubra. Gdyby tego Zubra artysci artysci wypili nie potrzeba byloby nawet fatygowac
pana weganisty z Gdanska , ktorego publiczna opinia w tym temacie jest tak potrzebna i wartosciowa jak zdanie pedofila na temat wypadkow komunikacyjnych z udzialem dzieci na przedmurzu krzescijanstwa. Amen.

Jeśli jest coś, za co rzeczywiście mógłbym Cię przeprosić, dude, to za to, że wziąłem Twój pogląd za bardziej wyrafinowany, niż jest w rzeczywistości. Bardzo charakterystyczne, że z trzech przykładów czepiasz się jednego (nawet jeżeli się co do niego mylę). Jak również to, że odrzucasz argumenty dotyczące tych filozoficznych źródeł ruchu, do których odwołuje się do dziś, na rzecz podjarki konkretnym momentem historycznym, który w Twych oczach kompromituje go na wieki. Choć nawet przedkładając historię nad filozofię, należałoby pamiętać o tym, że początków prawnej ochrony zwierząt, szukać trzeba raczej w Wlk. Brytanii XIX wieku, niż w Niemczech początku wieku XX.
Tylko, że to wszystko, jak sądzę, nie ma dla Ciebie znaczenia dlatego, że wyznajesz proste przeciwieństwo maksymy Gandhiego, który uważał, że prawa zwierząt są miarą rozwoju cywilizacyjnego i moralnego danego społeczeństwa. Z tego, iż jest ona naiwna i da się ją sfalsyfikować III Rzeszą (a może nawet paroma innymi faktami), wynika, iż niemal przeciwieństwo jest prawdą. Zainteresowanie prawami zwierząt, prowadzi do ich humanizowania a to w prostej linii do odhumanizowania człowieka i uznania go za zwierzę, jak każde inne. Kto wie, może Holocaust w ogóle jest przedłużeniem praw zwierząt i ostateczną realizacją zamiany hierarchii i statusu człowieka oraz zwierzęcia. Jeśli taka argumentacja ma służyć przestrodze przed fanatyzmem, który pewnie występuje w częściach ruchu, to może i ma sens. Ale jeśli stanowi usprawiedliwienie okrucieństwa wobec zwierząt i próbę nadania mu wyższego sensu lub tworzy zupełnie aberracyjną myśl, iż zainteresowanie losem zwierzęcia, per se implikuje brak zainteresowania losem ludzi to jest prymitywnym uproszczeniem. Najczęściej jednak myśl ta służy obronie myślistwa. I wówczas wydaje mi się podobną hipokryzją, jak opowieść o tym, że myśliwy uprawia swój proceder, żeby pobyć wśród przyrody i powdychać woń lasu. Może lepiej przyznać, że stoi za tym morderczy instynkt i atawizm, niż tworzyć teorię, od której niedaleko już do stwierdzenia, iż właściwie służy ono obronie przed dehumanizacją człowieka oraz promowania empatii wobec ofiar wojny.

*promowaniu

Czyli jednak klamales odnosnie tego HJ ?. O.K. rosyjskie borzoje wpisuja sie zas doskonale w ukrainskie berkuty - czyli ptaki drapiezne zabite w rezydencji Janukowycza przez milujacy wolnosc, przepelniony empatia lud ukrainski. A jesli chodzi o psychopatow znecajacych sie nad ludzmi i zwierzetami - to poprosilbym b. uprzejmie o zrodla....jesli zalezy Ci na resztkach respektu. W zadnym miejscu nie negowalem istnienia czy tez zasadnosci odlamow filozofii
do ktorych odwoluja sie wspolczesne ruchy na rzecz ochrony zwierzat i ochrony praw zwierzat. Poza tym nie cierpie, gdy ktos usiluje mi bezczelnie przypisac rzeczy ktorych nie napisalem. Rzeczywistosc - realia - historia pokazuja iz slynne powiedzenie Ghandiego jest infantylnym bzdetem. Niczym wiecej. Stosunek do zwierzat swiadczy o stosunku do zwierzat. Poprzez III Rzesze, Indie ( swiete krowy/kobiety/ dziewczynki ). Najbardziej cywilizowanym i najmoralniejszym spoleczenstwem wg. Ghandiego (i Ciebie chyba tez ?) byli zapewne Indianie z Ziemi Ognistej, ktorzy w czasach niedostatku zabijali i zjadali stare kobiety, oszczedzajac psy, ktore cieszyly sie wsrod nich wiekszymi prawami ( zrodlo - Karol, bez pominikow w Polsce, Darwin ). Interesujacym wyrazem irracjonalnosci Twoich pogladow jest Twoja nienawisc wobec mysliwych. Co Tobie Ci Eskimosi zawinili , do ciezkiej cholery....A co z wedkarzami ?. Dlaczego nie zapluwasz sobie brody rzucajac kalumnie pod adresem tych odrazajacych i z wedkami w rekach.....No ale od Auschwitz i happeningu to mysmy sie dosc daleko oddalili.....a jesli o tych borzojach czy wedkarzach z Grenlandii masz tyle do dadania co o innych "praffdach", to ja za dalsza dyskusje dziekuje.

Nie, nie kłamałem w sprawie HJ. Możliwe, że się myliłem. Co mogę przyznać, ale co nie zmienia mojego poglądu w dyskutowanej sprawie. Odnośnie psychopatii, pierwsze dwa linki z brzegu:
http://changingminds.org/explanations/personality/disorders/psychopath.htm
http://lifestyle.inquirer.net/129343/the-link-between-animal-cruelty-and-antisocial-personality-disorders/

Co do berkutów i Ukraińców, dyskutujesz sam ze sobą, co zresztą można właściwie powiedzieć o 80% Twojego ostatniego posta. Nie będę tu pisał o moim stosunku do sytuacji na Ukrainie, ale jest on na tyle sceptyczny, że jestem ten przykład w stanie przyjąć, jako potwierdzający moją tezę. Dzięki.

Jeśli nie lubisz przypisywania komuś czegoś, czego nie napisał, to tego nie rób. Nie tylko nie napisałem, że zgadzam się z Gandhim, ale przeciwnie wyraźnie zaznaczyłem, że jego maksymę uważam za naiwną. Tak więc nawias w zdaniu: "najmoralniejszym spoleczenstwem wg. Ghandiego (i Ciebie chyba tez ?)" to już drugi element dyskusji z kimś innym. Jedyne, co twierdzę to, że teza wprost odwrotna jest równie niemądra.
Wyrazem irracjonalności moich poglądów, mogłaby być nienawiść wobec myśliwych pod warunkiem, że gdziekolwiek bym o niej napisał. Argument nie do mnie, numer 3. Tak się składa, że nawet na tej stronie, pod recenzją filmu "Pokot" zdarzyło mi się popełnić komentarz, w którym pisałem, że ze wszystkich krzywd zadawanych zwierzętom, ta akurat wydaje mi się najmniej okrutna. W tej dyskusji natomiast, stwierdziłem jedynie, że uważam za idiotyczny, przywoływany w kółko argument III Rzeszy, jakim myśliwi posługują się, zamiast powiedzieć wprost, że jara ich mordowanie zwierząt. Gdzie tu są "kalumnie", które niby niesprawiedliwie rzucam pod adresem myśliwych, zamiast wędkarzy z Grenlandii? I gdzie jest "zapluwanie sobie brody". Co jest kontrowersyjnego w tym zdaniu?
Polowanie to mordowanie zwierząt, czy nie? Jest to dla niektórych hobby, czy nie? Hobby jest czymś, co kogoś jara, czy przykrym obowiązkiem? Wydaje mi się, że skoro myślistwo jest mordowaniem zwierząt ORAZ hobby a hobby jest czymś, co się lubi, to oczywistym wnioskiem jest, że myśliwy lubi mordować zwierzęta.
I rzecz w tym, że osobiście, mam więcej szacunku do myśliwych (oraz wędkarzy z Grenlandii), którzy mówią wprost: człowiek, jak zwierzęta, posiada instynkt zabijania innych istot dla pożywienia. Myślistwo (podobnie jak łowienie ryb) jest realizacją tego atawizmu. To mi się wydaje uczciwsze, niż redukowanie ad Hitlerum na blogaskach wegan lub obrońców praw zwierząt oraz jednoczesne uznawanie za "kalumnię" i "zapluwanie sobie brody" definiowanie myślistwa jako tego, czym na poziomie fenomenu, poza romantyzującymi je teoriami po prostu jest.

Piana....piana jak okiem siegnac.....:)))

The moralizing author did not even bother to mention, that the artists, except for the organisers, did not had any idea, that a lamb should be killed during the performance. The purpose of this article is to prevent solidarity with the persecuted artists. This is nothing else, as an stalinist denunciation in the traditions of the processes of the year 37.