Gospodarka

Warufakis: Alternatywny pieniądz, który zbawi Europę

janis-warufakis

W zachodnim kapitalizmie zostało już niewiele świętych krów. Czas jednak podważyć kolejną: niezależność banków centralnych od wyłonionych w wyborach rządów.

Ogólnie wiadomo, dlaczego politykę monetarną powierza się bankom centralnym. Politycy, których podczas cyklu wyborczego kusi, aby wykreować więcej pieniędzy, stanowią zagrożenie dla stabilności gospodarczej. Progresywiści zawsze oponowali, twierdząc, że banki centralne nie mogą być rzeczywiście niezależne, ponieważ ich autonomia wobec wybranych władz zwiększa ich uzależnienie od sektora finansowego, który mają przecież trzymać w szachu. Mimo tego od lat 70. dominuje argument za tym, aby politykę monetarną wyłączać z zakresu polityki demokratycznych rządów.

A słabi muszą ulegać?

Poza sporem natury politycznej, niezależność banków centralnych opiera się na następującym aksjomacie ekonomicznym: pieniądze i zadłużenie (bądź kredyt) są od siebie odrębne. Zadłużenie – takie jak obligacje rządu bądź firm, zbywane i nabywane za pewną cenę, która jest zależna od inflacji i ryzyka niedotrzymania warunków – może podlegać obrotowi wewnątrzkrajowemu. Na pieniądzach natomiast nie ciąży ryzyko niedotrzymania warunków i są one bardziej środkiem niż przedmiotem wymiany (z pominięciem rynków walutowych).

Ale ten aksjomat nie jest już niepodważalny. Wraz z rozrostem instytucji finansowych, banki komercyjne coraz bardziej polegają na sobie nawzajem w zakresie pożyczek krótkoterminowych (za którymi w większości stoją obligacje rządowe) z przeznaczeniem na finansowanie codziennej działalności. Ten rodzaj płynności nabiera znajomych cech: używany jako środek wymiany i nośnik wartości staje się formą pieniądza.

Haczyk tkwi w tym, że w miarę jak banki emitują coraz więcej pieniędzy na rynku międzybankowym, system finansowy potrzebuje coraz więcej obligacji rządowych na poparcie tego wzrostu. Rosnąca podaż pieniędzy na rynku międzybankowym powoduje zwiększony popyt na zadłużenie rządowe w ramach niekończącego się cyklu, który generuje przypływy płynności, nad którymi banki centralne mają niewiele kontroli.

W tym nowym wspaniałym świecie finansów niezależność banków centralnych traci na znaczeniu, ponieważ pieniądz przez nie wytwarzany ma coraz mniejszy udział w ogólnej podaży pieniędzy. Przy wzrastającej ilości pieniędzy na rynku międzybankowym, napędzanych zadłużaniem się rządów i państw, polityka fiskalna staje się kluczowym czynnikiem determinującym ilość rzeczywistego pieniądza napędzającego nowoczesny kapitalizm.

Im bardziej niezależny jest bank centralny, tym większą rolę odgrywa polityka fiskalna w określaniu ilości pieniędzy w danej gospodarce. Dla przykładu w strefie euro surowa polityka fiskalna prowadzona przez Niemcy powoduje brak niemieckich obligacji skarbowych, co z kolei ogranicza zdolność Europejskiego Banku Centralnego do wdrażania polityki luzowania ilościowego (ang. quantitative easing) oraz zdolność banków komercyjnych do wytwarzania większej ilości pieniędzy na rynku międzybankowym. Pieniądze i zadłużenie rządowe są obecnie ze sobą na tyle powiązane, że analityczne podstawy dla autonomii banku centralnego przestały istnieć.

Czego się pan boi, panie Draghi?

Oczywiście jakiekolwiek próby sprowadzenia skarbu państwa i banków centralnych „pod jeden dach” narażą polityków na oskarżenia, że pchają łapy do dźwigni polityki monetarnej. Ale możliwa jest także inna reakcja na ten nowy stan rzeczy: polega ona na pozostawieniu banków centralnych w spokoju przy jednoczesnym nadaniu rządom większych uprawnień w ramach wewnątrzkrajowego tworzenia pieniędzy. Tym samym rządy uzyskują większą niezależności od banków centralnych poprzez ustanowienie równoległego systemu płatności opartych na pieniądzu konsumpcyjnym (ang. fiscal money), a dokładniej – formie pieniądza opartej na przyszłych podatkach.

Jak miałby działać pieniądz konsumpcyjny? Po pierwsze jego „życie” toczyłoby się w ramach cyfrowej platformy urzędów podatkowych, przy użyciu istniejących numerów identyfikacji podatkowej osób fizycznych i prawnych. Każdy, kto posiada taki numer (NIP) w jakimkolwiek kraju otrzymałby darmowy rachunek powiązany z tym numerem. Osoby fizyczne i prawne mogłyby następnie przelewać środki na swój powiązany z NIP rachunek, stosując przelewy ze zwykłych rachunków bankowych w ten sam sposób, jak obecnie przy płaceniu podatków. A czyniłyby to z dużym wyprzedzeniem terminu zapłaty podatku, ponieważ rząd zagwarantowałby, powiedzmy, że za rok, umorzenie 1080 euro należnego podatku za każde 1000 euro przelane dziś. To efektywnie oznaczałoby roczne odsetki w wysokości 8% wypłacane tym, którzy zgodziliby się opłacić swoje podatki z rocznym wyprzedzeniem.

W praktyce, kiedy 1000 euro zostanie już przelane na rachunek powiązany z NIP, zostanie też wydany osobisty numer identyfikacyjny (znany nam PIN), którego można będzie użyć albo w celu przelania 1000 euro na inny rachunek, albo do opłacenia podatku w przyszłości. Te oznakowane czasowym stemplem euro z przeznaczeniem na przyszłe podatki, czyli konsumpcyjne euro, mogą być zachowane przez rok do okresu zapadalności bądź użyte przy płatnościach dla innych podatników. Aplikacje na telefony komórkowe lub nawet wydane przez rząd karty (które mogą również spełniać funkcję kart identyfikacyjnych w ramach systemu ubezpieczeń społecznych) sprawią, że transakcje będą łatwe, szybkie i praktycznie nieodróżnialne od innych transakcji z użyciem pieniędzy emitowanych przez banki centralne.

W ramach tego zamkniętego systemu płatności, w miarę jak zbliża się termin zapadalności pieniądza konsumpcyjnego, podatnicy, którzy go nie posiadają, będą napędzać popyt. Aby system był sprawny, skarb państwa będzie kontrolował całkowitą podaż pieniędzy konsumpcyjnych, wykorzystując efektywne stopy oprocentowania, aby zagwarantować, że wartość nominalna całkowitej podaży nigdy nie przekroczy pewnego odsetka PKB bądź pewnego, ustalonego przez ustawodawcę pułapu podatków. W celu zapewnienia pełnej przejrzystości, a co za tym idzie zaufania, opracowany i nadzorowany przez niezależny organ krajowy algorytm kryptograficzny mógłby prowadzić rozrachunek transakcji w pieniądzach konsumpcyjnych.

Warufakis: To głupota establishmentu sprowadziła na nas Trumpa

Zalet pieniądza konsumpcyjnego jest wiele. Mogą stanowić one źródła płynności dla rządów przy ominięciu rynków obligacji. Mogą też ograniczyć zakres, w jakim zadłużenie rządu napędza tworzenie pieniędzy w rynku międzybankowym. Mogą też przymusić sektor finansowy do upchnięcia części środków w zamkniętym krajowym obiegu pieniądza konsumpcyjnego, minimalizując w ten sposób ryzyko szoku wynikającego z nagłego odpływu kapitału. Wreszcie, poprzez konkurowanie z  ofertami systemu bankowego, mogą one ograniczyć opłaty obecnie ponoszone przez konsumentów.

Dzięki zaawansowanej technologii kryptograficznej pieniądz fiskalny stanowi w pełni przejrzysty, darmowy pod względem kosztów transakcji, publiczny system płatności monitorowany wspólnie przez wszystkich obywateli (i nie tylko), którzy w nim uczestniczą.

Pieniądze fiskalne są również atrakcyjne z politycznego punktu widzenia. Rządy mogłyby wykorzystywać nadwyżki w podaży pieniądza w celu „doładowania” rachunków rodzin i ludzi w trudniejszej sytuacji, bądź opłacać w ten sposób roboty publiczne, co spodobałoby się progresywistom. Konserwatystów powinna zachęcić obietnica znacznych ulg podatkowych oferowanych przez system tym, którzy pomogą rządowi w tworzeniu pieniędzy konsumpcyjnych, bez naruszania przy tym roli banku centralnego w ustalaniu stóp procentowych.

Potencjalne korzyści międzynarodowe płynące z pieniędzy konsumpcyjnych są równie istotne. Dla przykładu – pieniądz taki pomógłby Grecji oprzeć się zaborczym żądaniom naszych kredytodawców w 2015 r., co zresztą stanowiło rdzeń mojego planu podczas narzuconego nam siłą przez Europejski Bank Centralny wyłączenia systemu bankowego w 2015 roku.

Dziś system pieniądza konsumpcyjnego dałby Włochom, Francji i innym członkom strefy euro tak potrzebne rozluźnienie twardej polityki fiskalnej, a być może nawet położyłby podwaliny odnowionej strefy euro, w której to zazębiające się z krajowymi finansami konsumpcyjne euro, a nie równoległe wobec siebie narodowe waluty, stabilizowałyby sytuację makroekonomiczną. A to z kolei mogłoby stać się podstawą dla nowego Bretton Woods, działającego jako naczelna unia rozliczeniowa, balansująca różne wspólnotowe systemy pieniędzy konsumpcyjnych.

Varoufakis ma plan

**
Copyright: Project Syndicate, 2017. www.project-syndicate.org. Tłum. Katarzyna Byłów-Antkowiak.

Bio

Janis Warufakis

| Ekonomista, współzałożyciel DiEM25
Ekonomista, od stycznia od lipca 2015 roku minister finansów Grecji, współzałożyciel ruchu DiEM25 (Democracy in Europe Movement 2025). Autor książki "Globalny Minotaur" (2016) i "A słabi muszą ulegać?" (2017).

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Czyli receptą na brak demokracji jest dalsze ograniczenie demokracji. Od lewicy do prawicy słychać głosy, że społeczeństwo jest za głupie żeby pozwolić mu na wybieranie rządów, ustalanie relacji społecznych, prezentowanie różnorodnych postaw światopoglądowych. Powinniśmy wszystko od wychowania dzieci po gospodarkę oddać w ręce samozwańczych guru.

odkąd oddaliśmy ją w ręce mianowanych rabusiów, nic się nie poprawia

Krzysztof Mazur

Inflacja pustego pieniądza wywołała bańkę kredytową i kryzys, więc Warufakis proponuje więcej inflacji pustego pieniądza. Czemu mnie to nie dziwi.

Nie, to coś więcej niż tylko pusty pieniądz. Owszem, dzięki temu nieudolne socjalistyczne rządy kupią jeszcze trochę czasu wydając pieniądze, których jeszcze nie ma, ale to ma też kilka innych ogromnych dla nich zalet, których Warufakis nie wymienia. Poza oczywistą - dług wewnętrzny łatwiej będzie nie spłacić niż obligacje jest jeszcze druga - trudny do zniszczenia system zapadkowy dla podatków. Obecnie rządy mają problem z podnoszeniem podatków, bo każdy który to robi ryzykuje przegranie wyborów. Ta zmiana spowoduje, że będą mogli mówić - my nie chcemy ale musimy. Powstanie automat, a będzie on działał tak:
- Kowalski, skuszony wizją wysokiego procenta (tu: 8%, a co im tam, mogą zaproponować i więcej), da państwu 1000zł
- Po roku, rząd mówi: wyście (tak, wyście, rzeście - społeczeństwo całe) już te pieniądze przejedli a my przecież jesteśmy praworządni i nie możemy nie oddać długu Kowalskiemu, więc nie ma innego wyjścia - trzeba zebrać więcej z podatków
- Rząd podnosi podatki i oddaje z pompą te 1080zł Kowalskiemu
- Ale nie wspomina, że Kowalski też jest podatnikiem i jego obciążenie podatkowe właśnie wzrosło do 1100zł.
A co dopiero jak rząd zechce jeszcze jak Warufakis komuś coś "doładowywać" czy prowadzić inne podobne projekty...
Mieliśmy w historii przypadki hiperinflacji pieniądza, a ten pomysł może spowodować hiperinflację podatków (już i tak przecież nie małych). Dlatego jestem pewien że ten pomysł wprowadzą. Prędzej czy później 🙁

Czyli odsetki napedzaja podatki, a podatki odsetki? I razem rosna w nieskonczonosc? To chyba ta sama logika, wg ktorej ilosc pieniadza kredytowego musi rosnac, bo przeciez banki ciagle doliczaja do niego odsetki.

Receptą na państwo fałszujące dane jest tu więcej tego państwa i jego ucieczka w dodatkowe mozliwości. 8% oprocentowania dla Euro wskazuje na charakter planu.

Wadą dla lewicy (przynajmniej w Polsce) powinno być oparcie pieniądza na podatku. Najbiedniejsza część polaków nie płaci podatku (ludność wiejska) dochodowego, jest więc a priori z tego systemu wyłączona lub jest jedynie beneficjentem transferów od tych, co podatki placą. Jest to więc rozwiązanie, który pogłębia biedę i uzależnienie części społeczeństwa od transferów.

Dla lewicy nie jest to wada lecz zaleta - zwiększa i utrwala bazę wyborczą. Gdyby z resztą było inaczej, to dążyliby do zniesienia podatków dochodowych i zastąpienia majątkowymi. A nie widać takich ruchów.

Ten artykul powinien miec tytul "Jak wyjsc ze strefy euro bez wychodzenia z niej". Albo "Skad rzady pogniewane z panem Schauble maja wytrzasnac troche grosza".

PS: Czy ktos w KP juz tlumaczy ksiazke "Adults in the room"?

Po komentarzach widzę, że dominuje nastawienie jak do pomysłu na podatek Tobina, który gdyby został konsekwentnie wdrożony może zaoszczędziłby wielu kłopotów. Być może pomysł Warufakisa nie ma jeszcze kilku bezpieczników, jest niedoszlifowany, ale wreszcie coś kreatywnego lewica proponuje. A lewica powinna się domagać zniesienia niezależności banków centralnych (tak jak wszystkich, z wyjątkiem sądów instytucji) bez dodatkowych warunków, bo urąga to godności człowieka. Tak, ten parametr też powinien być uwzględniany w tej dyskusji. Ludzie są zbyt niedojrzali by rządzić? Im bardziej pozbawia się ich wpływu na realną władzę, tym bardziej dziecinnieją. W Szwajcarii 6 kantonów o najniższym deficycie budżetowym to te, gdzie dopuszcza się możliwość referendów ws. budżetowych. A "niezależne" banki centralne jak się okazały nie ratują systemu przed kryzysami, bo są zależne od najgrubszych ryb z rynków finansowych. To rozwiązanie nie zagwarantowało tego, co obiecywało.

A mógłbym prosić szerzej co by w praktyce oznaczało "zniesienie niezależności banków centralnych".

Sadzac po niniejszych komentarzach powiedziałbym nawet, że wpływ "samozwańczego guru" Balcerowicza jest (ciagle jeszcze) bezmierny, nawet na lewicy...

Lewica musi się odnosić do Balcerowicza. Czy to się nam podoba czy nie, ustanowił pewien standard ważny w debacie publicznej. Można się obrazić i go zignorować i stać się zupełnie niezrozumiały dla społeczeństwa. Balcerowicz to godny respektu adwersarz, a nie guru.

Marek Żeliński

Generalnie jak się komuś nie podoba strefa euro, to może ją opuścić (i UE też) i nadawać swojemu bankowi centralnemu lub rządowi dowolne uprawnienia. Proponuje, by J.Warufakis przeprowadzał eksperyment we własnym kraju. Jak na razie to Grecy wychodzą z kryzysu po innym eksperymencie. Mam wrażenie, że po kryzysie w Grecji część polityków tego kraju (w tym J.Warufakis) próbuje wmawiać otoczeniu, że ich kryzys miała jakieś inne, drugie dno. Że jego przyczyny były niezależne od Greków.
Tak naprawdę, to co opisuje Warufakis jest już przez rządy wykorzystywane, ze zmiennym zresztą szczęściem. Rządy emitują obligacje, dają ulgi podatkowe, bawią się deficytem finansów publicznych itd. Przykład z 1 tys. eur to tak naprawdę inna forma zaciągania długu.