Gospodarka

Szarfenberg: Dochód obywatelski to nie utopia

Często traktuje się go jak oderwany od rzeczywistości pomysł, tymczasem już teraz wiele rozwiązań realizuję tę logikę – mówi Ryszard Szarfenberg.

Jakub Majmurek: Czym jest minimalny dochód gwarantowany?

Ryszard Szarfenberg: Najczęściej rozumie się to pojęcie jako pieniężne świadczenie określonej wartości, wypłacane każdemu, niezależnie od pracy, poziomu dochodu i zamożności. Lepiej jednak mówić o dochodzie obywatelskim lub o dochodzie podstawowym, by uniknąć zamieszania terminologicznego. Sformułowanie „minimalny dochód gwarantowany” pojawia się często w dokumentach Unii Europejskiej. Oznacza tam jednak co innego – pieniężną pomoc społeczną wypłacaną tylko ubogim i niemogącym znaleźć pracy, ale na zasadach mniej uznaniowych, niż to bywało w dawnych czasach.

Jednak wszędzie tam, gdzie odchodzi się od koncepcji świadczeń dla ubogich i niepracujących, gdzie ogranicza się uznaniowość i pozwala odbiorcom łączyć je z różnymi formami pracy, możemy mówić o przesuwaniu się polityki społecznej w stronę koncepcji bliskich dochodowi obywatelskiemu.

A gdzie konkretnie pojawiają się tego typu mechanizmy? I jak działają?

W Wielkiej Brytanii na przykład działa coś w rodzaju funduszu równych szans – na konto każdego nowo narodzonego dziecka systematycznie wpływają pieniądze. Rodzice nie mają swobody w dysponowaniu nimi. Po osiągnięciu pełnoletności dziecko może zgromadzony kapitał wykorzystać na różne cele.

W krajach anglosaskich upowszechniła się praktyka wspierania dochodowego osób, które pracują. Zakłada się, że lepiej pozwolić komuś, kto był długotrwale bezrobotny, na łączenie pracy z pobieraniem świadczeń, niż mu je od razu odbierać, gdy tylko pojawią się inne źródła dochodów. Zachęca to takie osoby do podejmowania legalnej pracy, likwiduje strach, że nagle przekroczą próg upoważniający do pomocy. Dopiero jak taka osoba wykazuje stabilne i coraz wyższe dochody, stopniowo wycofuje się te świadczenia.

Podobna logika przyświecała reformie systemu świadczeń społecznych we Francji. Stary system RMI [Revenu minimum d’insertion], w którym zasiłek przysługiwał osobom pozbawionym innych dochodów, został zastąpiony nowym świadczeniem RSA [Revenu de solidarité active], które otrzymują także osoby pracujące, o niskich dochodach.

Czyli są to jednak programy skierowane do osób ubogich. Czy uniwersalizacja tego świadczenia w postaci dochodu obywatelskiego nie byłaby mniej efektywna niż pomoc precyzyjnie skierowana do potrzebujących?

Nie, wręcz przeciwnie. Badania z lat 90. pokazały, że im szerzej skierowane są świadczenia społeczne, tym niższy poziom ubóstwa. Jest to sprzeczne z taką zdroworozsądkową intuicją, że lepsze adresowanie to mniejsze ubóstwo. Ten paradoks wyjaśniano w taki sposób, że bardziej selektywne świadczenia mają mniejsze poparcie polityczne, więc szybko stają się coraz bardziej niedofinansowane i coraz mniej skuteczne. Koszty – nie tylko finansowe – weryfikacji tego, komu właściwie przysługuje jakieś świadczenie, a komu nie, są zawsze sporym obciążeniem dla systemu. Instytucja dochodu obywatelskiego w dużej mierze je ogranicza.

Zdaniem liberalnych zwolenników dochodu gwarantowanego, np. Miltona Friedmana, mógłby on w ogóle zastąpić wszystkie świadczenia: edukacyjne, zdrowotne, pomoc społeczną.

Z całą pewnością dochód obywatelski nie rozwiąże wszystkich problemów, a tylko złagodzi te związane z niepewnością i ubóstwem ekonomicznym. Można i trzeba go łączyć z rozbudowaną siecią uniwersalnych usług zdrowotnych czy edukacyjnych, a szerzej społecznych o charakterze publicznym. Nie jest to żadna alternatywa, a tylko ich uzupełnienie. A jeśli chodzi o pomoc społeczną, to tak naprawdę dopiero zagwarantowanie obywatelom przez państwo pewnych minimalnych dochodów pozwoliłoby pracownikom socjalnym wykonywać ich właściwą pracę. Zwolnieni z konieczności kontrolowania, czy ich podopieczni przekroczyli taki czy inny próg dochodowy, będą mogli zająć się tym, do czego ich profesja została powołana: pomocą w rozwiązywaniu problemów i w powrocie do społeczeństwa.

Jak właściwie miałby działać dochód obywatelski? Państwo wypłacałoby każdemu jakąś określoną kwotę?

To wersja najbardziej radykalna. Inne mówią o różnych mechanizmach gwarantowania przez państwo minimalnego dochodu każdemu obywatelowi, na przykład poprzez system podatkowy. Konkretna propozycja dla Polski sformułowana przez doktora Jacka Wardę z Lublina idzie właśnie w tym kierunku. W uproszczeniu rozwiązanie to polega na tym, że, po pierwsze, zwiększamy kwotę wolną od podatku. W Polsce w 2012 roku wynosi ona 3091 złotych. W nowym systemie gwarantowanego dochodu kwota ta byłaby bliska minimum egzystencjalnemu albo nawet socjalnemu. A więc wystarczałaby nie tylko na zaspokojenie potrzeb biologicznych, ale także pewnego minimum potrzeb społecznych. W Polsce potrzeba na to obecnie około 1000 złotych miesięcznie na osobę. I taki dochód, a więc 12 tysięcy złotych rocznie, byłby zwolniony z podatku.

Po drugie, osoby z dochodami poniżej 1000 złotych miesięcznie otrzymywałyby różnicę właśnie poprzez system podatkowy, co wyłączałoby pośrednictwo pomocy społecznej.

Z czego miałoby to być finansowane?

Ze zwiększonej stawki podatku VAT i wyższych podatków dochodowych.

Krytycy państwa opiekuńczego twierdzą, że uzależnia ono od pomocy społecznej, uczy bezradności, która wypycha ubogich z rynku pracy i więzi ich w ubóstwie. Czy w przypadku dochodu obywatelskiego te argumenty nie są jeszcze silniejsze?

One w ogóle są słabe.

Nie ma żadnych naukowych dowodów na „uzależnienie od pomocy społecznej” czy „wyuczoną bezradność”. To są po prostu slogany wymyślone przez amerykańską prawicę w latach 80. i kopiowane przez jej różne klony.

Niedawno w Wielkiej Brytanii prowadzono badania wśród rodzin, które są odbiorcami pomocy społecznej. Miały one na celu sprawdzenie, na ile życie w gospodarstwie domowym utrzymującym się głównie z transferów socjalnych jest faktycznie dziedziczone w następnych pokoleniach. Okazało się, że dane całkowicie przeczą propagandzie tabloidów o masowym „życiu od pokoleń na zasiłkach”. Tylko 1 procent tych rodzin pozostawało bez pracy w drugim pokoleniu, a z tego całkowicie bez pracy przez dwa pokolenia było jedynie 9 procent. Czyli jedynie 0,09% rodzin w Wielkiej Brytanii, która ma socjal dużo bardziej hojny niż nasz, jest całkowicie bez pracy przez dwa pokolenia! Rodzin, które żyłyby z transferów socjalnych od trzech pokoleń, w zasadzie nie znaleziono.

Przy tym problemy tych rodzin nie polegały na tym, że nie chciało się zdrowym ludziom pracować ze względu na ich kulturę i wsparcie socjalne, ale były one nękane rozmaitymi chorobami przewlekłymi somatycznymi i psychicznymi, niepełnosprawnością itp. Osoby ubogie także są racjonalne i dążą do poprawy swojej sytuacji materialnej, do podjęcia pracy, integracji ze społeczeństwem i do tego, aby ich dzieci miały lepiej. Obraz rzesz bezrobotnych, którzy żyją z minimalnej pomocy społecznej (w Polsce wyjątkowo skąpej) i kalkulują, czy opłaca się pracować, jest stworzonym przez prawicę mitem.

Nie zintegruje się ludzi z rynkiem pracy, pozbawiając ich środków do życia – może to zrobić edukacja, aktywna polityka tworzenia nowych miejsc pracy, pomoc w znajdowaniu pracy, wsparcie społeczne itd. Dochód obywatelski zdecydowanie by w tym pomógł.

A czy dochód obywatelski rzeczywiście byłby w stanie rozwiązać problem ubóstwa?

Ustalony na poziomie minimum socjalnego i połączony z innymi świadczeniami społecznymi w postaci usług – tak. Niedawno w Indiach prowadzono takie pilotażowe badania: w części wiosek z jednego regionu wprowadzono minimalny dochód gwarantowany, a w innych nie. Okazało się, że zagwarantowanie nawet niewielkiego dodatkowego dochodu naprawdę pomogło. W tych wioskach rodzice mieli pieniądze, by kupić dzieciom ubrania, w których mogły iść do szkoły, ubodzy uczniowie rzadziej porzucali edukację. Mając pewność dochodu, wieśniacy podejmowali działania gospodarcze, kobiety kupowały maszyny do szycia, które wykorzystywały później w działalności zarobkowej itd. Powstał bardzo krzepiący film na ten temat.

Dochód obywatelski to nie utopia. Często traktuje się go jak oderwany od rzeczywistości pomysł. Tymczasem, jak mówiłem, już teraz wiele rozwiązań polityki społecznej na świecie realizuję tę logikę.

A czy jakieś polskie rozwiązania w polityce społecznej pod tę logikę podpadają? I czy toczy się u nas jakakolwiek dyskusja na ten temat?

Każde świadczenie, które nie wymaga spełniania kryteriów dochodowych i można je łączyć z dochodami z pracy bez żadnych ograniczeń, ma w sobie coś z dochodu obywatelskiego. W teorii zabezpieczenia społecznego nazywa się ten typ świadczeń zaopatrzeniem społecznym. Wystarczy spełnić warunek obywatelstwa, stałego zamieszkania i jeszcze jeden, związany z konkretną potrzebą czy wydarzeniem. Proponowano, aby taki charakter uzyskały renta socjalna i renta z tytułu niezdolności do pracy, dopiero weto prezydenta przeszkodziło we wprowadzeniu tego rozwiązania.

Kolejna propozycja idąca w tym kierunku to emerytura obywatelska. Każdy po osiągnięciu danego wieku otrzymywałby minimalny, gwarantowany przez państwo dochód. Gdyby uwzględnić go w kalkulacji składek na ubezpieczenie emerytalne, z których wtedy finansowane byłyby tylko dodatki do tej podstawowej emerytury, mogłoby się okazać, że cały system będzie tańszy.

Taki charakter miało też pierwotnie „becikowe”. Lewica i liberałowie ostro krytykują to rozwiązanie, domagając się, by tego typu świadczenie kierować wyłącznie do najuboższych rodzin. Z kolei prorodzinna prawica zawsze była za powszechnymi świadczeniami rodzinnymi. Do tej pory to powszechne świadczenie zmieniono tak, że kobiety mają przynosić zaświadczenia od ginekologa i nie należy się zamożniejszym rodzinom.

Z inicjatyw pozaparlamentarnych, ale bardziej politycznych – kiedyś Nowa Lewica próbowała zebrać podpisy pod projektem gwarantowanego dochodu dla osób bezrobotnych. Co do sił politycznych, które obecnie może byłyby zainteresowane dyskusją na ten temat na lewicy, to jest to posłanka Anna Grodzka i inicjatywa „Społeczeństwo Fair”.

Moim zdaniem warto rozmawiać o nowych rozwiązaniach w zakresie gwarancji dochodu – szczególnie w kontekście wyzwań polityki społecznej, kryzysu, umów śmieciowych. W sytuacji, gdy coraz więcej pracowników staje się prekariuszami, dochód obywatelski wydaje się szczególnie pożądanym rozwiązaniem – nie bez przyczyny jego wielkim zwolennikiem jest jeden z głównych teoretyków prekariatu Guy Standing.

dr hab. Ryszard Szarfenberg – politolog specjalizujący się w zagadnieniach polityki społecznej, ubóstwa i wykluczenia, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, pracownik Instytutu Polityki Społecznej UW, przewodniczący Rady Wykonawczej Polskiego Komitetu EAPN (Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu).

Czym jest dochód obywatelski? Jak mógłby działać? Jakie problemy społeczne i gospodarcze byłby w stanie rozwiązać? Otwieramy debatę „Dziennika Opinii”.

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy

Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) “Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.