Gospodarka

Morawski: Wielki skok i wielkie sprzeczności

PiS dokonuje skoku na państwo, powtarzając błędy swoich poprzedników. Generalną zasadą nie jest zmiana sposobu działania instytucji, tylko całkowita wymiana elit.

Czy polityka PiS ma szanse pchnąć Polskę wyżej w globalnym podziale pracy w sposób skokowy, znacznie szybszy od dotychczasowego? W polityce gospodarczej na pewno jest miejsce na eksperymentowanie, a PiS posiada legitymizację polityczną, by wprowadzać istotne zmiany w strategii kraju i próbować je realizować. Albert O. Hirschman pisał, że „architekt zmiany społecznej nigdy nie może polegać na schematach”. Rząd zachowuje przy tym stabilność makroekonomiczną (niska inflacja, niski deficyt w finansach publicznych, brak nowego zadłużenia zewnętrznego) i jak na razie nie naraża kraju na istotne wstrząsy. Wśród inwestorów zagranicznych dominuje opinia, że strach przed PiS-em był nieuzasadniony.

Są jednak cztery powody, dla których nowa strategia gospodarcza może budzić wątpliwości. Osiągnięcie zakładanego 5-procentowego wzrostu gospodarczego, o  którym mówił wielokrotnie Mateusz Morawiecki, na razie nie następuje i jest wielce prawdopodobnie, że nie nastąpi.

Pierwsza wątpliwość odnosi się do oparcia nowej polityki gospodarczej na niemal całkowitym kwestionowaniu dotychczasowych osiągnięć gospodarczych. Prowadzi to często do fałszywych diagnoz. Można podać kilka takich przykładów. Według Morawieckiego Polska znalazła się w pułapce średniego rozwoju. To nie jest prawda – jakkolwiek definiować tę pułapkę, Polska nie spełnia właściwie żadnych jej kryteriów. Rozwijamy się szybciej niż zdecydowana większość państw, które kiedykolwiek były na zbliżonym, relatywnym poziomie rozwoju (licząc wg kryterium dystansu do granicy technologicznej, czyli do USA). Inna błędna teza dotyczy potrzeby reindustrializacji, czyli – jeżeli dosłownie rozumieć ten termin – zwiększenia udziału przemysłu w gospodarce. Tymczasem Polska ma jedno z najwyższych miejsc w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o udział przemysłu w wartości dodanej brutto, a w ostatnich latach udział ten jeszcze znacząco wzrósł.

W polityce gospodarczej bardzo dobrze sprawdza się zasada, że lepsze jest wrogiem dobrego. Długookresowy sukces rozwojowy bardzo często zależy nie tylko od generowania wysokich stóp rozwoju w okresach boomów gospodarczych, lecz także od unikania poważniejszych kryzysów. Ta druga zdolność może być nawet istotniejsza od pierwszej, bo to w czasie kryzysów kraje najczęściej tracą swój długookresowy potencjał rozwojowy. Dlatego obawy może wzbudzać niedocenianie przez obecnych rządzących osiągnięć poprzednich lat, które – nawet jeżeli nie są satysfakcjonujące w wielu dziedzinach – to na tle innych wyróżniały się pozytywnie. Brak troski o kultywowanie tego, co się do tej pory udało, może prowadzić do nieostrożności, a ta do kryzysu i porażki ambitnych planów.

Druga wątpliwość dotyczy immanentnych sprzeczności zawartych w nowej polityce gospodarczej. Najważniejsza dotyczy rozdźwięku między strategią inwestycji a strategią redystrybucji. Chcemy dążyć do osiągnięcia bardzo wysokiej stopy inwestycji i oszczędności, ale jednocześnie budować sprawiedliwe społeczeństwo, z dużym zakresem redystrybucji fiskalnej. Oba cele trudno będzie połączyć. Azjatyckie tygrysy, stanowiące dla Morawieckiego inspirację, miały zwykle relatywnie niskie wydatki publiczne, przez co stymulowały społeczeństwo do utrzymywania wysokiej stopy oszczędności. W krajach, w których rząd nie gwarantuje obywatelom godziwych emerytur i dostępu do rozwiniętej sieci usług publicznych, wysokie oszczędności i inwestycje są sposobem na budowanie przez obywateli ochrony dla samych siebie. W Polsce opieramy się na zupełnie innym systemie i, co więcej, rozbudowujemy system zabezpieczenia społecznego, zmniejszając motywację do oszczędzania. Trudno będzie w takich warunkach zbudować program masywnych inwestycji. Nasz model rozwojowy opiera się bardziej na rosnącej wydajności niż na rosnących szybko inwestycjach i najprawdopodobniej tak będzie w przyszłości. Innymi słowy, poświęcamy część wzrostu gospodarczego na rzecz większej stabilności społecznej.

Sprzeczność widać również w stosunku do instytucji. Elementem planu Morawieckiego była naprawa państwa przez zwiększenie efektywności administracji publicznej. Tymczasem, jak dostrzegają nawet konserwatywni politolodzy i publicyści, jak chociażby Rafał Matyja czy Bartłomiej Radziejewski, PiS dokonuje skoku na państwo, powtarzając błędy swoich poprzedników. Generalną zasadą nie jest zmiana sposobu działania instytucji, tylko całkowita wymiana elit. Co gorsze, wymiana ta odbywa się w chaotycznej formie, poprzez walki frakcji i obsadzanie stanowisk przypadkowymi osobami. Przypadek Bartłomieja Misiewicza jest tylko wierzchołkiem góry lodowej – od dwóch lat nie ma stabilnego zarządu i strategii rozwoju Giełdy Papierów Wartościowych, następują częste i niezrozumiałe zmiany we władzach dużych spółek finansowych (jak PZU), upolitycznienie mediów publicznych sięgnęło zenitu, a sądy zamiast reform doczekają się kontroli politycznej. A to tylko wybrane przykłady. Naprawdę bardzo trudno byłoby obronić tezę, że państwo przejęła ekipa reformatorów, a nie ludzi  głodnych stanowisk i sławy.

Gospodarka nie potrzebuje szarpnięcia cuglami

Trzecia wątpliwość dotyczy możliwości zastosowania aktywnej polityki państwa w warunkach funkcjonowania w ramach Unii Europejskiej. Właściwie wszystkie kraje, które mogą być dla nas jakimkolwiek wzorem, czyli azjatyckie tygrysy, ale też Hiszpania lub Finlandia w Europie, w okresie najszybszego wzrostu gospodarczego mogły stosować narzędzia ochrony i wspierania  swoich firm, z których teraz nie można korzystać w ramach Unii Europejskiej. Polska gospodarka operuje w zupełnie innym środowisku międzynarodowym niż gospodarki, które stanowią inspirację dla polskich polityków. To środowisko nakłada na nas pewne ograniczenia, ale wiąże się również z nieszacowalnymi kosztami, dlatego próba płynięcia pod prąd jest bardzo ryzykowna. Przy wspieraniu krajowych firm polskie rządy wielokrotnie potykały się o reguły konkurencyjności Unii Europejskiej – tak było w przypadku Stoczni Gdańsk, LOT-u, a ostatnio Przewozów Regionalnych. Filozofia naszej polityki gospodarczej powinna być mocno zakorzeniona w regułach unijnych.

Wreszcie ostatnie, czwarte zastrzeżenie do strategii PiS-u, dotyczy demonstracyjnego odrzucenia pozycji Polski jako peryferyjnej, czyli braku akceptacji dla naszego obecnego miejsca w międzynarodowych łańcuchach produkcji. Widać to na przykład po zdecydowanej  postawie PiS-u w relacjach z silniejszymi partnerami w Unii Europejskiej, przyjmującej często formę wręcz teatralną, jak w przypadku zerwania z Francją negocjacji dotyczących zamówienia na helikoptery Caracal. Przejawem  niezgody na obecną pozycję Polski jest również ochłodzenie stosunków z Niemcami,  za którym stoi przekonanie, że polityka gospodarcza Niemiec utrwala dominację niemieckich producentów nad polskimi.

Oręziak: To nie jest kraj dla starych ludzi – i nie będzie

Postawa rządu powinna polegać na zdolności do zadbania o interesy krajowych firm akurat w momencie, kiedy mają one szanse na duży awans rozwojowy. Powinna to być umiejętność dostrzegania uchylonych drzwi i wstawianie buta w szparę, a nie próba forsowania łomem różnych pozamykanych pancernych wrót. Immanuel Wallerstein, którego filozofia ewidentnie inspiruje PiS, pisał, że półperyferie mają szansę wejść do centrum świata gospodarczego tylko wtedy, kiedy akurat niektóre kraje centrum doznają wstrząsów. Innymi słowy, nic się nie da załatwić na siłę.

Część aktywności rządu zasługuje tu na pozytywną ocenę, jak na przykład szybka reakcja Mateusza Morawieckiego po brytyjskim referendum w 2016 roku i próba przekonania banków z londyńskiego City do przeniesienia części operacji do Polski, co wspomogłoby lokalny rynek pracy. Ale generalna filozofia PiS-u, zakładająca odrzucenie relacji zależności ekonomicznej między Polską a Niemcami i innymi krajami rozwiniętymi, naraża nas na błędne decyzje w przyszłości. Przejawem takiego niebezpieczeństwa może być forsowanie budowy w Polsce samochodu elektrycznego, bez odpowiedniego zaplecza technologicznego pozwalającego konkurować z liderami w tej dziedzinie.

Te cztery wątpliwości i ryzyka wiszące nad polityką PiS-u będą mocno utrudniać realizację celu, jakim jest skokowy awans rozwojowy. Ryzyko złej diagnozy, ryzyko sprzecznych recept, ryzyko konfliktu z UE oraz ryzyko nieadekwatnej oceny sytuacji i nadmiernej aktywności sprawiają, że na horyzoncie nie widać możliwości jakościowej zmiany trendów rozwojowych w stosunku do tego, co widzieliśmy w ostatnich dwóch dekadach. Na razie, realistyczny cel to utrzymanie się na dotychczasowej ścieżce.

***

Artykuł jest skrótem tekstu, który pochodzi z publikacji Ekonomia polityczna „dobrej zmiany” przygotowanej przez Instytut Studiów Zaawansowanych. Tytuł pochodzi od redakcji.

Zapraszamy na debatę „Dobra zmiana” w gospodarce albo zagwozdki dla lewicy. Goście: Ignacy Morawski, prof. Leokadia Oręziak, Rafał Woś. Prowadzenie: Michał Sutowski. 7 marca, środa, godz. 18.00, redakcja Krytyki Politycznej, ul. Foksal 16, II piętro, Warszawa

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.