Felieton

Mogę polecieć na Maltę

Kiedyś awanturowaliśmy się, żeby dostawić krzesło. Dziś jest krzesło, a nie ma chętnych.

No dobrze, skoro nikt nie chce lub nie może (chociaż podobno dla chcącego nic trudnego), to ja mogę pojechać na szczyt europejsko-afrykański na Maltę. Ciepło, miło, naprawdę nie będzie to żadne wielkie poświecenie. Proszę zauważyć, że gdybym pojechała zamiast PEK, cokolwiek bym powiedziała, nie miałoby to znaczenia. Podobnie jak pani „formalnie jeszcze premier, ale jutro już nie”. A gdybym wybrała się tam zamiast PAD lub przyszłej PBSz? Tym lepiej! Przynajmniej bym nie zaszkodziła.

Oczywiście najlepiej, chociaż może też najgorzej, byłoby, gdyby wybrał się na tę wycieczkę sam Prezes, bo to podobno on o wszystkim decyduje. Może obiecałby, że w ramach chrześcijańskiego miłosierdzia wyślemy do obozów w Turcji kilogram mleka w proszku? A potem oświadczył, że cała reszta rozmów go nie interesuje. Chyba że okazałoby się, że jednak ma jakieś inne propozycje, jest zdolny do sensownych reakcji w obliczu europejskiego kryzysu, kiedy już nie musi podlizywać się Polakom, którzy – Jaś Kapela bierze pod uwagę taką możliwość – są źli i głupi. Oraz wypowiadają się w internecie.

Według danych CBOS i Newspoint (badania wpisów internetowych) najbardziej niechętni uchodźcom są użytkownicy internetu (81 proc.) oraz ludzi młodzi (69 proc. ), co zapewne jest ze sobą nie tylko skorelowane, ale pozwala wskazać też związek przyczynowo-skutkowy.

Od dawna uważam, że należy zamknąć te wszystkie facebooki, twittery, fora – od razu będzie lepiej. Kuce, gimbazy, internauci i inne obszczymurki, może przeczytalibyście jakąś książkę?

Albo – jak już musicie w internecie, to powiedzmy „New York Times” albo „Telegraph”. Nie musicie od razu zaczynać od „Dissent”.

Natomiast z mojej grupy wiekowej mogę być właściwie dumna. Wśród nas, prawie staruszków, panuje najniższy poziom niechęci do obcych (32 proc.). Jak już mam denerwować interbandę, to może jeszcze zaryzykuję hipotezę, że to ten straszny PRL tak nas wychował. Nie było wtedy Facebooka ani religii w szkołach.

Z medialno-politycznej histerii wokół krzesła wieje taką nudą, że wiatr przeniósł się już na ulice i zaraz zabierze nam ostatnie kolorowe jesienne listki i inne gałązki. Szkoda. Za to prawie nie mówi się o problemach, chociaż wojny w tamtym rejonie i uchodźcy pukający do bram naszego Kryształowego Pałacyku wydają się sto razy ważniejsze nawet od tego, czy Giertych dostanie (z pewnością bardzo mu potrzebne) 500 złotych na dziecko.

Może nie powinno nas to dziwić, bo w końcu cóż my, biedny, prowincjonalny kraik, możemy zrobić? I co moglibyśmy wymyślić naszymi prowincjonalnymi umysłami? A! Zapomniałabym, przecież możemy wysłać mleko w proszku do obozów, ale oczywiście tylko pod warunkiem, że ta zła Unia zwiększy nam kwoty mleczne.

 

**Dziennik Opinii nr 313/2015 (1097)

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.