Felieton

Frakcja „Nigdzie!”

Pomnik smoleński byłby kolejnym pomnikiem polskiej martyrologii. I jednocześnie głupoty. Może jednak lepiej nie łączyć martyrologii z głupotą?

Większość (61 proc.) Polaków popiera budowę pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej w Warszawie. Na pociechę mogę dodać, że wśród osób identyfikujących się z lewicą jest popierających mniej – 45 proc., chociaż to i tak niemało. Ale w tej sytuacji – kulturowego konwenansu i szantażu emocjonalnego –  oczywiście łatwiej powiedzieć: popieram, niż być odmiennego zdania. Raczej można się dziwić, że ktokolwiek mówi nie. Mamy w naszym nieszczęsnym kraju więcej pomników ofiar niż bohaterów zwycięstw. Innym się należało, więc czemu nie tym?

I tego właśnie z mediów raczej się nie dowiemy. Dowiemy się, że właściwie wszyscy są za, ale niektórzy – tych te bardziej liberalne media nie lubią – bez sensu upierają się, że pomnik ma stanąć przy Pałacu Prezydenckim. Jeśli stanie gdzie indziej, i tak nie zaspokoi to ich ambicji. Władze Warszawy wolą jednak inną, nieco oddaloną od Krakowskiego Przedmieścia lokalizację. Zapłacą odszkodowanie za grunt, zapłacą za projekt i pomnik, ale to wcale nie oznacza, że w ten sposób spełnią oczekiwania „większości Polaków”. I ostatecznie, jak zwykle, wszystko zostanie instrumentalnie użyte do umacniania głównego politycznego podziału. Z jednej strony PiS i smoleńska religia, z drugiej ogół bolejących nad katastrofą, ale bez przesady. HGW przypadkiem wspomniała o pomniku nazistowskim, PiS zawył z bólu i oburzenia. Jakież to przewidywalne, ale ja jakoś nie mogę uwierzyć ani w przypadek, ani w szczerość wzburzenia.

Temat ten wrócił przy okazji kolejnej rocznicy i zapewne zniknie z głównych mediów, co nie oznacza porzucenia tego projektu. A kontrowersja będzie wracała właśnie w tej formie. Tu czy tam? Rozsądny i wystarczająco szlachetny ogół przeciwko wyznawcom.

Natomiast głos tych, którzy mogą się obejść bez pomnika, nie zostanie w ogóle wyartykułowany. A kto wie, czy nie jest to równie liczna grupa jak smoleńscy fundamentaliści. Ich odpowiedź na pytanie, gdzie ma stanąć pomnik, brzmi – nigdzie.

Dlaczego? Co by powiedzieli, gdy oddać im głos? Oczywiście mogę się tylko domyślać.

Może byłoby to coś takiego:

Ludzie wciąż umierają w nieszczęśliwych wypadkach, spowodowanych nieuwagą czy głupotą. Czy mamy wystawić centralny pomnik także wszystkim ofiarom kolizji drogowych (ponad 5 tys. osób rocznie)? Każdy z nich ma swój pomnik na cmentarzu.

Elita, która zginęła w Smoleńsku, sama częściowo odpowiadała za to, co się wydarzyło – swoją nieudolnością. Kto tu jest postacią wartą uczczenia pomnikiem za inne zasługi niż śmierć w wypadku lotniczym? Niektórzy pewno jakieś mieli, ale niekoniecznie pomnikowe.

Uczczenie ofiar celowej eksterminacji, czystek, celowych działań ma inne znaczenie symboliczne (albo np. ofiary „ochrony” europejskich granic wszelkimi metodami. Tak, nielegalnym imigrantom przydałby się w Europie pomnik).

A ten byłby kolejnym pomnikiem polskiej martyrologii. I jednocześnie głupoty. Może jednak lepiej nie łączyć martyrologii z głupotą? Bo to obraża pamięć tych, którzy byli bestialsko i celowo mordowani. Taki pomnik mógłby mieć jedynie sens dla tych, którzy wierzą, że to był zamach. I tylko pod warunkiem, że stanąłby w innym miejscu. W przeciwnym wypadku i tak zostanie potraktowany jako policzek.

To niech sami sobie go zbudują, tak jak setki innych. Dlaczego miasto ma za to płacić – wielomilionowe odszkodowanie za grunt, za projekt, za budowę. Most spłonął, Warszawa stanęła w korkach, może pieniądze przydadzą się na inne inwestycje.

Po co jeszcze jeden pomnik, który dzieli już w momencie powstawania? I jeszcze jedna awantura polityczna. Kto będzie na odsłonięciu, a kto zbojkotuje? I gdzie będą demonstrować niezadowoleni? To już kontrowersyjna Tęcza jest lepsza – bo przynajmniej promuje otwartość i tolerancję. I nie jest pomnikiem, tylko wypowiedzią artystyczną w sferze publicznej. W zróżnicowanych społeczeństwach coraz trudniej o wspólne pomniki, za to jest wolność słowa i demonstrowania. Nikt nie zakazuje obchodów Rocznicy. Każdy kościół może sobie wbudować dowolną tablice pamiątkową. Każda grupa czy stowarzyszenie może znaleźć odpowiednie i bliskie jej miejsce dla upamiętnienia ważnych dla nich zmarłych. Kapliczek tego kultu jest już tyle, że trudno zliczyć. Dodajmy to tego jeszcze królewski grobowiec na Wawelu. Może to już wystarczy?

I co on właściwie ma nam przypominać? Parareligijne wzniecenie narodowe, bo taką wielką katastrofę mieliśmy? Symboliczne skażenie sfery publicznej kultem świętych męczenników Narodu Polskiego? Pomówienia o zdradę, agenturalność? Tropienie wrogów?

Może lepiej o tym zapomnieć. Pamiętać o tych, których się znało lub szanowało, i zapalić czasem świeczkę na ich grobie.

Jak powiedziałam – zgaduję. Może ci, którzy nie popierają pomnika, powiedzieliby coś całkiem innego, nie potrafię przewidzieć wszystkich argumentów. Jedyne, co przewiduję, to że tych głosów jasno i wyraźnie sformułowanych, powtarzanych, traktowanych jako ważne i równoprawne z innymi nie usłyszymy.

 

**Dziennik Opinii 123/2015 (907)

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.