Felieton

Jak zostałem profesjonalnie przytulony

Co się stało z naszym światem, że ludzie wolą zapłacić za bycie przytulonym, zamiast znaleźć kogoś, kto by chciał ich przytulić? Oczywiście wiem, co się stało.

Gdy byłem dzieckiem, mama zabrała mnie na wizytę do Centrum Medycznego Bonifratrów, żeby znaleźć jakieś lekarstwo na moje smuteczki. Niewiele pamiętam z dzieciństwa, ale to akurat pamiętam. Zakonnik odbył z nami rozmowę, po czym przepisał mi ziółka, a mamie poradził, żeby mnie częściej przytulała. Nie pamiętam, czy wywiązała się z tego zobowiązania, ale chyba nie, bo smuteczki nie minęły i nawet w blurbie do mojego nowego tomiku z wierszami Kinga Dunin pisze: „Jaś Kapela jest melancholijnym optymistą. Cierpi za miliony ludzi, drzew i zwierząt, a jednocześnie cieszy się, że nie płynie pontonem przez Morze Śródziemne”. Cóż, przynajmniej pozostaję optymistą, ale nie obraziłbym się też, gdyby udało mi się zgubić gdzieś ten smutek, który towarzyszy mi od dzieciństwa. Dłużej niż jakikolwiek inny przyjaciel.

Muszę powiedzieć, że lubię tę moją melancholię, a ludzi, którzy jej nie odczuwają, uważam za osoby upośledzone, które nie są w stanie dostrzegać istoty rzeczywistości. Jednocześnie lubię być szczęśliwy i cieszyć się, pomimo wszystko, choć dziś pewnie znowu na Morzu Śródziemnym utoną jacyś uchodźcy, a Polacy się będą radować, że dzięki temu udaje nam się chronić nasze rodzinne strony. Jak źle by nie było, wciąż znam wiele sposobów, żeby uprzyjemnić sobie rzeczywistość i nie wszystkie wymagają zażywania środków psychoaktywnych. Czasem wystarczy trochę popracować ze swoim albo cudzym ciałem, żeby poczuć się lepiej. Dlatego, gdy kolega z redakcji podesłał mi linka do serwisu przytulanie.pl, oczywiście szybko się zgodziłem na profesjonalne przytulenie.

W Polsce ludzie raczej mało się dotykają, a jeśli już, są to jakieś szczątkowe formy w postaci uścisku dłoni czy muśnięcia się policzkami. Nie wiem, czy to wina Kościoła katolickiego, czy jeszcze jakiejś innej naszej, narodowej tradycji, ale wystarczy wyjechać za granicę, żeby się przekonać, że w innych kulturach wygląda to inaczej. Mężczyźni swobodnie chodzą z innymi mężczyznami za rękę i nikt za nimi nie krzyczy, że pedały. Kobiety przytulają się na powitanie, pożegnanie, a czasem zupełnie bez okazji, tylko z czystego wyrazu sympatii. I nikomu to nie przeszkadza, a pewnie pomaga wielu. Niestety z badań Tomasza Sobierajskiego wynika, że co czwarty Polak nie ma prawdziwego przyjaciela, a socjolog ocenia, że tak naprawdę skala problemu jest jeszcze większa, bo Polacy nie cenią tej formy relacji, a poza tym wydaje nam się, że nie musimy przyjaźni pielęgnować, bo prawdziwi przyjaciele zniosą wszystko. Cóż, to nie jedyna kwestia, w jakiej Polacy są tępi.

Choć większość (71%) Polaków twierdzi, że uprawia seks raz w tygodniu, to trochę w to nie dowierzam, a nawet jeśli to prawda, to i tak jedna czwarta Polaków nie tylko nie ma przyjaciół, ale również nie ma z kim uprawiać seksu. Zapewne oba zbiory w znacznej mierze się pokrywają, bo spotkałem wielu Polaków, których nie dotknąłbym nawet kijem, o przyjaźni nie wspominając. Oczywiście niewykluczone, że przytulają się oni z innymi tego typu Polakami, ale wciąż wydaje się, że rynek na usługi przytulania może być całkiem potężny. Ostatecznie nie każdy ma ochotę iść do burdelu. Ja na przykład – w przeciwieństwie do Rafała Ziemkiewicza – nigdy bym nie poszedł do agencji towarzyskiej. A na platoniczne przytulanie poszedłem. Oczywiście też dlatego, że mogłem to zrobić w ramach pracy i nie musiałem płacić, ale również dlatego, że nie ma nic złego w przytulaniu, choć jednak jest coś strasznego w tym, że niektórzy muszą za nie płacić.

Czego nauczyłem się na Festiwalu Świadomej Pracy z Ciałem

Co się stało z naszym światem, że ludzie wolą zapłacić za bycie przytulonym, zamiast znaleźć kogoś, kto by chciał ich przytulić? Oczywiście wiem, co się stało. Od dawna nazywamy to kapitalizmem, od pewnego czasu neoliberalizmem. Ach, ten liberalizm. Szkoda, że uwolnione zostały w nim pieniądze, a nie ludzie. W imię wolnego rynku wyprzedajemy ostatnie z dostępnych zasobów. Nawet powietrze już dawno zostało sprywatyzowane. W końcu wszyscy płacimy własnym zdrowiem za wolność korporacji do emitowania zanieczyszczeń. To samo dzieje się z relacjami międzyludzkimi. W imię wolnego rynku i posiadania uwolnionych pieniędzy, pracujemy tak dużo, że nie mamy czasu zadbać o samych siebie i innych. Niech zdycha taka wolność.

Póki jednak nie zdechnie, możemy sobie zapłacić ze sesje przytulania. Przy ulicy Konopczyńskiego, gdzie kiedyś, kiedyś istniał szpital powstańczy, dziś można zostać profesjonalnie przytulonym. Jest to jednak jakiś postęp. Niestety nie mogę narzekać na jakość usługi. Wszystko odbyło się bardzo miło&elegancko. Zostałem poinformowany, że usługa ma charakter platoniczny i nie można się dotykać w miejscach, gdzie mamy bieliznę. Oczywiście nic się złego nie stanie, gdy dostanę erekcji, po prostu musimy zmienić pozycję.

Dobrze wziąć wygodne ciuchy na zmianę, a wcześniej prysznic. Tak się składa, że nie mamy w pracy prysznica, a nie chciało mi się iść na siłownię, więc przygotowałem tylko dresy. Agnieszka była bardzo miła i promieniowała ciepłem, którego oczekiwałbym od profesjonalnego przytulacza. Po krótkiej rozmowie i podpisaniu kwitów, że nie mam żadnych chorób, którymi mógłbym zarazić przytulacza, oraz jestem świadom nieseksualnego charakteru usługi, udaliśmy się do pokoju, gdzie mieliśmy odbyć sesję. Z początku trochę się krępowałem, ale dzięki zachętom Agnieszki dość szybko wylądowaliśmy przytuleni na łóżku. W końcu zegar tykał.

Trochę podpytywałem, jak to jest, dzięki czemu dowiedziałem się, że Agnieszka jeszcze nie wie, czy będzie miała umowę o pracę, bo jest na okresie próbnym, ale nie ma problemu z przytulaniem ludzi, bo ćwiczy Kontakt-Improwizację, a tam to normalne, że wszyscy się dotykają. Agnieszka okazała się też coachem duchowym, więc dość szybko zaczęliśmy rozmawiać o duszy, sensie życia oraz o tym, że Agnieszka chciałaby, żeby wszyscy ludzie mieli na tej planecie ciepło, miłość i dobry dotyk. To tak samo jak ja, choć trochę się martwię, że jest za dużo ludzi, żeby miłości mogło starczyć dla wszystkich, więc porzuciliśmy ten temat i skupiliśmy się na przytulaniu. Lubię się przytulać oraz takie rozmowy, więc poczułem, że zyskuję podwójnie, bo nie dość, że leżymy przytuleni, to jeszcze dostaję darmowy coaching duchowy. Co prawda zazwyczaj nie płacę ani za jedno, ani za drugie, ale jednak zdaję sobie sprawę, że jestem wyjątkowo uprzywilejowany. Musiałbym spędzić chyba z dobry kwadrans, żeby policzyć wszystkich moich przyjaciół, więc w stosunku do statystycznego Polaka, wyrabiam zapewne tysiąc procent normy.

Tymczasem w Krakowie schujowacenie mózgowia

Martwię za to o tych wszystkich, którzy tak bardzo uprzywilejowani nie są. Według informacji opublikowanych na stronie przytulanie.pl zaleca się przynajmniej cztery, a najlepiej osiem uścisków dziennie. Jeśli założymy, że aby tę normę wyrobić, wystarczy półgodzinna sesja dziennie, musielibyśmy wydać około półtora tysiąca złotych miesięcznie na przytulanie. Oczywiście są zniżki dla stałych klientów i być może wystarczy jedna porządna sesja na trzy dni, co możemy już sobie sprawić za zaledwie 399 złotych miesięcznie.

Być może jest to dobra cena, zważywszy, że jak się dowiadujemy ze strony: „przytulanie wprowadza nas w stan odprężenia i relaksu, wpływając na gospodarkę hormonalną organizmu. Stężenie kortyzolu (zwanego hormonem stresu) we krwi ulega obniżeniu, zwiększa się uwalnianie oksytocyny, co wpływa korzystnie na nasz układ krążenia. Prowadzi to w efekcie do obniżenia ciśnienia tętniczego, zwolnienia czynności serca, a nawet do poprawy funkcjonowania układu odpornościowego. Dodatkowo, dotychczasowe badania potwierdzają istotną redukcję ryzyka chorób sercowo-naczyniowych”. Szkoda tylko, że lekarka podpisana pod tą opinią (E. Kazimierczyk, lekarz Kliniki Kardiologii) nie istnieje. [Aktualizacja: z redakcją Krytyki Politycznej skontaktowała się przedstawicielka Przytulanie.pl żeby poinformować, że dr Ewelina Kazimierczyk jest autentyczną osobą i pracuje w Klinice Kardiologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Przepraszamy za podanie nieprawdziwej informacji – przyp. red.].

Tak czy siak, jest mi troche przykro żyć w świecie, gdzie przytulanie się za darmo jest widziane jako dziwactwo, a przytulanie za pieniądze jako dobry biznes (news o przytulaniu za pieniądze obiegł chyba wszystkie media). Co będzie dalej? Będziemy płacić pięć złotych za dzień dobry? A może tysiąc miesięcznie, żeby ludzie byli dla nas mili? Oh, wait. Osiedla strzeżone, prywatne przedszkola… Chyba już to robimy. Tylko, co z tymi, których na to nie stać? Nie wiem, ale wiem, że najpierw trzeba obalić kapitalizm, a potem pomyślimy.

Fot. Denis De Mesmaeker, cc, flickr.com

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista. Autor dwóch książek z wierszami ("Reklama" oraz "Życie na gorąco"), powieści ("Stosunek seksualny nie istnieje", "Janusz Hrystus, "Dobry troll") i zbioru felietonów "Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu". Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Nie ufam tym, którzy są przekonani, że mają wielu przyjaciół. To znak, iż nie znają ludzi.

  2. Dobra. Rozwija się chłopię. Teraz czas jeszcze tylko na odżywianie się tlenem, otwieranie trzeciego oka i wczuwanie się w wibracje Kosmosu a potem pójdzie już jak z płatka.

    1. Cóż, w poprzednim felietonie Jaś zalecał ekstatyczny masaż pupy i mumbo-jumbo…

  3. A może – zaproponuje nieśmiało – zalozyć rodzinę, w której można się poprzytulać do woli? Ja w każdym razie tak mam

    1. Dobry pomysł, zwłaszcza, że taka rodzina jest dostępna w każdym zwykłym sklepie z rodzinami.

  4. „wiem, że najpierw trzeba obalić kapitalizm, a potem pomyślimy’
    Dopóki takie teksty są bezsensownym paplaniem jasia – z czegoś trzeba żyć w tym Straszliwym Kapitalizmie, więc czemu nie z felietonów? – to jeszcze nic groźnego. Jaś ma na szczęście znikomy wpływ na cokolwiek.
    Ale spróbujmy to potraktować poważnie – najpierw obalimy a potem pomyślimy… świetny plan działania.
    Jasiu, zacznij może od obalenia pół litra, potem sobie pomyśl, a ewentualnie potem zabierz się za obalanie kapitalizmu 😀

    1. Pan Kapela zdaje się nie dostrzegać ze nie ma popytu na lewicowy produkt jakim jest „obalanie kapitalizmu”…Autor już po raz kolejny udowadnia że żyje w świecie równoległym.

      1. Dlatego też zaproponowałem pól litra:)
        z kapitalizmem nie da rady, ale niech sobie chłoptaś coś obali…

        1. Byłoby idealnie jakby Dyzio-marzyciel znalazł na rynku wódkę o nazwie „Kapitalizm” Hmmm może to pomysł na biznes…eee, chyba nie, bo za mała grupa docelowa która by się jarała obalaniem „Kapitalizmu”. To już chyba wiekszym popytem cieszyłby się papier toaletowy z nadrukowanymi stronami z „Kapitału” Marksa 😉

  5. Co bzdura… jest w Wawie kilkna klinik kardiologii np. w MSWiA. Sam tam byłem

      1. Panowie, spokojnie 😀 Swoją drogą ciekawe skąd autor wie, że nie istnieje? Lekarze nie ogarniają linkedinów i często nie mają fejsa. Smutne, że dziennikarz mógł uśmiercić żyjącą osobę, słabe. Jakie ma dowody na nieistnienie?;) dziennikarstwo w Polsce schodzi na psy…

  6. Panie Jasiu Kapela,
    Ja też wiem co to znaczy smutek, melancholia, czy jak to czort zwał. Ale niech Pan pomyśli – z jednej strony wini Pan kapitalizm gospodarczy za brak przytulactwa, z drugiej zachwyca się ‚innymi kulturami’, gdzie albo kapitalizm był obecny już w czasach kiedy my Polacy jeszcze nie zeszliśmy z drzewa (ale już posługiwaliśmy się widelcem!), albo dwóch facetów którzy się przytulą do siebie ryzykuje znalezienie się na jutjubie w filmiku pt. ‚Execution of…’. Rozmawiałem raz z pewnym facetem z południa Europy – przyznawał jak to faceci w jego kulturze obcałowywują się przy każdym spotkaniu, a jednocześnie miał takie poglądy na kobiety że p. Dunin pokropiłaby go wodą święconą.

    A ostatnie hasło ‚najpierw obalmy kapitalizm a potem się zobaczy’ oblało mnie zimnym potem. Jak to było? ‚Szlachta na koń wsiędzie, ja z synowcem na czele i… jakoś to będzie…’. A może na początku sprawdzimy czy w basenie jest woda a dopiero potem skoczymy do niego na główkę?