Drugi sezon serialu Awantura (Netflix) przedstawia zupełnie inną historię niż pierwszy, a każdy z nich stanowi odmienną, zamkniętą dramaturgiczną całość. Oba łączy jeden temat: problem klasy we współczesnym społeczeństwie amerykańskim.
W nowej odsłonie produkcji koreańsko-amerykańskiego showrunnera Lee Sung Jina mikrokosmosem amerykańskich relacji klasowych staje się ekskluzywny country club w Kalifornii. Pracują w nim dwie pary bohaterów: Lindsay i Joshua Martinowie oraz Ashley i Austin. Dzieli ich różnica klasowa i pokoleniowa, poróżni konflikt naznaczony szantażem i lękiem przed kompromitacją, połączy intryga z udziałem właścicielki klubu, potężnej bizneswoman z Korei.
Millenialsi i zetki walczą, by nie spaść do trwałej podklasy
Lindsay i Joshua to „geriatryczni millenialsi” albo przedstawiciele ostatnich roczników pokolenia X. On jest menadżerem klubu, ona dekoratorką wnętrz. Oboje mają poczucie niezrealizowanych marzeń i ambicji, oboje toczy lęk, że jest coraz mniej czasu, by coś jeszcze zmienić w swoim życiu na lepsze. Ich małżeństwo pełne jest wzajemnych pretensji. Gdybyśmy mieli wybrać hymn dla tej pary, byłoby to Love Will Tear Us Apart Joy Division.
Ashley i Austin, przedstawiciele pokolenia Z, mogą patrzeć na pozycję tej dwójki tylko z zazdrością. W ekosystemie klubu zajmują najniższe pozycje: Ashley podaje napoje, Austin jest pracującym dorywczo trenerem osobistym. Nie mają nawet ubezpieczenia zdrowotnego, którego Ashley okazuje się pilnie potrzebować. Ona nie ukończyła liceum, on ostatnie chwile triumfu przeżywał jako zawodnik footballu amerykańskiego na uczelni – karierę na tym polu przerwała kontuzja. Dziś większość czasu Austin spędza w domu na sesjach z klientami na Zoomie, marząc, że kiedyś uruchomi swój videocast i zostanie fitnessowym influencerem.
Frustrację Martinów wzmaga jeszcze to, że dzięki pracy Josha jako szefa ekskluzywnego klubu mają ciągły kontakt z prawdziwą klasą wyższą. Spotykają się ze swoimi klientami na stopie towarzyskiej, utrzymują z nimi bliskie relacje, wyświadczają im przysługi, za które są zapraszani do prywatnych odrzutowców, a jednocześnie mają pełną świadomość, że jeśli należą do świata finansowej elity, to tylko jako jej pracownicy. Lepiej opłacani i traktowani niż osoby podające drinki w klubie, niemniej wciąż pełniący funkcje służebne.
Jeden z klientów Austina rezygnuje z zajęć, gdyż, jak mówi, musi zająć się swoimi inwestycjami mieszkaniowymi w Dubaju. „Późny kapitalizm” – komentuje z zachwytem możliwości, jakie otwierają inwestycje w Emiratach. „Późny kapitalizm” wywołuje znacznie mniejszy zachwyt w czwórce naszych bohaterów. Ma ona bowiem poczucie, że społeczna rzeczywistość staje się w nim coraz bardziej grą o sumie zerowej, gdzie albo dołącza się do świata pasywnych dochodów i luksusowej konsumpcji, albo utyka w „trwałej podklasie” – lub na jej granicy.
„Późny kapitalizm” jest też w nowej odsłonie Awantury systemem, gdzie każdy na swój sposób kombinuje i oszukuje. Amerykański sen o zbudowaniu rozsądnego dostatku i dającej szacunek pozycji społecznej ciężką, uczciwą pracą w świecie przedstawionym w serialu po prostu nie działa. Martinowie jako osoby urodzone na granicy pokoleń Y i X są być może ostatnim pokoleniem wychowanym w jego iluzji, bohaterowie reprezentujący pokolenie Z nie mają już żadnych złudzeń.
Ashley i Austin postanawiają więc użyć nagrania gwałtownej kłótni Martinów, by wymusić zatrudnienie młodej kobiety na pozycji zapewniającej ubezpieczenie zdrowotne. To im jednak nie wystarcza, apetyt na awans przez szantaż i oszustwo rośnie w miarę jedzenia. Joshua okrada swój klub na relatywnie niewielkie sumy, a w największe przekręty – z trupami, korupcją i kupowaniem milczenia świadków – zaangażowana jest nowa właścicielka ośrodka, bogaczka z Korei.
Wieczny dylemat więźnia
Wszystkie te kombinacje i oszustwa wpędzają bohaterów w kłopoty i sytuacje grożące odpowiedzialnością karną, a nawet długoletnim więzieniem. Metaforą, przez którą Awantura opisuje rzeczywistość społeczną, jest „dylemat więźnia”. Jak wiadomo, przedstawia on hipotetyczną sytuację, w której aresztowany podejrzany o popełnienie przestępstwa razem ze wspólnikami zastanawia się, czy wsypać kolegów i ratować siebie, czy konsekwentnie odmawiać zeznań, licząc, że jego wspólnicy zrobią to samo i policja wypuści wszystkich, nie mając dowodów, by komukolwiek postawić zarzuty.
Dla twórców serialu cały świat „późnego kapitalizmu” jest niekończącym się dylematem więźnia, sytuacją, gdy codziennie stajemy przed niemożliwym wyborem między koniecznością indywidualnego przetrwania a moralnym imperatywem solidarności i miłości bliźniego. Inaczej mówiąc, produkcja pyta o możliwość miłości i solidarności w świecie, gdzie egoizm i zasada, że zwycięzca bierze wszystko, zostały wyniesione do rangi najwyższego prawa.
Twórcy nie udzielają jasnej odpowiedzi na to pytanie. Finał opowieści jest na tyle przewrotny i wieloznaczny, że w zależności od własnych moralnych preferencji widzowie będą mogli wyciągnąć bardzo odmienne wnioski.
Tam, gdzie boli
Niestety, drugi sezon Awantury nie jest tak dobrym serialem, jak mógłby być.
Pierwsze cztery odcinki to ścisła telewizyjna czołówka tego roku, zdolna osiągać ostrość i gęstość obserwacji dwóch pierwszych sezonów Białego lotosu. Na planie zgromadziła się równie znakomita obsada. Carrey Mulligan w roli Lindsay tworzy jedną ze swoich najlepszych kreacji od lat, doskonale potrafi pokazać na ekranie zgorzkniały sarkazm bohaterki, narastającą w niej cichą desperację i lęk przed klęską, połączone z poczuciem urażonej wyższości, które jako Angielka z dobrym pochodzeniem klasowym czuje wobec kalifornijskiego świata swojego męża.
Świetnie radzi sobie też Cailee Spaeny jako Ashley. Aktorce udało się, nie wpadając w łatwą karykaturę, przekonująco przedstawić zdecydowanie niesympatyczną bohaterkę, łączącą zwykłą głupotę z drapieżną ambicją, kompleksy i lęk przed odrzuceniem z zaborczością i skłonnością do manipulacji, bezmyślny konformizm z gotowością do naruszania reguł, gdy służy to jej interesom.
Słabiej wypada druga połowa serialu – poza przedostatnim odcinkiem, gdy na pokładzie samolotu lecącego z Kalifornii do Seulu wybuchają od dawna nawarstwiające się konflikty – rozczarowuje zwłaszcza to, jak Lee Sung Jin zamyka główne wątki i wkłada w usta bohaterów monologi wyjaśniające polityczno-moralne przesłanie produkcji. Ostatni odcinek sprawia wrażenie napisanego niestarannie, w pośpiechu i niedbale, choć ratuje go znakomity epilog.
Przy wszystkich tych zastrzeżeniach warto poświęcić czas tej produkcji. W swoich najlepszych momentach jest ona w stanie uderzyć dokładnie tam, gdzie boli. A jak pokazuje nie tylko Awantura, ale też cały szereg seriali i filmów, od koreańskiego Parasite po Biały lotos, tym, co boli, jest problem klasy, rozjeżdżania się zachodnich społeczeństw na elitę i podklasę, obsesja na punkcie statusu i lęk przed jego utratą – globalna popkultura audiowizualna dawno nie była tak skupiona na temacie klasy, jak dziś.


![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)




!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.