Dlaczego uznanie Palestyny nie zatrzyma izraelskiej przemocy ani trumpowskiego autorytaryzmu
Dyplomatyczne gesty Zachodu wobec Palestyny to iluzja postępu. O rozwoju sytuacji decydują ci, którzy normalizują przemoc i nienawiść.
Imperium wolności i nierówności.
Dyplomatyczne gesty Zachodu wobec Palestyny to iluzja postępu. O rozwoju sytuacji decydują ci, którzy normalizują przemoc i nienawiść.
Od 2000 roku liczba osadzonych białych wzrosła o 41 proc., a osadzonych Afroamerykanów spadła o 21 proc.; populacja więźniów staje się coraz bardziej biała. W czasie, gdy poza murami kwestia rasowa stanowiła palący problemem, w więzieniach ubywało czarnych i przybywało białych.
Wyścig w kosmos był kiedyś wehikułem Oświecenia i równości. Dziś to raczej scena dla miliarderów. Co poszło nie tak – i gdzie zgubiliśmy język postępu?
Trumpiści od dawna planowali użyć prezydenckiej władzy do zemsty na przeciwnikach i pacyfikacji punktów oporu w społeczeństwie. Mord na Kirku dostarcza do tego doskonałego pretekstu.
Opowieści o „wolnym rynku”, „antykorporacjonizmie”, „wolności słowa” były i są narzędziami zdobywania władzy, a nie jakimś realnym planem, który mieli zamiar wdrażać prawicowcy. To wszystko była od początku blaga.
To nie przypadek, że właśnie do regionów górniczych w Kentucky i Wirginii Zachodniej Purdue Pharma wysyłała kilkudziesięciu akwizytorów, żeby zachwalali Oksykodon – mówi autorka „Skradzionej dumy”.
Pomijając to, jak troglodyckie jest sprowadzanie całego konserwatyzmu do walki z woke-lewactwem, polska prawica popełniła dwa podstawowe błędy.
Kolejki do inwestowania w USA może nie być, a finalnie ulokują tam fabryki tylko ci, na których Trump zwyczajnie do tego przymusi.
Najwyższy czas zabrać się za muzea – uznał prezydent, którego wyborcy i polityczni sponsorzy każdego dnia pytają, dlaczego amerykańska kultura jest nadal przesiąknięta treściami atakującymi przeszłość USA.
To Trump był tą osobą w pokoju, która próbowała przypominać amerykańskim mediom o obecności polskiego prezydenta.