Nierówności rosną, a państwo się nie bada
W Polsce najbogatszy 1 procent znika z badań, bo ciężko na niego trafić w losowej ankiecie. A państwo nawet nie próbuje go szukać – mówi Paweł Bukowski, ekonomista, współautor „Nierówności po polsku”.
W Polsce najbogatszy 1 procent znika z badań, bo ciężko na niego trafić w losowej ankiecie. A państwo nawet nie próbuje go szukać – mówi Paweł Bukowski, ekonomista, współautor „Nierówności po polsku”.
Ania i Ewa nie mogły wstąpić w związek partnerski, więc zabezpieczyły się tak, jak Polska im na to pozwala: podpisały u notariusza pełnomocnictwa i umowę partnerstwa, wypełniły testamenty. Nie dało to zupełnie nic.
W powojennej Polsce lekarz budził nieufność, a szpital kojarzył się ze śmiercią. Dlaczego mieszkańcy wsi bali się medycyny i jak lekarze zdobywali ich zaufanie? O społecznej rewolucji zdrowotnej w PRL opowiada autor książki „Lekarze prowincjonalni”.
Mieszkańcy Piaseczna spierają się o centrum danych: jedni protestują, inni bronią inwestycji. Obawy dotyczą hałasu, niszczenia zieleni, zużycia wody. Zaufanie do lokalnych władz jest ograniczone.
Google’owi pozwolono przekupić Apple’a, a efekt jest podobny jak w przypadku Amazona: skleroza, której objawem jest radykalne pogorszenie jakości usług i czerpanie zysków z renty monopolowej – tłumaczy autor książki „Gównowacenie. Jak cyfrowi giganci zmieniają nasz świat na gorsze”.
Wobec ekscesów amerykańskiego „antywoke” największym problemem nie jest nieroztropna wypowiedź lewicowych i liberalnych polityczek sprzed lat.
Dlaczego liberalny porządek się kończy, kto może być podmiotem rewolucji i czy Europa ma jeszcze coś do zaoferowania światu? Odpowiada słoweński filozof.
Na koniec wieku typowy sztorm będzie zalewać niektóre dzielnice Gdańska, a Żuławy będą zalane całe. Półwyspu Helskiego być może nie da się uratować. Musimy w Polsce zacząć stawiać sobie pytanie: co będziemy chronić, a czego nie.
Trudno sobie wyobrazić, że pewnych rzeczy można nie dość, że zabronić, ale i surowo je karać. Rolnicy w Kenii walczą o prawo do uprawiania i jedzenia tego, co sami zasadzą. O prawo do wysiewania własnych nasion.
Cuchnie tu tak bardzo, że żołądek podchodzi do przełyku. Ale jeśli chcecie zobaczyć jeden z najważniejszych symboli rodzimej przyrody, to łatwiej wypatrzycie go na wysypisku śmieci niż na polskiej wsi „sielskiej, anielskiej”.