📍 W marcu w Zamościu odbyła się konferencja naukowa poświęcona Róży Luksemburg, zorganizowana w 155. rocznicę jej urodzin. Jednym z planowanych elementów wydarzenia było ponowne odsłonięcie tablicy upamiętniającej jej narodziny w tym mieście.
🪧 Tablica została usunięta w 2018 roku w ramach działań dekomunizacyjnych prowadzonych w wielu polskich miastach. Decyzja o jej przywróceniu wywołała sprzeciw części polityków PiS oraz środowisk prawicowych.
🏛️ Spór o upamiętnienie Luksemburg przeniósł się do zamojskiego ratusza, gdzie w dniu konferencji pojawili się działacze organizacji nacjonalistycznych, w tym Robert Bąkiewicz. Wobec napiętej sytuacji władze miasta ostatecznie nie odsłoniły tablicy.
To mógł być zwykły marcowy, leniwy dzień w Zamościu. Pojedynczy przechodnie przecinali rynek Starego Miasta, skinieniem głowy witając siedzących na ławeczkach znajomych. Para ambitnych turystów, niechętna tłoczności wysokiego sezonu, przyglądała się ofertom restauracji na tablicach przed lokalami. Wszystkie gotowe i otwarte, choć głodnych klientów wciąż jest jak na lekarstwo. Zbliżał się dopiero drugi ciepły weekend tego roku, ale trzeba być gotowym – już wkrótce zjawią się pierwsi turyści pielgrzymujący śladami Jana Pawła II. Zamość to przede wszystkim miasto papieskie.

Jak papieskie, to i patriotyczne, a że po polsku patriotyczny oznacza tyle, co rozmiłowany w dziejach narodowych walk i męczeństwa – Zamość historią stoi. Stoi i z otwartymi ramionami zaprasza przyjezdnych, oferując im opowieści o bitwach, władcach, tragediach i – oszczędniej – o architekturze renesansu.
Jest jednak co najmniej kilku mieszkańców Zamościa, dla których historia regionu to sprawa ważniejsza niż tło do jedzenia gofra. Jej znajomość daje im poczucie przynależności i uczestnictwa. Być może jest to jedyne źródło ich osobistego poczucia dumy i godności. Nie będą żałować głosów politykom, którzy się na taką historię powołają, a że o aktywnego wyborcę nie jest w Polsce łatwo, zamojscy radni nie marnują okazji.

Tablica, która stała się polityczną bombą
Ci wywodzący się z Prawa i Sprawiedliwości podnieśli ostatnio alarm, że popierany przez Koalicję Obywatelską prezydent Rafał Zwolak oraz lewicowi radni planują przywrócenie tablicy upamiętniającej Różę Luksemburg, którą usunął w 2018 roku jego pisowski poprzednik. Mieli dokonać tego 5 marca pod przykrywką konferencji naukowej.
Wiedzieli, gdzie zaadresować swoje żale, żeby poszły w świat ku uciesze lokalnego podziemia antykomunistycznego. Poskarżyli się dyrektorowi lubelskiego oddziału IPN, a ten, zwietrzywszy okazję do dobrej inby, uderzył do swoich zwierzchników pełniących obowiązki prezesa (w miejsce prezesa, który został prezydentem i zostawił wakat).
P. o. prezesa to trzech, niemal nieodróżnialnych od siebie panów doktorów historii, triumwirów naszej pamięci. Mają środki wystarczająco potężne, by echo ich gniewnego tupnięcia rozeszło się sejsmiczną falą po narodowo-katolickim internecie.

Wsparło to kilkoro parlamentarzystów PiS-u, którzy mieli refleks, by podpiąć się pod inicjatywę-samograja. Musieli tylko pofatygować się do dalekiego miasta i zorganizować kilka konferencji prasowych. Najliczniejsza była ta wystawiona przez lokalne organizacje pod przewodnictwem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej oraz Stowarzyszenia Rozwoju Lokalnego Zamojszczyzna.
Nie pytajcie, jaki problem ma AK z socjaldemokratyczną działaczką zastrzeloną przez niemieckich nazistów na 23 lata, zanim powstała AK… Stowarzyszenie zaś dumnie prezentuje swój baner pomiędzy antysemickimi i antyukraińskimi hasłami. Uwieczniłem to w moim poprzednim reportażu z Zamojszczyzny.
Pomimo niespodziewanego rozmachu prezydent Zamościa nie struchlał. Jego poparcie dla inicjatywy przywrócenia tablicy jest dla mnie największym zaskoczeniem i tajemnicą w całej tej akcji. Politycy na takich stanowiskach rzadko są odważni, a tutaj – proszę. Rafał Zwolak jest przyjemnie śmiały w komunikacji. Przypomina w tym stylu Rafała Trzaskowskiego. Nawet wygląda podobnie do kolegi z Warszawy.

Z tą tablicą wszystko jest źle
Zaangażowanie prezydenta oraz pozostałych aktorów społecznych ze stronnictwa Róży nie pozwala zbagatelizować sprawy, która trochę się o to prosi. Chodzi o niezgodną z jakimiś przepisami próbę przywrócenia tablicy usuniętej niezgodnie z innymi przepisami. W dodatku, tablica ta mylnie wskazywała jako miejsce jej urodzenia kamienicę, w której osoba wcale się nie urodziła. Urodziła się w innej, która była tak zrujnowana, że PRL-owscy działacze wstydzili się jej przed dygnitarzami.
Co więcej, Róża Luksemburg mieszkała w Zamościu zaledwie przez pierwsze dwa lata życia, a gdyby pomieszkała dłużej, być może nie osiągnęłaby znakomitości w swojej dziedzinie. Zamość nigdy nie był miastem przemysłowym. Róża Luksemburg nie mogłaby spotkać tu proletariuszy ani inspirujących rewolucjonistów. Nie miałaby też w kim zaszczepiać swoich emancypacyjnych idei. Zamość jest miastem rolniczym, a wcześniej folwarcznym. Z istotnym akcentem militarnym, bo była to twierdza i garnizon wojskowy.
Nie znaczy to, że pewne aspekty myśli Luksemburg nie mają szans odnaleźć tu podatnego gruntu. Feminizm, solidarność, intersekcjonalność i pacyfizm, o których na trzy dni przed zamojskimi wydarzeniami opowiadała na spotkaniu z czytelniczkami autorka najnowszej biografii Róży Luksemburg Weronika Kostyrko, to idee uniwersalne. Fakt, że można je przy wsparciu jednoznacznie lewicowego autorytetu skutecznie promować w mieście pozbawionym robotniczej tożsamości, powinien dawać do myślenia tzw. true-leftowcom drwiącym z lewicy tożsamościowej.
Tu jednak w ogóle nie chodzi o Zamość. Miasto to nie jest nawet tłem sporu, a zaangażowanie większości jego mieszkańców ogranicza się do tego, że nie niszczą urodzinowej instalacji ustawianej co roku w podcieniach kamienicy, w której faktycznie urodziła się Róża. Wystawiają ją tam radni lewicowych ugrupowań. Miasto to jest co najwyżej planszą dla typowych dziś zmagań historii z historią, a ideologii – z ideologią.

Taka teza tłumaczy postawę prezydenta, który stara się bronić gospodarskiej podmiotowości. Dla ratusza skojarzenie Zamościa z postacią wybitnej ekonomistki i demokratycznej męczenniczki to fajna szansa na zdobycie niszowej, ale jednak międzynarodowej rozpoznawalności. O turystykę się rozchodzi po prostu; fakt urodzenia Róży Luksemburg w Zamościu jest cenną ciekawostką. Wiele osób podróżuje w poszukiwaniu interesujących tablic czy obiektów i z pewnością warto w tej przestrzeni zaciekawienia tworzyć przeciwwagę dla miejsc takich jak pobliski Pomnik Rzezi Wołyńskiej.
I chętnie by tu sobie przyjeżdżało lewactwo niemieckie, francuskie, angielskie i inne, gdyby nie ujadanie Cerbera, paskudnej hydry antykomunizmu.
Nikt nie pyta o niuanse
Antykomunizm objawił się w Zamościu w całej swej okazałości i złożoności. Ale nie ma co się nad tym zbytnio roztkliwiać. Niezależnie od tego, czy sponsorowany jest przez IPN, czy zakorzeniony w rytualnym, nacjonalistycznym i pospolitym patriotyzmie lokalnym, czy znowu w groteskowym oszołomstwie ulepku Straży Niepodległych Rot Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza – współczesny antykomunizm jest wulgarny i powierzchowny, a wydarzenia historyczne, na które się powołuje, służą w nim jedynie za wieszak dla organicznej nienawiści oraz wszelkich uprzedzeń.
Jadąc do Zamościa, zatrzymałem się po pierwsze pod nowoczesnym, wybudowanym za 12 milionów złotych gmachem IPN w Lublinie. Chciałem sfotografować jego ostentacyjność. Po drugie przy cokole, z którego w 1989 roku zwalono potężny pomnik niejakiego Bolesława Bieruta. Została po nim paskudna blizna, miejsce przeklęte jakimś obezwładniającym zaniechaniem, odrażającą niemocą – no, syf straszny po prostu.
Mam gdzieś Bieruta, ten pomnik i jemu podobne. Obalono je, bo były symbolami totalitaryzmu – i chwała tym, którzy je obalili. Myślę, że nie było wśród nich zbyt wielu współczesnych antykomunistów. Dlatego są tacy zajadli, że ich tam nie było. Boją się, że ktoś im to kiedyś wygarnie i pryśnie cała ich upragniona poniewczasie godność. Ludzie ci, posługując się cancellingiem, hałasem i aktami wandalizmu, budują fałszywy pomost pomiędzy dawnym, demokratycznym wzburzeniem, a dzisiejszymi próbami odzyskiwania na rympał niszczonych tożsamości.

Pozwolę sobie na tezę, że jedynym powodem, dla którego tablica upamiętniająca słynną socjalistkę budzi taki zapał antykomunistycznych fanatyków, jest fakt, że w PRL-u imieniem Róży Luksemburg nazwano ulice w około 20 miastach na terenie kraju. Nazwy te zmieniano hurtem z tymi objętymi patronatem takich typów jak Dzierżyński czy Lenin. Tamta dekomunizacja utożsamiła Różę Luksemburg ze zbrodniczymi systemami opresji. Nikt nie pytał o niuanse. Dzisiejsi pogrobowcy antykomunizmu też nie chcą pytać, czytać, ani wiedzieć. Chcą jedynie nie chcieć.
Tyle że nie do końca uczciwie jest im to wypominać z pozycji moralnej wyższości. Weronika Kostyrko, która zbiegiem okoliczności stała się rzeczniczką Róży, opowiada wprost: Luksemburg była kobietą oraz żydówką. Dlatego była ignorowana i uciszana tak przez adwersarzy, jak i przez stojących zasadniczo po tej samej stronie socjaldemokratów. Mizoginia i antysemityzm były właściwe całej przedwojennej klasie politycznej, a w znacznej mierze także jej spadkobiercom do 1989 roku.
Reasumując: ani polscy komuniści, ani socjaliści, ani socjaldemokraci właściwie o Różę i jej dorobek nie zadbali.
Gdzie urodziła się Róża?
Antykomunistyczni krzykacze wciąż odmawiają przyznania jej indywidualnej tożsamości, ale z lewej strony ktoś się jednak nad tym pochylił. Któż to taki? W 155. rocznicę urodzin pani Luksemburg w zamojskim ratuszu zorganizowano konferencję, której kulminacyjnym momentem miało być odsłonięcie przywróconej w należne, choć nieadekwatne, miejsce tablicy. Sala była pełna i można było na niej zobaczyć kilka twarzy weteranów i weteranek współczesnych lewicowych zmagań, ale ogólnie przekrój pokoleniowy był raczej wyczerpujący.
Byli to ludzie, którzy, upamiętniając Różę, odmawiają dominującemu od ponad 30 lat prawicowemu paradygmatowi politycznemu prawa do unieważniania ich samych. Ich złożonych, wrażliwych i niepokornych tożsamości. Świadkując odsłonięciu tablicy, chcą zamanifestować swoją własną, fizyczną widoczność w przestrzeni publicznej. Uprawomocnić ją wizerunkiem szanowanej Róży.
Róża Luksemburg patronuje niemieckiej fundacji, która ma pieniądze i umiejętności, by pracować z władzami Zamościa. Zrobili tę konferencję, zaoferowali pokaźne zaplecze merytoryczne i przestrzeń do debaty. Fundacja jest duża i bogata (finansuje ją partia die Linke), a do Zamościa wysłała swoich najważniejszych członków i członkinie. Ba! Przyjechał sam ambasador Republiki Federalnej Niemiec. Zależy im.
Na tym, by w Zamościu postawić socjalistyczną republikę rad? W żadnej mierze. Cała ta ekspedycja ma jeden skromy cel: żeby ta tablica wróciła, niechby i na niewłaściwą kamienicę. To ich patronka i jest to dla nich ważne. Wszyscy niemieccy lewicowcy wiedzą, gdzie w Berlinie została zamordowana. Niech będzie wiadomo, gdzie się, do jasnej cholery, urodziła.

Do ratusza wchodzi Bąkiewicz
Ale w Zamościu najwyższy przedstawiciel najbogatszego kraju Europy oraz reprezentanci potężnej socjalistycznej fundacji zetknęli się z siłą nieprzejednaną: pięcioma typkami z Ruchu Obrony Granic pod przewodnictwem Roberta Bąkiewicza.

I przegrali. Bąkiewicz wpadł do ratusza i zaczął wykłócać się o Bóg wie co z każdym, kto raczył zwrócić na niego uwagę. Od ambasadora Niemiec zażądał reparacji i zwrotu skradzionych dzieł sztuki, a od prezydenta miasta – upamiętnienia po raz tysięczny wymordowanych przez nazistów Dzieci Zamojszczyzny. Od policjantów zażądał wyprowadzenia z sali chłopaka, który brzydko się do niego zwrócił. Chłopaka na jego rozkaz wskazał policjantom Strażnik Miejski. Taką siłę ma Bąkiewicz. Ale to nic.
Pani wiceprezydentka zaprosiła Bąkiewicza do swojego gabinetu na kawę, a ten odmówił. Wobec tak przemożnej i nieustępliwej obecności legionu antykomunistów władze fortecznego, papieskiego, sześćdziesięciotysięcznego miasta, którego udokumentowana historia sięga XVI wieku, ugięły się i ustąpiły. Tablicy upamiętniającej miejsce urodzin Róży Luksemburg ani nie zawiesiły, ani nie pokazały. Schowały i wykpiły się wymówkami, w które nikt nie uwierzył.

Czy Luksemburg może jeszcze inspirować lewicę?
Ja wiem, że ta tablica i tak niedługo zawiśnie. Wiem, że pani wiceprezydent chciała uratować atmosferę i nie zmuszać Straży Miejskiej do przepychania się i obezwładniania Bąkiewicza na oczach ambasadora i kamer ogólnopolskich serwisów internetowych. Ale mnie już to nie interesuje, a działaczom niemieckiej fundacji Zamość zapewne obrzydła.
Żałosne to było – i tyle. Dobrze, że w dniu wydarzeń internet był już uwagą gdzieś indziej i mało kogo, poza obecnymi na miejscu, istotnie to obeszło.
Polscy badacze i działaczki na konferencji wiele mówili o doniosłości postaci Róży Luksemburg. Jej klasa nie ulega wątpliwości. Ale czy ma tutaj szansę posłużyć jako patronka jakiegoś ruchu? Przewodniczka, influencerka?
Nie chcę nikogo zniechęcać. Determinacją, sprytem i kasą można jeszcze wiele zdziałać, ale zastanowiłbym się, czy nie szkoda tych cennych, a jakże skromnych zasobów na historyczne naparzanki i żmudne wykopywanie martwych bohaterek z ideologicznych cmentarzy.



![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)






Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.
>>Nie pytajcie, jaki problem ma AK z socjaldemokratyczną działaczką zastrzeloną przez niemieckich nazistów na 23 lata przed AK powstaniem… <<
Nie pytajcie też dlaczego autor nazywa komunistkę socjaldemokratką. I dlaczego twierdzi że zastrzelili ją naziści, mimo że partia nazistowska powstała +/- rok po jej śmierci. I o to ze nie wspomina co robiła Luksemburg w Berlinie na przełomie 1918/19. Walczyła o demokrację i prawa kobiet?
pamietaj że dzięki ruchom rewolucyjnym wśród niemieckich zołnierzy Polska odzyskała niepodległość. porównaj ich stosunek do Polaków z tym w 1944 gdy AK miało nadzieję rozbrajac Niemców jak w 1918
Wszakże to Hindenburg, Luddendorf i inni generałowie ze sztabu przekonali cesarza, że armia nie może walczyć dłużej.
ale jak się czyta wspomnienia z Powstania Wielkopolskiego widac było, że żołnierze niemieccy nie chcieli walczyć z Polakami bo uważali ich za swoch klasowych braci. Podobnie było z rozbrajaniem Niemców w Warszawie.
Dzień dobry,
dziękuję za zainteresowanie tematem i komentarz. Mordu na Róży Luksemburg dokonało pięciu członków Freikorps. Dokonało czyli zaplanowało, uwięziło, torturowało, zastrzeliło i pozbyło się zwłok. Każdego z tych pięciu nazywa się mordercą. Z pośród nich, śmiertelny strzał oddał Hermann Souchon. Hermann Souchon był następnie członkiem NSDAP zarządajądemcym później jej fińskim oddziałem. Hermann Souchon był nazistą i w tym rozumieniu używam tego sformułowania. Róża Luksemburg była współzałożycielką SDKPiL oraz aktywną członkinią SPD i w tym znaczeniu nazywam ją socjaldemokratką.
podejrzewałem że mordercy Rózy świetnie odnaleźli się w NSDAP
Rozumiem że bolszewicy z Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji też byli socjaldemokratami, tak?
Auf auf zum Kampf 🤘
Robiła to samo co inni, może lepiej.
Trochę jak taki żeński Janosik albo Robin Hood choć innymi metodami. Oni nie mają tablicy ale za to jakie filmy …
Ahistoryczna postawa wszystkich uczestników tej awantury jest przygnębiająca. Autor z poczuciem wyższości pisze o swoich ideowych przeciwnikach a sam stwierdza, że Różę Luksemburg zabili naziści. Raczej słyszał o Freikorpsach, ale nie oparł się pokusie „reductio ad hitlerum”. Dwadzieścia lat temu chłopaki z KP wydali biografię Kazimierza Kelles-Krauza, głównego adwersarza Róży Luksemburg wśród polskich socjalistów. Jej lektura pomogłaby zrozumieć dynamikę ruchu socjalistycznego. Dość wspomnieć, że Kelles-Krauz, Luksemburg, Lenin, Stalin, Daszyński i Piłsudski byli wszyscy działaczami partii należących do II Międzynarodówki. Cała współczesna socjaldemokracja ma pewien fragment swej tradycji wspólny z sowieckimi zbrodniarzami. Czy ktoś jeszcze chciałby poważnie potraktować tą sprawę?
Dzień dobry,
dziękuję za zainteresowanie tematem i komentarz. Mordu na Róży Luksemburg dokonało pięciu członków Freikorps. Dokonało czyli zaplanowało, uwięziło, torturowało, zastrzeliło i pozbyło się zwłok. Każdego z tych pięciu nazywa się mordercą. Z pośród nich, śmiertelny strzał oddał Hermann Souchon. Hermann Souchon był następnie członkiem NSDAP zarządającym później jej fińskim oddziałem. Hermann Souchon był nazistą i w tym rozumieniu używam tego sformułowania.
Pan Autor chyba zbyt dlugo naparzal się na ringu ze pisze o „wykopywaniu martwych bohaterek z ideologicznych cmentarzy”. Akurat w Polsce przydaloby się więcej Róz Luksemburg niz Jakubów Szafranskich 🙂
Róża Luksemburg i Wilhelm Liebknecht organizowali rewolucję przeciw rządowi, który właśnie ogłosił wybory do konstytuanty. Podobnie Lenin dokonał przewrotu październikowego niedługo po tym jak rząd tymczasowy ogłosił wybory do konstytuanty. Lenin nie czuł się na siłach odwołać wybory, wszakże zebraną już konstytuantę nakazał zamknąć i deputowanych rozpędzić. Jak rozumiem pragnie Pani ożywić te tradycje. A czy z matrosem Żelezniakowem już Pani rozmawiała?
„Nie pytajcie, jaki problem ma AK z socjaldemokratyczną działaczką”
My Polacy mamy problem Różą-Luksemburg. Zapoznaj się z jej poglądami nt. niepodległosci Polski
a jakie miała niby poglądy? W swoich listach jak najbardziej była za niepodleglą Polską.
Aby na pewno czytał Pan te listy?
jasne że nie, ale czytałem biografię Róży, Domem moim jest cały świat.
Róża Luksemburg uważała dążenia do niepodległości Polski za szkodliwą utopię, argumentując, że w kapitalizmie państwo to byłoby orężem ucisku klasy robotniczej. Odrzucała hasła narodowe na rzecz międzynarodowej rewolucji socjalistycznej, podkreślając silne związki gospodarcze z zaborcami. Jej sprzeciw opierał się na przekonaniu, że niepodległość jest niemożliwa, a walka o nią bezużyteczna
jakies żródła na twoje rewelacje?
„Rozwój przemysłu w Polsce” (1898)
„Kwestia narodowościowa i autonomia” (1908–1909)
„Kwestia polska a ruch socjalistyczny” (1905)
„Rewolucja rosyjska” (1918)
gdzie to tam znalazłeś? Przeglądałem teb pisma i nic…
Wszystko jest tu i potwierdza tezę z którą się nie zgadzasz: https://www.marxists.org/archive/luxemburg/index.htm
O ile nie można odmówić Róży zasług na polu emancypacji, to jednak jako komunistka nie była zwolenniczką polskiej niepodległości. I tyle.
Rozprawa doktorska Róży Luksemburg „Die industrielle entwicklung Koniglich Polens” jest pracą czysto ekonomiczną. Nie ma tam rozważań o kwestii narodowej. Zawiera ona teorię „organicznego wcielenia” w sferze gospodarczej, wszakże bez wniosków politycznych. Pan Nutria odpisał tytuły z jakiejś notki internetowej lub opracowania książkowego. Widać jednak, że nie czytał samej Róży Luksemburg.
Panie Jakubie, jak się ma morderstwo Róży Luksemburg do nazistów, skoro ta pani zginęła 15.01.1919 a NSDAP została założona 15.05.1920? Jak na pańskie niewątpliwe zacięcie w tematach historycznych, to tutaj popełnił pan niezłego byczka😏
czyli naziści narodzili się dopiero z dniem utworzenia partii? Tego dnia dopiero olsniło ich do nazistowskich poglądów, tak? 😉
Warto wiedzieć, że:
(1) Cokolwiek sądzić o genezie hitleryzmu, to jednak Różę Luksemburg zabili oficerowie berlińskiego Freikorpsu.
(2) DAP poprzedniczka NSDAP powstała w roku 1919, po zamordowaniu Luksemburg i Liebknechta. Początkowo była to tylko mała lokalna partia bawarska. Jej pierwsi przywódcy wystąpili z niej po objęciu przywództwa przez Hitlera.
(3) DAP i NSDAP przez dłuższy czas poszukiwały swej ideologii i celów politycznych. Były w niej rożne nurty, obok hitlerowskiego swoje własne pomysły mieli Ernst Roehm i bracia Strasserowie. NSDAP była początkowo jednym z wielu ruchów Volkistowskich, które stworzyły federację znaną jako Kampfbund.
(4) Ideologia hitleryzmu a praktyka jego działania w opozycji oraz praktyka działania u władzy, to różne kwestie. Związki pomiędzy nimi były skomplikowane.
dalej widze luki w twoim rozumowaniu. czyli taki Hitler, przed 1920 rokiem był po prostu weteranem o szerokich i tolerancyjnych poglądach. Na Róży dokonano samosądu, zabili ja samowolnie (nie ma dowodów na jakies rozkazy) członkowie freikorpsu, byli to ludzie na których chwile potem oparł się ruch nazistowski. Ja bym nie napisał że Różę zamordowali naziści, ale jak się zastanowić prawie na sto procent ci ludzie byli chwilkę potem fanatycznymi nazistami.
Ciekawe co spartakusowcy, gdyby wygrali, robili by z niemieckimi oficerami. Podejrzewam że to co bolszewicy i anarchiści na Krymie czy w Kronsztadzie
jasne, typowa „gdybologia” Napisz jeszcze że Róża na pewno stałaby się kolejnym Dzierźyńskim 😉
Dzień dobry,
dziękuję za zainteresowanie tematem i komentarz. Mordu na Róży Luksemburg dokonało pięciu członków Freikorps. Dokonało czyli zaplanowało, uwięziło, torturowało, zastrzeliło i pozbyło się zwłok. Każdego z tych pięciu nazywa się mordercą. Z pośród nich, śmiertelny strzał oddał Hermann Souchon. Hermann Souchon był następnie członkiem NSDAP zarządającym później jej fińskim oddziałem. Hermann Souchon był nazistą i w tym rozumieniu używam tego sformułowania.
Dzień dobry,
dziękuję za zainteresowanie tematem i komentarz. Mordu na Róży Luksemburg dokonało pięciu członków Freikorps. Dokonało czyli zaplanowało, uwięziło, torturowało, zastrzeliło i pozbyło się zwłok. Każdego z tych pięciu nazywa się mordercą. Z pośród nich, śmiertelny strzał oddał Hermann Souchon. Hermann Souchon był następnie członkiem NSDAP zarządającym później jej fińskim oddziałem. Hermann Souchon był nazistą i w tym rozumieniu używam tego sformułowania.
dziękuję za zainteresowanie tematem i komentarz. Mordu na Róży Luksemburg dokonało pięciu członków Freikorps. Dokonało czyli zaplanowało, uwięziło, torturowało, zastrzeliło i pozbyło się zwłok. Każdego z tych pięciu nazywa się mordercą. Z pośród nich, śmiertelny strzał oddał Hermann Souchon. Hermann Souchon był następnie członkiem NSDAP zarządającym później jej fińskim oddziałem. Hermann Souchon był nazistą i w tym rozumieniu używam tego sformułowania.
Polaki mają talent do wybiórczej pamięci. W Szczecinie nieskutecznie szukalem tablic upamietniajacych miejsce urodzenia Katarzyny Wielkiej. Znalazlem tylko rodła.
po co mamy upamietniac osobe która zainicjowała rozbiory Polski?
Dziękujemy panu Szafrańskiemu. Trudno jednak poważnie traktować jego wyjaśnienie zamieszczone w kilku miejscach jednocześnie. Pokrewieństwo ideowe pomiędzy Freikorpsami a Volkistami niewątpliwie istniało. Wszakże dowódca komanda, który wydał rozkaz zabicia Luksemburg i Liebknechta – Waldemar Pabst utrzymywał, że działał na rozkaz ministra Gustava Noskego. O całej sprawie zaś wiedział dobrze kanclerz Friedrich Ebert. Ci dwaj panowie Ebert i Noske ponoszą pełną odpowiedzialność za stłumienie powstania spartakusowców. Byli oni obaj socjaldemokratami. Imię Eberta nosi fundacja, która m. in. finansuje „Krytykę Polityczną” (Friedrich Ebert Stiftung). Fundacja ta jest ściśle związana ze współczesną socjaldemokracją niemiecką. Teraz poproszę osoby z fantazją o interpretację tychże powiązań.
Przede wszystkim warto się zastanowić, dlaczego Niemcom aż tak zależy? W przypadku postaci faktycznie wartościowych standardem jest próba pełnego zawłaszczenia, tak jak np. Francuzi konsekwentnie przemilczający i umniejszający polskość Marii Skłodowskiej-Curie. Jeżeli Niemcy tak zapamiętale próbują nam wcisnąć swoją bohaterkę, to najpewniej wciskają nam zbuka.
„…najwyższy przedstawiciel najbogatszego kraju Europy oraz reprezentanci potężnej fundacji socjalistycznej…”
Nie wiem czemu ma służyć tak patetyczny czołobitny ton, jak gdyby polskich chudopachołków spotkał jakiś niewypowiedziany i niezasłużony zaszczyt ze strony niemieckich panów i to napisał brzydzący się klasizmem lewicowiec. Niemieckie organizacje wykorzystujące pieniądze i wpływy do ingerowania w sprawy Polski to nie jest powód do dumy, ale do niepokoju i oporu. Wywołuje to jak najgorsze skojarzenia historyczne. Skoro Luksemburg z pochodzenia była Żydówką, a z wyboru Niemką, to może lepiej niech Niemcy nadmiar gotówki wykorzystają na lobbowanie za silniejszym jej upamiętnieniem w Izraelu.
Różne opinie można wyrazić o Róży Luksemburg, wszakże kwestia jej narodowości jest jasna: była ona Polką. Uważała odbudowę państwa polskiego za niecelową, ale kulturę polską ceniła. Osiedliła się w Niemczech aby mieć wpływ na dyskusje w ramach socjaldemokracji, które toczyły się głównie po niemiecku. Prywatnie pozostawała Polką, cała korespondencja z Jogichesem – Tyszką jest po polsku (trzy tomy, można poczytać). Niemądry był natomiast pomysł aby robić rewolucję proletariacką zanim zbierze się demokratyczna konstytuanta, w tym naśladowała Lenina.