Gdy Telewizja Republika zaczyna nam prowadzić politykę zagraniczną
Sprawa „ewakuacji” Zbigniewa Ziobry nie jest wyjątkiem, a ambicje Sakiewicza i jego środowiska są problemem dla obu stron polskiego duopolu politycznego.
Sprawa „ewakuacji” Zbigniewa Ziobry nie jest wyjątkiem, a ambicje Sakiewicza i jego środowiska są problemem dla obu stron polskiego duopolu politycznego.
Zapowiedziane przez prezydenta referendum dowodzi, że traktuje on Polaków jak ludzi niespełna rozumu. Na szczęście jego pozycja ustrojowa jest zbyt słaba, żebyśmy musieli się tym przejmować.
Polska tkwi w ustrojowym klinczu. System kanclerski mógłby przywrócić sprawczość i odpowiedzialność rządzących.
Matrycą i ostatecznym horyzontem hiperpolitycznego konfliktu jest internetowa gównoburza – aktywność w mediach społecznościowych staje się główną formą politycznego działania, w niewielkim stopniu przekładającego się na realne zmiany.
Walczące ze sobą frakcje w PiS obrały kurs na rozłam. Wykopanych między nimi rowów nie da się raczej zasypać, a frakcja Morawieckiego ryzykuje, że w ostatniej chwili zostanie wycięta z list.
Jako że trumpiści stracili Orbána i Meloni, to Nowogrodzka może wyrosnąć na główną filię MAGA w Europie i drugą na świecie, po Tel Awiwie.
Tusk uzależniony od Giertycha i ostry skręt KO w prawo, Kaczyński gadający o Magyarze gotującym szczeniaki czy popłoch, jaki w PiS wywołały wybory na Węgrzech – to tylko kilka dobrych wiadomości dla lewicy.
Po 16 latach rządów Viktora Orbána Węgry to państwo półupadłe, które chroni pedofili i słucha rosyjskich „specjalistów”. Dlaczego zatem Karol Nawrocki i jego obóz polityczny uparcie stawiają ten zdegenerowany model jako wzór dla Polski?
Strona rządowa nie ma własnej, alternatywnej opowieści, która odpowiadałaby na realia sypiącej się amerykańskiej hegemonii. Jeśli jej nie stworzy, Trump otworzy w Polsce drzwi dla geopolitycznych szurów, kładących na stole dołączenie do BRIC, sojusz z Chinami czy reset z Rosją i Białorusią.
Wygrażanie palcem dziennikarzom przez prezydenta i nagonka pisowskich funkcjonariuszy mediów to tylko preludium. Jeśli PiS wygra wybory w 2027 roku, czeka nas walka z „agentami zagranicznymi” na rosyjską modłę.