Międzynarodowe (nie)bezpieczeństwo: jak rozpada się globalny system
Nasilenie konfliktów zbrojnych nie jest dziś przypadkiem, ale trendem. Nie ma widoków na ich deeskalację w nieodległej przyszłości.
Test sumienia zachodniego świata.
Nasilenie konfliktów zbrojnych nie jest dziś przypadkiem, ale trendem. Nie ma widoków na ich deeskalację w nieodległej przyszłości.
Tu chodzi o „wielką politykę”, czyli sojusz Stanów Zjednoczonych i Izraela, na którego ołtarzu składani są Palestyńczycy.
Gdy się wierzy, że wystarczy naga siła, a kiedy siła nie działa, trzeba użyć jeszcze więcej siły, jedynym wyjściem jest unicestwienie oponenta.
Diuna nie miała być oczywiście historią nawiązującą do trwającego ludobójstwa w Palestynie, ale moment premiery nie pozwala pozbyć się natrętnych skojarzeń.
Ostatnie miesiące nauczyły nas, że poza społecznymi ruchami protestu nie mamy nic. Nie ma żadnego moralnego przywództwa poza tym, które wyrasta oddolnie.
Polityka USA wobec Izraela i Palestyny głęboko podzieliła demokratycznych wyborców.
W filmie „Strefa interesów” odgrodzony murem obóz koncentracyjny słychać, ale go nie widać. Ile takich murów oddziela nas od większości, która próbuje przetrwać?
Być może najbardziej wymownym i dojmującym obrazem domniemanego izraelskiego „kulturocydu” w Gazie jest to, co pozostało z jej najsłynniejszego meczetu.
Europa zatracająca resztki własnej godności w swoim serwilizmie wobec USA i Izraela sama wbiła gwóźdź do trumny, w której zostanie pogrzebana jej emancypacyjna spuścizna.
Gdy wybucha wojna, demokratyczny Zachód najpierw pyta, kto ginie. A raczej, z czyjej ręki.