Wojna o przetrwanie późnego kapitalizmu
Wojna w Ukrainie może być pierwszą kostką domina, która doprowadzi do upadku świata, który znamy. Ale nie będzie to dobra wiadomość dla krytyków i krytyczek kapitalizmu.
Wojna w Ukrainie może być pierwszą kostką domina, która doprowadzi do upadku świata, który znamy. Ale nie będzie to dobra wiadomość dla krytyków i krytyczek kapitalizmu.
O ich problemach się milczy, ich problemy się zwykle lekceważy. Najlepiej zarabiające Polki i Polacy znoszą swoją udrękę w ciszy i samotności.
Czy saudyjscy książęta nie są oligarchami? Czy amerykańscy nafciarze są jakimś cudem moralnie lepsi od właścicieli Rosnieftu i Gazpromu?
Czy zachcianka najbogatszego człowieka na świecie to wystarczający powód, aby rozmontować zabytkowy most? Na szczęście tym razem nie.
Jeśli jedynie groźba wojny może nas zmobilizować, ale już nie zagrożenie dla środowiska, to cała ta wolność, którą uzyskamy, kiedy wygra nasza strona, może być niewarta zachodu.
Wróciły czasy imposybilizmu. „Nie da się” odciąć od rosyjskiego biznesu, nie da się zatrzymać TIR-ów zaopatrujących Rosję, nie da się nawet zająć majątku rosyjskich oligarchów bez zmiany konstytucji. Dlaczego?
Świat zmilitaryzowany, zjednoczony wokół narodowych i imperialnych sztandarów będzie jeszcze mniej bezpieczny i mniej sprawiedliwy niż dziś. Będzie bardziej „putinowski”.
Najbogatsi Europejczycy i Amerykanie czują większą solidarność z rosyjskimi oligarchami niż z Ukraińcami ginącymi w obronie swojego kraju.
Rosja ostrzeliwuje miasta rakietami, zabija cywilów, a jednocześnie oczekuje, że handel międzynarodowy powinien trwać bez zakłóceń. Tak nie będzie.
Łatwiej jest nam sobie wyobrazić wojnę niż zerwanie relacji finansowych Zachodu z rosyjskimi elitami – mówi Maciej Konieczny z partii Razem.