Jeszcze do niedawna Rumunia uchodziła wśród wolnorynkowców za prymusa i wzorzec polityki fiskalnej, w szczególności podatkowej. Wprowadzony przez Bukareszt bardzo niski (1-3 proc.) podatek od przychodów dla przedsiębiorców o obrotach poniżej miliona euro rocznie miał być świetnym rozwiązaniem także dla Polski, gdzie mógłby pobudzić wzrost do podobnego poziomu, co nad deltą Dunaju. Radykalne preferencje podatkowe dla przedsiębiorstw z branży IT, które umożliwiały im zredukowanie płaconych danin publiczno-prawnych niemal do zera, był zaś przykładem skutecznego przyciągania do kraju wysokich technologii i innowacji. Krzysztof Bosak stawiał Rumunię również za wzór polityki rodzinnej, gdyż przez moment tamtejszy wskaźnik dzietności wzrósł do 1,8 – obecnie to już niespełna 1,4.
Aktualnie Rumunia znów jest na językach libertarian, choć w nieco innej roli. Teraz Sławomir Mentzen przestrzega przed rumuńskimi kosztami obsługi długu publicznego. Gdy okazało się, że drastyczna obniżka podatków prowadzi do odpowiedniej redukcji wpływów budżetowych, rząd był zmuszony do likwidacji części preferencji, takich jak ledwie pięcioprocentowy podatek od dywidend. Niestety – firmy, które przyciągnięto wcześniej podatkami minimalnie powyżej zera, błyskawicznie się tymi reformami zniechęciły i poszukały innego miejsca dla siebie. Co zaś wpędziło Bukareszt w trwającą już trzeci rok stagnację gospodarczą, od 2026 roku przechodzącą w recesję i ogromne kłopoty fiskalne. Rumunia z wzorca płynnie przeistoczyła się w przestrogę.
To dosyć typowe dla wolnorynkowców – znajdują sobie jakiś obiekt westchnień, którym zachwycają się do momentu, aż nie dojdzie tam do nagłego załamania liberalnego modelu gospodarczego lub komentariat nie zainteresuje się danym państwem nieco bardziej, dzięki czemu wyjdą na wierzch prawdziwe realia życia w libertariańskim raju. Poniżej prezentujemy więc przegląd państw, które przez jakiś czas były na sztandarach kibiców ekonomii bardzo liberalnej.
Argentyna – terapia szokowa
Po zwycięstwie Javiera Milei w Argentynie nadzieje ideowych mentzenistów eksplodowały, gdyż wśród państw średnio i wysoko rozwiniętych trudno było znaleźć szefa rządu o bardziej radykalnych poglądach. Milei miał zrobić wreszcie porządek w swym udręczonym przez kryzysy gospodarcze kraju, za pomocą radykalnego odchudzeniu państwa oraz ostrych cięć socjalnych i podatkowych. Przypadek Grecji całkiem niedawno dowiódł, że polityka austerity w pierwszej kolejności prowadzi jednak do bezrobocia.
Gdy Milei obejmował władzę, stopa bezrobocia wynosiła tam 5,7 proc. – aktualnie to niespełna 8 proc. Po dwóch latach blisko dwuprocentowej recesji, w 2025 roku PKB Argentyny wreszcie wzrosło o 4,4 proc., jednak w 2026 roku znów spowolni do 2,1 proc., czyli poniżej średniej dla całej Ameryki Południowej – i to pomimo gwałtownego wzrostu cen surowców, które wraz z rolnictwem ciągną argentyński eksport. Udało się zrównoważyć budżet i zmniejszyć inflację, ale za cenę tysięcy upadłości i rozrostu biedy. W czasie rządów Javiera Milei liczba argentyńskich pracodawców zmniejszyła się o 32 tys., a liczba miejsc pracy spadła o 438 tys. W pierwszej połowie 2026 roku wskaźnik ubóstwa wzrósł do 32,3 proc. – z 28,2 proc. w drugiej połowie 2025 roku.
Botswana – diamentowa monokultura
Wolnorynkowcy znaleźli też sobie jeden kraj w Afryce, by móc dowodzić, że liberalna polityka gospodarcza sprawdza się nawet na tak trudnym gruncie. Botswana notowała w ostatnich latach wysoki wzrost PKB i ma przyzwoity jak na swój region PKB per capita. To wystarczyło, by opisywać Botswanę jako „afrykańską perłę”, gdzie ojciec narodu „nie dążył do krępowania systemu gospodarczego” oraz „mówił, że niskie podatki zapobiegają oszustwom”.
Nie chcę odbierać pewnych zasług Seretse Khamie i jego następcom, gdyż jak na postkolonialne państwo oparte na strukturach plemiennych Botswana została urządzona nienajgorzej. Problem w tym, że to zaledwie 2,5-milionowe państwo, które jest drugim na świecie eksporterem diamentów. Sprzedaż diamentów i metali odpowiada tam za dwie trzecie eksportu. Gdy ceny drogocennych kamieni idą w dół, gospodarka Botswany automatycznie hamuje. Poza tym ten wolnościowy kraj dopiero w tym roku uchylił penalizację stosunków jednopłciowych, wskaźnik nierówności Giniego jest tam absurdalnie wręcz wysoki (54,9), a ponad jedna piąta społeczeństwa żyje poniżej granicy 3 dolarów na dzień.
Chile – zniewoleni absolwenci
Minęło już trochę czasu od zakończenia reżimu Augusto Pinocheta, idola wolnorynkowej prawicy, który zasłynął między innymi tym, że wyrzucał socjalistów i innych wrogów systemu ze śmigłowca do oceanu. Ustanowiony przez niego radykalny liberalizm gospodarczy trzyma się jednak mocno, dzięki czemu płacić tam trzeba za wszystko. Chile całkiem niedawno zasłynęły kryzysem kredytów studenckich – w 2025 roku łączna wartość zobowiązań absolwentów sięgnęła 4,4 miliardów dolarów, czyli od 2018 roku wzrosła ośmiokrotnie. Mowa o państwie zamieszkiwanym przez 20 mln ludzi. O radykalnie wysokich nierównościach (Gini 43,02) oraz biedzie (8 proc. ludności żyje za mniej niż 10 dol. dziennie) nie trzeba wspominać. W 1990 roku polska gospodarka była dwukrotnie większa od chilijskiej – aktualnie jest trzykrotnie większa, więc jak widać to Santiago powinno podpatrywać Warszawę, a nie odwrotnie.
Delaware (USA) – bezdomność w raju
Stany Zjednoczone także mają swój raj podatkowy, dzięki czemu nie każdy musi uciekać na Bahamy jak kryptowaluciarz Sam Bankman-Fried. W stanie Delaware gwarantuje się anonimowość właścicieli zarejestrowanych spółek, a także ogromne preferencje dla spółek LLC (odpowiednik polskich sp. z o.o.), które nie muszą płacić stanowego podatku dochodowego jeśli nie prowadzą działalności na terenie stanu, a jedynie stałe 300 dolarów rocznie podatku franczyzowego. Niestety, dla samych mieszkańców Delaware nie jest już tak przyjaznym miejscem, gdyż stan boryka się z ogromnym kryzysem bezdomności – w mieście Georgetown aż 2 proc. ludności nie ma stałego dachu nad głową.
Dubaj – wyzysk w cieniu szklanych domów
Ten arabski emirat to wymarzony cel dla niezliczonych influencerów oraz poszukiwaczy przyjaznych przepisów, jak zaginiony Sylwester Suszek, który wyprowadził swoje biznesy także do największego kraju członkowskiego ZEA, gdyż w Polsce gnębiły go instytucje kontrolne. Pod cienką warstwą luksusu w Dubaju panuje niespotykany wyzysk pracowników z Afryki, którzy są tam zwyczajnie zniewoleni. System kafala polega na tym, że tak zwany sponsor ściąga pracownika do Dubaju, załatwiając formalności, a w zamian zabiera mu paszport i pobiera sutą prowizję z wynagrodzenia. Żadne przepisy prawa pracy tych ludzi nie obejmują, gdyż „opiekę” roztacza nad nimi sponsor. Oczywiście wyzysk pracowników z Azji i Afryki to specyfika całej Zatoki Perskiej, a nie tylko Dubaju – w arabskich państwach tego regionu co roku ginie 10 tys. pracowników zagranicznych.
„Julhas Uddin, 37-letni mężczyzna z Bangladeszu, zmarł w Arabii Saudyjskiej w październiku 2017 roku, gdy przełożony polecił mu wejść do kanalizacji bez butli z tlenem. Nie przeprowadzono dochodzenia, a w akcie zgonu jako przyczynę śmierci podano zatrzymanie akcji serca i oddechu” – czytamy w „Guardianie”. Jak widać słynąca z niezłej opieki medycznej dla bogaczy Zatoka Perska nie jest zbytnio dociekliwa, jeśli chodzi o przyczyny śmierci szeregowych pracowników.
Łotwa – mafia i rosyjskie wpływy
Pierwszy libertariański czempion UE bardzo ciężko przeszedł pierwszy poważny kryzys, jaki napotkał. Początkowe lata w Unii stały pod znakiem szybkiego wzrostu i napływu kapitału, skuszonego brakiem podatku od dywidend i od nieruchomości mieszkalnych. Jak można było się spodziewać, inwestowano tam głównie w mieszkania, co finalnie doprowadziło do pęknięcia bańki i to w najgorszym momencie. Załamanie gospodarcze z 2008 roku i kolejnych lat doprowadziło w Łotwie do spadku PKB o jedną piątą i ogromnych zamieszek w Rydze w roku 2009, w wyniku których policja odesłała do szpitala kilkadziesiąt osób.
Łotwa nigdy się już z tego krachu nie podniosła. Aktualnie jest trzecim najbiedniejszym krajem UE z PKB per capita według parytetu siły nabywczej na poziomie 71 proc. Mniej mają tylko Grecja i Bułgaria (68 proc.). Przy okazji Ryga stała się ważnym portem na mapie unijnych mafii – prężnie działają tam również Rosjanie. Wskaźnik zabójstw wynosi tam 2,4 na 100 tys. mieszkańców, co jest drugim najwyższym wynikiem po Litwie (2,63). W Polsce to 0,69.
Panama – globalna pralnia pieniędzy
Przed aferą Panama Papers ten raj podatkowy regularnie bywał przedstawiany jako przykład sukcesu w Ameryce Środkowej. W 2014 roku „Puls Biznesu” informował nawet, że żyją tam najszczęśliwsi ludzie na świecie. Po wycieku dokumentów z kancelarii Mossack Fonseca złudzenia musiał już stracić każdy, kto jeszcze je miał, gdyż okazało się, że Panama jest wielką przechowalnią nielegalnych lub nieopodatkowanych pieniędzy światowych elit – zarówno z krajów demokratycznych, jak i autorytarnych. Panama korzysta przede wszystkim ze swojego położenia, które umożliwia czerpanie korzyści z kanału panamskiego oraz z pośrednictwa między Ameryką Północną i Południową. Anonimowość i łatwość zakładania spółek w skrzynkach pocztowych ściąga do kraju kapitał spekulacyjny, jednak niespecjalnie rozlewa się on po kraju. Trzy czwarte ludności rdzennej żyje poniżej granicy ubóstwa. 15 proc. dzieci poniżej piątego roku życia doświadcza zahamowania wzrostu z powodu przewlekłego niedożywienia, które upośledza również ich rozwój poznawczy.
Rumunia – wzrost na papierze
Wyżej opisana Rumunia zgasła tak szybko, jak rozbłysła. Niskie podatki doprowadziły do wysokiego deficytu, więc niedawny prymus w błyskawicznym tempie zrównał się pod względem długu publicznego z Polską (ok. 60 proc. PKB), gdzie od lat trąbi się o niechybnym bankructwie. Co gorsza, szybki wzrost najpierw się na dwa lata zatrzymał, a teraz przeszedł już w poważną recesję. Według danych Eurostatu w drugim kwartale 2026 roku PKB Rumunii spadło o 2 proc. rok do roku.
Prawda jest jednak taka, że nawet w czasie boomu gospodarczego nad deltą Dunaju nie żyło się zbyt dobrze, gdyż wzrost był napompowany przenosinami labilnego kapitału, skuszonego niskimi daninami publicznymi. Zwykli Rumuni wciąż żyli na niskim poziomie. Według danych Eurostatu w 2024 roku mediana dochodu w Rumunii wyniosła ponad 13 tys. euro rocznie, co wspólnie z Bułgarią dało czwarty najniższy wynik w UE. Dochody przeciętnych Rumunów stanowiły więc tylko ok. 62 proc. średniej UE, chociaż ich PKB per capita według parytetu siły nabywczej wyniosło wtedy 77 proc. unijnej średniej.
Singapur – chłosta bez dzieci
To kulturowo chińskie państwo-miasto na półwyspie malajskim wywołało w libertarianach dysonans, gdy okazało się, że wolnorynkowe przepisy fiskalne, finansowe i handlowe idą tam w parze z państwowym monopolem mieszkaniowym. To drugie jest jednak wymuszone przez specyfikę geograficzną Singapuru, w którym ok. 6 mln mieszkańców ściśnięto na niebywale wąskim terytorium – gęstość zaludnienia to aż ponad 8 tys. na km. kw. Co tylko dowodzi, że infrastruktura krytyczna jest upaństwawiana nawet przez prymusów wolnego rynku.
Singapur jest jednak wolnościowy tylko pozornie, gdyż przymus państwowy i ekonomiczny działa tam pełną parą. Kary za posiadanie środków psychoaktywnych są drakońskie, za narkotyki można nawet stracić życie. Rutynową karą za drobniejsze przewiny są wielokrotne uderzenia kijem, podczas których humanitarnie okrywa się ukaranemu nerki specjalnym ochraniaczem. Zasadniczo jednak mieszkańcy Singapuru nie mają czasu na popełnianie przestępstw, gdyż skupieni są niemal wyłącznie na pracy. Wskaźnik dzietności wynosi tam zaledwie 0,87 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym, co jest jednym z najniższych wyników na świecie. Jak widać mało kto chciałby skazać innego człowieka na życie w wolnorynkowym raju.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!