Unia Europejska

Opozycja na Węgrzech nie tak zjednoczona, jak ją malują

Większość osób, które chociaż trochę interesują się Węgrami, słyszała pewnie, że w 2019 roku Budapeszt został odbity z rąk Fideszu. Nowym burmistrzem Budapesztu został Gergely Karácsony. Teraz ogłosił on, że chce pokonać samego Viktora Orbána.

Kiedy polska opozycja prowadziła kolejne dezintegrujące spory, wiele komentatorek podawało za wzór właśnie Węgry, gdzie jeszcze przed Bożym Narodzeniem ogłoszono utworzenie wspólnej opozycyjnej listy w wyborach parlamentarnych, które odbędą się wiosną 2022 r.

Liberalny burmistrz węgierskiej stolicy Gergely Karácsony ogłosił na portalach społecznościowych, że będzie ubiegał się o kandydaturę na premiera Węgier w prawyborach opozycji. Jeśli zostanie wybrany, stanie naprzeciwko rządzącego Węgrami od ponad dekady Viktora Orbána.

Pan od systemów wyborczych idzie na premiera

Karácsony jest kojarzony z największym do tej pory zwycięstwem zjednoczonej opozycji na Węgrzech – odbiciem Budapesztu. To on utożsamiać ma też nadzieje węgierskiej opozycji związane z nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi oraz szansę na pokonanie Orbána.

I rzeczywiście, to może okazać się największym atutem Karácsonya. Jego krytycy mówią bowiem, że innych cech przywódczych burmistrzowi wyraźnie brakuje.

Gergely Karácsony jest byłym wykładowcą akademickim. Przez ponad 10 lat uczył studentów systemów wyborczych. Sam przygodę z akademią musiał zakończyć ze względu na niedotrzymanie terminu napisania i obronienia rozprawy doktorskiej.

Znając węgierski system wyborczy od podszewki, Karácsony musi więc myśleć o swojej kandydaturze na premiera nieco szerzej, nie tylko przez pryzmat własnych ambicji.

A te są bardzo duże. Burmistrz Budapesztu ogłosił swój start, a także powołał rodzaj ruchu politycznego – Ruch99, który ma nawiązywać do 99 proc. Węgrów (tych normalnych) pozostających w kontrze do 1 proc. oligarchów (w domyśle powiązanych z Fideszem).

Ostatecznie jednak o wyborze wspólnego kandydata opozycji na premiera nie zdecydują ani polityczne deklaracje, ani liczba fanów w mediach społecznościowych, lecz prawybory na opozycji. A te odbędą się w trzecim tygodniu września.

Opozycja wybiera swoich liderów i liderki

Na czym będą polegały prawybory? Dotyczyć będą wyboru nie tylko kandydatów opozycji na premiera, ale także swojego potencjalnego kandydata na posła w 106 okręgach jednomandatowych.

Zgodnie z ideą w każdym z węgierskich JOW-ów ma zostać wystawiony jeden kandydat zjednoczonej opozycji, który ma największe szanse na pokonanie Fidesz-KDNP. Przewiduje się, że głosowanie odbędzie się w dwóch turach: jednej we wrześniu i drugiej w pierwszym tygodniu października.

Kto może głosować w wyborach? Każda osoba – każdy obywatel lub obywatelka Węgier – która na stałe zamieszkuje w kraju i będzie pełnoletnia w chwili głosowania. Osoba taka otrzyma dwie karty wyborcze: na kandydata na premiera oraz kandydata w swoim okręgu jednomandatowym.

Tu pojawia się zasadnicze pytanie: kto i na jakiej podstawie będzie weryfikował karty wyborcze? Do tego są bowiem upoważnione odpowiednie służby na mocy stosownych aktów prawnych, a nie opozycyjni wolontariusze i administratorzy.

Pytanie drugie – kto weźmie faktycznie udział w prawyborach opozycji? Można z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że udział weźmie elektorat wielkomiejski (głównie Budapeszt). To zaś będzie w dużej mierze determinowało wybór osoby, która weźmie na siebie ciężar zmierzenia się z premierem Viktorem Orbánem.

Istnieje zatem ryzyko, że wybrany w prawyborach kandydat będzie przedstawicielem przede wszystkim wielkomiejskiego elektoratu.

Jest i pytanie trzecie – czy Fidesz będzie wzywał do „trollowania” prawyborów opozycji wyborów poprzez wysyłanie do lokali wyborczych swoich zwolenników, co w jasny sposób podważy wyniki? Bo na jakiej podstawie opozycja się im sprzeciwi?

Czy opozycja ma plan?

Plan na rywalizację z partią Viktora Orbána nie jest imponujący – opozycja nie ma spójnego programu, łączy ją właściwie tylko postulat odsunięcia Fideszu od władzy, likwidacji elit oligarchów skupionych wokół władzy, likwidacja korupcji. A później „się zobaczy”.

Ale nawet tak ogólnikowe nakreślenie wspólnego celu jest istotne. Opozycja składa się ze skrajnie różnych ugrupowań, które postawiły na kooperację. Nie wydaje się, że da się zbudować dla tej mozaiki wspólnego programu. Poszczególne ugrupowania mają często całkowicie odmienne podejście do rozmaitych zagadnień społecznych czy ekonomicznych.

Do sześciopartyjnego bloku stanęły takie ugrupowania, jak: Koalicja Demokratyczna, Jobbik, Polityka Może Być Inna, Momentum, MSZP (socjaliści) i partia Dialog (Párbeszéd). To z tego ostatniego ugrupowania wywodzi się właśnie Karácsony, chociaż od około dwóch lat nie afiszuje się ze swoim politycznym zapleczem. Nawet w kampanii samorządowej w 2019 roku nie miał na ulotkach wyborczych loga Dialogu.

Dialog to ugrupowanie proekologiczne, odpowiednik Zielonych. Partia proeuropejska, sprzeciwiająca się np. rozbudowie elektrowni atomowej w Paks (rozbudowywanej przez rosyjski Rosatom z kredytu udzielonego Węgrom przez Kreml).

Koalicja opozycyjna to też mieszanka ugrupowań zupełnie niezwykłych. Są w niej na przykład ci, którzy dzisiejszych koalicyjnych partnerów jeszcze niedawno nazywali nazistami. Są ci, którzy wyszli na ulicę w 2006 r., gdy premierem był socjalista Gyurcsány, a do mediów wyciekły taśmy, w których przyznawał, że okłamywał węgierskich obywateli w kampanii wyborczej. Są wreszcie ci, którzy jeszcze niedawno na samą myśl o takiej koalicji trzaskali drzwiami i zakładali… własne partie opozycyjne.

I teraz z tego koktajlu różnicy poglądów oraz tożsamości wyłonić się musi ktoś, kto przekona do siebie nie tylko elektorat wielkomiejski, który jest pewnym zapleczem politycznym opozycji, ale także prowincję. Same wielkie miasta nie mogą dać zwycięstwa przy obecnym systemie wyborczym na Węgrzech (sam Budapeszt to tylko osiemnaście spośród stu sześciu mandatów).

Pozostałe mandaty poselskie są do ugrania przede wszystkim na węgierskiej prowincji. Czy Gergely Karácsony to ktoś, kto mógłby ten elektorat do siebie przekonać? Można w to wątpić, bo burmistrz Budapesztu jest uosobieniem cech, których mieszkające poza wielkimi miastami osoby nie tolerują i nie utożsamiają się z nimi.

Jeśli nie Karácsony, to kto?

Liczba kontrkandydatów robi wrażenie. Wśród nich mamy dwie kobiety: obecną wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego Klárę Dobrev i Tímeę Szabó z Dialogu.

Dobrev niesie brzemię rządów męża sprzed 15 lat. Jest żoną Gyurcsánya. Paradoksalnie akurat we wrześniu, niemal co do dnia, w którym odbędą się opozycyjne prawybory, przypada 15. rocznica ulicznych protestów, które wybuchły po ujawnieniu taśm byłego premiera i męża Kláry Dobrev. Z pewnością Fidesz to wykorzysta.

Szabó zaś to charyzmatyczna polityczka, jedna z liderek partii Dialog, której liderem jest również… burmistrz Budapesztu Gergely Karácsony. Zagmatwane? To mało powiedziane.

W konkursie mamy jeszcze bezpartyjnego samorządowca Pétera Márki-Zaya oraz lidera Momentum Andrása Fekete-Győra. Ten drugi przypomina Orbána z przełomu lat 80. i 90. Jego partia Momentum przełomem przekształciła się z ruchu społecznego (przeciwko igrzyskom olimpijskim w Budapeszcie w 2024 r.) i osiągnęła świetny wynik do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. W PE za politykę Momentum odpowiadają Katalin Cseh i Anna Donáth.

Na placu boju zostaje lider Jobbiku, Péter Jakab. Kiedyś funkcjonował żartobliwy podział, jakoby na Fidesz głosowali starsi, a na Jobbik młodsi wyborcy prawicy. Dzisiejszy lider Jobbiku nie może jednak szukać szczęścia w rzeczywistości politycznej sprzed blisko dekady. Ma także swoje przewinienia w czasach, gdy był samorządowcem z ramienia Jobbik, a potem posłem.

Oto Zdeněk Hřib, burmistrz-Pirat, który postawił się Rosji, Chinom i… własnemu rządowi

Prywatne państwo Orbána kontra opozycja

W rywalizacji zjednoczonej opozycji z Fideszem dominuje przekaz o demokratycznej wspólnocie interesów. I to może się wyborcom podobać. Jednakże jej największą słabością jest brak jednego koordynatora, który potrafiłby nadać ton przygotowaniom do przyszłorocznych wyborów o polityczny autorytet, którego na Węgrzech dziś brak.

Wybory parlamentarne wygra jednak ten, kto swoim przekazem wygra poza Budapesztem i wielkimi miastami. Rywalizacja ta jest nierówna, poczynając od dostępu Fidesz do całej aparatury medialnej, na ordynacji wyborczej i jej kruczkach kończąc.

Cieniem na współpracy opozycji (acz jeszcze nie wiemy, w jakim stopniu) położyć się może przegłosowana w ostatnim tygodniu ustawa przeciwdziałająca promowaniu LGBT+ wśród młodzieży. Sprowadza się to do zakazu „promowania” LGBT+ w przestrzeni publicznej (np. w mediach, w szkołach) dla osób poniżej 18. roku życia. Ustawa wyklucza możliwość rozmowy z młodzieżą o osobach nieheteronormatywnych, a także korekty płci.

Dlaczego to problem dla opozycji? Ponieważ Fidesz dostał wsparcie Jobbiku. Łącznie 157 posłów było za ustawą w parlamencie. Jak dotąd partie opozycyjnego bloku nie zareagowały jeszcze stanowczo na taką postawę Jobbiku.

Za cztery miesiące będzie już po prawyborach. Wtedy poznamy kandydata lub kandydatkę opozycji na premiera oraz (być może) zobaczymy kształtujący się wspólny, ogólny program opozycji.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco