Kraj, Unia Europejska

Przeciw „eurosodomie” choćby z fanami Putina

Nietrudno zgadnąć, co pcha PiS w ramiona zapatrzonych w Moskwę radykalnie prawicowych populistów. To spór z Europą o sądy oraz ideologiczne obsesje, jak „walka z gender i LGBT”. Ewentualny pełny sojusz z Salvinim i Orbánem byłby zwieńczeniem tej polityki. Ideologiczne obsesje i autorytarne skłonności w polityce wewnętrznej zaprowadziły PiS do sojuszu z siłami stojącymi na pozycjach obiektywnie sprzecznych z najbardziej podstawowymi interesami Polski.

Premier Morawiecki udał się w czwartek do Budapesztu. Spotkał się tam z premierami Węgier Viktorem Orbánem oraz liderem Ligi, byłym ministrem spraw wewnętrznych Włoch, Matteo Salvinim. Komentatorzy spekulowali, co może wyjść ze spotkania tej trójki. Zastanawiali się, czy panowie ogłoszą powstanie nowej formacji w Parlamencie Europejskim albo przynajmniej przejście Ligi i/lub orbánowskiego Fideszu do Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR), prawicowej frakcji zdominowanej przez PiS.

Na wspólnym wystąpieniu trójki polityków po zakończonym spotkaniu żadnych konkretów nie poznaliśmy. Panowie zapowiedzieli jednak współpracę i dużo mówili o tym, co wspólnie sądzą o współczesnej Europie.

Oblężona i zdradzona Europa

To, co padło na konferencji, mogło zdumiewać i szczerze mówiąc, cokolwiek przerażać. Cała trójka, polskiego premiera nie wyłączając, mówiła bowiem paranoicznym językiem twardej, skrajnej, wrogiej współczesnemu liberalnemu zachodowi prawicy. Otrzymaliśmy na konferencji obraz Europy w zagrożeniu. Oblężonej przez wrogów wewnętrznych i zagrożonej przez wewnętrznych, zdradzonej przez swoje elity i chylącej się ku upadkowi.

Viktor Orbán zrobił z Europy zakładnika

czytaj także

Salvini mówił o „islamistach u bram Europy”. Morawiecki o Europie, która, jak jej imienniczka z greckiego mitu, została uwiedziona przez fałszywe, współczesne elity. Te oderwały Europę od jej tradycyjnych, chrześcijańskich korzeni i prowadzą ją w nieznane, które niesie wyłącznie niebezpieczeństwa. Trudno swoją drogą – proszę wybaczyć dygresję – o bardziej antyeuropejskie stwierdzenie. Jeśli jest bowiem coś takiego jak europejska tożsamość, to bardziej niż chrześcijańskie korzenie definiuje ją właśnie tęsknota za tym, co nieznane, co kryje się za horyzontem, i towarzysząca jej gotowość zapuszczenia się na niezbadane wody – dosłowne i metaforyczne.

Wracając do głównego wątku, apokaliptyczne obrazy zmierzchu Europy kreślił także budapesztański gospodarz spotkania. Podobnie jak Salvini przestrzegał przed niebezpieczeństwem migracji, tak jak polski premier wyrzekał na lewicowe elity Europy, które usiłują narzucić kontynentowi ideologiczny terror i wmówić wszystkim, że normalne konserwatywne poglądy to skrajność.

Cała trójka mówiła też o konieczności „europejskiego renesansu”. Jak by miał on konkretnie wyglądać, nikt nie sprecyzował, choć, jak można zgadnąć, wszystkim uczestnikom spotkania w Budapeszcie marzy się Europa tradycjonalistycznych, chrześcijańskich narodów, szanujących swoją suwerenność, dbających o obronę „tradycyjnej rodziny” – co najpewniej oznaczałoby sankcjonowaną przez państwo walkę z „ideologią LGBT” tudzież z gender.

Ta ostatnia wizja to zupełna mrzonka. Nawet w najbardziej tradycjonalistycznej z trójki reprezentowanej w Budapeszcie państw Polsce nie ma ona społecznej legitymacji i nie da się jej zrealizować bez przemocy. Włochy i Węgry to mocno zsekularyzowane państwa, ze związkami partnerskimi i legalną aborcją, rozwiązaniami, których sojusznicy Morawieckiego nie mają najmniejszego zamiaru realnie zmieniać, ile by nie gardłowali w obronie „chrześcijańskiej tożsamości Europy”.

Jak to ma w zasadzie działać w praktyce?

Pytań o to, jak oś Morawiecki–Orbán–Salvini ma działać w praktyce, jest więcej. Po pierwsze, w samym Parlamencie Europejskim panowie mają nie do końca zbieżne interesy. PiS najbardziej zależałoby na wzmocnieniu frakcji ECR, najchętniej o sam Fidesz. Tak by w Brukseli większą siłę miały pisane przez PiS i Solidarną Polskę stanowiska, polemizujące z krytyką praworządności w Polsce przez unijne instytucje. Wejście posłów z Ligi mogłoby skomplikować sytuację. PiS utraciłoby wtedy dominację w ECR na rzecz Włochów. Jest to jednak mało prawdopodobny scenariusz, bo w ECR już zasiada pokłócona z Ligą inna prawicowa włoska siła, Bracia Włosi.

Włoskie władze entuzjastycznie witały chińskie samoloty z maseczkami. „Mieliśmy do czynienia z iluzją”

Salviniemu marzyłby się z kolei wielki sojusz radykalnej prawicy, jednoczący dzisiejszy ECR, Fidesz oraz grupę, w której dziś zasiada Liga, skrajnie prawicową frakcję Tożsamość i Demokracja, grupującą takie siły jak francuskie Zgromadzenie Międzynarodowe i Alternatywę dla Niemiec. Gdyby zjednoczenie tych wszystkich sił istotnie się powiodło, powstałaby druga po chadekach frakcja w Europarlamencie. Mimo swojej liczebności ciągle pozostawałaby w nim na politycznym marginesie. Pozycja PiS w tej grupie byłaby znacznie słabsza niż dziś w ECR.

Nie wiadomo też, jak w praktyce miałby działać jeden z głównych postulatów zgłaszanych w czwartek w Budapeszcie: współpraca transatlantycka. Joe Biden w Białym Domu jest zainteresowany odbudową nadszarpniętych w czasach Trumpa relacji z głównym nurtem europejskiej polityki. Z pewnością sojusz trójki populistów podkopujących europejską integrację, w dodatku biorących mniej lub bardziej otwarcie na sztandary takie „wartości” jak walka z genderem, nie będzie dla niego partnerem.

Cała inicjatywa na osi Budapeszt–Rzym–Warszawa wydaje się jakby skrojona nie pod obecnego, ale poprzedniego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Podobny sojusz przed wyborami europejskimi w 2019 roku próbował sprokurować były strateg Trumpa, Steve Bannon. Hasło „europejskiego renesansu” brzmi jak trawestacja „Make America Great Again”. Trumpizm jednak przegrał za oceanem prawie pół roku temu, kosztując przy okazji republikanów utratę kontroli nad obiema izbami Kongresu oraz kompromitację w trakcie ataku na Kapitol 6 stycznia tego roku. Populistyczno-prawicowa fala wzbierała przez ostatnie pięć lat na całym Zachodzie, jej dynamika raczej przeszła jednak swój szczyt. PiS siada na konia, który wcale nie przyspiesza, a siadając na niego, skazuje siebie i rządzoną przez siebie Polskę na marginalizację.

Wiatr od Kremla

No i jest jeszcze jeden problem potencjalnie paraliżujący efektywne działanie proklamowanego w Budapeszcie sojuszu: Rosja. Fidesz i Liga to jedne z najbardziej prorosyjskich formacji w Europie. Orbán od dawna nawołuje, by w relacjach z Moskwą Europa zapomniała o prawach człowieka, demokracji oraz agresywnej polityce Putina wobec sąsiadów, zajmując się robieniem z Moskwą interesów. Co sam chętnie czyni: od rozbudowy elektrowni atomowej koło Paks przez Rosjan po zakup szczepionki Sputnik V. Salvini wydaje się po prostu darzyć Władimira Putina (a więc i styl jego rządów) szczerym podziwem, co wyraził na słynnym zdjęciu w T-shircie z Putinem na moskiewskim placu Czerwonym. Włoski polityk ma w ogóle słabość do prorosyjskiej odzieży wierzchniej, w Parlamencie Europejskim występował z kolei w T-shircie z napisem „stop z sankcjami wobec Rosji”. W 2019 roku na jaw wyszło nagranie, wskazujące na możliwe finansowanie Ligi z rosyjskich źródeł. Równie prorosyjscy byliby ewentualni sojusznicy Morawieckiego z francuskiego Zgromadzenia Narodowego. Gdyby faktycznie powstała wielka europartia radykalnej prawicy, byłaby ona najbardziej prokremlowską grupą w Parlamencie Europejskim.

Trudno zrozumieć, czego Morawiecki szuka w takim towarzystwie. Od fanów Putina w typie Salviniego czy Le Pen z daleka trzymać się powinien każdy polski polityk – ich pomysłu na politykę wobec Rosji po prostu nie da się pogodzić z polską racją stanu. Tym bardziej dziwi to w wypadku Morawieckiego, który jeszcze niedawno ogłaszał się pierwszym sojusznikiem walczących o wolność, demokrację i wyzwolenie się z rosyjskiej dominacji Białorusinów. Że już o tym, iż partia Morawieckiego latami mniej lub bardziej otwarcie oskarżała Rosjan o udział w „zamachu w Smoleńsku”, nawet nie wspomnę.

PiS-owi te kwestie nie wydają się jednak przeszkadzać. Na początku spotkania w Budapeszcie Orbán stwierdził, że trzech biorących w nim udział polityków nie dzieli żadna istotna różnica. Morawiecki nie protestował, nie zaznaczył protokołu rozbieżności w sprawie Rosji. W tym samym czasie pytany przez „Financial Times” europoseł PiS – do niedawna, przypomnijmy latami w PO – Jacek Saryusz-Wolski dokonuje retorycznych akrobacji, by jakoś usprawiedliwić sojusz PiS z fanklubem Putina. Twierdzi więc między innymi, że tak naprawdę to europejska chadecja i socjaldemokracja są bardziej prorosyjskie (bo budują Nordstream 2) niż Marine Le Pen i Salvini, bo prorosyjskość tych drugich ogranicza się wyłącznie do gadania.

Obsesje do reszty przesłoniły PiS rację stanu

Nietrudno też zgadnąć, co pcha PiS w ramiona zapatrzonych w Moskwę radykalnie prawicowych populistów: spór z Europą o sądy oraz ideologiczne obsesje (gender i LGBT). Od 2015 roku ten rząd całkowicie podporządkował politykę zagraniczną polityce wewnętrznej. Popsuł relacje z Unią Europejską i postawił wszystko na dziś przegranego Trumpa po to, by Ziobro mógł zrobić czystkę w sądach, a Kaczyński mógł uciszać opozycję z prawa, przedstawiając się jako obrońca Polski przed zachodnią cywilizacją śmierci. Ceną tej polityki było popsucie wizerunku, utrata soft power i marginalizacja Polski.

Ewentualny pełny sojusz z Salvinim i Orbánem byłby zwieńczeniem tej polityki. Ideologiczne obsesje i autorytarne skłonności w polityce wewnętrznej zaprowadziły PiS do sojuszu z siłami stojącymi na pozycjach obiektywnie sprzecznych z najbardziej podstawowymi interesami Polski. Nie tylko ciepło patrzącymi na Putina, ale także dążącymi do mniejszego lub większego osłabienia projektu europejskiego – poza którym nie sposób wyobrazić sobie bezpiecznej, demokratycznej, politycznie stabilnej i zamożnej Polski. Można mieć tylko nadzieję, że jak to często bywa z międzynarodówkami nacjonalistów, i ta się rozleci, zanim zdąży naprawdę naszkodzić.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco