Unia Europejska

Fenomen Sycylii, czyli jak pozbyć się państw narodowych i niczego nie żałować

„Możemy zwrócić się ku mniej nacjonalistycznym i tożsamościowym paradygmatom tego, czym jest albo czym może się stać Europa. Przykład możemy czerpać z Sycylii”. Rozmowa z Jamiem Mackayem, włoskim korespondentem Krytyki Politycznej i autorem książki „The Invention of Sicily: A Mediterranean History”.

Michał Pytlik: Czy Sycylia nie pasuje do współczesnych Włoch?

Jamie Mackay: Dobre pytanie. Gdy ostatnim razem byłem na wyspie, zadałem je mojemu przyjacielowi z Palermo, który odpowiedział w dość śmieszny sposób: „Sycylia jest jak Włochy, tylko wszystko jest na niej wolniejsze”. Myślę, że trudno byłoby to wyrazić lepiej.

Wiele lat po tym, jak Sycylia została włączona do państwa włoskiego, Antonio Gramsci pisał, że wyspa ta zachowała swój odrębny, niemal „narodowy” charakter. Wielu ludzi do dziś tak myśli o Sycylii – jako o miejscu unikatowym, nieco egzotycznym, osobnym na mapie Włoch. Ty poświęciłeś jej całą książkę The Invention of Sicily. Dlaczego?

Przede wszystkim nie zgodziłbym się z Gramscim, że Sycylia zdołała wykształcić cechy narodowe lub być blisko zjednoczenia mieszkańców wokół idei sycylijskiego narodu.

Sycylia przez wieki była podbijana przez wiele obcych sił. Jakoś do roku 1861 były momenty, kiedy to rozmaici członkowie liberalnej elity próbowali stworzyć na niej niepodległe państwo. Jednak to się nie udało. W książce próbuję pokazać Sycylię jako miejsce, które, owszem, prowokuje do pytań o włoską tożsamość, ale także o naturę procesu narodowotwórczego w ogóle. Było coś w sycylijskiej kulturze i historii jej relacji klasowych, co nie pozwoliło na wykształcenie koncepcji osobnego narodu.

Porzucone pudełko na uliczce w Neapolu. Fot. Michał Pytlik

Co?

W czasie długiej okupacji Hiszpanów, Habsburgów, a później Burbonów na Sycylii wykształciło się bardzo rozwarstwione klasowo społeczeństwo, tworzone przez niezwykle biedną wiejską klasę robotniczą i chłopstwo oraz wyjątkowo mało liczebną, chroniącą swoich interesów szlachtę. Było kilka podobnych momentów, np. we Francji, kiedy burżuazyjna klasa średnia była w stanie stworzyć warunki do rozwoju idei narodowych. Jednak na Sycylii ta klasa była po prostu zbyt nieliczna.

Czyli nierówności na Sycylii były zbyt duże, żeby idea narodowa mogła kogokolwiek porwać?

Do pewnego stopnia tak właśnie było. Ale kiedy stworzono włoskie państwo, Sycylia znów odgrywała w nim nieco dziwną rolę. Nikt nie był pewny, co z nią zrobić: była trochę włoska, a trochę nie, trochę europejska i trochę nieeuropejska.

Włoscy merydionaliści [nurt badań nad południem Włoch – przyp. red.], tacy jak Pino Aprile czy Lorenzo del Boca, powiedzieliby pewnie, że dla Sycylii Włochy – po Grekach, Rzymianach, Bizantyjczykach, Arabach, Normanach i Hiszpanach – są po prostu kolejnym kolonizatorem.

Myślę, że praca merydionalistów jest ważna, gdyż rzuca ona wyzwanie narracji, przez pryzmat której postrzegamy początki państwa włoskiego, a które zostało zbudowane w dużej mierze na przemocy wobec mieszkańców południa. Epoka Risorgimento, choć nazywa się ją zjednoczeniem, jest naznaczona właśnie kolonializmem i terrorem skierowanym przeciw południowcom. W książce piszę o tym, jak Garibaldi tłumił spontaniczne powstania na Sycylii i w pozostałych częściach południa w okresie rodzenia się nowego państwa. Odkrywanie tych wątków na nowo jest niezwykle istotne.

Widok na katedrę, via Vittorio Emanuele i Porta Nuova w Palermo z tarasu kościoła San Salvatore. Fot. Michał Pytlik

Dlaczego?

Bo okazuje się na przykład, że Królestwo Obojga Sycylii – a więc całe południowe Włochy – było drugim najbogatszym regionem, zanim zostało włączone do nowego Królestwa Włoch. Rozsądny byłby więc wniosek, że prawdziwym motywem dynastii sabaudzkiej wcale nie było zjednoczenie księstw włoskich, lecz przechwycenie rezerw złota południa po to, by budować u siebie na północy linie kolejowe i rozwijać potencjał militarny wobec zagrożenia ze strony monarchii austro-węgierskiej.

Od tamtej pory minęło jednak 160 lat i mało kto tak o tym myśli. Na Sycylii także działa narodowa polityka historyczna państwa włoskiego.

Tożsamość Sycylii została oczywiście w tym czasie wypełniona włoskością, ale w sposób typowo sycylijski, hybrydowy – wyspa pozostaje więc trochę włoska, a trochę nie. Na poziomie diagnozy historycznej zgodziłbym się zatem z rewizjonistycznym poglądem merydionalistów, ale sądzę, że po 160 latach zrozumienie sycylijskiej tożsamości wymaga bardziej współczesnych pytań, związanych z wydarzeniami sprzed 20 czy 30 lat, szczególnie z unarodowieniem mafii.

Między mafią a pandemią: briefing z włoskiej kultury 2020

Sycylia wciąż należy do najbiedniejszych regionów kraju, co na pierwszy rzut oka wydaje się dziwne: to przecież nie tylko największa wyspa Morza Śródziemnego, ale także największy region Włoch. Na Sycylii są trzy międzynarodowe lotniska, a Palermo, Katania czy Mesyna należą do największych miast w kraju. Każdego roku na wyspę przylatują miliony turystów, a jej kultura cieszy się rozpoznawalnością na całym świecie. Kiedy zadaje się pytanie, dlaczego Sycylia wciąż ma status ekonomicznej prowincji, najbardziej prawdopodobna odpowiedź brzmi: mafia. Ile w tym prawdy?

Chciałbym udzielić bardziej oryginalnej odpowiedzi, ale obawiam się, że mafia rzeczywiście jest tu najważniejszym czynnikiem.

Musimy zrozumieć, że mafia to nie tylko jakaś grupa bandziorów zamieszanych w zabójstwa i handel narkotykami, lecz także część struktury ekonomicznej Włoch. Weszła ona w tkankę tego, jak wygląda dziś ekonomia Sycylii. W książce piszę o okresie powojennym na wyspie, kiedy to państwo włoskie w ramach programu Cassa per il Mezzogiorno przeznaczyło ogromne środki na rozwój przemysłu i infrastruktury, dzięki którym Sycylia wykorzystałaby swój potencjał. Brutalna prawda jest taka, że wielka część tych pieniędzy została przejęta przez mafię (szacuje się, że aż jedna trzecia).

Kiedy lokalne elity są tak skorumpowane, autorytet państwa tak podważony, a pieniądze, które mają do ciebie dotrzeć, znikają, ludzie zmuszeni żyć i pracować w takich warunkach siłą rzeczy stają się ubożsi i mniej produktywni.

Jak silne pozostają wpływy mafii na południu Włoch, pomimo dekad antymafijnych działań?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że organizacje mafijne od dawna nie są już stricte sycylijskie, południowe czy nawet włoskie. Roberto Saviano, autor książki Gomorra, poszedł śladem finansów Camorry i pokazał, że częściej prowadzą one do Berlina czy Nowego Jorku niż do Neapolu. Z Cosa Nostra jest podobnie – stała się ona jedną z najbardziej zglobalizowanych organizacji przestępczych na świecie. Na Sycylii zostały resztki tradycyjnej kultury mafijnej, nie tak silne jak kiedyś. Wciąż niestety zdarzają się tu ataki na dziennikarzy, wciąż wymuszane są haracze (pizzo), a w czasie pandemii COVID-19 widzimy, że działający oddolnie przemytnicy narkotyków byli w stanie kupować ludzi, zapewniając im fundusz ochronny.

Myślę jednak, że po blisko 30 latach od głośnego zabójstwa sędziów Falcone i Borsellino mafia nie jest już tak integralną częścią życia wyspy jak wcześniej. Na Sycylii rodzi się społeczeństwo asertywne i demokratyczne.

Muzeum No Mafia w Palermo. Fot. Michał Pytlik

A dlaczego jest tak, że w popkulturze mafia często jawi się jako coś w rodzaju ludowego rozbójnika, który opiekuje się biednymi chłopami? Przecież faktyczna historia mafii niemal od samego początku jest związana z obroną interesów wielkich posiadaczy ziemskich, mafiosi zabijali robotników i tłumili ich powstania.

W XIX wieku widzimy zlewanie się legend o banditi i briganti, którzy w popularnym ujęciu bronili klasy robotniczej, z legendami o mafiosi, którzy bronili interesów posiadaczy ziemskich. Banditi i briganti nierzadko występowali przeciwko kolonialnej polityce rządzącej Sycylią Hiszpanii. Wielu Sycylijczyków do dziś darzy ich sympatią.

A mafiosi?

Wielu z nich zdobyło trochę władzy i kapitału później, w czasie unifikacji państwa włoskiego. To właśnie wtedy współczesna mafia wyodrębnia się jako osobna klasa i to tutaj szukałbym jej rozbratu z ludem.

Hydra idzie do więzienia. Ruszył największy proces mafii od 30 lat

Z mafią mającą gębę pełną ultrakonserwatywnych wartości aktywnie walczyła lewica. Ale wydaje się, że przegrała. Dziś wyspa uchodzi za część konserwatywnego włoskiego południa. Wizerunki świętych i krzyże widzimy na każdym rogu i w każdym sklepie spożywczym. Ale jednak to blok socjalistyczny wygrał tu pierwsze wybory do lokalnego parlamentu, to także na Sycylii powstały warunki, w których zrodziły się pierwsze we Włoszech kooperatywy i organizacje samopomocowe. Co nam wychodzi z tej mieszanki?

Za każdym razem, gdy na Sycylii udawało się zamanifestować solidarność robotniczą – a po II wojnie światowej działo się to często – pojawiał się jakiś uzbrojony mafioso albo skorumpowany policjant, by tłumić te przejawy solidarności.

Masakra w Portella della Ginestra z 1947 roku, której dokonali bandyci na zlecenie mafii i prawdopodobnie Chrześcijańskiej Demokracji, była kluczowym wydarzeniem w historii powojennej Sycylii. Od tego momentu mafia działała jako zbrojne ramię konserwatyzmu i miała tłumić potencjalne powstania robotnicze.

Święta Rozalia (patronka Palermo) w twórczej interpretacji na murze. Fot. Michał Pytlik

Wielu ludziom biednym mafia zaczęła zastępować niesprawne państwo i wypełniać lukę związaną z ich podstawowymi potrzebami, gwarantując zasiłek, dostarczenie żywności czy elektryczności. Byli oni zmuszeni z tej życzliwości korzystać.

Dziś tradycyjna, socjalistyczna estetyka na Sycylii jest raczej martwa. Nadal można tu znaleźć rozmaite centra społeczne albo takie partie jak Odrodzenie Komunistyczne czy Potere al Popolo!, jednak nie są one zdolne zebrać wokół siebie większego zainteresowania. Zamiast tego duża część sycylijskiego elektoratu od 2011 roku związała się z Ruchem Pięciu Gwiazd, który w wyobrażeniu wielu ludzi wydaje się synonimem populistycznego nacjonalizmu. Moim zdaniem to poważne niezrozumienie, co reprezentuje sobą ten ruch.

Ruch Pięciu Gwiazd zdobył szerokie poparcie nie tylko na Sycylii, ale i na całym południu Włoch. Wspomniany Pino Aprile stwierdził, że oznacza to, iż Mezzogiorno, jak mówi się na włoskie południe, domaga się politycznej reprezentacji.

Nie byłbym jednak pewien, czy Ruch Pięciu Gwiazd był świadomy swojej roli jako reprezentanta południowych Włoch. Podczas moich rozmów z burmistrzami wywodzącymi się z Ruchu i jego lokalnymi politykami nigdy nie usłyszałem czegokolwiek na ten temat.

Kiedy zaś spojrzymy na sam program polityczny, to zauważymy, że do kluczowych punktów Ruchu Pięciu Gwiazd należą transformacja ekologiczna, walka z powszechną na Sycylii korupcją i prekaryzacją pracy. Niezależnie od tego, co sądzimy o Ruchu Pięciu Gwiazd, a sam mam do niego wiele zastrzeżeń, to jego popularność na Sycylii pokazuje, że na wyspie jest apetyt na demokrację. Pytanie, które powinna sobie zadać lewica, brzmi: co zrobić, by wykorzystać tę energię?

Toaleta publiczna przy zamku w Ennie. Fot. Michał Pytlik

Do 2017 roku prezydentem Sycylii był Rosario Crocetta, zdeklarowany gej. Burmistrz Palermo Leoluca Orlando regularnie bierze udział w Marszu Równości, który organizowany jest pod jego oficjalnym patronatem. W mieście istnieją też otwarte na społeczność LGBT+ kluby MoltiVolti czy Porco Rosso. To historie, które stoją w sprzeczności z popularnym maczystowskim wizerunkiem Sycylijczyka, w Polsce widzianym ostatnio w produkcji Netflixa 365 dni.

W kwestii LGBT+ rzeczywiście obserwujemy nieoczekiwane napięcie: z jednej strony mamy na Sycylii południowowłoski maczyzm, z drugiej jednak spotyka się on z dosyć silnym sprzeciwem. Poza organizacją jednego z największych Marszów Równości na południu Palermo było również miastem, w którym w latach 80. otwarto pierwsze we Włoszech centrum społeczne dedykowane osobom ze społeczności LGBT+ Arcigay.

To zaskakujące, prawda? Gdyby zapytać kogoś o to, gdzie powstał pierwszy klub Arcigay, większość wskazałaby pewnie Mediolan czy Florencję, a nie Palermo. Tolerancja i kosmopolityzm to coś, co nigdy nie zostało na Sycylii porzucone w całości, lecz nieoczekiwanie objawia się w różnych momentach. Podobnie dzieje się wokół kwestii uchodźców.

„Salvini pasożyt”. Graffiti w Palermo. Fot. Michał Pytlik

Niezwykle popularny Leoluca Orlando lubi powtarzać, że kto znajdzie się w Palermo, ten z miejsca staje się palermianinem. W jakim stopniu to tylko słowa, a w jakim Sycylia rzeczywiście jest otwarta na uchodźców?

Kilka lat temu Orlando wprowadził tzw. Kartę Palermo, jedną z najważniejszych inicjatyw dającą imigrantom bez dokumentów dostęp do ochrony zdrowia i tanich mieszkań, co omija część antyuchodźczych zapisów w prawie włoskim. To była ważna inicjatywa, jednak mówiąca więcej o samym burmistrzu niż polityce wobec uchodźców na Sycylii.

Żyłem w Palermo w latach 2014–2015. To był szczyt, jeśli chodzi o liczbę przybywających na Sycylię uchodźców i śmierci na Morzu Śródziemnym. Byłem tam, by zdawać relację o tej ponurej, krwawej i trudnej sytuacji. Wcześniej od lat mieszkałem na Północy i widziałem, z jaką wrogością i rasizmem spotykały się niebiałe osoby w północnych Włoszech, zwłaszcza w okolicach Mediolanu, miastach typu Brescia, gdzie sporym poparciem cieszy się Liga Salviniego czy Bracia Włosi Meloni.

Pocztówka z Toskanii

Pamiętam dzień, kiedy wysłano mnie, bym opisał sytuację w Auguście, porcie rybackim na wschodnim brzegu wyspy. To był czas, w którym Unia Europejska forsowała Frontex, zmieniając warunki ochrony granic i zmniejszając obszar morski, na którym można udzielać pomocy uchodźcom. Spotkałem wówczas dziesiątki rybaków, którzy w swoim wolnym czasie ratowali ludzi na morzu, a następnie towarzyszyli im na lądzie i brali do siebie do domu.

Uderzyło mnie to, jak bardzo stało to w sprzeczności z obrazem egoistycznego, indywidualistycznego, umoczonego w przestępczość Sycylijczyka. Z pewnością był to inny obraz niż ten, który tworzą narracje północnowłoskie i nacjonalistyczne. Nie oznacza to oczywiście, że sytuacja wszystkich uchodźców na Sycylii jest dobra i są oni powszechnie akceptowani. Zdecydowanie tak nie jest.

Wejście na główny plac w Katanii, katedra św. Agaty. Fot. Michał Pytlik

Zwykle gdzieś obok opowieści o mafii i chaosie południa pojawia się idealizowanie Sycylii jako dobrego miejsca do życia.

Próby idealizowania Sycylii jako miejsca wszechobecnej gościnności bazują na analogiach z odległej historii wyspy. Jednym z powodów, dla których zdecydowałem się napisać książkę o całej historii Sycylii, było właśnie to: zwrócenie uwagi na momenty utopijnego, harmonijnego współżycia różnych kultur, ale także pokazanie, że były one krótkie i trwały jedynie kilka dekad. To, co widzimy w historii Sycylii, jest tym, co widzimy innych historiach: przemocą, wojnami, śmiercią i agresją na tle klasowym. Jestem historykiem materialistycznym i nie wierzę, że istnieje na Sycylii jakiś duch kosmopolityzmu, który przez wieki jest przekazywany w jakimś transcendentnym sensie i z konieczności musi się objawić także dzisiaj.

Nigdy nie chciałem stworzyć jakiejś „teorii Sycylii”, zwłaszcza jako cudzoziemiec, który próbuje wtłoczyć ją w jakiś schemat i pokazać, że Sycylia ma jakąś szerszą funkcję. Mimo to uważam, że jest ona politycznie użytecznym przykładem w czasach, w których porażki Włoch związane z nowoczesnością i funkcjonowaniem państwa narodowego są tak wyraźne. Jako nie do końca standardowy, nieco wyróżniający się twór Sycylia jest inspirująca. Zwłaszcza jeśli chcemy zbudować w przyszłości alternatywę dla państw narodowych.

Interior. Gdzieś na trasie kolejowej między Palermo a Katanią. Fot. Michał Pytlik

Stoimy u progu kolejnego kryzysu uchodźczego, który Sycylia odczuje w sposób szczególny. Czy myślisz, że wyspa po raz kolejny będzie odgrywała kluczową rolę w tym procesie? I jak istotna może się ona okazać w przyszłości w kontekście choćby uchodźstwa klimatycznego?

Migracja klimatyczna już się zaczęła. Na Sycylii spotkałem uchodźców klimatycznych z Bangladeszu czy Indii, którzy uciekali przed powodziami. Ale jednym z powodów, dla których Sycylia i jej mit są istotne, jest uniknięcie pokusy budowania nowych murów. Sycylijski mit, nieważne, co myślimy na jego temat, uczy nas, że możemy przestać postrzegać rzeczywistość w kategoriach wyłącznie państw narodowych i zwrócić się ku bardziej liberalnym, a mniej nacjonalistycznym i tożsamościowym paradygmatom tego, czym może być Europa. Myślę, że w tej misji Sycylia może odgrywać istotną rolę i dlatego jest miejscem, w które warto włożyć nasz polityczny wysiłek.

**
Jamie Mackay
jest reporterem, historykiem, tłumaczem i korespondentem Krytyki Politycznej z Włoch. Publikuje regularnie w magazynie „Freize”, na portalu TLS i w piśmie „Internazionale”. Jest autorem książki The Invention of Sicily poświęconej kulturowej historii Sycylii, która wyjdzie nakładem wydawnictwa Verso. Mieszka we Włoszech.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Michał Pytlik
Michał Pytlik
Aktywista, publicysta, Ślązak
Zamknij