Panuje ogólny konsensus co do tego, że pies i kot to pocieszne zwierzątka, które należy chronić przed całym złem tego świata. Istnieją oczywiście wyjątki od tej reguły, jak nierzadko kończąca się śrutem lub trucizną nagonka na koty, związana z mylnym przeświadczeniem o ich obecności na unijnej liście gatunków inwazyjnych, czy barbarzyńskie zwyczaje kulinarne. Załóżmy jednak, że psy i koty są dobre. Papuga? Niech będzie, bo mądra. Koń? Póki biega, jest okej. Królik? Prawie jak kot. Dobrze – a nornica? Żaba? Mrówka? Komar? Kiedy właściwie istota przestaje być istotna?
Cienka zielona linia
Granica jest wyraźna i przebiega wzdłuż kręgosłupa, który stanowi oś szkieletu utrzymującego tkanki miękkie. To kostny szkielet decyduje o tym, że istota jest kręgowcem, a więc w świetle prawa polskiego pełnoprawnym zwierzęciem. Do kręgowców należy każdy ssak, ptak, gad, płaz, a nawet ryba, łącznie jakieś 58 tysięcy gatunków organizmów. Oznacza to, że zarówno świnia, jak i wróbel, a nawet traszka czy płotka, znajdują się pod egidą Kodeksu karnego. Zgodnie z art. 35 Ustawy o ochronie zwierząt za zabicie zwierzęcia czy jego ubój niezgodny z przepisami (to dotyczy zwierząt hodowlanych) grozi do 3 lat więzienia. Za szczególne okrucieństwo – 5 lat. Owszem, za męczenie żab można, przynajmniej w teorii, trafić za kraty.
Przyjmuje się więc, że zwierzęta należące do kategorii kręgowców mają na tyle rozbudowany układ nerwowy, że są w stanie odczuwać cierpienie. Pojawia się jednak pewien szkopuł, który przypomina, że świat nie jest tak zerojedynkowy, jak byśmy sobie życzyli. Za jedno z najinteligentniejszych zwierząt uchodzi przecież miękka jak serca lewaków bezkręgowa ośmiornica, która potrafi tworzyć i rozwiązywać problemy, a nawet robić sztuczki i podawać nurkom narzędzia. Istnieje więc luka prawna, bo choć zgodnie z dyrektywą unijną przysługuje jej ochrona w ramach badań laboratoryjnych, to np. na gruncie prawa polskiego ośmiornica, jak inne bezkręgowce, nie cieszy się humanitarną protekcją przysługującą zwierzętom z mocy Ustawy o ochronie przyrody. Ciekawostka – jeśli doświadczenie nie spełnia formalnych wymogów dotyczących eksperymentów naukowych, ośmiornicy nie przysługuje nawet wspomniana protekcja. Problem tych mięczaków coraz częściej trafia do debaty publicznej. Pięć lat temu głośno było chociażby o planach hodowli przemysłowej ośmiornic na wodach hiszpańskich, które ostatecznie porzucono.
A zatem, zgodnie z wykładnią prawa, jako zwierzęta czujące traktujemy wyłącznie kręgowce. W Polsce niezbyt często mamy do czynienia z głowonogami, dlatego nic dziwnego, że te nie załapały się do paragrafów. Skupiając się jednak wyłącznie na istotach posiadających kości – co ze wszystkimi zwierzętami hodowanymi na rzeź? Otóż te mogą być uśmiercane wyłącznie w majestacie prawa. Sprawę reguluje rozdział 10. Ustawy o ochronie zwierząt, o bardzo wymownie brzmiącym tytule Ubój, uśmiercanie i ograniczenie populacji zwierząt.
Im dłużej pochylać się nad podziałem na kręgowce i bezkręgowce, tym więcej nasuwa się trudnych pytań. Czy mamy na przykład przyjąć, że gotowane żywcem homary nic nie czują? Dla jednych problemy takie jak ten są palącą kwestią w świadomym społeczeństwie, dla drugich to już bambinizm. Warto dodać, że w Wielkiej Brytanii nie tylko głowonogi, ale i dziesięcionogi, jak kraby, krewetki czy homary, oficjalnie uznawane są za istoty czujące.
Bambi shaming
Nie trzeba sprzeciwiać się okrucieństwu wobec skorupiaków, żeby zostać napiętnowanym znakiem jelonka Bambi. Przypomnijmy, że bambinizm to zafałszowany, ukształtowany przez rozmaite teksty kultury (w tym, jak nazwa wskazuje, kreskówkę Bambi z 1942 roku) obraz przyrody. Nie dajcie się jednak zwieść, że bambinizm jest tylko wtedy, gdy opowiadamy o przygodach naszych kotków i rozprawiamy o emocjach krówki. To również najgorsza obelga z ust tych, którzy wiedzą, że przeznaczeniem zwierzęcia jest bycie mięsem, a mięsa – bycie konsumowanym. To zawołanie oznaczające, że znowu lewacy coś wymyślili i będą ingerować w brutalne prawa przyrody, a może nawet w Plan Boży. A jednocześnie, na skutek nadużywania go w rozmaitych kontekstach, zupełnie nic nieznaczące hasło.
Zabawne, że zarówno modelowi bambiniści, jak i zwierzęcy realiści na dobrą sprawę działają na rzecz umocnienia narracji antropocentrycznych, bo w obu przypadkach to człowiek jest punktem odniesienia.
Spróbujmy ustalić wspólną wersję. Gdy poprzez przypisywanie ludzkich cech i potrzeb zwierzętom tracimy z pola widzenia ich realne potrzeby, wyrządzamy im krzywdę. Podobnie jak wtedy, gdy próbujemy oswajać gatunki, których nie powinno się oswajać, zabierać podloty z parków (choć i podlot może potrzebować pomocy!), karmić kaczki chlebem. W tej kwestii mamy zgodę ponad podziałami. Jednak w praktyce dyskursywnej wygląda to tak, że w ramach „dekonstrukcji chłopskorozumowej” dosłownie każdy przejaw troski o braci mniejszych okazuje się przeklętym bambinizmem. Walka o poprawę warunków w rzeźniach? Bambinizm. Uratowanie gołębia z lepu na szczury? Bambinizm, bo w naturze dorwałaby go tam wrona lub pitbull. Szukanie sposobów na pozbycie się dzików z Warszawy, innych niż ołów czy eutanazja? Bambinizm. Leczenie wilka? Zbilansowana dieta dla chomika? Wiadomo.
Bezkręgowce bez ochrony?
Bamibinistami byli już starożytni Egipcjanie, znani z tego, że deifikowali i otaczali czcią koty, małpy, byki, ibisy, a nawet skarabeusze, czyli żuki toczące kulki nawozu, z których wychodziły małe żuczki. Chmary ozdobnych figurek w kształcie tego owada nadal obłażą niczym plaga wszelkie egipskie kramiki z pamiątkami. Tak kultowego statusu, jak w kraju faraonów i wojskowych dyktatorów, żuki nie mają w Polsce. Co nie zmienia faktu, że dwa spośród siedmiu (według innych danych dziewięciu) gatunków gnojarzowatych występujących w naszym kraju cieszą się ochroną gatunkową. To bardzo rodzinny i opiekuńczy krawiec głowacz, przez hejterów znany jednak wyłącznie jako szkodnik buraka, oraz tajemniczy truflowiec jednorożek.
Łącznie 163 gatunki owadów w Polsce objęte są ochroną całkowitą lub częściową. Wśród nich oprócz chrząszczy są m.in. ważki, motyle i trzmiel, ale też pluskwiaki czy mrówki. Za umyślne zabijanie tych istot, ale też m.in. porywanie z naturalnych siedlisk czy łamanie innych zakazów związanych z ochroną gatunkową (art. 131 Ustawy o ochronie przyrody) sąd może wymierzyć karę grzywny (według Kodeksu wykroczeń od 20 zł do 5 tys. złotych) oraz aresztu (od 5 do 30 dni). Mało tego, osobna ochrona przysługuje wszystkim zwierzętom zamieszkującym obszary chronione: parki narodowe, rezerwaty i inne. A zatem mimo że bezkręgowcom co do zasady nie przysługuje ochrona prawna należna „pełnoprawnym” zwierzętom, mogą liczyć na jej namiastkę w postaci ochrony gatunkowej.
Na marginesie warto wspomnieć o pewnym interesującym kruczku. Zgodnie z art. 1 ust. Ustawie o ochronie zwierząt „w sprawach nieuregulowanych w ustawie do zwierząt stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące rzeczy”. Oznacza to, że karę grzywny lub pozbawienia wolności może ponieść ten, który wybije należący do kogoś rój pszczół lub hodowane w terrarium ślimaki afrykańskie. Reifikacja zwierząt być może nie wpisuje się w bambinistyczne narracje, ale zapewnia gatunkom wykluczonym pewien stopień ochrony.
Owady charyzmatyczne i wręcz przeciwnie
Wśród owadów największą miłością cieszą się pszczoły. Pozytywna Pszczółka Maja, bohaterka austriacko-zachodnioniemiecko-japońskiej kreskówki z 1975 roku, indoktrynująca także polskie dzieci, to jedna z ikon międzynarodowego bambinizmu.
O pszczoły walczą aktywiści. Działająca od 2021 roku fundacja Ratujmy Pszczoły dąży do ochrony ekosystemów, w których żyją te owady. Sadzi miododajne rośliny, we współpracy z samorządami edukuje uczniów szkół, zrzesza środowiska pszczelarskie i propaguje tradycyjne metody hodowli. Fundacja dąży też do zwiększenia populacji pszczół m.in. poprzez redukowanie ryzyka zatrucia stosowanymi w rolnictwie środkami chemicznymi. Dba, by pszczelarze żyli w zgodzie. Podobne cele stawiają sobie prowadzone przez pszczelarzy i ich sojuszników fundacje Pszczoła Musi Być oraz Pszczoły i drzewa.
Pszczoły to takie pandy wśród owadów – gatunki charyzmatyczne, maskotki. Nie zmienia to faktu, że troska o ich dobrostan przysparza mnóstwo korzyści gatunkom brzydszym, tak robalom, jak i płazom czy drobnym ssakom. Szkodzenie pszczołom przyczynia się do degradacji całego środowiska i przybliża nas do ekozagłady. W lipcu 2024 roku mężczyzna, który na skutek oprysków rzepaków niedozwolonymi pestycydami zabił około 7,5 mln należących do pszczelarzy pszczół, usłyszał wyrok roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, obowiązku zapłacenia każdemu z poszkodowanych po 5 tysięcy złotych, a Funduszowi Ochrony Środowiska dwa razy tyle. Został uznany winnym przestępstwa spowodowania znacznych zniszczeń w przyrodzie z art. 181 Kodeksu karnego. Dodam, że o nienawiść do pszczół prawica oskarżała Donalda Tuska.
W jaki jeszcze sposób możemy pomóc naszym braciom najmniejszym, robakom? Choćby wznosząc z werwą patodeweloperów domki czy hotele dla owadów. Oprócz flagowych zapylaczy pszczoło- czy osopodobnych – m.in. murarek, pseudomurarek, ściesek, obławiaczy, bolic czy wolnic – zamieszkują je biedronki, motyle i równonogi. Być może bambinistyczna lewica w przyszłości zadba o ich prawa lokatorskie.
Jeden z ostatnich kręgów piekła bambinizmu – niżej są choćby pluskwy i wszy – zamieszkują karaluchy. Czy my, lewacy będziemy chronić także je? Dobra wiadomość jest taka, że nie musimy budować dla nich domków, bo odpowiadają im nasze. Na razie zapowiada się na to, że to one, paraborgi (od określenia paramedic cyborg, a więc cyborg ratowniczy/ratunkowy) czyli robaki cyborgi, wyposażone w uprzęże z elektrodami, kamery oraz urządzenia do iniekcji leków, będę ratować nas, uwięzionych pod gruzami, aplikując nam niezbędne leki, zanim będą mogli do nas dotrzeć ratownicy. Tak przynajmniej twierdzą australijscy naukowcy. Nie jest to zbyt wegańskie podejście, bo zakłada podporządkowanie zwierząt ludzkim interesom (na pocieszenie – podobno są znieczulone, gdy zakłada się im oprzyrządowanie, a potem spokojnie dożywają swoich dni), ale być może otworzy nowy rozdział w historii naszych trudnych relacji.
Nie chcę, żeby ten artykuł był tylko złośliwą ripostą na zarzuty tych, którzy każdy przejaw troski o środowisko lub wrażliwości względem istot żywych nazywają bambinizmem. Twierdzę, że, po pierwsze, kryterium posiadania szkieletu, które pozwala nam oddzielić zwierzęta rozwinięte od tych mniej, jest potrzebne i właściwe. Niemniej, mając na uwadze przykład ośmiornic, nie wolno negować zdolności innych istot do odczuwania. Choć istnieją regulacje chroniące wybrane gatunki bezkręgowców, musimy pamiętać, że poza prawem jest także etyka, zgodnie z którą powinniśmy unikać zadawania niepotrzebnego cierpienia wszystkim istotom żyjącym, nawet robakom. To wcale nie oznacza, że należy akceptować kleszcze, oddawać krew komarom, sprzeciwiać deratyzacji i dezynsekcji albo koniecznej regulacji dzikiej populacji zwierząt z unijnej listy gatunków inwazyjnych IGO (przypominam – nie ma na niej kotów). Chodzi o to, żeby w każdym przypadku w miarę sposobności stosować najbardziej humanitarne metody, takie jak nieletalne sposoby walki z gryzoniami.
Jednocześnie demonizowany przez przyrodniczych realistów bambinizm w tak szerokim rozumieniu, w jakim występuje, może mieć pozytywne skutki. Wyobrażam sobie, że może wykształcać wrażliwość u dzieci, które następnie, dzięki edukacji, będą w stanie rozgraniczać faktyczne potrzeby zwierząt od wyimaginowanych i podejmować odpowiedzialne decyzje dotyczące przyrody. Wiadomo, że niektórzy chcieliby pokazywać przedszkolakom hieny rozrywające gnu i konające z głodu lwy, żeby je hartować, ale nie wiem, czy takie treści budują potrzebę troski o środowisko naturalne. Co więcej, dzięki swojej narracyjnej atrakcyjności bambinizm pozwala też dobrym ludziom zbierać pieniądze na pomoc potrzebującym zwierzętom. Przyczynił się też np. do ograniczenia liczby polowań na jelenie w Ameryce.
Zaskakuje mnie, że osoby, które tak chętnie krytykują psiecka i kociecka, zwracają uwagę na niezrozumienie zwierzęcych potrzeb behawioralnych i stosują argumentację ad absurdum (np. ad robakum), tak rzadko walczą z masową eksploatacją zwierząt w przemyśle mięsnym i futrzarskim, albo np. przymocowywaniem koniom języków do żuchwy w trakcie wyścigów na Służewcu. A to przecież ma tyle wspólnego z naturą, ile najzwyklejsza empatia z próbami idealizacji świata zwierząt, którą nam, lewakom, ekozjebom, wegatarianom i weganom, ciągle się wmawia.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!