🎬 25 lutego 2025 roku odbyła się światowa premiera filmu Pan Nikt kontra Putin w reżyserii Davida Borensteina i rosyjskiego operatora oraz bohatera dokumentu – Pawła Talankina.
🏆 Film zdobył Oscara 2026 w kategorii najlepszego pełnometrażowego filmu dokumentalnego.
🎤 W czerwcu tego roku Paweł Talankin pojawił się na spotkaniach wokół filmu na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza i w Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu
„Dobry Rosjanin to martwy Rosjanin” – czytamy w komentarzach, wywiadach i memach, z których wybrzmiewa przekaz: odpowiedzialność za okrucieństwa wojny nie spoczywa tylko na żołnierzach i putinochwalczych kremloidach, ale również na biernych wobec swojej władzy obywatelach. Przyznają to nawet niektórzy Rosjanie, tak jak Jana Trojanowa, która w wywiadzie zgodziła się z ukraińskim porzekadłem na temat dobrych Rosjan. W Rosji skazano ją za to na osiem lat kolonii karnej, zarzucając nawoływanie do przemocy. Trojanowa uważa, że to nie przemoc, a osobista opinia.
Tymczasem dyskusja o możliwości zaistnienia dobrego Rosjanina wraca przy okazji nagrodzonego Oskarem filmu dokumentalnego Pan Nikt kontra Putin.
Rosyjskie gigachadki
Istnieją Rosjanie, którzy od lat żyją na emigracji i nie chcą oglądać filmu Pan Nikt kontra Putin z lęku przed retraumatyzacją. Wkurza ich rosyjski sposób myślenia. Sami zresztą wiedzą, jak wyglądają szkolne realia – to dla nich negatywne doświadczenie, nawet jeśli uczęszczali do rosyjskiej szkoły przed pełnoskalową wojną, gdy nie była ona jeszcze aż tak zindoktrynowana.
Są też Rosjanie, którzy na antyputinizmie zbudowali całą osobowość – wystarczy wspomnieć o kobietach z Pussy Riot, które wkroczyły do Soboru Chrystusa Zbawiciela w Moskwie w kolorowych kominiarkach z pieśnią „Bogurodzico, przegoń Putina” na ustach; które na Placu Czerwonym śpiewały o rosyjskim buncie i że „Putin zeszczał się w gacie”; które wbiegły na murawę finału meczu Francja–Chorwacja przebrane za policjantki, domagając się wypuszczenia więźniów politycznych.
Umówmy się: każdy wypada blado przy gigachadkach rosyjskiej opozycji. Niemniej, uwagę całego świata zawojował film o Pawle Talankinie, skromnym nauczycielu z Karabasza, który uwiecznił życie szkoły, w której pracował – militaryzację, propagandę, pokraczną musztrę. Sam w ramach politycznego gestu puścił Lady Gagę w radiowęźle i zerwał transparenty z literą „Z” manifestujące poparcie dla wojny, podmieniając je na takie z literką „X”. Gdy Talankin nagrał materiał, zostawił wszystko, co znał i opuścił kraj. Pod koniec marca został uznany przez Rosję za agenta zagranicznego. Jego film pozwala obserwować wojnę z perspektywy uralskiej, owładniętej propagandą szkoły.
„Rzeczywistość w Rosji bywa jeszcze bardziej skomplikowana i czasem nawet bardziej brutalna, niż pokazano w filmie” – pisze Olga Glagoleva, Rosjanka w Polsce.
I co z tego?
– Ten film nie powinien istnieć – komentuje recenzent literacki i influencer zajmujący się dyskursem Ukrainy, Kacper. – Rosjanie to agresorzy. Nigdy nie zrozumiem nieustanej próby usprawiedliwiania ich i uznawania za biednych, bo „są pod wpływem reżimu Putina”. Złapaliśmy budowany od stuleci haczyk, ukształtowany w tekstach, które znamy z czasów obowiązkowych lektur w liceum. Haczyk biednych Rosjan, którzy są skazani na czynienie zła, sterowani jakąś zewnętrzną siłą czy narodem. I jeszcze im w tym współczujemy. To straszne.
Kacper podkreśla, że nawet jeśli film miał pomóc Ukrainie poprzez demaskację rosyjskiej propagandy, to jest to działanie krzywdzące i nietrafne. Jeśli komuś ten film pomógł, to tylko Rosjanom.
– Film zrzucił odpowiedzialność za zbrodnie wojenne na „państwo” i „władzę”. Nie powinniśmy tworzyć miejsca na pomoc i współczucie Rosjanom. To nie oni są atakowani w tym konflikcie – twierdzi Kacper.
Lepsze i gorsze historie
Zdanie Kacpra podziela część ukraińskojęzycznych studentów UAM, niezadowolonych, że Wydział Neofilologii zorganizował spotkanie z reżyserem. Dyskusja nad zasadnością prezentowania rosyjskich perspektyw toczy się też na zagranicznych forach i portalach, a jej punktem zapalnym w wielu przypadkach jest pytanie: czy poświęcanie tyle uwagi Rosjanom, nawet tym lepszym, jest etyczne?
Film zyskał na popularności po Oscarach. Inny los spotkał ukraińskiego kandydata do nagrody w kategorii Najlepszy Pełnometrażowy Film Dokumentalny. Film 2000 metrów do Andrijiwki opowiada o żołnierzach z trzeciej Samodzielnej Brygady Szturmowej, którzy przedzierali się przez 2000 metrów zaminowanego terenu, chcąc wyzwolić wieś Andrijiwka w obwodzie donieckim. Ostatecznie ta historia nie otrzymała nominacji do Oscara, choć została doceniona w innych prestiżowych nagrodach. Co ważne dla widzów – w zestawieniu z Rosjaninem historia o trzech żołnierzach „przegrała”.
„Dysproporcja w uznaniu obu filmów ostatecznie ujawnia jeden kluczowy fakt: że są pewne historie o wojnie i o świecie, które Zachód wolałby usłyszeć i uznać niż inne, mniej wygodne. Zachód woli być pocieszany obrazem nieuchwytnego antywojennego Rosjanina i jego oporem niż konfrontować się z mroczną, chaotyczną rzeczywistością tego, z czym Ukraina mierzy się na co dzień, by przetrwać” – komentuje Nana Gongadze na łamach Kyiv Independent.
„Ukraińcy umierają, a Rosjanie krzyczą, że spadli ze schodów i skręcili sobie kostkę”
– Widzę wyłącznie złe strony tego filmu – mówi Kacper. – Przekierowuje uwagę z prawdziwych ofiar tej sytuacji. Kiedy patrzymy na biednych Rosjan, nie patrzymy na Ukraińców. Znów karmimy nie ten dyskurs, co trzeba. Znów patrzymy nie na tych, na których powinniśmy. Przypomnijmy sobie o świętej pamięci dziennikarce Wiktorii Roszczynie, której ciało zwrócono bez organów, z tak niepodobną twarzą, że rodzice musieli przeprowadzać badania DNA. W tym świecie Rosjanie starają się przechwycić naszą uwagę.
Z punktem widzenia Kacpra zgadzają się wszyscy jego znajomi z Ukrainy. Kacper, podobnie jak niektórzy z nich, jest oburzony organizacją spotkania z Talankinem na Wydziale Neofilologii UAM.
O taką perspektywę trudno w polskich recenzjach filmu. Dominują zachwyty: „doskonały dokument odsłaniający mechanizmy patriotycznej edukacji”, „historia odwagi i grozy”, „urzeka surową autentycznością”. Inne strony filmu zauważa Jakub Dybek, który w napakowanej oscarowymi kadrami konstrukcji filmu widzi moralny szantaż:
„Bardziej uderza, jak film kieruje naszą uwagę w kierunku współczucia ludziom, którzy ten aparat obsługują, a przy tym niemal bezboleśnie zdejmuje z nich sprawczość. I to jest akt oskarżenia wobec tego filmu. Talankin zostaje ustawiony w roli dobrze nam znanej, bo »dobrego Rosjanina«. Cierpiącego, gorzko-ironicznego, wciągniętego w wojnę wbrew sobie. Jakby był jakąś urzekającą postacią z kart książek Dostojewskiego. W publicystyce wokół filmu słyszymy, że »zaryzykował wszystko«, że »musiał uciekać, by powiedzieć prawdę światu«” – pisze na łamach Interii.
Ostatecznie film powtarza to, co wsiąknęliśmy wraz z konsumowaniem rosyjskiej popkultury – Rosjanie są biernymi ofiarami, są tytułowym „nikim” niczym XIX-wieczny bohater literacki znany pod nazwą „mały człowiek” (ros. маленький человек) i należy im współczuć. Dowolne pięknie melancholijne miasto w tle.
Bliżej Talankino-sceptyków są ludzie dyskutujący o filmie na Reddicie. Użytkownicy, w tym wielu Ukraińców, zakładają wątki: „Czy ktoś jeszcze odniósł wrażenie, że Pan Nikt kontra Putin zignorował rzeczywistość wojny na Ukrainie?”.
„Rosjanie stojący za filmem nie potrafili nawet wspomnieć o okrucieństwach, jakie ich kraj prowadzi przeciwko Ukrainie na Oscarach. Rosyjskie cierpienie w tej wojnie nie ma nic wspólnego z tym, co muszą przechodzić Ukraińcy na Ukrainie, zwłaszcza jeśli Rosjanie są w części współwinni agresorowi. Ogólne oświadczenie, żeby zatrzymać wojnę, to za mało. A jednak Zachód to oklaskuje. Tymczasem międzynarodowa transmisja Oscarów w 2024 roku wycięła przemówienie zwycięzców filmu 20 Dni w Mariupolu. To pokazuje, że Zachód jest bardziej skłonny przełykać wygodne, komfortowe narracje, nawet jeśli mają one luki lub unieważniają niewygodną prawdę”.
„Te dzieci w rosyjskim filmie dokumentalnym będą mogły żyć swoim życiem, nawet w faszystowskim systemie, w którego utrzymywaniu współuczestniczy bohater dokumentu. Ukraińskie dzieci żyją w strachu przed zabiciem przez ten system tylko za to, że istnieją jako Ukraińcy”.
„To są głosy obrażonych Ukraińców”
Inny punkt widzenia na recepcję filmu ma Julia, pracowniczka Biura Promocji i Działalności Kulturalnej na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu.
– Ja nie rozumiem, po co się burzyć, skoro Paweł Talankin zawinił tylko tym, że ma rosyjski paszport. On mówi wprost, że nie popiera wojny. Uważam, że takie myślenie, że jeden Rosjanin zabiera całą uwagę, jest bezsensowne. Takie głosy pochodzą od obrażonych Ukrainek i Ukraińców. Oburzać się na ten film to się może jakiś Nikita, który siedzi w okopie na froncie i nawet nie wie nic o Talankinie, bo myśli, jak przetrwać, co będzie jadł i czy przeżyje do zachodu słońca. Jego rozumiem, gdy mówi, że Zachód przestał zwracać uwagę na Ukraińców. Ale to, że Ukraińcy mieszkający za granicą marudzą, bo Rosjanin dostał Oscara? Ja się cieszę, że miał jaja, by coś takiego nagrać.
Julia urodziła się na wschodzie Ukrainy i mówi po rosyjsku. Wspomina, że zdarza jej się spotykać osoby z Ukrainy, które czepiają się jej, że powinna mówić po ukraińsku, jak patriotka, a nie rosyjsku.
– Moja siostra rozmawiała z Pawłem Talankinem. To bardzo uprzejmy, inteligentny pan, który nie zachowuje się jak gwiazda. To skromna, zwykła osoba, która chce nagrywać filmy w kraju, w którym nie latają rakiety. Decyzja o opuszczeniu Rosji jest dowodem jego odwagi.
Rama interpretacyjna
– Film Pan Nikt kontra Putin legitymizuje narrację, że to wszystko to „wojna Putina”, a mali Rosjanie są niewinni, bo przeprowadza się na nich eksperymenty i pierze im mózgi. Wtedy wina spoczywa tylko na rosyjskim kierownictwie, a cała reszta to ofiary okoliczności. To otwiera drogę do „wybaczenia”, „wyjątków”, odwołania sankcji – tłumaczy ukraińska medioznawczyni, dr. Olha Mukha.
Wspomina, że krytyczne recepcje filmu nie są odosobnione. Pan Nikt kontra Putin może faktycznie wzmacniać figurę „dobrego Rosjanina”, nawet jeśli zachodni krytycy twierdzą, że jest to film o propagandzie.
– Przy oglądaniu działa reakcja emocjonalna. Większość ludzi nie dochodzi do poziomu refleksji. Sam termin „dobrego Rosjanina” jest dziś bardzo obciążony i służy do wygodnego odpolityczniania rosyjskiej przemocy: „nie wszyscy Rosjanie”, „Rosjanie też są ofiarami”, „to tylko Putin”. Taki język bywa problematyczny, jeśli nie idzie za nim jasne nazwanie imperialnej odpowiedzialności i wsparcie dla dekolonizacji rosyjskiego myślenia – dodaje dr. Mukha.
W ten sposób zarzuty Kacpra względem filmu łączą się z intelektualną genealogią. Już w 2022 roku część naukowców i kulturoznawców z Ukrainy krytykowała normalizowanie kontaktów z Rosją.
– Nie chodzi o to, że każda jednostka w Rosji jest czemuś winna, a o to, że instytucjonalne zrozumienie i współczucie Rosjanom odbudowuje pozycję Rosji jako podmiotu w dyskursie międzynarodowym, podczas gdy Ukraina wciąż walczy o to, by być podmiotem, a nie tłem.
Tak można bez końca – ścierają się porządki, emocje i ramy interpretacyjne. To dobrze, że fajny i odważny Rosjanin jest fajny i odważny, ale to nie zmienia faktu, że według danych ONZ czerwcu 2026 roku w Ukrainie zginęło najwięcej cywili od kwietnia 2022 roku. Przy takim postawieniu sprawy działania bohaterskie Paszy bladną. Dla części ukraińskich widzów film dokumentuje tylko i wyłącznie system przemocy w Rosji, ale dla innych – generuje łatwą empatię wobec Rosjan kosztem centrum uwagi, czyli Ukrainy.
Nie chodzi tu o grabienie z poczucia krzywdy, a o skalę i kontekst. Czasem, gdy komuś umiera matka, zatrzymujemy dla siebie narzekanie na własne kryzysy. To dlatego tak frustruje, gdy ludzie rozważają, czy dziewczynka w Bielsku-Białej, którą zwyzywał Polak, nie sprowokowała go łamaniem przepisów czy innym niegodziwym splunięciem na polskość pod okiem polskiego Polaka. To nieważne. To drący japę Polak jest tu złolem i trzeba dać temu wybrzmieć.
Dlatego rozumiem perspektywę ludzi, którzy cancelują film i rosyjską kulturę – uważam, że nie wynika to z ich „nadwrażliwości”.
Więcej Pussy Riot, mniej klepania po pleckach
Film Pan Nikt kontra Putin powinien być jak Pussy Riot– więcej odpowiedzialności i odwagi do podporządkowania własnego głosu Ukrainie.
– Tego typu filmy są zrobione tak, jakby opowiadały o tymczasowej patologii u normalnych ludzi wywołanej przez władzę. Jakby przedtem żyli zwyczajni Rosjanie, tacy jak każdy obywatel na świecie, a potem wpadł zły Putin i im coś „poprzestawiał” w głowie, a bez tego byliby tacy jak my. Tak nie jest. Ludzie zawierają z państwem społeczny kontrakt – „Mamy kiełbasę, wiec nie będziemy wchodzić w konflikt z władzą, nawet jeśli zabija dzieci z sąsiedniego państwa” – komentuje dr. Mukha.
Łatwo przewidzieć, że w rzeczywistości pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę wszystkie filmy, które dotykają tematu, mogą budzić sprzeciw i ból. Kontrowersje wzbudzali nawet geje hokeje i Rosjanin Ilya – nie uświadczymy tam ani drobinki komentarza politycznego, ale kanadyjskiemu soft-porno można to wybaczyć. Ostatecznie to gejowe widowisko pod płaszczykiem sportowej rywalizacji, a nie dokument o propagandzie.
Wymazywać czy nie wymazywać?
Ukraińcy mają długą historię bycia przyćmiewanymi przez wjeżdżających na niedźwiedziach bohaterskich Rosjan. Dla nich derusyfikacja przestrzeni publicznej to walka o tożsamość, a dla Polaków – warta do rozważenia inspiracja, by wziąć to pod uwagę przy układaniu prywatnego kanonu lektur. Nikt nie mówi, że Dostojewski steruje dronem, ale odór imperializmu, jak smrodek duriana, zostaje na długo – czy to w ustach, czy w kulturze.
A przecież tak wiele Tołstojar i Gogolarzy budowało swoją osobowość wokół rosyjskiego mroku i potęgi. Sama też dałam nabrać się na czar wielkich rosyjskich powieści, ale teraz już wiem, że Ryszard Przybylski nie miał racji, mówiąc Renacie Lis: „zajmuj się Rosją, a będziesz mieć cudowne życie”.
Jak zauważa Grzegorz Przebinda:
„Wojna dramatycznie pozmieniała teksty i kontekst. Utwory, które przez dziesięciolecia czytaliśmy przede wszystkim jako wielkie dzieła literatury, należy dziś oglądać również w perspektywie rosyjskiego imperialnego myślenia, obecnego w historii państwa, a czasem także w samej kulturze. Dlatego nie przestałem czytać rosyjskich pisarzy, ale czytam ich inaczej niż dawniej. Filolog bowiem nie powinien zamykać książek – ani tym bardziej ich palić – lecz zadawać im nowe pytania. Dziś są to pytania o stosunek rosyjskiej kultury do państwa, do przemocy, do imperium i do sąsiadki Rosji”.
Wymieszanie dystrybucyjnych i moralnych porządków w sporze o Pan Nikt kontra Putin podsumowuje pewien mem dryfujący po ukraińskiej memosferze – zdjęcie wyszczerzonego Paszy w garniturze z podpisem: „Twoja twarz, gdy twój kraj dokonuje ludobójstwa na swoich sąsiadach, a ty dostajesz Oscara za nakręcenie filmu o tym, że nic nie robisz, żeby temu zapobiec”.
Filmy o Rosji powinny być czymś więcej niż jazdą na tych samych emocjach co literatura rosyjska od stuleci. Zachód karmił się rosyjskimi narracjami od wielu lat i najwyraźniej nawet w czasie wojny nie może się nimi nasycić. Opowiadanie o propagandzie w szkole jest społecznie ważne, pod warunkiem że nie manipuluje się przy tym uczuciami widzów i zapewnia perspektywę szerszą niż trudny los biednego Rosjanina. Talankin powinien zdawać sobie sprawę ze swojej pozycji i uwzględnić perspektywę ukraińską albo nie kręcić filmu wcale.











Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!