Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Niebieskie tsunami: Trump jednak nie będzie płacił wyborcom po 5 tys. dolarów

Po druzgocącej porażce republikanów w wyborach połówkowych Trump wkracza w okres kulawej kaczki, czyli polityka u schyłku swojego urzędowania, w którego zdaniem coraz mniej liczą się inni.

3
Serce

2

Po dwóch latach drugiej kadencji Trumpa Demokraci przejęli Izbę Reprezentantów (231 na 435 mandatów – wynik na godzinę 10.30 czasu polskiego) i Senat (54 na 100), osiągając wynik lepszy od oczekiwań. Wygrali również wyścigi w republikańskich bastionach.

Demokrata James Talarico pokonał republikanina Kena Paxtona w wyborach do Senatu w Teksasie. To pierwszy demokrata, który wygrał w tym stanie od 1988 roku, i to z niemałą przewagą. Popierany przez Trumpa Paxton to postać na tyle antypatyczna, że nie pomogło mu nawet 200 milionów dolarów wpompowanych w wyścig przez Elona Muska. Talarico skomentował już ten wynik, porównując wyścig do zwycięskiej walki Dawida z Goliatem.

Czytaj także Trzy kolory: dlaczego Teksas jest tak ważny? Jakub Majmurek

Demokrata wygrał również w Kansas (po raz pierwszy od 1932), w Karolinie Południowej (po raz pierwszy od 1986) i w Iowa (po raz pierwszy od 2008) We wszystkich tych stanach Trump wygrał wybory prezydenckie w 2024 roku z dwucyfrową przewagą.

Demokraci wygrali również wybory gubernatorskie w Teksasie, Georgii, Ohio i Iowa. W Michigan zwyciężył Demokrata Abdul El-Sayed. Michigan to tak zwany stan fioletowy – ma demokratycznego gubernatora, ale w wyborach prezydenckich w 2016 i 2024 roku zagłosował na Trumpa. Nie był więc nie do zdobycia, lecz wyścig był interesujący ze względu na samego kandydata i dział wytoczonych przeciwko niemu. 

El-Sayed był obiektem oszczerczej, rasistowskiej kampanii, w której kłamliwie przedstawiano go jako dżihadystę i członka Bractwa Muzułmańskiego. Trump wykrzykiwał, że jeśli El-Sayed wygra, w Senacie trzeba będzie zainstalować bramki do wykrywania metalu. W odpowiedzi El-Sayed stwierdził, że z przyjemnością będzie przez taką bramkę przechodził, jeśli Trumpa podłączą do wykrywacza kłamstw.

W przededniu wyborów demokratka Haley Stevens (i konkurentka El-Sayeda w prawyborach) niespodziewanie wycofała swoje poparcie dla El-Sayeda i opowiedziała się po stronie republikańskiego rywala. Nie potrafiła przy tym w zasadzie logicznie uzasadnić, co nagle skłoniło ją do takiej decyzji. Dość oczywiste wydaje się jednak, że chodzi o Izrael. AIPAC miał rzekomo wesprzeć jej kampanię kwotą 30 milionów dolarów, podczas gdy El-Sayed sprzeciwia się finansowemu wspieraniu Izraela.

W komicznej wręcz desperacji, na kilka godzin przed otwarciem lokali wyborczych Trump oznajmił, że z końcem roku USA przestaną wspierać Izrael, bo ten nie potrzebuje już amerykańskiej pomocy.

Trump na tarczy – i bez tarczy 

W styczniu spikerem Izby Reprezentantów zostanie Demokrata Hakeem Jeffries, a Demokraci odzyskają moc nadzoru nad władzą wykonawczą, sprawowany przede wszystkim za pośrednictwem komisji parlamentarnych. Kiedy przewodniczącymi tych komisji są przedstawiciele partii prezydenta, niewygodne pytania często w ogóle nie padają. Przez ostatnie lata Kongres był tarczą chroniącą Trumpa. 

Demokraci wielokrotnie domagali się udostępnienia dokumentów i zwołania przesłuchań, ale ich wnioski pozostawały bez odpowiedzi. Teraz, obejmując kierownictwo najważniejszych komisji, nie będą mogli być ignorowani. Dochodzeniem mogą zostać objęte zarówno decyzje podejmowane przez administrację Trumpa i jej agencje, jak i biznesowe machloje bogacącej się w zastraszającym tempie rodziny i przyjaciół Trumpów. Tego zresztą oczekuje społeczeństwo, wskazując korupcję jako jeden z głównych przyczyn wściekłości na administrację. 

Trump może prewencyjnie ułaskawić swoich popleczników, lecz ci nadal mogą być wzywani przed komisje i przesłuchiwani. Co więcej, jeśli rzeczywiście zostaną ułaskawieni, nie będą mogli odmówić składania zeznań, powołując się na piątą poprawkę – wszak nie będą już zagrożeni odpowiedzialnością karną. „Wall Street Journal” donosił, że członkowie administracji na każdym szczeblu od dawna rozglądali się za prawnikami.

Czytaj także Czy Kalifornii uda się opodatkować miliarderów? Jakub Majmurek

Do kolejnego impeachmentu Trumpa raczej nie dojdzie. Do skutecznego usunięcia go ze stanowiska zabrakłoby prawdopodobnie wymaganych trzech czwartych głosów w Senacie, a ponadto panuje przekonanie, że byłaby to raczej strata czasu i energii. Natomiast dni Pete’a Hegsetha mogą być policzone. To człowiek zwyczajnie niebezpieczny, który nigdy nie powinien znaleźć się na stanowisku sekretarza obrony. Opinię tę podziela zresztą wielu republikanów. Jako symbol bezczelności i niekompetencji administracji Trumpa, Hegseth jest sycącym kąskiem dla żądnych rozliczeń wyborców.  

Okres kulawej kaczki 

Przejmując kontrolę nad Senatem, Demokraci odzyskują również wpływ na zatwierdzanie nominacji prezydenckich, w tym kandydatów na stanowiska sędziowskie, także w Sądzie Najwyższym.

Demokraci mogą podejmować próby cofnięcia cięć w programie Medicaid oraz przywrócenia ulg podatkowych w ramach Obamacare, co zresztą zapowiedzieli. Na agendzie są również mieszkalnictwo, walka z drożyzną, cłami i wydatkami wojennymi. Do faktycznego uchwalenia istotnej ustawy potrzebne jest jednak zazwyczaj pokonanie progu 60 głosów senatorskich, wymaganych do przełamania obstrukcji parlamentarnej, czyli filibustera, a następnie podpis prezydenta. Trump zapowiedział już, że będzie wszystko wetował.

Czytaj także Trump wycofuje amerykańskie wojsko z Iraku. Jaki jest plan? Karolina Cieślik-Jakubiak

Mając kontrolę nad obiema izbami, demokraci mogą grać twardo i wykorzystać kontrowersyjną procedurę, nazwaną wymownie „opcją nuklearną”, by ominąć filibuster, a nawet znieść go całkowicie, a następnie uchwalać ustawy zwykłą większością głosów, pod warunkiem zachowania partyjnej dyscypliny. Problem w tym, że każda przyszła republikańska większość w Senacie odziedziczyłaby tę samą swobodę.

Samo zgłaszanie ustaw i poddawanie ich pod głosowanie zmusi jednak republikanów do zajęcia oficjalnego stanowiska w wielu ważnych dla Amerykanów kwestiach. Trump wkracza w tak zwany okres kulawej kaczki, czyli polityka u schyłku swojego urzędowania, w którego zdaniem coraz mniej liczą się inni. Kolejne cząstkowe wybory do Senatu odbędą się już za dwa lata, a jest szansa, że coraz mniej senatorów będzie chciało ginąć za agendę niepopularnego prezydenta, po którym możemy spodziewać się już tylko eskalacji i coraz dziwniejszych decyzji oraz wypowiedzi. 

Naiwnością byłoby sądzić, że wyniki wczorajszego głosowania otrzeźwią Trumpa. Już dał wyraz swojej frustracji, pisząc, że gdyby jego nazwisko znalazło się na kartach do głosowania, republikanie na pewno by wygrali. Szczęśliwie uznał wyniki wyborów, co nie było znów tak oczywiste. Pocieszeniem w tym ciężkim dla niego dniu jest przynajmniej to, że nie musi wypłacać każdemu Amerykaninowi po pięć tysięcy dolarów, co obiecał, jeśli republikanie utrzymają kontrolę nad Kongresem.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
3
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x