Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Trzy kolory: dlaczego Teksas jest tak ważny?

Demokraci od dawna marzyli o niebieskim Teksasie – ostatni raz na demokratę w wyborach prezydenckich stan zagłosował 50 lat temu. Nadziei na zmianę upatrywali w demografii, zwłaszcza we wzroście populacji ludności latynoskiej.

ObserwujObserwujesz
Walka

Żaden wyborczy wyścig w tegorocznych wyborach połówkowych w Stanach nie pochłonął tyle pieniędzy, co wybory senatora mającego reprezentować Teksas w izbie wyższej amerykańskiego Kongresu. Jak podaje Yahoo!news, do 14 października obie partie wydały już pół miliarda (!) dolarów na reklamy wyborcze, z czego większość republikanie. Sam Elon Musk dorzucił ponad 150 milionów dolarów, by pomóc kandydatowi republikanów do senatu w tym stanie.

Czytaj także Jaka teoria spiskowa, wariacie? Gwiazda alt-rightu na tropie penisa Brigitte Macron i zabójcy Charliego Kirka Patrycja Wieczorkiewicz

Te kwoty wynikają nie tylko z tego, jak zacięty jest wyścig między republikaninem Kenem Paxtonem a demokratą Jamesem Talarico, nie tłumaczy ich też wyłącznie znaczenie każdego mandatu w Senacie dla kontroli nad tą izbą czy nawet rozmiary stanu – o powierzchni ponad dwukrotnie większej od Polski i z ludnością przekraczającą 31 milionów.

Wybory w Teksasie wywołują takie emocje po obu stronach, bo gdyby Teksas zmienił swoje polityczne barwy – z republikańskich czerwonych na demokratyczne niebieskie – albo przynajmniej stał się „fioletowym” stanem, gdzie poparcie obu partii jest wyrównane, to radykalnie zmieniłoby to rachunek sił w amerykańskiej polityce, zwłaszcza w kontekście kolejnych wyborów prezydenckich.

Kilkadziesiąt pewnych głosów elektorskich

Teksas był bowiem jednym z filarów konstrukcji, na której opierały się prezydenckie sukcesy republikanów w ostatnich 50 latach. To w 1976 roku Teksas po raz ostatni zagłosował w wyborach prezydenckich na demokratę – Jimmy’ego Cartera – i od tego czasu regularnie wspierał w wyborach prezydenckich republikanów. Aż dwóch z czterech republikanów wybranych na najwyższy urząd w Stanach – Bush senior i junior – było zresztą związanych politycznie z tym stanem.

Kilkadziesiąt głosów elektorów z Teksasu stanowiło żelazny kapitał kolejnych republikańskich kandydatów na prezydenta. W związku ze zwiększającą się liczbą mieszkańców stanu, ten kapitał rósł w kolejnych latach: w 1976 roku Teksas miał w kolegium elektorskim 26 głosów, dwa lata temu już 40.

Ze wszystkich republikańskich kandydatów, którzy wygrali wybory od czasów Cartera, tylko Donald Trump w 2024 roku mógłby wygrać bez głosów elektorskich z Teksasu. Trump w 2024 wygrał jednak w każdym z pięciu kluczowych stanów, gdzie toczyła się walka o zwycięstwo, a to w wyborach prezydenckich raczej nie powtarza się co cztery lata.

Gdyby Teksas zmienił kolor, to w każdych następnych wyborach prezydenckich republikanie byliby jak gracz w pokera, który w pierwszym rozdaniu stracił pokaźną kupkę żetonów. Teoretycznie może się jeszcze odegrać i wygrać partię, w praktyce jest to bardzo trudne. Dlatego możliwe zwycięstwo Talarico wywołuje niepokój w szeregach amerykańskiej prawicy głównie pod względem tego, co zwiastuje, jeśli chodzi o polityczną przyszłość kraju.

Talarico ma realną szansę

Demokraci od dawna marzyli o niebieskim Teksasie. Nadziei na odwrócenie politycznej orientacji stanu upatrywali w demografii, zwłaszcza we wzroście udziału ludności latynoskiej w populacji stanu. Już dziś populacja białych i Latynosów w stanie jest mniej więcej równa, każda grupa stanowi około 40 proc. populacji Teksasu.

Czytaj także Marco Rubio na Akropolu. Jakiego właściwie Zachodu broni MAGA? Jakub Majmurek

Za zmianą demograficzną nie chciała jednak podążać polityczna. Demokraci ciągle przegrywali wszystkie ogólnostanowe wybory. Nadzieje związane z kampanią do senatu popularnego i telegenicznego Beto O’Rourke’a w 2018 roku okazały się płonne. W 2024 roku Trump polepszył swój wynik w Teksasie z 2020 i 2016 o 4 punkty procentowe, przyciągając wyborców latynoskich.

W tym roku jednak przed Jamesem Talarico otwiera się autentyczna szansa. Talarico prowadzi w większości ostatnich sondaży. Na jego sondażową przewagę składa się kilka czynników. Po pierwsze, niepopularność Trumpa. Średnie sondażowe poparcie dla prezydenta wynosi obecnie 37 proc. Pozytywne oceny przeważają nad negatywnymi tylko w 11 stanach i Teksas do nich nie należy – poparcie dla Trumpa zbliżone jest tam do narodowej średniej.

Po drugie, dwa lata po wyborach Trump utracił znacząco poparcie wśród latynoskich wyborców – z 38 proc. na początku drugiej kadencji do 24 proc. dziś. Jak pisze „Los Angeles Times”, ten trend jest szczególnie widoczny w Teksasie, gdzie może wpłynąć na wynik wyborów do senatu i na wyniki w kilku okręgach w wyborach do Izby Reprezentantów.

Wreszcie po trzecie, republikanie postawili w tym roku na naprawdę fatalnego kandydata. Paxton zawsze dzielił teksańskich republikanów. Republikańska stanowa Izba Reprezentantów zastosowała wobec niego procedurę impeachmentu, ale z usunięcia ze stanowiska stanowego prokuratora generalnego uratował go stanowy senat. Za republikaninem ciągną się oskarżenia o wątpliwe operacje finansowe i niewierność małżeńską.

Czytaj także Netanjahu najgorszym prezydentem USA? Atak na Iran a granice amerykańskiej suwerenności Patrycja Wieczorkiewicz

Poparty przez Trumpa Paxton pokonał po długich, kosztownych i wyjątkowo brutalnych prawyborach obecnego senatora z Teksasu, Johna Cornyna, i materiały z prawyborów mogą teraz w zasadzie bez zmian zostać wykorzystane przez kampanię Talarico. Ten jest z kolei wyraźnym politycznym talentem, świetnym mówcą, doskonale wypadającym w telewizji. Demokrata potrafi też łączyć przywiązanie do sprawiedliwości społecznej z chrześcijańskim językiem. Co u bardziej lewicowych demokratów z pokolenia millenialsów – Talarico to rocznik 1989 – jest praktycznie niespotykaną kombinacją.

Talarico może też pomóc uwaga, jaką zaszczycił go Elon Musk. Najbogatszy człowiek na świecie nie tylko wyłożył gigantyczne sumy na kampanię jego konkurenta, ale poświęcił też Talarico w ostatnich dniach kilkanaście postów na X, gdzie nie tylko nazywał demokratę „skrajnym lewicowcem”, ale straszył też, że Talarico zagłosuje za tym, by „odebrać wam wasze dzieci i zmienić im płeć”.

Talarico próbuje wykorzystać te ataki na swoją korzyść. Na spotkaniach z wyborcami deklaruje, że „Teksas nie jest na sprzedaż” i atakuje miliardera: „Musk chce naszej ziemi, naszej wody i dolarów z naszych podatków. A teraz chce sobie kupić swojego osobistego senatora”.

Musk, który od niedawna mieszka w Austin i którego coraz więcej interesów znajduje się w Teksasie, jest żywo zainteresowany wynikami wyborów w tym stanie. W wyborach połówkowych wspiera jednak kandydatów z całego kraju, w sumie miał przekazać prawie pół miliarda dolarów.

Czytaj także Kurczakizacja i kasety wideo: dlaczego firmy technologiczne nie są coraz fajniejsze? Michał Sutowski rozmawia z Corym Doctorowem

Ta suma może tyleż pomóc republikańskim kandydatom, co dać amunicję konkurentom – zwłaszcza tym, którzy jak Talarico są gotowi mówić o problemie nadmiernego wpływu miliarderów i ich pieniędzy na amerykańską politykę. A w przypadku Muska, głoszącego coraz bardziej ekstremistyczne poglądy, takie argumenty mogą być szczególnie mocne.

Anomalia czy początek trendu

Na prawicowym X już zaczyna się tłumaczenie możliwej klęski Paxtona. Pojawia się narracja: Trump stawiając na niego, popełnił błąd, ale nawet jeśli Talarico wygra, to będzie to jednorazowe zwycięstwo, w niczym nie zmieni ono długoterminowo politycznej orientacji stanu. Czy tak będzie faktycznie?

Zobaczymy, jaka będzie skala ewentualnej przewagi Talarico i jakie grupy elektoratu przyciągnie. Jak w marcu pisał analityk wyborczy G. Eliot Morris, już wtedy ogłaszając, że Talarico może wygrać – w prawyborach demokratów elektorat przypominał kompozycją ludność Tekasu, co wynikało z tego, że przyciągnęły one więcej białej ludności z przedmieść, a nawet obszarów wiejskich. Gdyby demokratom udało się w przyszły wtorek przyciągnąć te grupy nie tylko w wyborach senackich, byłby to dla nich bardzo pozytywny sygnał na przyszłość.

We wtorek Teksas wybierze nie tylko członków Izby Reprezentantów i jednego senatora, ale także wiele stanowych urzędników, w tym gubernatora. W sondażach prowadzi dziś walczący o czwartą kadencję Greg Abbott, ale w większości z nich z niewielką przewagą. Pojawiały się nawet pojedyncze sondaże dające szanse kandydatce demokratów, Ginie Hinojosie.

Gdyby Abbott faktycznie przegrał – co mało prawdopodobne – to wywołałoby to istną panikę w Partii Republikańskiej. Bo tej klęski nie dałoby się zracjonalizować tak, jak porażki Paxtona z Talarico. Teksas z demokratyczną gubernatorką – ostatnio osoba z tej partii wygrała wybory na to stanowisko w 1990 roku – urealniłby koszmar błękitnego Teksasu w wyborach prezydenckich.

Na razie ciągle do tego daleko. Trochę paniki i otrzeźwienia republikanom, bardzo potrzebującym detoksu od MAGA, zdecydowanie by się przydało – dla dobra zarówno partii, jak i amerykańskiej demokracji. Warto więc patrzeć na to, co będzie się działo w Teksasie, nawet jeśli demokraci zapewnią sobie większość w Senacie gdzie indziej.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x