Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Kobiety MAGA i łaska Donalda Trumpa

Osobliwa stylistyka, za którą podążają kobiety awansujące na wysokie stanowiska w Białym Domu, jest wypadkową upodobań Trumpa – miłośnika konkursów piękności i aktorek porno – oraz zwulgaryzowanej wersji żony ze Stepford skrzyżowanej z prezenterką Fox News.

Pam Bondi, Natalie Harp i Katie Zacharia na tle flagi USA
Walka

16 października 2026 roku rzeczniczka prasowa Białego Domu Katie Zacharia straciła stanowisko po zaledwie pięciu dniach pracy. Jej pierwsze i jedyne wystąpienie dla mediów było krótkie i niezręczne. Zacharia nie odpowiedziała na żadne istotne pytanie polityczne; wyrecytowała jedynie listę rzekomych osiągnięć Trumpa, a opowiadając o swojej rodzinie, przejęzyczyła się, mówiąc „mój prezydent” zamiast „mój mąż”. 

Ta gafa była wręcz jak na zamówienie części prasy i komentariatu, którzy stroili sobie żarty z Zacharii, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. Stała się symbolem nieszczególnie kompetentnej kobiety, której wartość w oczach Trumpa sprowadzała się najwyraźniej do tego, że wygląda jak lalka Barbie i ślepo go uwielbia. Zacharia przypieczętowała swój los, lawirując na temat swojego wykształcenia (przez co najmniej dwa dni media roztrząsały, czy może mienić się „prawniczką” i czy mogła zdać egzamin adwokacki w Chinach), a Trump podziękował jej za współpracę. 

Czytaj także ICE Barbie jedzie bez trzymanki Agata Popęda

Tym sposobem Zacharia dołączyła do całkiem już pokaźnej listy kobiet, które straciły stanowisko w administracji Trumpa. Jest na tej liście między innymi sekretarz bezpieczeństwa krajowego Kristi Noem, odwołana po krytyce działań służb imigracyjnych ICE i śmierci dwóch obywateli USA w Minneapolis; jest prokuratorka generalna Pam Bondi, której Trump miał za złe sposób prowadzenia sprawy akt Epsteina; jest sekretarz pracy Lori Chavez-DeRemer, która nadużywała swojego stanowiska i stosowała mobbing. Jest także ambasadorka USA w Grecji (i była narzeczona Trumpa juniora) Kimberly Guilfoyle, która wykorzystywała stanowisko dla prywatnych korzyści. Następców Guilfoyle i Zacharii jeszcze nie poznaliśmy, na miejsce wszystkich pozostałych Trump powołał mężczyzn.

Sekretarz obrony (obecnie: wojny) Pete Hegseth dzielił się poufnymi danymi wojskowymi na grupowym czacie, do którego przypadkowo dodano dziennikarza „The Atlantic”. Szef FBI Kash Patel latał służbowym samolotem na koncerty swojej dziewczyny. Sekretarz handlu Howard Lutnick publicznie kłamał na temat swojej znajomości z Epsteinem i latał na jego wyspę, kiedy ten już był skazany za wykorzystywanie nieletnich. Pełnomocnik ds. imigracji Tom Homan został przyłapany na przyjmowaniu 50 tysięcy dolarów łapówki.

Do przewinień pierwszych dwóch można dorzucić nieustanne robienie pośmiewiska ze swoich funkcji i instytucji, które reprezentują. Hegseth wyzywa żołnierzy od „grubasów” i zachowuje się jak nabuzowany nastolatek, który naoglądał się kiepskich filmów wojennych (to on wymyślił i ogłosił, że egzekucja skazanego przed sądem wojskowym Nidala Hasana ma być transmitowana w telewizji, co po kilku dniach odwołał sam Trump). Patel pije i robi aferę o brak odpowiednich naszywek na jego firmowej kurtce FBI. Wszyscy czterej pozostają na swoich stanowiskach.

Oczywiście republikanie nigdy nie aspirowali do traktowania kobiet jako prawdziwie równych. Determinacja, z jaką dążą do odebrania im prawa do aborcji, wystarczy, by zrozumieć, co sądzą o kobiecej autonomii. Obserwatorzy spektaklu rozgrywającego się w Białym Domu mogą natomiast odnieść wrażenie, że partia poniekąd się unowocześniła. W końcu kobiety są widoczne, wygadane, ostentacyjnie windowane na najwyższe stanowiska, nie ustępują mężczyznom w odgrywaniu twardzieli i bynajmniej nie są już zapięte pod szyję według przebrzmiałych wzorców konserwatywnej skromności. 

Można by pomyśleć, że demokraci, kiedyś kojarzeni z perwersją, feminizmem, aborcją, prawami osób queer i wybrykami Clintonów, są dziś partią purytanów, która nie pozwala człowiekowi na rubaszny żarcik w miejscu pracy, zaś republikanie to powrót do seksownych kobiet, męskich mężczyzn i zdrowej amerykańskiej zabawy. Tak, jak było kiedyś, zanim siostrzane ideologie woke i LGBT odebrały prawicy radość życia.

Ten estetyczny zwrot wypływa naturalnie i po części z popkulturowych gustów elektoratu, który woli konsumować konserwatywne treści w formie frywolnej i rozrywkowej. Nikogo na tiktoka nie przyciągnie umęczona szara myszka. Dziś nowoczesna internetowa tradwife zakłada do pieczenia sernika seksowny gorset. Zarówno ona, jak i kariera kobiet MAGA pozostają emanacją patriarchalnej hierarchiczności Partii Republikańskiej, całkowicie zdominowanej przez Trumpa i jego resentymenty.

Osobliwa stylistyka, za którą podążają oddane Trumpowi kobiety, określana mianem Mar-a-Lago face, jest wypadkową upodobań prezydenta – miłośnika złotych wnętrz, konkursów piękności i aktorek porno – oraz zwulgaryzowanej wersji żony ze Stepford skrzyżowanej z prezenterką Fox News. To zresztą jedno z istotniejszych kryteriów przy staraniu się o posadę w administracji, niezależnie od płci: trzeba dobrze wyglądać w telewizji i przyciągnąć uwagę Trumpa. Kobieta może to osiągnąć ciężkim makijażem i kaskadą tlenionych włosów. Wpisanie się w ten kanon sygnalizuje gotowość do schlebiania gustom prezydenta i podporządkowania się zasadom rządzącym w MAGA.

MAGA to resentyment i pokazywanie środkowego palca wyobrażonym lewakom, którzy przez lata zniewalali ludzi kłamstwami poprawności politycznej. Tak jak internetowa prawica chce wierzyć, że zachwycanie się Sydney Sweeney jest z jej strony aktem rebelii przeciwko feministycznym wymysłom w rodzaju #MeToo, tak zoperowane twarze i fryzury kobiet MAGA stają się demonstracją sprzeciwu wobec rozmywania jasnych kategorii płciowych.

To także sygnał uspokajający elektorat, że hierarchia pozostaje nienaruszona. Owszem, kobiety MAGA mogą robić kariery i sięgać po władzę, lecz w ściśle określonych ramach — pozostając lojalnymi wobec patriarchy i przyjemnymi dla jego oka.

Czytaj także Chcą żyć tak, jak gdyby znów nastał rok 1959. Kim są TradWives? Paulina Januszewska

Jednym z przykładów jest stosunkowo długa jak na standardy kobiet MAGA kariera asystentki Trumpa, Natalie Harp. Blondwłosą Harp Trump wypatrzył w 2019 roku w telewizji Fox News. Ta wydaje się uważać go za półboga. Kilka miesięcy temu prasa szeroko komentowała doniesienia o obsesyjnym zachowaniu Harp wobec Trumpa, chociażby zostawianiu mu czułych liścików („liczy się dla mnie tylko pan”) i gotowości podążania za Trumpem nawet w bagażniku samochodu, jeżeli przypadkiem zabrakłoby dla niej miejsca na siedzeniu.

Jej oddanie jest wynagradzane dostępem do prezydenta, co zaniepokoiło nawet Secret Service. Harp jednak pozostaje w cieniu, nie robi politycznej kariery i nie ma żadnego symbolicznego powodu, dla którego Trump mógłby chcieć się jej pozbyć. Wręcz przeciwnie, jej służalczość oznajmia, że zna swoje miejsce w hierarchii, i nie zakłóca sztucznie zaszczepionej w części elektoratu nostalgii za czasami, w których swoje miejsce znał każdy.

Noem, Bondi, Chavez-DeRemer i Zacharia zawiodły Trumpa publicznie. Trump nie oszczędza również nielojalnych mężczyzn, lecz nie są to zwolnienia tak częste i tak spektakularne jak w przypadku kobiet. To one są bowiem najbardziej widocznym symbolem MAGA w Białym Domu, demonstracyjnie rzucanym na pożarcie w chwilach wizerunkowego kryzysu. Albo przy okazji kolejnej wymiany dekoracji w Białym Domu, które z upodobaniem przeprowadza Trump.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x