Świat

Chcą żyć tak, jak gdyby znów nastał rok 1959. Kim są TradWives?

Fot. John Bull/Fotoedycja KP

Zawsze w pełnym makijażu, ubrana w fartuch, spódnicę i szpilki, niczym z amerykańskiej reklamy z lat 50. Brytyjska gospodyni domowa, która mianuje się rebeliantką, a dokładniej #TradWife, robi furorę na Wyspach.


Alena Kate Pettitt przez wiele lat czuła się jak outsiderka. Dorastała bez ojca i z wiecznie zapracowaną matką w czasach, gdy popkultura zachęcała dorastające dziewczynki do „walki z chłopakami, bycia niezależnymi i przebijania szklanych sufitów”. Ona chciała żyć inaczej, ale nie miała odwagi. Znalazła ją dopiero, gdy wyszła za mąż i urodziła dziecko. Teraz – jako spełniona pani domu – mianuje się prawdziwą rebeliantką, a dokładniej #TradWife.

Historia brytyjskiej gospodyni robi furorę na Wyspach, bo okazuje się, że trend powrotu do konserwatywnie pojmowanej roli kobiety zyskuje tam coraz większą popularność. Hasztagu #TradWife (ponad 7 tys. postów na Instagramie), czyli tradycyjna żona, i jemu pochodnych, jak #TradLife (blisko 55 tys. postów), używają zwolenniczki „dawnego” stylu życia i rodzinnych wartości na całym świecie. To przedstawicielki młodego pokolenia, które dobrowolnie rezygnują z kariery zawodowej, ponieważ wierzą, że „urodziły się po to, by być żonami i matkami”.

Brytyjskość i antyfeminizm

Jednocześnie „tradycyjne żony” odżegnują się od spuścizny feminizmu, łącząc się w facebookowe grupy o nazwach typu „Feminine, not feminist”. Dlaczego? Uważają, że równouprawnienie i emancypacja nie stoją po tej samej stronie co kobiecość oraz spełnienie w macierzyństwie i małżeństwie. Na forach internetowych, gdzie są aktywne, można przeczytać opinie sugerujące, że feministki „każą” kobietom iść do pracy, rywalizować z mężczyznami i tym samym pozbawiają je prawa do czerpania satysfakcji z zajmowania się rodziną. Tymczasem TradWives uszczęśliwia fakt, że mogą w pełni się poświęcić „dbaniu o dom i rozpieszczaniu swoich mężów, jak gdyby znów był rok 1959”.

Obrazki z tamtego okresu są tu kluczowe, bo współczesne strażniczki tradycji czerpią inspirację m.in. z seksistowskich reklam i filmów z przełomu lat 50. i 60., kiedy to wzorcem kobiecości była krzątająca się po kuchni perfekcyjna gospodyni – zawsze w pełnym makijażu, ubrana w fartuch, spódnicę i szpilki. W takiej zresztą stylistyce lubi się fotografować Alena Kate Pettitt, bohaterka wideoreportażu BBC, która oprócz wychowywania dziecka i usługiwania mężowi nagrywa filmy na YouTube, pisze książki, bloga i prowadzi Darling Academy – coś na kształt warsztatów z „brytyjskiej etykiety” i „brytyjskości” w ogóle.

Co właściwie te dwa terminy oznaczają dla Aleny i jaki mają związek z byciem szczęśliwą gospodynią? Rozmówczyni BBC tłumaczy, że przez „brytyjską etykietę i wartości” rozumie wszystko to, co uczyniło jej kraj wspaniałym i wielkim w czasach, kiedy „można było bez obaw o bezpieczeństwo nie zamykać drzwi do domu i znało się każdego sąsiada na swojej ulicy”. Alena chciałaby, żeby obecna rzeczywistość wyglądała podobnie. Ale to trudne, bo dziś – jak sama twierdzi – „czasy zmieniają się tak szybko, że nie wiemy już, jaką tożsamość ma nasz kraj”.

Make Britain great again

Alena prawdopodobnie tęskni za przeszłością, w której imigranci na Wyspach stanowili rzadkość, co spostrzegawczo podsumowała socjolożka i działaczka na rzecz praw kobiet Elżbieta Korolczuk.

– Mamy tu cały zestaw chwytów retorycznych ultrakonserwatystów, choć bohaterka odżegnuje się od politycznych wpływów. [Pettitt – przyp. red.] swój życiowy wybór argumentuje pragnieniem powrotu do sielanki i stabilności, jaka kiedyś panowała w UK. Kiedy? Nie precyzuje, ale wygląda na to, że w latach 50., kiedy to przedstawiciele skolonizowanych przez Brytyjczyków narodów siedzieli jeszcze w swoich krajach – wyjaśnia Korolczuk.

„Projekt Lady”, czyli gdzie są twoje perły?

Nie trudno też dostrzec, że słowa Aleny brzmią podobnie do przemówień Donalda Trumpa, a wręcz jak parafraza słynnej maksymy amerykańskiego prezydenta o chęci przywrócenia USA wielkości. Biorąc ponadto pod uwagę, że ruch #TradWives ma swoje korzenie właśnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie mniej lub bardziej łączy się m.in. z działalnością białych suprematystów, wzrastająca popularność vintage gosposi przestaje być niewinnym trendem wśród konserwatywnych insta-matek-blogerek, a staje się niepokojącym sygnałem społecznym.

Wystarczy wpisać frazę „tradwife” w wyszukiwarkę Urban Dictionary, by się dowiedzieć, że to określenie stosowane jest głównie w kręgach alt-prawicy. Co prawda pod tą definicją istnieje jeszcze drugie wyjaśnienie, którego autor stanowczo zaprzecza powiązaniom tradycyjnych żon z neonazizmem, jednak nie jest żadną tajemnicą, że gospodynie w kwestiach narodowości nierzadko dzielą poglądy z ekstremistami. Alena Pettitt w materiale BBC również odnosi się do tych zarzutów, ale im jednoznacznie nie zaprzecza. Słysząc, że podobny model kobiecości – gospodyni domowej służącej mężczyźnie – promowała Trzecia Rzesza, Pettitt mówi tylko: „Och, naprawdę? Nie miałam o tym pojęcia”.

Białe żony Ameryki

Na koligacje TradWives ze środowiskami rasistowskimi już w 2018 roku zwróciła dziennikarka „New York Timesa” Annie Kelly. W artykule The Housewives of White Supremacy jako przykład podaje Nicole Jorgenson, kobietę afirmującą powrót do tzw. agrarian motherhood i mianującą się tradycyjną żoną. Dziennikarka powołuje się na wywiad, którego kobieta udzieliła Radiu 3Fourteen – rozgłośni białych suprematystów. W nagraniu Jorgenson mówi nie tylko o swoim życiu rodzinnym, ale także wskazuje na kwestie rasowe. Słyszymy, że jest chwalona przez przepytującego ją dziennikarza za to, że jako Norweżka wyszła za mąż za Norwega i w ten sposób zadbała o „ochronę swojego dziedzictwa”. Jorgeson dodała też, że sama, co prawda, przez jakiś czas mieszkała w Niemczech, jednak ze względu na ogromny napływ imigrantów (zapewne tych o odmiennym kolorze skóry niż biały) do tego kraju, przeniosła się ostatecznie do USA.

Annie Kelly twierdzi w swoim tekście, że podobnych przypadków wsparcia tradycyjnych żon ze strony mediów czy środowisk skrajnie prawicowych i nacjonalistycznych można znaleźć o wiele więcej. W social mediach i na YouTubie kont łączących hasła o „białej sile” i spełnianiu się w byciu gosposią jest wręcz na pęczki. Powodem zaś, dla którego zwolennicy „czystości rasy” tak wiele uwagi poświęcają kobietom, jest dostrzeżenie w przeciwniczkach feministek i lewicy potężnego elektoratu dla prawicowej polityki.

„Być może nie podoba ci się to, że kobiety mają prawo do głosowania, nie podoba ci się to, że ktokolwiek ma prawo do głosowania, ale tu chodzi o wygraną w długoterminowym zwycięstwie politycznym” – wyjaśnia szwedzki nacjonalista Marcus Follin w filmiku na YouTubie zatytułowanym The Woman Question i zacytowanym przez „New York Times”. Magazyn przywołuje jeszcze akcję zapoczątkowaną przez blogerkę przedstawiającą się jako „Wife With a Purpose”. Kobieta zyskała międzynarodową sławę nawoływaniem do brania udziału w tzw. white baby challenge. W ten sposób chciała zachęcić w dobie niżu demograficznego białe kobiety z krajów zachodnich do rodzenia większej liczby białych dzieci.

Mąż zawsze na pierwszym miejscu

Istotnym aspektem światopoglądu TradWives jest także uznanie wyższości mężczyzny nad kobietą. Do tego zachęca Alena Pettitt w tekście opublikowanym na swoim blogu i zatytułowanym Twój mąż powinien być zawsze na pierwszym miejscu!. „Kiedy nagrywałam wideo z BBC, zadano mi interesujące pytanie dotyczące tego, czy odkąd mam dzieci, to nie je powinnam stawiać na pierwszym miejscu. Otóż odpowiedź brzmi absolutnie NIE. Kocham moje dzieci do szaleństwa, jak każda matka (…), ale mój mąż jest na pierwszym miejscu i zawsze będzie” – napisała Brytyjka.

Na społeczną szkodliwość tego stanowiska zwraca uwagę Elżbieta Korolczuk: – Ideologia, którą wyznaje ta pani, opiera się nie na podziale ról i uznaniu ważności pracy w domu, ale na uznaniu kobiecej podległości i wyższości męża nad żoną. Innymi słowy, pan domu płaci żonie za to, że ma czysto, miło i jedzenie na stole, a pani domu nie tyle dokłada się swoją pracą do wspólnego szczęścia, ile jest uległa i stawia jego potrzeby na pierwszym miejscu. Pani życzę szczęścia, ale dziękuję, postoję – podsumowała socjolożka, podkreślając jednocześnie, że TradWives traktują feministki jak swoich wrogów.

Turbopatriotyzm proponuje powrót do wspaniałej przeszłości

Z wywiadu Pettitt dla BBC można się na przykład dowiedzieć, że nie tylko życie społeczne, ale i cała popkultura są podporządkowane politycznej poprawności utkanej z postulatów feminizmu. Opery mydlane, seriale takie jak Seks w wielkim mieście czy Gotowe na wszystko oraz filmy w stylu Diabeł ubiera się u Prady – zdaniem Aleny – przyzwyczaiły kobiety do myślenia, że muszą skupiać się tylko na pracy i seksualności, a jeśli nawet wybierają pracę w domu, zwykle zlecają ją swoim służącym, koncentrując się niemal wyłącznie na knuciu intryg oraz zdradzaniu swoich partnerów. Tymczasem kobiety takie jak Pettitt w jej ocenie są w wykluczonej mniejszości, która musi ukrywać się w podziemiu, a wsparcia szukać jedynie na internetowych forach.

Feminizm dla 99 procent [rozmowa z Nancy Fraser]

czytaj także

Wybierając życie TradWife, Pettitt wreszcie może być sobą i godzi się na los rebeliantki gotowej stawić opór uciskającemu kobiety feminizmowi. Tam jednak, gdzie TradWives piszą obrończyniom praw kobiet: „dzięki za spodnie, ale my inaczej patrzymy na świat”, tam feministki przypominają: „podziękujcie nie tylko za spodnie, ale też za konto w banku z własnym imieniem, prawa wyborcze i za to, że możecie zgłaszać pobicia i gwałty, których dokonują na was mężowie”.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Paulina Januszewska

| Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.