Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Gadi Eisenkot – nowy premier starych wojen

Koalicja z Netanjahu, rząd mniejszościowy czy kolejne wybory? Cokolwiek się wydarzy, w polityce zagranicznej Eisenkot nie będzie się znacząco różnił od poprzednika.

Celnie!
Płacz
Gniew

3

Benjamin Netanjahu walczył do końca. Zgodnie z zeszłotygodniowymi doniesieniami „The New York Times” próbował nawet zrealizować scenariusz, o którym od miesięcy mówili analitycy na całym świecie: wstrzymać wybory przy pomocy nowego ataku na Iran. Te plany udaremnić miał Eyal Zamir, szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela, nie zgadzając się na dyspozycję. Podejrzewać możemy, że nie zrobił tego ze względu na głęboką niechęć do wojny, ale raczej niepewność, w jakim kraju obudzi się już wkrótce – tym rządzonym przez starego premiera z niemal dziewiętnastoletnim stażem, czy może polityka nowej ery, Gadiego Eisenkota. Dziś decyzja Zamira wygląda jak konflikt tragiczny. Techniczna wygrana Eisenkota, który wraz ze sprzymierzonymi partiami zmuszony będzie do prawdziwej „gimnastyki sejmowej”, aby z powodzeniem stworzyć rząd, oznacza, że Netanjahu może wrócić na najwyższe szczeble władzy szybciej, niż się spodziewamy.

Eisenkot może stworzyć rząd z Netanjahu

Przed Eisenkotem kilka możliwości. Pierwsza to stworzenie klasycznego rządu większościowego w oparciu o posłów arabskich. Wydaje się jednak, że tę opcję można od razu wykluczyć. Nawet gdyby sam Eisenkot odżegnał się od własnych słów z czasu kampanii, że żadna z partii arabskich nie ma jego zdaniem zdolności koalicyjnej, na dogadywanie się z nimi nie pozwolą mu sprzymierzeni liderzy paktu „anty-Netanjahu”, z którymi wspólnie szedł po wyborczy sukces. Jeśli miałby zaprosić posłów arabskich do wspólnego stołu w parlamencie, to z kim jeszcze? Z byłym premierem Naftalim Bennettem, który kiedyś powiedział, że pokój z Arabami przyjdzie wraz z nowym sezonem Rodziny Soprano, czyli nigdy, zaś gazańskie dzieci nazywa terrorystami? A może z Awigdorem Liebermanem, skrajnym prawicowcem ubranym w szaty centrysty, który zasłynął m.in. stwierdzeniem, że lepiej byłoby wszystkich palestyńskich więźniów utopić w Morzu Martwym, a on sam jako (ówczesny) minister transportu może wziąć na siebie organizację takiego przedsięwzięcia?

Czytaj także Wybory do Knesetu. Czym jest izraelska lewica? Ida Zając

W tej sytuacji najlepszą opcją dla Eisenkota jest próba utworzenia rządu mniejszościowego, m.in. z niechętnym takiemu rozwiązaniu Liebermanem. To jednak niebywałe ryzyko – nawet jeśli uda się go powołać. Może bowiem nie wytrzymać próby czasu, mając nad sobą widmo rozpadu przy każdym potencjalnie kontrowersyjnym głosowaniu – od budżetu państwa po ustawę o poborze ultraortodoksyjnych izraelskich Żydów. Fiasko mniejszościowego rządu niechybnie oznaczałoby zaś przedterminowe wybory i właściwie pewną wygraną Likudu, a tym samym powrót Benjamina Netanjahu.

Na stole leży jeszcze jedna opcja, która choć dziś może być trudna do wyobrażenia, nie jest ani nierealna, ani nieracjonalna. To koalicja Gadiego Eisenkota z samym Netanjahu. O możliwości pojednania między dwoma głównymi konkurentami w izraelskich wyborach jako pierwszy informował „The Washington Post”, powołując się na anonimowe źródła bliskie Donaldowi Trumpowi. Prezydent Stanów Zjednoczonych ma być szczególnym fanem takiego rozwiązania. Choć w samym wyścigu oficjalnie opowiedział się za liderem Likudu, to jego doradcy dobrze wiedzą, że poparcie dla izraelskiej skrajnej prawicy w USA topnieje z każdym dniem i może mieć dla Trumpa bolesne konsekwencje.

Współpraca Netanjahu z nową, mniej obciążoną politycznie twarzą, jaką jest dla Amerykanów Gadi Eisenkot, byłaby więc idealnym materiałem do kapitalizacji wśród samego elektoratu republikanów – stronnicy neokonserwatystów pozostaliby przy poparciu dla Netanjahu, zmęczeni wojenną retoryką zwróciliby się ku Eisenkotowi. Jedyny ewentualny warunek to usunięcie z politycznego obrazka najbardziej kontrowersyjnych twarzy izraelskiego systemu – Becalela Smotricza i Itamara Ben-Gwira, szczególnie w momencie postępującej izolacji Izraela na arenie międzynarodowej za sprawą przemocy i rosnącej ekspansji osadników na okupowanym Zachodnim Brzegu.

Choć dwaj „frontrunnerzy” przez całą kampanię nie stronili od wzajemnych oskarżeń, to zdają się być zgodni co do pryncypiów, szczególnie na poziomie polityki zagranicznej. Jeśli udałoby się znaleźć winnych, których można byłoby obciążyć polityczną odpowiedzialnością za atak Hamasu z 7 października (miecz Damoklesa wiszący nad głową Benjamina Netanjahu) oraz rozwiązać problem afer korupcyjnych w sposób pomyślny dla wciąż urzędującego premiera, postulaty obu polityków nie są niemożliwe do pogodzenia – szczególnie w oczach izraelskiego elektoratu, który z roku na rok staje się wyłącznie bardziej prawicowy.

Eisenkota i Netanjahu różni retoryka i środki, które gotowi byliby przedsięwziąć, łączą za to cele i kierunki, z których wypatrują zagrożenia. Widać to doskonale na przykładzie Gazy – tam, gdzie Netanjahu mówi o Palestyńczykach i rozwiązaniu totalnym, tam Eisenkot mówi o Hamasie i rozwiązaniu strategicznym. Obaj są jednak zwolennikami działań militarnych jako ścieżki do celu, jakim jest objęcie całkowitej kontroli nad terytorium, oraz firmowanego przez Trumpa „planu pokojowego” z 2025 roku.

Różnica użytych środków przy zachowaniu tego samego celu widoczna jest także w przypadku okupowanego Zachodniego Brzegu. Rosnąca fala przemocy izraelskich osadników, którą obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach, to rezultat puszczania oka do wyborców przez Netanjahu. Premier wiedział bowiem doskonale, że w nielegalnych osadach głosuje się na jego koalicjantów, a im silniejszy był Ben-Gwir, tym większa szansa na powodzenie w październikowych wyborach. Eisenkot również wspiera niezgodne z prawem międzynarodowym osadnictwo, ale jest przeciwko aneksji całego Zachodniego Brzegu jako jego konsekwencji. Nie zgadza się również z projektem osady E1, czyli planem połączenia istniejących już izraelskich osad ze Wschodnią Jerozolimą, co skutecznie przecięłoby cały Zachodni Brzeg na pół.

Kluczowe jest jednak to, że obaj konsekwentnie stoją przeciwko rozwiązaniom wypracowanym w 1993 roku w Oslo, odrzucając scenariusz zakładający współistnienie Izraela i Palestyny jako państwa.

Czytaj także Izraelska lewica: za okupacją, a nawet przeciw Aleksander Kamkow

Iran, Liban i Syria: Eisenkot nie zerwie z polityką Netanjahu

Jedność widzimy również w ocenie źródeł zagrożenia. Tym podstawowym i uznawanym za śmiertelne jest dla obu kandydatów Iran. Ponownie różnią się jednak w ocenie środków, które miałyby to zmienić. Dla Netanjahu rozwiązaniem jest całkowita zagłada Islamskiej Republiki, która miałaby się dokonać poprzez ucięcie wszystkich głów hydry i uniemożliwienie dalszego działania systemu. Eisenkot uznaje ten plan za zwyczajnie nierealny, co nie oznacza, że jest przeciwnikiem wymierzonych w Iran działań militarnych per se.

Jego zdaniem obranie nierealnego celu skutkowało zbyt powierzchownym traktowaniem rzeczywistego źródła zagrożenia, czyli irańskiego programu rakietowego – tego, który dotychczas przyniósł Izraelowi najwięcej faktycznych szkód. Chwali jednak presję ekonomiczną Trumpa i strategiczne głodzenie Teheranu, proponując jeszcze jedno, nowe rozwiązanie: utworzenie specjalnej „strefy śmierci” okalającej irańskie kompleksy nuklearne. Stała obecność lotnicza Amerykanów miałaby być gwarantem powstrzymania rozwoju programu nuklearnego – wykrycie najmniejszego ruchu skutkowałoby natychmiastowym atakiem z powietrza.

Netanjahu i Eisenkota łączą również kwestie Syrii i Libanu, choć i tu istnieją między nimi pewne różnice. Ten drugi, weteran wojny z Libanem i piewca niesławnej doktryny Dahiji, która zakłada zrównanie z ziemią każdego centymetra powierzchni mogącej kiedykolwiek posłużyć Hezbollahowi, nie przyniesie sąsiadom żadnej znaczącej zmiany. Jego krytyka działań wojskowych prowadzonych na terenie Libanu nie była wymierzona w wojnę samą w sobie – Eisenkot uważa po prostu, że prowadzono ją źle. Prawdopodobnym wydaje się scenariusz, w którym chciałby wykorzystać nowe izraelskie zdobycze terytorialne i używać wycofania za rzekę Litani jako politycznej dźwigni w dalszych rozmowach o Hezbollahu z prezydentem Josephem Aounem. W praktyce oznacza to właściwie całkowitą inkorporację polityki Netanjahu do własnego projektu politycznego.

Czytaj także Nie, Izrael nie ma prawa do istnienia Wojtek Żubr Boliński

Niemal identycznie rysuje się przyszłość konfliktu terytorialnego z Syrią, zaatakowaną przez Izrael wkrótce po upadku Baszara al-Asada. Izraelczycy dokonali wówczas inwazji na tereny położone jeszcze dalej za okupowanymi przez nich Wzgórzami Golan, przejmując kontrolę nad syryjską Al-Kunajtirą. Nowa rzeczywistość mieszkańców Al-Kunajtiry – checkpointy na tymczasowo zamykanych drogach, codziennie przeszukiwania domów i ograniczanie dostępu do pól uprawnych – daje Izraelowi cenny argument w kontaktach z Damaszkiem. Na pewno nie zrezygnuje z niego nieufny wobec prezydenta asz-Szary Gadi Eisenkot, który zdaje się nie wierzyć w polityczną transformację byłego bojownika an-Nusry.

Asz-Szara jest zbyt słaby, aby mieć dziś własne zdanie i nieustannie meandrujący między potencjalnymi protektorami, więc nie zaryzykuje konfrontacji z Tel Awiwem. Niezależnie od tego, kto będzie rządził w Izraelu, będzie miał w ręku fantastyczne narzędzie do wymuszania demilitaryzacji południowej Syrii i decydujący głos w kwestii obecności Turków na terytorium tego kraju. A to właśnie Turcja w ostatnich latach wyrosła na nowy szwarccharakter izraelskiej polityki zagranicznej.

Bez względu na to, czy Eisenkot w najbliższych tygodniach podejmie współpracę z Netanjahu, w strategicznych punktach niemal na pewno pozostanie jego kontynuatorem. Wybory, które szumnie nazywano szansą na „nową epokę”, niekoniecznie niosą potencjał zmian dla izraelskich sąsiadów. Gadi Eisenkot nie jest bowiem nowym zakładnikiem starych wojen. Jest idealnym produktem systemu, który je stworzył.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x