Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Czy tylko prawica może zatrzymać prawicowy populizm?

Sukces Pétera Magyara na Węgrzech wzmacnia tezę, że prawicowy populizm pokonać tylko prawica. A to może przesuwać całą politykę jeszcze bardziej w prawo.

ObserwujObserwujesz
1
Celnie!

2

Upadek Viktora Orbána to dobra wiadomość dla Węgier, Europy i zachodniej demokracji. Ale zmiana nad Dunajem nie do końca oznacza, że liberalne, demokratyczne Węgry pokonały te nacjonalistyczne i reakcyjne. Wygrała partia jak na europejskie standardy mocno konserwatywna, sytuująca się – tak jak kiedyś Fidesz – na prawym skrzydle Europejskiej Partii Ludowej. Wynik wzmacnia zatem narrację: prawicowy populizm może zatrzymać tylko wyrazista centroprawica.

Węgry bez lewicy

Szukając analogii do Polski, można powiedzieć, że Fidesz przegrał z partią będącą połączeniem Polski Jest Najważniejszej z Polską 2050. Z ruchem łączącym rozczarowanych insiderów populistycznej prawicy, obiecujących centrową korektę jej rządów – tak jak zapomniany dziś PJN obiecywał ją w obliczu PiS na początku poprzedniej dekady – z liderami społeczeństwa obywatelskiego, którzy postanowili zmienić politykę od dawna budzącą ich niesmak – tak bowiem powstał ruch skupiony wokół Szymona Hołowni.

Poza TISZĄ i Fideszem w nowym parlamencie znajdzie się jeszcze tylko reprezentacja skrajnie prawicowego Ruchu Naszej Ojczyzny (MHM), którego przedstawiciele zasiadają w Parlamencie Europejskim w jednej frakcji z AfD i Rekonwistą! – francuską partią na prawo od Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen. Lewicowo-liberalna Koalicja Demokratyczna zdobyła zaledwie 1,15 proc. głosów i nie wprowadziła do parlamentu żadnego swojego przedstawiciela.

Orbánowi nie udało się, mimo niemałych wysiłków, zdusić węgierskiej demokracji w autorytarnym uścisku. Udało się mu jednak stworzyć kraj bez parlamentarnej lewicy. Lewicowy i liberalny elektorat, by odsunąć od władzy Orbána, zagłosował na centroprawicową TISZĘ.

Anty-Orbán czy Orbán 2.0?

Czytaj także Bangkok Europy. Orbán straszył zepsutą Unią, a stworzył coś znacznie gorszego Piotr Nowak

Péter Magyar pokonał Orbána nie dlatego, że zaprezentował konsekwentną liberalną alternatywę dla orbanizmu – o progresywnej czy lewicowej nie wspominając – ale dlatego, że obiecał Węgrom kontynuację centroprawicowej polityki bez charakterystycznych dla Fideszu wypaczeń. Bez oligarchicznych układów obrastających państwo, bez wysługiwania się Trumpowi i Putinowi, bez niepotrzebnych wojen z Unią Europejską, za które cenę płaci pozbawiona unijnych funduszy węgierska gospodarka.

Objeżdżając kraj wzdłuż wszerz, komitat po komitacie, Magyar skutecznie zaprezentował się niezaangażowanym w polityczną polaryzację Węgrom jako bardziej kompetentna alternatywa dla Fideszu w kwestiach takich jak zarządzanie gospodarką czy dostarczanie przez państwo usług publicznych.

Orbán przegrał, bo Węgrzy uznali, że Fidesz w ciągu czterech swoich kadencji tak się wygodnie usadowił u władzy, że przestał dbać o to, by wykonywać podstawowe zadania, jakich obywatele oczekują od rządzących.

Elektorat TISZY jest bardziej wielkomiejski, młodszy i bardziej liberalny niż ten Fideszu. To zapewne oznacza, że rząd Magyara w mniejszym stopniu wykorzystywać będzie instytucje kulturalne czy naukowe do propagowania narodowych i tradycjonalistycznych wartości. Nie będzie się też raczej angażował w kampanie strachu przeciw Sorosowi czy mniejszościom.

Jednocześnie Magyar świadomie trzymał się w kampanii daleko od wszystkich tematów, które mogłyby mu przykleić łatkę „progresywisty” – tak jak u nas Władysław Kosiniak-Kamysz. W kwestii migracji, także legalnej, Magyar zajmował stanowisko co najmniej równie przeciwne jak Orbán. Jako premier może nie będzie zakazywał parady równości w Budapeszcie, ale jak można spodziewać nie pójdzie też w jej szeregach.

Jak w swojej korespondencji z Budapesztu pisał prawicowy brytyjski dziennikarz Aris Roussinos: „Zwycięstwo Magyara w mniejszym stopniu wydaje się klęską europejskiej prawicy, co jej pokoleniową ewolucją, która – w wyjątkowych węgierskich okolicznościach – była w stanie zapędzić lewicę i liberów, siły będące dziś na Węgrzech polityczną nicością, pod jej zwycięskie skrzydła”. Inaczej mówiąc, wygrać mógł nie tyle anty-Orbán, co Orbán 2.0.

Główny nurt wzmacnia się na prawej nodze

Oczywiście, wszystko dziś wskazuje na to, że lepszy będzie Orbán 2.0 od oryginału. Zwłaszcza jeśli uda się rozmontować fideszowską oligarchię, przywrócić autonomię węgierskim uczelniom i instytucjom kultury. Wraz z rządem Magyara Węgry wrócą najpewniej do głównego nurtu integracji europejskiej i nie będą dłużej odgrywać roli konia trojańskiego Trumpa czy Putina.

Jednocześnie sukces Magyara wzmacnia prawą nogę głównego nurtu europejskiej polityki. Dostarcza argumentów wszystkim tym, którzy w dyskusji o tym, jak zatrzymać prawicowy populizm odpowiadają: tylko przy pomocy wyrazistej centroprawicowej oferty, będącej do zaakceptowania dla nieprogresywnego elektoratu i zdolnej w „cywilizowanej formie” przejąć część postulatów populistów – np. w obszarze migracji. Ta odpowiedź poza specyficznym kontekstem węgierskim nie musi jednak zadziałać, a może wręcz wytworzyć sprzyjającą dalekiej prawicy dynamikę polityczną.

Bardzo ciekawe jest, jakie wnioski z sukcesu Magyara wyciągnie Donald Tusk. Bo jest on argumentem na rzecz tego, by w przyszłych wyborach KO przesunęła się jeszcze bardziej na prawo, starając się przejąć i rozbroić część postulatów PiS i dalszych prawic. Jeśli zostawi to przestrzeń dla wzrostu dla lewicy i skończy się przyszłym rządem z jej udziałem, nie byłby to najgorszy scenariusz. Gorzej, jeśli to mocno przesunie całą scenę w prawo.

Czytaj także Lewica w Grupie Wyszehradzkiej: dlaczego Czesi nie mają swojego Razem?   Jakub Majmurek rozmawia z Rafałem Chwedorukiem

Swoją drogą, Polska ze swoją lewicą w rządzie staje się coraz bardziej wyjątkiem w regionie. W Czechach i na Węgrzech lewica zniknęła jako samodzielna siła zdolna walczyć o parlamentarną reprezentację. Na Słowacji SMER Fico, niegdyś jedna z najsilniejszych partii europejskiej socjaldemokracji w Grupie Wyszehradzkiej, właśnie przekształca się w część populistyczno-prawicowej międzynarodówki. Na razie na szczęście Polska jest daleka od takiego scenariusza – co warto pamiętać, słusznie krytykując niedostatki obu polskich lewic.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
Cruzer969
Cruzer969
2026-04-14 07:39

Węgry wzięły przykład z Polski 2023 r. i postawiły na prawicę proeuropejską, a nieantyunijną. W 2027 r. Polska weźmie przykład z Węgier i wybierze DOBRĄ prawicę, żeby ta ZŁA prawica nie wróciła 🙃