Niedobór leków to rzeczywistość pacjentów w całej Unii Europejskiej, ale w Polsce szczególnie. Według informacji po kontroli Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (ETO) z grudnia 2025 roku w okresie od stycznia 2022 do października 2024 w państwach UE zgłoszono krytyczne niedobory 136 leków, a najwyższy poziom niedoborów odnotowano w latach 2023 i 2024. W Polsce o ryzykach braku dostępności farmaceutyków informuje Ministerstwo Zdrowia. W obwieszczeniu z lipca 2026 roku na wykazie znalazło się aż 288 pozycji, przy czym część preparatów zajmowała kilka z nich, ponieważ gdy w Polsce brakuje jakiejś substancji, to po prostu ciężko ją zdobyć od każdego producenta, w każdej formie i w każdej dawce.
Spóźniona Europa
Tradycyjnie najwięcej pozycji w wykazie MZ zajmują preparaty stosowane na cukrzycę, na czele z semaglutydem, który stał się niezwykle popularny wśród osób dbających o sylwetkę, więc ludzie naprawdę chorzy często muszą obejść się, nomen omen, smakiem. Ryzyko niedoboru dotyczy jednak nawet zwyczajnej insuliny. Osoby z ADHD mogły się już dawno przyzwyczaić do trudności z zakupem metylofenidatu niezależnie od rodzaju uwalniania, dawki czy producenta – na wykazie znalazły się wszystkie dostępne w Polsce formy tej substancji. Pod tym względem i tak jest lepiej niż kilka lat temu, gdy realizacja całej recepty na MPH wiązała się z całodniową wyprawą autem. Niełatwo również zdobyć lewodopę z benserazydem, którą stosuje się przy chorobie Parkinsona. Osoby cierpiące na chorobę afektywną dwubiegunową muszą przygotować się na potencjalne problemy przy nabywaniu kwetiapiny.
Kwestia wystarczalności lekowej została zaniedbana w całej Unii Europejskiej. Do 2020 roku temat znajdował się poza obszarem głównego zainteresowania UE, chociaż Bruksela zwykle próbuje zajmować się niemal wszystkim, co wpadnie jej w oko. Pandemia przyniosła niewielkie otrzeźwienie, gdy lockdowny i przerwane łańcuchy dostaw wygenerowały deficyty nie tylko preparatów medycznych, ale też sprzętu i podstawowych akcesoriów. Rozpoczęły się intensywne dyskusje, w których używano modnych zwrotów, takich jak reshoring czy decoupling (od Chin), ale na raportach i panelach się skończyło. Dopiero w połowie 2026 roku, a więc ponad sześć lat od wybuchu pandemii, Parlament Europejski i Rada osiągnęły wstępne porozumienie w sprawie projektu aktu o lekach krytycznych. Jednak do jego ostatecznego przyjęcia i wdrożenia przez państwa członkowskie droga wciąż daleka.
Sam projekt unijnego aktu jest sensowny. Jego celem jest premiowanie farmaceutyków, które są w całości lub dużej części wytwarzane w Unii Europejskiej. Ułatwi składanie wspólnych zamówień przez państwa członkowskie, wprowadzi zasadę pierwszeństwa dla kryterium odporności (czyt. dostępności i stabilności dostaw) zamiast kryterium ceny, obejmie przepisami również leki stosowane przy chorobach rzadkich oraz substancje czynne (API). Poza tym wymusi na zamawiających leki dywersyfikację źródeł, jeśli jest to możliwe. Główną wadą projektu jest to, że… wciąż jest projektem właśnie, a nie zatwierdzonym rozporządzeniem.
Wybrakowane systemy
W związku z tą opieszałością i notorycznym występowaniem deficytu farmaceutyków EOT przeprowadził kontrolę, której wyniki przypominają zwyczajowe wystąpienia pokontrolne polskiej NIK – czyli całkiem dobrze nie działa nic. Przede wszystkim kontrolerzy stwierdzili, że dotychczas nie opracowano skutecznych ram dotyczących krytycznych niedoborów leków, a działania mające wyeliminować ich przyczyny są wciąż mało zaawansowane. Europejska Agencja Leków (EMA) dopiero w 2022 roku otrzymała uprawnienia, by móc wspierać państwa członkowskie w tym zakresie, chociaż domagano się tego od 2017 roku.
„EMA miała ograniczoną wiedzę na temat niedoborów leków, ponieważ powiadomienia przekazywane przez przedstawicieli branży farmaceutycznej były niekompletne, niemożliwe do porównania i za późno przesyłane. […] W celu poprawy sytuacji w 2024 r. utworzono europejską platformę monitorowania niedoborów. Na platformie brakuje jednak wielu funkcji, które pozwoliłyby w pełni wykorzystywać jej potencjał” – czytamy w raporcie EOT.
Trybunał krytycznie odniósł się także do zaproponowanych przez KE zmian legislacyjnych, które w maju wstępnie uzgodniły Rada z PE. „Na przykład nie przewidziano w nich mechanizmu zapewniającego terminowe powiadamianie o krytycznym niedoborze ani nie rozwiązano kwestii braku prawnie umocowanych narzędzi umożliwiających Agencji i grupie sterującej ds. niedoborów leków wywieranie wpływu na działania branży farmaceutycznej podczas występowania krytycznego niedoboru” – piszą kontrolerzy EOT.
Jak można się domyślać, w Polsce system jest równie ułomny. Według stanowiska Naczelnej Izby Aptekarskiej, które opublikowano w raporcie Bezpieczeństwo lekowe Polski z 2025 roku, zatory są powodowane między innymi przez wydłużoną procedurę zakupów leków refundowanych oraz niewielkie powierzchnie magazynowe, które uniemożliwiają planowanie dostaw nawet w średniej perspektywie czasowej, nie mówiąc o długiej. Aptekarze krytycznie odnieśli się również do sposobu informowania przez MZ o ryzykach braku dostępności, gdyż wymaga to wydania obwieszczenia, więc siłą rzeczy działa reaktywnie i często po fakcie. Tymczasem procedura raportowania jest zautomatyzowana, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by również informacje ze strony MZ były automatyczne i aktualizowane na bieżąco. Poza tym wciąż nie stworzono ram postępowania aptek w sytuacji poważnego kryzysu – czyli kolejnej pandemii albo nawet wojny.
W publikacji PAN Bezpieczeństwo lekowe jako element bezpieczeństwa zdrowotnego z 2025 roku autorzy wskazali inne luki w systemie. Producenci nie mają obowiązku informowania na bieżąco o przewidywanych zatorach lub braku farmaceutyków, natomiast zamawiający nie mają obowiązku dywersyfikacji źródeł dostaw. Brakuje mechanizmu eliminowania deficytów w czasie rzeczywistym, w reakcji na bieżące informacje, zapewniane przez system monitorowania stanów magazynowych. Poza tym naukowcy PAN, podobnie jak aptekarze, wskazali na brak procedur w czasie poważnych kryzysów.
Mapa zależności
Regularne niedobory farmaceutyków w UE są tym bardziej zaskakujące, że zasadniczo państwa członkowskie należą do czołowych producentów leków na świecie. Według danych Eurostatu w 2025 roku wyeksportowały produkty lecznicze o łącznej wartości 366 mld euro. W tym samym roku sprowadziły spoza UE preparaty i substancje API o wartości 146 mld euro, więc pod tym względem Europa notuje bardzo pokaźną nadwyżkę handlową w wysokości aż 220 mld euro. Czyste dane makroekonomiczne pokazują obraz wręcz sielankowy, a jednak zatory podażowe i braki produktów w aptekach zdarzają się stale.
To efekt kilku czynników. Przede wszystkim za znakomite wyniki eksportu odpowiada część państw Europy Zachodniej, które dominują nie tylko pod względem kontyngentu sprzedaży, ale też wysokości cen wytworzonych dóbr medycznych. Znacząca część państw pod względem handlu lekami jest pod kreską. W raporcie Krajowych Producentów Leków z 2026 roku Suwerenność lekowa Polski na tle krajów Unii Europejskiej Polska wraz z Czechami, Chorwacją, Grecją, Bułgarią, Litwą i Finlandią wpadły do grupy wykazującej „brak suwerenności lekowej”. W Estonii, Rumunii i Słowacji występuje wręcz „krytyczny brak suwerenności lekowej”. Jedynym krajem notującym niezależność w Europie Środkowo-Wschodniej są Węgry. Cała Europa Zachodnia jest natomiast suwerenna lub nawet notuje znaczącą nadwyżkę produkcji (m.in. Włochy i Dania). Polska produkcja zaspokaja mniej niż połowę zapotrzebowania na leki w kraju.
Unia Europejska jako całość specjalizuje się w wytwarzaniu niektórych aktywnych składników farmaceutycznych (API) oraz końcowej postaci leku. Za dostarczanie podstawowych substancji chemicznych, materiałów początkowych i pośrednich oraz API odpowiadają głównie Chiny oraz Indie. Te dwa kraje zapewniają sto procent dostaw do UE simwastatyny (regulowanie poziomu cholesterolu), 90 proc. wenlafaksyny (SNRI), diklofenaku (niesteroidowy lek przeciwzapalny) i lewetyracetamu (choroba Parkinsona). Odpowiadają również za 80 proc. unijnych źródeł dostaw antybiotyku piperacyliny, za 75 proc. metforminy (cukrzyca) i 70 proc. kwetiapiny (ChAD).
Tegoroczny raport Mapa zależności lekowej Centrum Strategii Rozwojowych pokazuje stopień zależności Polski od dostaw z Azji. Witamina C z Chin to niemal połowa polskiego importu, a witamina B jedna piąta. Jedna czwarta importowanych przez Polskę antybiotyków pochodzi z Państwa Środka. Indie i Chiny odpowiadają za ponad połowę importu alkaloidów do Polski. Ich udział jest również istotny w przypadku glikozydów oraz hormonów steroidowych. W przypadku leków gotowych Polska polega na dostawcach unijnych. Niemcy odpowiadają za niespełna jedną czwartą polskiego importu gotowych preparatów medycznych, Francja za jedną ósmą, a Holandia za niemal jedną dziesiątą.
Wrogie farmaceutyki
Istotnym problemem jest również konsolidacja dostawców leków generycznych spoza UE. Producenci z Chin, Indii oraz innych państw Azji zaczynają specjalizować się w poszczególnych farmaceutykach, a po znalezieniu sobie niszy stopniowo przejmują niemal cały popyt na dany preparat. Według wymienionego wyżej raportu Krajowych Producentów Leków niemal połowa leków generycznych importowanych do UE ma tylko jednego dostawcę, a kolejne 22 proc. zaledwie dwóch. Dwie trzecie wszystkich problemów z dostępnością farmaceutyków w Europie wynika z koncentracji produkcji poszczególnych substancji.
Suwerenność lekowa to temat niezwykle istotny także z punktu widzenia obrony narodowej i szerzej bezpieczeństwa zewnętrznego. W swoim tekście na łamach Krytyki Bezpieczeństwo lekowe to kwestia przetrwania. Potrzebujemy go tak samo jak schronów i rakiet Paweł Jędral przytacza dramatyczne dane z pierwszych miesięcy pełnoskalowej wojny w Ukrainie. „W zaledwie dwa miesiące, od 24 lutego do początku maja 2022 roku, z powodu braku dostępu do leków i opieki medycznej zmarło w Ukrainie ponad 3 tys. przewlekle chorych. […] Na początku 2026 roku WHO informowało, że nawet 8 na 10 Ukraińców nie ma dostępu do wszystkich potrzebnych leków” – czytamy. W pierwszej kolejności warunki wojenne znacząco ograniczają dostęp do leków, a następnie brak leków zmniejsza odporność społeczeństwa w czasie zmagań zbrojnych, co może ułatwić agresorowi „zmiękczenie” oporu i zmęczenie obywateli.
Łańcuchy dostaw farmaceutyków i substancji aktywnych można wykorzystać do wrogich działań nie tylko w czasie wojny, ale też pokoju. Uzależnienie od dostaw API z niepewnych i nie do końca zaufanych źródeł może ułatwić działania hybrydowe. Można sobie przecież wyobrazić, że współpracujące z Rosją Chiny drastycznie ograniczą dostawy substancji niezbędnych do leczenia chorób przewlekłych, tak jak próbowały to zrobić w przypadku metali ziem rzadkich. Takie wygenerowanie niedoboru farmaceutyków może doprowadzić do tysięcy zgonów bez kiwnięcia palcem. Setki miliardów złotych (słusznie) wydane na zbrojenia na niewiele się zdadzą, jeśli ludzie będą umierać nie od bomb, ale od chorób, które w normalnych warunkach można bez problemu wyleczyć.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!