Świat

Jak Biden może jednostronnie przywrócić multilateralizm

Fot. Gage Skidmore/flickr.com

Jako prezydent Joe Biden będzie mieć w ręku sporo narzędzi, by odbudować zaufanie sojuszników, które zrujnował Trump. Powinien zabrać się za to od pierwszego dnia.

NOWY JORK – Nowy rok przynosi zmiany. Pojawienie się bezpiecznych, skutecznych szczepionek na COVID-19 sprawia, że widać już światełko w pandemicznym tunelu (chociaż nadchodzące kilka miesięcy i tak będzie koszmarne). Co równie ważne, kłamliwy, niekompetentny i małostkowy prezydent Stanów Zjednoczonych zostanie zastąpiony przez polityka będącego jego dokładnym przeciwieństwem – człowieka przyzwoitego, uczciwego i profesjonalnego.

Nie miejmy jednak złudzeń, z czym prezydent elekt Joe Biden będzie musiał się zmierzyć po objęciu urzędu. Po prezydenturze Trumpa i pandemii, którą odchodząca administracja oglądała z założonymi rękami, w społeczeństwie pozostały głębokie blizny. Gospodarcze rany nie zabliźnią się z dnia na dzień, a bez szerokiego systemu wsparcia w okresie największych potrzeb – w tym wsparcia dla pozbawionych gotówki stanów i władz lokalnych – cierpieć jako kraj możemy jeszcze bardzo długo.

Tooze: Nasz kapitalizm świetnie poradzi sobie z kryzysem, zwykli Amerykanie gorzej

Wieloletni sojusznicy Ameryki oczywiście powitają z radością świat, w którym Stany Zjednoczone znów będą bronić demokracji i praw człowieka, a także współpracować z innymi państwami na arenie międzynarodowej w celu wspólnego rozwiązywania takich problemów jak pandemie czy zmiana klimatyczna. Ale głupotą byłoby udawać, że w wymiarze globalnym nie zaszła fundamentalna zmiana. Bądź co bądź Stany Zjednoczone dowiodły, że są sojusznikiem, któremu nie można wierzyć.

Co prawda, amerykańska konstytucja oraz ustawy zasadnicze poszczególnych 50 stanów ocalały i ochroniły demokrację przed najgorszymi zakusami Trumpa, jednak 74 miliony Amerykanów zagłosowało za kolejnymi czterema latami makabrycznie złego zarządzania krajem i to sprawia, że włosy powinny stawać nam dęba. Cóż zatem mogą przynieść kolejne wybory? Tym bardziej czemu inne kraje miałyby ufać państwu, które za cztery lata znów może wyrzec się wszystkich swoich wartości?

Świat – i same Stany Zjednoczone – potrzebują czegoś więcej niż transakcyjna dyplomacja Trumpa. Jedyną możliwość pójścia naprzód daje prawdziwy multilateralizm, w którym mit amerykańskiej wyjątkowości, a więc przekonanie, że USA są państwem niepodobnym do żadnego w historii ludzkości, zostanie faktycznie podporządkowany wspólnym interesom i wartościom. A także instytucjom międzynarodowym oraz takiej formie rządów prawa, w której także dla Stanów Zjednoczonych nie byłoby wyjątków. Tego rodzaju podejście oznaczałoby jednak dla USA niezwykle istotną zmianę polityki i przejście z pozycji hegemona do działania zbudowanego na partnerstwie.

COVID-19: i co dalej, gospodarko?

Nie byłaby to sytuacja bez precedensu. Po drugiej wojnie światowej Stany Zjednoczone zrozumiały, że oddanie pewnych wpływów organizacjom międzynarodowym takim jak Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy leży tak naprawdę w ich własnym interesie. Problem polega na tym, że Ameryka nie poszła za ciosem wystarczająco daleko. Chociaż John Maynard Keynes roztropnie wzywał do utworzenia globalnej waluty – idea ta znalazła potem swój wyraz w specjalnych prawach ciągnienia (Special Drawing Rights, SDR) Międzynarodowego Funduszu Walutowego – Stany Zjednoczone zażądały prawa weta w MFW i nie wyposażyły go w wystarczająco szerokie uprawnienia.

Możliwości Bidena po objęciu urzędu zależą w dużej mierze od wyniku wyborów do Senatu w Georgii [oba miejsca zdobyli Demokraci – przyp. tłum.]. Ale nawet bez poparcia w Senacie prezydent ma ogromny wpływ na kształt polityki zagranicznej. Biden od razu, nawet samodzielnie, może zrobić wiele rzeczy.

Dogrywka w Georgii oddała Kongres demokratom

Jednym z oczywistych priorytetów będzie postpandemiczna odbudowa gospodarki, która nie odbije się w ogóle, jeśli nie odbije się wszędzie naraz. Nie możemy liczyć na Chiny, że odegrają równie ważną rolę w pobudzaniu światowego popytu, co po kryzysie finansowym 2008 roku. Ponadto państwa rozwijające się oraz kraje z grupy rynków wschodzących nie mają środków, by zapewnić swoim gospodarkom tak potężnych pakietów stymulacyjnych jak te wprowadzone przez Stany Zjednoczone i Europę. Potrzebujemy zatem – jak wskazała dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Kristalina Georgiewa – bardzo dużej emisji SDR. Z dnia na dzień można wypuścić jakieś 500 miliardów dolarów w postaci tej globalnej „waluty”, ale pod warunkiem, że zgodę wyrazi amerykański sekretarz skarbu.

Administracja Trumpa blokowała dotąd emisję SDR, Biden natomiast może dać jej zielone światło, popierając jednocześnie zgłoszone już w Kongresie propozycje, by znacznie zwiększyć ilość wyemitowanych specjalnych praw ciągnienia. Stany Zjednoczone mogłyby później dołączyć do innych bogatych państw, które już zgodziły się przekazać lub pożyczyć swoją pulę SDR krajom będącym w największej potrzebie.

Administracja Bidena może też pomóc w przeforsowaniu inicjatywy restrukturyzacji zadłużenia państw. Kilka krajów rozwijających się oraz państw z grupy rynków wschodzących już stoi na krawędzi kryzysu zadłużenia, a wkrótce dołączą do nich kolejne. Teraz Ameryka ma interes w tym, by doprowadzić do ich restrukturyzacji.

Przez poprzednie cztery lata administracja Trumpa kwestionowała podstawowe prawdy naukowe, ale też drwiła z rządów prawa. Dlatego przywrócenie norm Oświecenia musi być jednym z priorytetów. Międzynarodowa praworządność jest bowiem nie mniej ważna od nauki dla powodzenia USA jako gracza w globalnej gospodarce.

Jeśli chodzi o handel, to Światowa Organizacja Handlu (WTO) stanowi podstawę, na której wciąż można wszystko odbudować. Na razie jednak system WTO zbyt mocno kształtowany jest pod wpływem polityki siły oraz ideologii neoliberalnej, ale to może się zmienić. Istnieje coraz szersze poparcie dla kandydatury Ngozi Okonjo-Iweali na stanowisko dyrektora generalnego. Nominacja tej wybitnej postaci, byłej minister finansów Nigerii oraz byłej wiceprezes Banku Światowego, była blokowana tylko przez administrację Trumpa.

Żaden system handlowy nie może funkcjonować bez mechanizmu rozstrzygania sporów. Odmawiając przyjęcia nominacji nowych sędziów rozstrzygających spory w WTO na miejsce tych odchodzących z powodu zakończenia kadencji, administracja Trumpa doprowadziła do braku kworum i sparaliżowania instytucji. Jednak mimo że Trump zrobił wszystko, co w jego mocy, by osłabić instytucje międzynarodowe i praworządność, to jednocześnie bezwiednie stworzył szansę poprawy amerykańskiej polityki handlowej.

7 tajemnic kapitalizmu, które obnażył 2020 rok

I tak, np. renegocjując warunki Północnoamerykańskiego Układu o Wolnym Handlu (NAFTA) z Meksykiem i Kanadą, pozbył się prawie wszystkich zapisów o inwestycjach, które należały do najbardziej szkodliwych elementów międzynarodowych relacji gospodarczych. A teraz nominowany przez Trumpa przedstawiciel USA ds. handlu Robert Lighthizer w ostatnich dniach na swym stanowisku wzywa do sankcji, które mają posłużyć „walce z dumpingiem” przeciwko krajom, które stwarzają swoim firmom przewagę konkurencyjną, ignorując światowe standardy ochrony środowiska. Biorąc pod uwagę, że podobną propozycję zawarłem w swojej książce z 2006 roku zatytułowanej Making Globalization Work, moim zdaniem pojawiła się wystarczająco duża przestrzeń dla nowego, dwupartyjnego kompromisu w sprawie handlu.

Większość wymienionych wyżej działań nie wymaga zgody Kongresu i można je przeprowadzić w ciągu pierwszych dni urzędowania Bidena. Dzięki temu zbliżylibyśmy się bardzo do ugruntowania zaangażowania Ameryki w multilateralizm i zostawilibyśmy daleko za sobą ostatnie cztery katastrofalne lata.

**
Copyright: Project Syndicate, 2021. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Joseph E. Stiglitz
Joseph E. Stiglitz
Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii
Ekonomista, laureat Nagrody Nobla z ekonomii w 2001. Profesor Columbia University. Był szefem Zespołu Doradców Ekonomicznych Prezydenta Stanów Zjednoczonych i głównym ekonomistą Banku Światowego.
Zamknij