Felieton

Popęda: Pieniądze Bloomberga na prezydenta!

Michael Bloomberg. Fot. Gage Skidmore/flickr.com CC BY-SA 2.0

Po serii sukcesów Berniego Sandersa i znaczącym zwycięstwie Joe Bidena w Południowej Karolinie mamy serię rezygnacji z wyścigu – Tom Steyer, Pete Buttigieg, Amy Klobuchar są out. Kto zostaje? Bernie, Biden, Warren. No i pieniądze Michaela Bloomberga. Kiedyś Bloomberg postanowił zapłacić, żeby zostać menadżerem Nowego Jorku. Dziś chce sobie kupić prezydenturę.

Za 61 miliardów dolarów można kupić dużo. Trzy kadencje jako burmistrz Nowego Jorku, mimo że zwyczajowo kadencje są dwie. Albo wejście smoka do demokratycznych prawyborów 2020, na które Michael Bloomberg już wydał 500 milionów dolarów, a wyda jeszcze więcej. Czy uda mu się kupić prawybory u demokratów?

20 wydarzeń, które zmieniły Amerykę od 2000 roku

Jeszcze rok temu siedemdziesięcioośmioletni Bloomberg, niegdyś gwiazda giełdy, obecnie właściciel medialnego imperium (Bloomberg LP) trzeźwo oceniał, że nie ma szans. Głównie dlatego, że nie zamierzał przepraszać za to, że „jest białym facetem po pięćdziesiątce”. Czyli za rasizm, mizoginię i przemoc policji, które charakteryzowały 12 lat jego rządów w Nowym Jorku. Do Partii Demokratycznej zawitał niedawno (2018) i tylko część jego poglądów odzwierciedla jej etos – zwłaszcza teraz, gdy partia skręca na lewo.

Do niedawna Bloomberg funkcjonował politycznie głównie jako skarbonka i wydawał się z tym OK. Dla przykładu: to Bloomberg finansuje amerykańskie zobowiązania w kwestii porozumień paryskich, pompując więcej pieniędzy w walkę ze zmianą klimatyczną niż ktokolwiek inny. Ale obejrzawszy parę wczesnych demokratycznych debat, uznał – jak mówi hasło jego agresywnej kampanii – że tylko Mike da radę.

Kampania ruszyła w końcu listopada 2019, co stanowi ciekawą i ryzykowną strategię – późne wejście z ominięciem kilku pierwszych prawyborów. Bloomberg po raz pierwszy pojawia się na kartach wyborczych w tzw. Super Wtorek, 3 marca, kiedy to 14 stanów (w tym populacyjne wielkoludy Kalifornia i Teksas) oddaje głosy w demokratycznych prawyborach. To 1 357 delegatów, lwia część tego, czego potrzebuje demokratyczny kandydat, żeby zgarnąć nominację.

Strategia jest ryzykowna, ponieważ pewna liczba delegatów została już rozdystrybuowana – głosy oddano w Iowa, New Hampshire i Południowej Karolinie. Na razie prowadzi Bernie – 60 delegatów, dalej Biden – 54. Delegaci zebrani przez Klobuchar i burmistrza Pete’a przejdą pewnie – po ich rezygnacji i z ich błogosławieństwem – na Bidena.

Ignorując wczesne debaty, Bloomberg skoncentrował się na mediach. Społecznościowych, jakżeby inaczej, zatrudniając najlepszych ekspertów od Instagrama, Snapchata i memów. Jego kampania zalała telewizję w całych Stanach Zjednoczonych, resztę zrobiły setki reklam na popularnych stronach internetowych, stawiające na obraz, poczucie humoru i ilość. Podobnie jak Biden, Bloomberg w reklamach pozuje na przyjaciela i spadkobiercę prezydenta Baracka Obamy, z którym się nie zgadzał i którego nie szanował jako polityka, jak powiedział naczelnemu „New Yorkera” Davidowi Remnickowi.  

Trudno się od Bloomberga w mediach opędzić, a najgorsze, że przynosi to wymierne efekty, które przeradzają się w raczkujące sondaże – 15%, nieodzowny próg, żeby wejść do prawyborów w każdym z poszczególnych stanów. Bloomberg kupił również, jak wyrzucają mu krytycy, poparcie sporej grupy amerykańskich burmistrzów, w tym burmistrzyni stolicy USA, Muriel Bowser. Warto jednak podkreślić, że wszyscy ci burmistrzowie ukończyli wcześniej sponsorowany przez niego program na Harvardzie.

Święta własność prywatna? W Nowym Jorku niekoniecznie [rozmowa]

Gdy w końcu Mike stanął do debaty, wypadł „jak jeleń na światłach” – jak to mówią Amerykanie. Wyszedł na elitarnego dupka, który łaskawie godzi się wziąć na siebie prezydenturę jako hobby. Przeprosinowe tournée po CNN, którego się tak obawiał, wypadło sztucznie i nieprzekonująco. Jak zauważyła Eleanor Randolph w wydanej na jesieni 2019 książce Wiele żyć Michaela Bloomberga, już ubiegając się o stanowisko burmistrza Nowego Jorku Bloomberg, dawał najgorsze polityczne przemowy, jakie nowojorczycy kiedykolwiek słyszeli. Zero charyzmy.

Natomiast trudno odmówić Bloombergowi determinacji, a jego biografia jest faktycznie niesamowita. W odróżnieniu od Trumpa – od którego jest dwadzieścia razy bogatszy – nie pochodzi z zamożnej rodziny. Co więcej, Bloomberg jest dumny ze swojego skromnego pochodzenia i żydowskich korzeni. Pierwsze pieniądze zrobił na Wall Street. W latach 60. i 70. pracował dla jednej z najgłośniejszych podówczas firm maklerskich Salomon Brothers. W tym sensie Bloomberg stanowi kwintesencję grzechów amerykańskiej giełdy – opowiadał się przeciw tak ważnym dla lewicy reformom, jak np. ustawa Dodda-Franka z 2010 roku, która znacznie ograniczała inwestycyjne swawole Wall Street.

Nikt nie patrzy na Wall Street

Po tym, jak zwolniono go z Salomon z odprawą w wysokości 10 milionów dolarów, założył swoją własną firmę. Wkrótce wypuścił na rynek produkt komputerowy – terminale Bloomberga – które wprowadziły monitoring giełdy na żywo i do dziś dominują na rynku.

Bloomberg LP to także imperium medialne, koncentrujące się przede wszystkim na wiadomościach ze świata finansów i biznesu. W tym miejscu warto wspomnieć o dwóch kwestiach. Po pierwsze, firma ma długoletnią historię problematycznych relacji z pracownikami, których odejście często kończyło się tzw. umowami poufności. Głównym i powtarzającym się zarzutem jest mizoginiczna kultura Bloomberg LP jako miejsca pracy oraz poczucie humoru samego Bloomberga, które niektórzy pracownicy odbierali jako obraźliwe. W obu demokratycznych debatach, w których dotychczas brał udział, Bloomberg był zmuszony zmierzyć się z krytyką swojej kontrkandydatki, senatorki ze stanu Massachusetts Elizabeth Warren, która apelowała, żeby Bloomberg zwolnił pracowników z klauzul poufności i pozwolił im mówić o swoim doświadczeniu.

Biografia Bloomberga jest faktycznie niesamowita.

Po latach sukcesów w sektorze prywatnym Bloomberg postawił sobie za zadanie zostać najlepszym menadżerem, jakiego miasto Nowy Jork kiedykolwiek miało. Na pierwszą kampanię wydał 70 milionów dolarów, na drugą turę – aż 100 milionów (według dziennikarki i ekspertki od Bloomberga Andrei Bernstein).

W 2008 wydał kolejne 100 milionów, żeby zostać burmistrzem po raz trzeci – bez precedensu i pod pretekstem, że idzie wielki globalny krach finansowy. Najbardziej kontrowersyjnym symbolem Nowego Jorku pod rządami Bloomberga było tzw. stop and frisk, zatrzymywanie i przeszukiwanie na ulicach miasta wymierzone w Afroamerykanów i Latynosów. Wielu z nich, często bardzo młodych ludzi, trafiło za kratki za trawę, chociaż celem akcji było zmniejszenie ilości broni na ulicach Nowego Jorku.

Za czasów Bloomberga w mieście wzrosła liczba

bezdomnych. Nowojorczycy nie potrafią mu również wybaczyć, że próbował zabrać im kolę w kubku XXL, próbując walczyć z otyłością w Ameryce. Zmusił najbiedniejszych ubiegających się o tzw. znaczki na żywność (food stamps) do robienia odcisków palców.

Już 8 milionów Amerykanów zbiera na leczenie w ramach crowdfundingu

Walczył z przemysłem tytoniowym jak lew, a z drugiej strony promował tzw. szkoły czarterowe – niezwykle kontrowersyjny temat na amerykańskiej lewicy – i zwalczał związki zawodowe. A także krytykował progresywny ruch Occupy Wall Street.

Bloomberg jest natomiast ceniony za filantropię. Ostatnio podarował 5 milionów dolarów Stacey Abrams na inicjatywę Fair Fight, pomagając rejestrować demokratycznych wyborców. Mimo mobilizacji i późnego startu w demokratycznych prawyborach Bloomberg może w każdej chwili się wycofać, przenosząc swoje głosy na rosnącego w siłę Bidena. W sondażach krajowych Bloomberg oscyluje w okolicach 15%, czyli jest na progu – Super Wtorek może być jednocześnie początkiem i końcem tej kampanii.


***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.