Świat

Czas podkręcić tempo zmian

Komisja ds. Środków Odurzających ONZ się zmienia, ale zbyt wolno. Wielu jej członków zatrzymało się na retoryce wojny z narkotykami. Skromne postępy wydają się niezwykłe tylko w porównaniu z fatalną przeszłością. Komentarz Kasi Malinowskiej-Sempruch.

Komisja ds. Środków Odurzających ONZ się zmienia, ale zbyt wolno. Wielu jej członków zatrzymało się na retoryce wojny z narkotykami.

Choć międzynarodowe ciała polityczne zajmujące się polityką narkotykową pozostają na stałych pozycjach, nareszcie do głosu dochodzą podejścia alternatywne. Po tegorocznym spotkaniu Komisji ds. Środków Odurzających ONZ (UN Commission on Narcotic Drugs, CND), które odbyło się w Wiedniu między 11 a 15 marca, widać pewien progres, choć skromne postępy wydają się niezwykłe tylko w porównaniu z fatalną przeszłością.

Pierwszy raz uczestniczyłam w obradach CND w 2003 roku. Wróciłam właśnie z Tajlandii, gdzie dochodziło do pozasądowych zabójstw popełnionych w imię rządowej walki z narkotykami. Organizacja Human Rights Watch napisała później: Rządowa akcja przeciwko narkotykom skutkowała niewyjaśnionymi morderstwami ponad 2 tysięcy ludzi, arbitralnymi aresztowaniami, wpisaniem na czarne listy paru tysięcy ludzi i oficjalnym poparciem najwyższych przedstawicieli rządu dla ekstremalnej przemocy.

Wydarzenia te jednak nigdy nie wywołały nawet najmniejszej reakcji ze strony CND. Nawet wówczas, gdy specjalna wysłanniczka Organizacji Narodów Zjednoczonych badająca pozasądowe i arbitralne egzekucje, Asma Jahangir, wyraziła wielkie zaniepokojenie tajlandzkimi doniesieniami, nie sprowokowało to jakiekolwiek debaty na spotkaniu CND  w Wiedniu. Obrady ograniczyły się do przechwałek tajlandzkiego rządu na temat ich walki z popytem i podażą niedozwolonych substancji.

Byłam wtedy zszokowana poziomem dyskusji. Na posiedzeniach generalnych ONZ do spraw AIDS nie spotkaliśmy się nigdy z takimi uprzedzeniami, a jednocześnie rewerencją w stosunku do reżimu.

Oświadczenia wygłaszane na spotkaniu CND przez państwowe delegacje obnażały w większości przerażający brak wiedzy na temat narkotyków i międzynarodowych standardów.

A co najgorsze – nie kwestionowano tych stwierdzeń. Kto niby miał śledzić stanowiska poszczególnych państw?

W 2003 roku uczestniczyłam w debacie na temat międzynarodowej kontroli narkotyków jeszcze w koleżeńskiej próżni. Brak alternatywnego podejścia i pogarda dla każdego poglądu nieprzystającego do obsesji na punkcie całkowitej abstynencji (nawet w przypadku substancji  zalecanych w leczeniu uzależnionych) były wyraźnie odczuwalne. Niektóre międzynarodowe ciała polityczne głosiły miażdżącą krytykę punktów iniekcyjnych (gdzie można bezpiecznie zażywać narkotyki) i metadonu, obecnie niezbędnego leku według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Dziesięć lat później, gdy wiele rządów wciąż ściśle przestrzega starej, ośmieszonej polityki „zero tolerancji”, jednomyślne dotąd stanowiska się zmieniają. Coraz więcej rządów wypisuje się z tej paczki i wyraża zaniepokojenie nieefektywnym systemem kontroli narkotykowej. Dalekowzroczni rządzący sprzeciwiają się obecnej polityce i i żądają podliczenia jej kosztów. Także organizacje obywatelskie walczą, by przebić się ze swoim głosem w tym pasywnym i tkwiącym w marazie  środowisku.

Kiedy w 2003 roku Open Society Foundations zorganizowały swoje pierwsze wydarzenie towarzyszące  spotkaniu CND, nie było niemal żadnego poparcia dla alternatywnej polityki ani nawet głosów krytycznych wobec oczywistych niepowodzeń aktualnego podejścia. Teraz widzimy dziesiątki organizacji reprezentujących różnorodne stanowiska.

Reformatorskie organizacje pozarządowe przejmują aktywną rolę i mimo że nie są mile widziane przez wszystkie oficjalne delegacje, niektóre państwa są zainteresowane włączaniem ich w proces tworzenia międzynarodowej polityki. W 2003 roku obrady rządów były spowite tajemnicą. Nietransparentność czyniła je sekretnymi, nawet jeśli nie miały być takie z założenia. Obecnie przedstawiciele inicjatyw obywatelskich tweetują na żywo podczas dyskusji panelowych, a internetowy dziennik CND Blog przez cały tydzień na bieżąco uaktualnia informacje o stanowiskach konkretnych państw.

Przygnębiające jest to, że ten proces nadal jest daleki od ideału.

Komisja ds. Środków Odurzających to ostatnia pełna uwielbienia dla siebie część starej ONZ. Wydaje się, że wielu jej członków zatrzymało się na retoryce wojny z narkotykami rodem z 1999 roku. Polityka Komisji pozostaje zbyt odrealniona, a tempo zmian nie odpowiada ich pilności. Na pewno jest zbyt powolne dla milionów więźniów, setek zatrzymanych i wielu milionów cierpiących z powodu problemów zdrowotnych, którym zdecydowanie można było zapobiec. Nie dość, że CND w swojej ociążałości nie nadąża za rzeczywistością, to  istnieje ryzyko, że intencjonalnie będzie dążyć do spowolnienia zmian w międzynarodowej polityce narkotykowej.

A zmiany się dokonują. Wprowadzane są alternatywne modele, przywódcy domagają się międzynarodowej debaty.

W tym roku Organizacja Państw Amerykańskich uczyni z polityki narkotykowej kluczowy element swojego generalnego zgromadzenia. Podobnie Specjalna Sesja Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 2016 roku poświęcona będzie narkotykom. Będzie to pierwszy, taką mamy nadzieję, krok w kierunku nowej międzynarodowej polityki narkotykowej.

Choć stanowiska poszczególnych aktorów tego procesu są dość jasno określone, CND ma do odegrania pewną rolę. Dlatego bardzo niepokojące jest, że tak ważne ciało aż tak nie przystaje do rzeczywistości, kiedy jest najbardziej potrzebne.

Jeśli CND nie nadąży za zmianami, to w 2016 roku będziemy świadkami debaty w ramach instytucji tkwiącej wciąż w latach 90. poprzedniego stulecia.


Tekst ukazał się na Huffington Post . Tytuł pochodzi od redakcji.

Tłum. Magda Bigda.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij