Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

O substancjalnej mocy bogactwa

Z jednej strony śmichy-chichy, rozkosze dekadencji, ale z drugiej smutek schyłkowej epoki i jej okrucieństwo, no i Ojczyzna ukochana nie do uratowania. Co byście odpowiedzieli na pytanie: „gdzie, chamie, schowałeś brylant?”, gdyby właśnie obdzierano was żywcem ze skóry? No właśnie!

ObserwujObserwujesz
Walka

Michał Witkowski, Substancja, Znak Litera Nova, 2026

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, amen!

Podejmując się opisać wypadki, które miały miejsce na południowo-wschodnich rubieżach naszej biednej Ojczyzny w roku Pańskim tysiąc siedemset siedemdziesiątym, odczuwam niepokój. Czym bowiem jest pisanie, jeśli nie stawianiem się w pozycji Stwórcy, przynajmniej dla opisywanego świata, czy taka uzurpacja nie jest grzechem pychy?

Centrum owych wypadków stanowi magnacki pałac Potockich w Krystynopolu, należący do Franciszka Salezego i jego żony okrutnej Anny. Są też dzieci, córki, kilka właśnie na wydaniu, oraz nierozgarnięty, powiedzmy otwarcie: prawie debilny, syn – Szczęsny Potocki i jego nieszczęsny romans z Gertrudą z Komorowskich. Kto nie jest znawcą historii, albo wręcz jest w tej dziedzinie ignorantką, jak ja, przebłysk rozpoznania pojawi się dopiero przy Szczęsnym. To ten zły, zdrajca, Targowica, pierwszy rozbiór naszej biednej Ojczyzny.

Czytaj także Spedalić SS, spedalić kapitalizm… [nowy Witkowski] Kinga Dunin

Powieść opowiada tylko o wydarzeniach jednego roku, kiedy miał on lat osiemnaście. Sprawdziłam potem, jakie były dalsze jego losy – Targowica, to już wiemy, sługus Rosji. Poza tym był chyba najbardziej utytułowanym debilem – a może tylko dyslektykiem? – w historii Polski. Miał trzy żony, dwanaścioro dzieci, większość nie jego. Rozumiem, że sequelu nie będzie, ale mógłby mu autor poświęcić jeszcze kilka stron, może ze stratą dla kompozycji utworu, za to ku zabawie i pouczeniu.

Nie poświęcił też zbyt wiele miejsca rzezi Humania, koliszczyźnie, krwawemu powstaniu chłopskiemu na Ukrainie, ważnemu dla polskiego romantyzmu (Słowacki, Goszczyński) oraz ukraińskiego patriotyzmu (Hajdamacy Tarasa Szewczenki). Ale to tylko zupełnie nieprzydatna dygresja, bo ważny jest tylko, i to post mortem, przywódca koliszczyzny Iwan Gonta, który w Humaniu zrabował Potockim wielki brylant, Smocze Oko. Co byście odpowiedzieli na pytanie: „gdzie, chamie, schowałeś brylant?”, gdyby właśnie obdzierano was żywcem ze skóry? No właśnie!

Czytaj także Drama queen i epicki konfabulant Kinga Dunin

Wilcy wyją, księżyc świeci

Stwórca powieści może stworzyć i Smocze Oko, ale jest to – między innymi – także powieść historyczna. Byłam zdziwiona, czytając na zakończenie spis postaci, ile z nich nie jest postaciami fikcyjnymi, choć byłam przekonana, że są. Chociaż oczywiście autor musiał wyposażyć je w substancję, wedle swego upodobania i fantazji. Stworzył też narratorkę-gawędziarkę, która jest trochę z tamtych czasów, a trochę współczesna i zabawia inne damy tą opowieścią, pomijając co bardziej drastyczny szczegóły. Jest ona jednak tylko zabiegiem retorycznym, bo ostatecznie jest to opowieść Stwórcy wszechwiedzącego, choć może to gawędziarce zawdzięczamy różne powtórzenia, jak to w ustnym przekazie. Albo w tym świecie rzeczy lubią się powtarzać i to jest zabawne. Jadający na francuską modłę mieszkańcy pałacu spożywają na obiad „jeden szparag, pół jajeczka przepiórczego, parę kropli sosu, ostryga”, a trzydzieści rozdziałów dalej „jajeczko przepiórcze, szparag, krewetka i parę kropli sosu”, czyli jednak kucharz trochę zmienił menu.

Od początku towarzyszy nam teatralizacja tego świata – kwestie bohaterów podawane są tak, jakbyśmy czytali dramat, zaś pod koniec życie dworu staje się prawie dosłownie teatralnym odgrywaniem form i konwenansów, z których sztuczności wszyscy aktorzy tego spektaklu zdają sobie sprawę. Nie przepadam za archaizacjami językowymi, ale tutaj to głównie udana gra konstrukcją zdania i słownictwem (w razie czego przypis wyjaśni). Mogłabym podpowiedzieć autorowi jedno słowo – czy zamiast „specjalny piecyk do ogrzewania pościeli” nie lepiej powiedzieć: szkandela? W każdym razie ostrzeżenie przed brzydką pogodą, „aury wrogość okrutna dziś”, chyba sobie zapamiętam. Poza tym przecież wiemy, że język jędrny, fraza transatlantykowo-gombrowiczowska i ironia należą do znanej nam dykcji pisarza Witkowskiego.

Olbrzymie dobra Potockich to właściwie udzielne królestwo, a dwór zaludniają setki osób, służba, prywatna armia, nadworny medyk i nadworny poeta, drobni szlachcice – pieczeniarze przyssani do pieniędzy patrona, kucharze, fryzjerzy, oficjaliści i totumfaccy, zbiry do zadań specjalnych… Francuska moda – krynoliny, wymyślne peruki i fraczki, a obok podgolone łby, kontusze i pasy słuckie. Ciężki barok zderzony z lekkością rokoka. Ostentacyjny katolicyzm i libertariańskie nowinki. Przepych, dworskie intrygi, plotki i tajemnice. Ukryte komnaty, skrytobójcze zamachy, bale i nuda. Rozmowy o ratowaniu biednej Ojczyzny i o posagach, koligacjach i majątkach. Śmierć w różnych odsłonach, pokraczne portrety trumienne, okrucieństwa i wywlekane dosłownie bebechy. Wszystkie konie są tu kare i spienione, błędne ogniki nad mokradłami, a wiedźma warzy swoje napary, lubczyki i trucizny. Wilcy wyją, księżyc świeci. Jak pada to leje, jak śnieg to zasypie wszystko, zawieje. A jeśli czegoś lub kogoś nie wymieniłam, to też w tej powieści znajdziecie, nawet cioty i lujów, choć nieszczęsne podziały klasowe czynią ich spotkanie prawie niewykonalnym.

Królowa polskiego kampu napisała powieść znakomitą

Wszystko to w literackim nadmiarze i rozgadaniu, jednym słowem – kamp: zabawa kiczem, teatralność, sztuczność form, ciała poukrywane pod wymyślnymi strojami. Jeśli skusił was kiedyś serial o Bridgertonach, a jednak trochę nudziły perypetie miłosne, ale czekaliście, żeby zobaczyć królową Charlottę i jej dwór, to jest właśnie to. Tylko dużo okrutniejsze, bo jednak z jednej strony śmichy-chichy, rozkosze dekadencji, ale z drugiej smutek schyłkowej epoki i jej okrucieństwo, no i Ojczyzna ukochana nie do uratowania.

Ale czy to wszystko – mody, formy, patriotyzm, zdrada, szczęście albo cierpienie – ma jakieś znaczenie? Może to tylko przygodne igraszki, zawsze można je zdekonstruować, istnieje jednak prawdziwa Substancja, istota rzeczy, fundament bytu – to bogactwo materialne. Zbiedniała szlachta, jak Komorowscy, rodzice Gertrudy, nie posiadają już substancji, Potoccy, bez względu na to, co zrobią i kim są, mają substancję. To kategoria bardziej ontologiczna niż ekonomiczna. I dość cyniczna prawda o świecie, więc potraktujmy ją ironicznie.

Czytaj także Witkowski – ścianka, szminka, szynka, śmierć Jakub Zgierski

Witkowski jest niezaprzeczalnie królową campu literatury polskiej, również w swoim życiowym performansie. Może kryje się pod tym smutek i mądrość Stańczyka, ale żywioł zabawy, przynajmniej w tej powieści, przeważył. Substancja jest po prostu kapitalną książką. Może także dlatego, że ta epoka, o czym autor pisze w posłowiu, rzeczywiście pasuje mu jak ulał. I przypomina nam, do czego służy „przegięcie”. Nie tylko, żeby épater le bourgeois, zresztą już dawno straciło to posmaku skandalu, lecz żeby dostrzec śmieszność performansów niezamierzonych – przebranych w średniowieczne stroje duchownych, prężących się nadętych generałów, prawdziwych patriotów i mizdrzących się do nas polityków.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x