Historia

Nie tylko o żydowskich kolekcjonerach

Nieprzypadkowo proces przywracania obecności Żydów w polskiej kulturze ominął szerokim łukiem krajowe zbiory muzealne.

Dzisiejsza historia pamięci jest historią Polski osadzonej w już oswojonej jednoetniczności. Żydzi pojawiają się tylko w języku polityki, to byt zewnętrzny. W żywej pamięci już nie występują. Z wewnątrz nikt nie puka. napisała Irena Grudzińska-Gross w rozwinięciu swojej wcześniejszej polemiki z książką Marcina Napiórkowskiego Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944–2014.

Jest jednak jeden obszar, który w paradoksalny sposób potwierdza tę tezę i jej zaprzecza: to tzw. mienie pożydowskie, czyli prawem kaduka spolonizowana (żeby nie powiedzieć: „zaryzowana”) własność żydowska.

Ostatnim tego dowodem jest opublikowany niedawno projekt prawicowego Instytutu Sobieskiego na cudowne rozmnożenie budżetu. Miałoby ono nastąpić w efekcie przejęcia przez państwo wszystkich roszczeń do „pożydowskich” nieruchomości. Według IS ten skok na żydowskie ostańce wzbogaciłby majątek narodowy o 100–150 miliardów złotych.

O żywotności tego syndromu świadczyły wcześniej zniewagi pod adresem książek Jana Grossa i Grudzińskiej-Gross albo Anny Bikont; gorzkie doświadczenia potomków polskich Żydów odwiedzających miejsca, skąd pochodziły ich rodziny, i niezmienne stanowisko polskich władz i większości mediów wobec oczekiwań formułowanych przez żydowskie organizacje restytucyjne. W rozgorzałej debacie reprywatyzacyjnej erupcja tej złej pamięci wydaje się w niedługim czasie nieunikniona, nie mówiąc o antysemityzmie, który się nią nakręca.

W tym kompleksie spraw za symptomatyczny, choć nietypowy przykład może posłużyć niedawna wystawa w warszawskim Muzeum Narodowym (19 listopada 2015–6 marca 2016) poświęcona jednemu z największych jego darczyńców – Bronisławowi Krystallowi (1887–1983). Ten znany przed wojną kolekcjoner już przed 1939 rokiem ofiarował muzeum w darze niemałą liczbę dzieł. Dzięki pomocy dyrektora MNW Stanisława Lorentza gros prywatnych zbiorów Krystalla przetrwało okupację w magazynach muzeum jako zakonspirowany depozyt, zaś ich właściciel po ucieczce z getta przeżył po aryjskiej stronie. W latach powojennych kolekcja pozostała w muzealnym depozycie, przy czym MNW czasami nabywało od jej właściciela pozbawionego innych źródeł dochodu wybrane obiekty, zaś skromniejsze nadal otrzymywało od niego w darze. Po śmierci kolekcjonera jako jego wyłączny spadkobierca weszło w posiadanie ciągle dużego jeszcze depozytu należących do niego dzieł sztuki. Niemniej dopiero trzydzieści lat później zdecydowało się zorganizować wystawę poświęconą swemu dobroczyńcy i wydać towarzyszący jej – rzeczywiście pomnikowy – katalog. Rzecz w tym, że zasadniczym bodźcem dla tego upamiętnienia nie były merytoryczne zasługi Krystalla, lecz odzyskanie przez MNW w 2014 roku w wyniku reprywatyzacji zapisanej mu przez niego cennej nieruchomości w Alejach Jerozolimskich.

Słowem, Krystall wart był wydobycia z zapomnienia, bo nie tylko szczęśliwie przeżył Holocaust, a jego kolekcja przetrwała w MNW ale – samotny – przekazał dobrowolnie muzeum cały majątek z prawami do dochodowej kamienicy na czele.

Kolekcjonerów podobnej klasy, tudzież ludzi otaczających się dziełami sztuki i cennymi przedmiotami było wśród wielotysięcznej warstwy żydowskiej plutokracji i inteligencji wielu. Niemało z nich szczyciło się posiadaniem płócien takich malarzy polskich jak Jan Matejko, bracia Aleksander i Maksymilian Gierymscy, Stanisław Lentz, Jacek Malczewski, Julian Fałat i inni, obok prac artystów żydowskich – począwszy od Maurycego Gottlieba, a skończywszy na Abrahamie Neumannie czy Mojżeszu Kislingu. W większości właściciele tych zbiorów zginęli w Zagładzie, a ich nazwiska i zasługi dla kultury i sztuki zapadły w otchłań niepamięci. Część z osieroconych przez nich dzieł zniszczała w czasie wojny, część wywieźli Niemcy, ale całkiem sporo trafiło różnymi drogami w okresie okupacji i po wyzwoleniu w polskie ręce, z czego znacząca liczba wylądowała ostatecznie w krajowych zbiorach publicznych. Ich pochodzenie często zatarto już w czasie wojny, a w pierwszych latach po jej zakończeniu prace te jako „bezpańskie” włączono nieledwie automatycznie do narodowego patrimonium, podobnie zresztą jak te zniszczone czy wywiezione zaliczono ryczałtem do łącznych strat poniesionych przez państwo polskie. Obiekty wypływające w latach późniejszych muzea nabywały, praktycznie nie dochodząc – nawet w przypadku dzieł wybitnych i z udokumentowaną przedwojenną proweniencją – ich losów od 1939 roku. W końcu i tak nie miało to znaczenia dla publicznego władztwa narodowego dziedzictwa.

Toteż nieprzypadkowo obserwowany od kilkunastu lat nieśmiały proces przywracania czy też re/aktywacji obecności Żydów w polskiej historii i kulturze ominął szerokim łukiem krajowe zbiory muzealne, choć tematyka własnościowa dała się im w tym okresie nieraz we znaki, doprowadzając m.in. do zwrotu wielu muzealiów zarekwirowanych rodzinom ziemiańskim w ramach reformy rolnej. Tymczasem na temat dzieł w swoich zbiorach, które do wybuchu wojny prawdopodobnie stanowiły własność żydowską, muzea zgodnie milczą. Dzieje się to za przykładem i z polecenia MKiDN, które od lat uchyla się od nakazania im stosownych badań proweniencyjnych, do czego notabene Polska zobowiązała się na forum międzynarodowym w 1998 i ponownie w 2009 roku. Jest to tym bardziej uderzające, że jednym z trwałych priorytetów MKiDN jest prowadzona ciągle dokumentacja strat poniesionych podczas okupacji przez kulturę polską, tudzież aktywne zabiegi zagranicą na rzecz restytucji wywiezionych wówczas dzieł, odwołujące się nierzadko do litery owych międzynarodowych zobowiązań.

Ta kunktatorska postawa MKiDN (a i MSZ) współgrała ze starannie koncesjonowaną i, rzec by można, „obrotową” polityką historyczną poprzednich rządów w zakresie „dopuszczenia” Żydów do polskiej monolitycznej etnicznie i wyznaniowo narracji. Byliśmy świadkami zielonego światła dla Muzeum Historii Żydów Polskich, ale cenzurowania jego wystawy stałej; uznania prawdy o Jedwabnem, ale równoważonej kultem Sprawiedliwych; rocznicowych obchodów powstania w getcie z udziałem Muzeum Powstania Warszawskiego, ale vice versa już nie.

Dla obecnego obozu rządzącego nawet ta nieśmiała i połowiczna polityka poprzedników jest zagrożeniem dla katolickiego narodu prawdziwych Polaków, którego odnowę głosi.

Tym większego trzeba zaangażowania w ledwie i z tyloma ograniczeniami rozpoczęty proces kruszenia chorobliwego monolitu polskiej pamięci. To dzisiaj jedno z zadań stojących przed różnymi instytucjami kultury, a dla Muzeum Historii Żydów Polskich Polin obowiązek, przed którym nie zwalnia go obsługa wystawy stałej i którego bynajmniej nie wyczerpuje realizowany program wykładów i dyskusji.

Zostając przy bliskim mi przykładzie żydowskich kolekcjonerów i ich przedwojennych zbiorów: jeśli nie zacznie się przywracać cyklami wystaw i publikacji sylwetek i nazwisk tych ludzi, jeśli nie wydobędzie się z niepamięci ich zasług dla polskiej kultury i sztuki, jeśli nie pokaże się, ile w dzisiejszych zbiorach publicznych znajduje się dzieł polskich mistrzów XIX i początków XX wieku, które zdobiły reprezentacyjne wnętrza i mieszkania żydowskich fabrykantów i finansistów, kupców, antykwariuszy i uczonych, lekarzy, adwokatów, muzyków, pisarzy i wydawców – polska pamięć będzie nadal kaleka, pasożytując bezkarnie na ignorancji. A podobnych tematów jest multum.

Zdaję sobie sprawę, że to program obliczony na długi, uporczywy marsz. I że dziś potrzebne są działania śmielsze, wystawy mierzące się na przykładach historycznych i współczesnych z rosnącymi w siłę – nie tylko w naszym kraju – nacjonalizmem, ksenofobią… Choć wolno by od publicznych instytucji kultury takich działań oczekiwać, to nie można ich niestety od nich wymagać. Między muzeum krytycznym a marazmem programowym i strategią przetrwania rozciąga się jednak szeroki obszar działań podważających skamieliny i patologie naszej narodowej pamięci.

Nawojka Cieślińska-Lobkowiczhistoryczka sztuki, kuratorka wystaw, badaczka proweniencji judaików i rozproszonych kolekcji żydowskich; mieszka w Warszawie i Monachium.

POWSTANIE-UMARLYCH-HISTORIA-POWSTANIE-WARSZAWSKIE-Marcin-Napiorkowski

**Dziennik Opinii nr 282/2016 (1482)

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco