Historia

Czy wolno napisać książkę, która nie jest o Żydach? [polemika]

Autor „Powstania umarłych” odpowiada Irenie Grudzińskiej-Gross

Nie na każdą polemikę należy odpowiadać. Czasem autor powinien po prostu ucieszyć się, że autorytet w jego dziedzinie znalazł czas, żeby przeczytać i skomentować książkę.

Tak właśnie odebrałem głos profesor Ireny Grudzińskiej-Gross. Jej dyskusja z moim Powstaniem umarłych opiera się na życzliwej wobec mnie i naprawdę uważnej lekturze książki, za co jestem bardzo wdzięczny. Nie ma też formy ataku, lecz raczej pytania i to chyba nawet nie skierowanego bezpośrednio do mnie.

Nie czuję się wywołany do tablicy i pewnie poprzestałbym na podziękowaniu za uważną lekturę, gdyby nie to, że pytanie, które stawia Irena Grudzińska-Gross, powracało często w trakcie pracy nad książką. Czasem zadawałem je sobie sam, nierzadko też padało ze strony życzliwych mi koleżanek i kolegów.

Czy można w roku 2016 napisać książkę o Warszawie i pamięci, która nie byłaby książką o Żydach?

Nie każde milczenie jest nieobecnością

Irena Grudzińska-Gross dziwi się, że „jest możliwe napisanie w roku 2016 ponad 430-stronicowej książki o pamięci o wojennej Warszawie bez obecności Żydów”. Sprawa nie jest taka prosta!

Problematyka żydowska pojawia się i w bibliografii, i w głównym tekście Powstania umarłych. Wspominam i o manipulacjach komunistycznej propagandy w tym zakresie, i o konfliktach pamięci po roku 1989. Cytuję prace Elżbiety Janickiej, Marci Shore czy Renaty Kobylarz, które na wyczerpującym materiale pokazują mechanizmy pamięciowej rywalizacji między powstaniami i „konkurencji ofiar”. Przywoływany przez Grudzińską-Gross esej Jana Błońskiego określam wprost mianem punktu zwrotnego w polskim dyskursie pamięci. Nie jest więc tak, że wątki żydowskie są w mojej książce przemilczane, że Żydzi są w niej – jak sugeruje Grudzińska-Gross – nieobecni.

Zarazem rozumiem postawiony zarzut. Zagadnienie nieopłakanych ofiar żydowskich zostało w Powstaniu umarłych sprowadzone do roli tła, potraktowane zaledwie jako jeden z wielu kontekstów. Piszę o tym wprost: „Każdy z powracających do stolicy w początkach roku stracił kogoś w trakcie wojny: sąsiada, przyjaciela, członka rodziny, towarzysza broni. Wbrew późniejszym politycznym zawłaszczeniom strata miała charakter jednoczący i egalitarny. Oczywiście przy bliższym oglądzie okazałoby się, że pamięć żałobników była zwrócona w różnych kierunkach. Jedni przeżywali śmierć bliskich poległych we wrześniu 1939 roku; drudzy – sąsiadów zamordowanych podczas likwidacji getta; wspomnienia innych – z różnych powodów – sięgały jedynie roku 1944. Ta wielokierunkowość pamięci jest jednak tematem na oddzielną opowieść. Tu przyjrzyjmy się traumie powrotu do martwego miasta przede wszystkim przez pryzmat pamięci o ofiarach powstania, ponieważ to wokół niej będzie się rozgrywać polityczny konflikt, o którym opowiadają kolejne rozdziały” (s. 41).

Warto znać swoje miejsce

Powstanie umarłych, mimo swojej objętości i może nieco nazbyt buńczucznego podtytułu, przedstawia tylko wąski wycinek historii pamięci po roku 1944. W książce śledzę zmieniające się przez dekady formy kulturowej obecności upiorów powstania warszawskiego. Starałem się, by była to opowieść możliwie szeroko zakrojona i dobrze udokumentowana, ale nawet w tym zakresie nietrudno mi postawić zarzuty: „a tu był taki film o powstaniu, którego pan w ogóle nie wspomina”, „a tam był plakat”, „a tutaj znów rekonstrukcja”… Cóż dopiero, gdybym się porywał na elegię dla wszystkich nieopłakanych zmarłych Warszawy?

Nie jestem dla obecności Żydów w polskiej pamięci zbiorowej ani wrogiem, ani konkurencją, ani nawet kimś jej niechętnym czy nieświadomym. To nie ten adres! Staram się być w miarę swych możliwości uważnym czytelnikiem wszystkiego, co się na ten temat pisze, lecz zarazem znam swoje miejsce. Nie na wszystkim się znam, nie na każdy temat powinienem się wypowiadać.

Może więc nie zawsze milczenie jest znakiem „powrotu niepamięci”? Może czasem wynika właśnie ze świadomości, że zagadnienia ważne i rozległe zasługują na oddzielne opowieści.

Warto zaznaczyć, że jest się tego świadomym (wydaje mi się, że w książce robię to tak często, jak tylko można bez popadania w banał), ale nie ma sensu próbować rozwijać wszystkich wątków naraz.

Są różne rodzaje milczenia. Jest istotna różnica między opowieściami, które Żydów omijają przez resentyment czy ignorancję, a książką, która otwarcie mówi: historia, którą tu opowiadam, jest tylko wąskim wycinkiem rzeczywistości.

Śpiewajmy w chórze!

Rzetelne porównanie pamięci o dwóch powstaniach w Warszawie dekada po dekadzie wymagałoby następnych dziesięciu lat badań archiwalnych. Bo przecież nie chodzi o to, żeby co drugie zdanie wrzucać „ale dla równowagi pamiętajmy o Żydach”, ale o to, by ta pamięć ze strony badacza miała realny ciężar w postaci badań, lektur, mądrych analiz.

Na szczęście świat nie wygląda tak:

Na polu badań nad żydowską pamięcią Warszawy dzieje się wiele wspaniałych rzeczy. Moja książka nie funkcjonuje w próżni, w odcięciu od tych przedsięwzięć. Wręcz odwrotnie – są one naturalnymi kontekstami do jej lektury, a prace Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN czy Zespołu Badań Pamięci o Zagładzie działającego w moim macierzystym Instytucie Kultury Polskiej stanowiły nieustannie środowisko jej powstawania.

Książka o wypieraniu pamięci o tragedii ludności żydowskiej przez kult powstania warszawskiego już powstała. To Festung Warschau, które kilkakrotnie przywołuję. Nie ma potrzeby pisać jej jeszcze raz. Nie potrafiłbym tego zrobić lepiej niż Elżbieta Janicka.

Nie mam więc poczucia, że milczę. Po prostu nie śpiewam solo, ale w chórze. Staram się swoją partię wykonać jak najlepiej, słucham pozostałych, chcę się do nich dostroić, a nie ich zakrzyczeć.

Czy uważam, że na temat zagłady getta, konkurencji między dwoma powstaniami czy wypierania pamięci żydowskiej powiedziano już wszystko? Absolutnie nie! Byłbym głupcem albo hochsztaplerem, gdybym tak twierdził. Chcę tylko powiedzieć, że te historie znacznie lepiej ode mnie opowiedzą inni. A może moja opowieść, z kolei, przyda się do czegoś także im?

Mimo wszystko strzeżmy się ciszy

Co powiedziawszy, chciałbym się zgodzić z główną wątpliwością Grudzińskiej-Gross: „To żenujące, że znów trzeba przypominać o Żydach. Szczególnie gdy chodzi o wojenną Warszawę.” Jak starałem się pokazać, nie mam poczucia, że to mnie trzeba o tym przypominać. Ale że w ogóle trzeba – to niestety fakt. Nie chciałbym obudzić się w świecie, w którym analizowany przeze mnie nurt pamięci (mocno polskocentryczny, skupiony na walce politycznej) jest nurtem jedynym.

Ale równie przerażająca wydaje mi się wizja, w której nie ma miejsca na historię pamięci o Warszawie, która nie zajmuje się w sposób tematyczny ani doświadczeniami jej żydowskich mieszkańców, ani postawami wobec nich.

Powstanie umarłych kończy się (nieco kiczowatymi) słowami: „Gdybyśmy jednak mogli, zatrzymawszy się na skrzyżowaniu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej, przez jedną choćby chwilę wsłuchać się w tę niesłyszalną muzykę sfer… Jakie jeszcze historie mogłaby nam opowiedzieć?” (s. 435). Irena Grudzińska-Gross twierdzi, że „odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Niesłyszalna muzyka sfer zapytałaby autora: a gdzie są Żydzi?”.

To chyba nie jest jednak takie proste… Zmarli, tak samo jak żywi, nie mają jednej opowieści i jednego pytania.

Jest dla mnie oczywiste, że na warszawskich ulicach dźwięczy pustka po jej żydowskich mieszkańcach. Ale na pewno nie jest to opowieść jedyna.

Warszawa zasługuje na wiele różnych, równoległych historii pamięci, które wcale nie muszą się wzajem ani ignorować, ani przekrzykiwać. Pozwólmy im współbrzmieć.

POWSTANIE-UMARLYCH-HISTORIA-POWSTANIE-WARSZAWSKIE-Marcin-Napiorkowski

**Dziennik Opinii nr 257/2016 (1457)

Bio

Marcin Napiórkowski

| Semiotyk kultury, mitologiawspolczesna.pl
Semiotyk kultury, zajmuje się mitologią współczesną, pamięcią zbiorową i kulturą popularną. Autor książek Mitologia współczesna (2013), Władza wyobraźni (2014), Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944-2014 (2016) i Kod kapitalizmu. Jak Gwiezdne Wojny, Coca-Cola i Leo Messi kierują twoim życiem (2019). W latach 2013 i 2014 stypendysta programu START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, w latach 2014-2016 laureat stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla wybitnych młodych naukowców. Autor bloga „Mitologia Współczesna” poświęconego semiotycznej analizie zjawisk kultury pełniących dziś funkcję mitów (www.mitologiawspolczesna.pl).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.