Czytaj dalej

Kapela: Andrzej Wajda i hipsterzy

U Wajdy nienawiść do hipsterstwa jest silna. Ani w „Polowaniu na muchy”, ani we „Wszystko na sprzedaż” nie sposób znaleźć pozytywnego bohatera.

„Dlaczego pan nas tak nienawidzi?” (1), czy może raczej: „Żyjąc wśród nas, dlaczego pan nas tak nienawidzi”, miał powiedzieć Andrzej Wajda, oddając Andrzejowi Żuławskiemu rękopis jego książki pt. Belzebub. Książki, w której Żuławski chciał opisać Księstwo Warszawskie – jak nazywał warszawkę – zaludnione bohaterami, których pierwowzorami są m.in. Wajda, jego żona, Adolf Rudnicki, sam Żuławski, ale też inni przedstawiciele środowiska artystycznego i okolic. Krótko mówiąc: ówczesna hipsterka. Powieść Belzebub nigdy się nie ukazała, ale możemy za to przeczytać Lity bór, który – jak rozumiem – jest jej twórczym przetworzeniem, czy też kontynuacją. Ci sami bohaterowie, te same problemy. 

Okazuje się, że hipsterka z Księstwa Warszawskiego nie różni się specjalnie od tej dzisiejszej. Żuławski opisuje ją tak: „Styl zuchowaty i beztroski, styl witzu, sedna i skrótu panował w miejscach, gdzie spotykali się członkowie Księstwa Warszawskiego, o kłopotach i nędzach, i przewalaniu się głębinnym sumień i karier nie mówiło się inaczej jak z samokpiącym dowcipem, rozdarcia i tragedie, i towarzyszące im stany i sceny rozgrywały się po domach, tu panowało życie ironiczne i dobrze powiedziane”. Czy podobnego opisu nie mógłby dać dziennikarz „Newsweeka” albo „Twojego Stylu”, wychodząc z Planu B? Pewnie nie, bo choć minoderia może być tematem dla popularnych czasopism, to już „przewalanie się głębinne sumień” nim nie jest. A właśnie ono, ale też to, jak ówcześni hipsterzy „sarkając kolaborują” (2), jest nie tylko tematem Litego boru, ale również podskórnym wątkiem niektórych filmów Wajdy. Mam na myśli głównie Niewinnych czarodziei, ale też Wszystko na sprzedaż czy Polowanie na muchy.

Gry w fajność

 

Najciekawsze jest w tym kontekście (ale też w ogóle) Wszystko na sprzedaż. Film zaczyna się od niesamowitej sceny, odtwarzającej/rekonstruującej śmierć Zbyszka Cybulskiego. Aktor próbuje wskoczyć do pociągu, ale mu się to nie udaje. Wpada pod koła. Przez chwilę widz ma pewność, że obserwuje śmierć aktora. Jednak ten zaraz uśmiechnięty wysuwa się spod peronu i pyta: „Jak było?” A było oczywiście fajnie. Żeby sytuacje dodatkowo skomplikować, szybko okazuje się, że występujący w pierwszej scenie aktor to tak naprawdę reżyser kręcący film. Występujęe w niej tylko dlatego, że mający grać główną rolę gwiazdor nie dotarł na plan i nikt nie wie, co się z nim dzieje. No, może nie tylko dlatego. Chce też po prostu się sprawdzić. Rywalizacja reżysera z nieobecnym gwiazdorem rozgrywa się na poziomie romansów, ale również aspiracji. Możemy się tylko domyślać, że reżyser zazdrości aktorowi swobody i swady. Do czego aspiruje gwiazdor, nigdy się nie dowiadujemy, bo ostatecznie nie widzimy go na ekranie. Ginie pod kołami pociągu – tym razem naprawdę. Pewną wskazówką może być wypowiedź jednego z jego znajomych, którzy na pogrzebie dzielą się swoim wspomnieniami o zmarłym. Najbardziej sugestywna kończy się stwierdzeniem, że umarł fajnie. Tak samo fajnie jak żył.

 

„Fajność” jest oczywiście bardzo istotną kategorią w świecie hipsterów. Fajnym nie tylko być należy. Fajność to obowiązek. Ci, którzy fajni nie są, automatycznie są wykluczeni. Oczywiście istnieją spory frakcyjne, czym fajność jest, jak się objawia, kto jest jej reprezentantem. Nie ma jednak sporu, co do kwestii zasadniczej. Konieczność „fajności” jest niepodważalna. Nawet gdy jest podważana. W końcu spora część przedstawicieli tej postironiczej formacji za główny cel obiera sobie dramatyczny nieraz opór wobec fajności zbyt zwyczajnej, przestarzałej. Hipsterstwo jest nie tylko minoderyjne, pragnące się podobać – chce też ciągle tkwić w awangardzie. Fajne jest to, o czym większość jeszcze nie wie, że jest fajne. 

 

Wróćmy jednak do Wszystko na sprzedaż.  Film ma kilka poziomów. Mówi się, że miało być swoistym hołdem dla Cybulskiego. Ale trudno nie zauważyć, że jest jednocześnie kpiną z aktora. Wiadomo, że gwiazdor miał pretensje do Wajdy, że za rzadko go angażował do swoich produkcji. Jednocześnie był zbyt dumny(?), nieśmiały(?), żeby się samemu o ten angaż starać. Słynna jest anegdotka o tym, jak wystawał pod domem Hasa, licząc, że uda mu się zaaranżować niby przypadkowe spotkanie, które pozwoli mu dostać rolę w Lalce

 

Filmowy reżyser okazuje się demiurgiem, czy przynajmniej prorokiem. Angażując aktora do sceny, w której wpada pod pociąg, przewiduje, żeby nie powiedzieć – prowokuje, jego późniejszą śmierć pod kołami wagonu. Ciekawostką jest, że dialogi do filmu pisał Andrzej Żuławski, ale ostatecznie Wajda nie wykorzystał ani linijki z tego, co Żuławski napisał. Tak przynajmniej twierdzi autor Litego boru, w tej właśnie książce. Nie sposób nie zauważyć, że Żuławski w Litym borze toczy grę podobną jak Wajda we Wszystko na sprzedaż. Obaj tworzą swoje dzieło na bazie, w tym także realnej krzywdzie, prawdziwych postaci. Obaj je wykorzystują do swoich własnych celów. 

 

To też jest cecha, jak sądzę, charakterystyczna dla dzisiejszego i wczorajszego hipsterstwa. Świat i ludzie stają się tworzywem dla naszej wizji, dla naszego dzieła. Ich życie staję plastycznym tworzywem w naszych (hipsterskich) rękach. Zresztą sam Wajda przyznaje: „Śmierć Zbyszka wydała mi się czymś nierealnym, jeszcze jednym epizodem filmu” (3). Który potem nakręcił. Film zresztą jest tyle o Cybulskim, ile o samym Wajdzie. 

 

W tym miejscu muszę powiedzieć, że jeszcze chętniej obejrzałbym film Wajdy o Wajdzie na podstawie scenariusza Żuławskiego. Trzeba jednak przyznać, że to już jednak poziom autoironii, na który trudno się wznieść nawet najbardziej wybitnym twórcom. Osobiście nie wydaje mi się, żeby książka Żuławskiego Belzebub zrodziła się z nienawiści. Przynajmniej w Litym borze nienawiści nie ma. Już bardziej pogarda. Ale pogarda połączona świadomością własnej przynależności do pogardzanego świata Księstwa Warszawskiego. Trzeba pamiętać, że Wajda był dla Żuławskiego nauczycielem i mistrzem. Bunt w tym kontekście był naturalną koleją rzeczy. Naturalne też jest, że Wajdzie mógł się on nie podobać.

 

Moda i mizoginia

 

Nienawiść, a konkretniej: nienawiść do kobiet, jest za to głównym motywem i siłą napędową filmu Polowanie na muchy, opartego na opowiadaniu Janusza Głowackiego. Czemu panowie nienawidzą kobiet, trudno z filmu zrozumieć. Reżyser za to przyznaje: „Rozgoryczony chwilowymi niepowodzeniami, postanowiłem rozprawić się z kobietami, które próbują kształtować nasze męskie życie” (4). Można to zrozumieć, zważywszy że w tym okresie rozpadało się już jego małżeństwo z Beatą Tyszkiewicz, a był już po dwóch rozwodach. Trudniej zrozumieć widzów, którzy do dziś oceniają film pozytywnie (przynajmniej sądząc po komentarzach na portalu Filmweb.pl). Czyżby świat silnych kobiet, niszczących mężczyznom życie był ciągle aktualnym problemem? Trudno inaczej tłumaczyć pozytywne oceny, zważywszy że najmocniejsze w filmie są bodajże kostiumy. Aktorzy noszą fryzury, futra, swetry, a szczególnie okulary, w których mogliby się spokojnie pokazać na placu Zbawiciela czy maszerować Mokotowską. Fabuła ledwo trzyma się kupy, a gra aktorska budzi raczej zażenowanie. Choć jedno i drugie w sumie można bronić jako hipsterskie. Ale w tym przypadku byłoby to naciągane. Z tego prostego powodu, że nie wydaje się celową strategią, a wypadkiem przy pracy. 

 

Hipsterskie są za to imprezowe interesy. Liczba biznesów, albo przynajmniej obietnic biznesów, jakie składane są na przyjęciu w Domu Pracy Twórczej w Nieporęcie, mogłaby zawstydzić nawet najbardziej zatwardziałego bywalca wszelkich eventów. Wszyscy chcą coś załatwić, ale tylko niektórzy wszystkich znają. Główny bohater grany przez Zygmunta Malanowicza nie tylko źle się ubiera, ale również jest wszechstronną ciamajdą. Nie przeszedłby nawet selekcji w Planie, mimo że przecież jej tam nie ma. Zresztą nawet ciekawsi bohaterowie są rozmyci i niedociągnięci. Nienawiść do kobiet nie pozwoliła wyjść poza stereotyp. Sprawia, że film mający być satyrą, staje się własną parodią.

 

Hipsterka i neoliberalizm

 

Znacznie ciekawsi, choć również mocno mizoginiczni, są Niewinni czarodzieje. Film już dziś właściwie kultowy. Między innymi ze względu na muzykę Krzysztofa Komedy, ale też udział Jerzego Skolimowskiego, który pracował przy scenariuszu. Choć niektóre poczynania tego aktora i reżysera budzą dziś zażenowanie, to jednak role outsiderów w jego własnych, pierwszych filmach, jak i szwarccharakterów u tuzów światowej popkultury (żeby wymienić tylko Doktora Zeiglera u Tima Burtona w Marsjanie atakują czy skorumpowanego rosyjskiego generała u Jossa Whedona w Avengers 3D) sprawiają, że ciągle może wzbudzać on sympatię. Frywolna, choć jednocześnie duszna i wódczana atmosfera sprawiają, że film się dobrze ogląda. Wpływ Skolimowskiego na scenariusz musiał być zresztą całkiem spory, bo mamy tu te same motywy, co w autorskich filmach reżysera Walkowera, jak choćby boks, ale też charakterystyczną sylwetkę głównego bohatera – jednocześnie pewnego siebie i zagubionego.

 

Oddajmy jeszcze raz głos samemu Wajdzie: 

 

Niewinni czarodzieje są dziś pewnie jednym z najbardziej obojętnych politycznie filmów, jakie zrealizowałem. Całkowicie inaczej oceniały go jednak władze z czasów Gomułki. Niewinny temat młodego lekarza, który lubi elastyczne skarpetki i dobre papierosy, posiada magnetofon i nagrywa na nim swoje dialogi z dziewczętami, którego jedyną pasją jest gra na perkusji w jazzowym zespole Krzysztofa Komedy – okazał się bardziej drażliwy dla ideologów-wychowawców niż Armia Krajowa i powstanie warszawskie (5). 

 

To bardzo ciekawe w kontekście dzisiejszego hipsterstwa. Redaktorzy książki What was the hipster twierdzą (6), że jest to formacja naturalna dla neoliberalizmu, sprzyjająca prywatyzacji sfery publicznej i wspierająca wzrost nierówności społecznych. Niewątpliwie trochę tak jest. Naturalny dla hipsterstwa elitaryzm może być trudny do przeskoczenia nie tylko dla mniej młodych, pięknych i zbuntowanych, ale również dla tych pragnących większej równości. 

 

Choć sytuacja oczywiście nie jest tak jednoznaczna. Akurat hipsterka jest tą grupą, w której elitaryzm może łączyć się z egalitaryzmem. Żeby podać przykład modowy: chodzi o to, żeby wyglądać fajnie, ale nie tak, jakby się wyszło prosto z butiku, ale tak, jakby się o swoim wyglądzie wcale nie myślało. Największym i budzącym powszechny szacunek na mieście hipsterem może być tylko ktoś niemający pojęcia, że nim jest, niekojarzący nawet takiego słowa. 

 

Wracając jednak do neoliberalizmu: widzimy, że nie ma on zasadniczego problemu z hipsterką (choć być może niesłusznie). Problem jednak miał jednopartyjny i niedemokratyczny PRL. Dlaczego widział zagrożenie w elastycznych skarpetkach i jazzie? Odpowiedź oczywiście jest banalna. Były to aspiracje, które nie sprzyjały wewnętrznej logice tamtego systemu, podczas gdy sprzyjają logice systemu obecnego. Więc Wajda oczywiście nie ma racji, twierdząc, że Niewinni czarodzieje byli, czy są, filmem politycznie obojętnym. Zmienił się tylko wektor tej polityczności. Nieprzypadkowo, jak sądzę, organizatorem warszawskiego festiwalu, który swoją nazwę wziął od dzieła Wajdy, jest Instytut Stefana Starzyńskiego, oddział Muzeum Powstania Warszawskiego. Czyli instytucji państwowej i ideologicznej, a jednocześnie wpisującej się w logikę neoliberalizmu. Zresztą MPW zna siłę hipsterstwa i stara się odpowiadać na potrzeby tej grupy, czego przykładem mogą być choćby konkursy na komiksy, w których biorą udział młodzi artyści, często zupełni nieprawicowi. 

 

***

 

Wróćmy znów jednak do tytułowej nienawiści. Niewątpliwie hipsterstwo jest jedną z bardziej znienawidzonych grup społecznych. Hipster to gorzej niż pedał. Bo nie dość, że i tak pedał (nawet jeśli heteryk), to jeszcze hipster. Hipsterów wydają się nienawidzić nawet sami hipsterzy. A przynajmniej nie chcą się przyznawać do bycia hipsterami. Co ciekawe, przyznają się do hipsterstwa ludzie, którzy hipsterami nie są, ale jakimś trafem czują się jednocześnie wykluczeni i awangardowi.

 

U Wajdy nienawiść do ówczesnego hipsterstwa również jest silna. Właściwie w żadnym z trzech komentowanych tu filmów nie sposób znaleźć pozytywnego bohatera. Ci grający w Niewinnych czarodziejach, nawet jeśli sympatyczni, to także na wskroś cyniczni. W Polowaniu na muchy mamy biednego niedojdę i przerysowaną lafiryndę. Z kolej Wszystko na sprzedaż jest wspaniałym portretem środowiska, do którego trudno nie czuć połączonej z fascynacją odrazy. Fajnie się ich ogląda i może nawet chcielibyśmy żyć w takim świecie, ale jednocześnie widzimy, jaki jest on straszny. Ale może właśnie na tym polega jego artystyczny sukces? W końcu świat jako taki nie jest miejscem przyjemnym ani sympatycznym. I nie chcielibyśmy w nim żyć. Dlatego jesteśmy hipsterami, którzy nienawidzą hipsterów.   

 

 

Przypisy:

1 Andrzej Żuławski, Lity bór, Polska Oficyna Wydawnicza BGW, Warszawa 1991, s. 319.

2 Tamże, s. 217.

3 http://www.wajda.pl/pl/filmy/film12.html.

http://www.wajda.pl/pl/filmy/film13.html

5 http://www.wajda.pl/pl/filmy/film05.html/.

6  Mark Greif, Dayana Tortorici, What was the Hipster?, n+1 Foundation, New York 2010, s. xvii.

 

 

Jest to fragment książki Wajda. Przewodnik Krytyki Politycznej.

 



 

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.