Kraj

Plan uratowania wolnych krów z gminy Deszczno jest gotowy

Krowy z Deszczna. Fot. Ela Radzikowska

Prezydent Duda i prezes Kaczyński zaangażowali się w sprawę wolnych krów.

Wszystko wskazuje na to, że wreszcie pojawiła się wola polityczna, aby znaleźć rozwiązanie, które pozwoli ocalić wolne krowy od lat żyjące w gminie Deszczno. Napisał o tym na Twitterze w nocy prezydent RP Andrzej Duda, wiadomo ponadto, że stanowisko w obronie krów zajął prezes PiS Jarosław Kaczyński i jego zaangażowanie wydaje się tu kluczowe. Niezwykłe jest, na jakim poziomie zapadają ustalenia w tej sprawie. A jeszcze we wtorek szykowano się do tego, by krowy przetransportować do ubojni.

Jest nad wyraz budujące, że w sprawę wolnych krów włączyło się tak wiele osób. Na początku była nas mała grupka, a teraz wręcz trudno nadążyć. Zaangażowały się zarówno osoby z licznych organizacji prozwierzęcych z całej Polski, jak również po prostu ci, którym zależy na tym, aby krowy pozostały przy życiu. Od soboty krowy są pilnowane przez wolontariuszy na miejscu, w rezerwacie Zakole Santockie, nieopodal Gorzowa Wielkopolskiego. Można się tam wybrać i krowy odwiedzić. Z kolei pod petycją do Głównego Lekarza Weterynarii w tej sprawie podpisało się już ponad 60 tysięcy osób. Przesłałem ją do niego ponownie we wtorek. Bardzo wszystkim za te podpisy dziękuję!

List do premiera RP w sprawie stada wolnych krów

Co wydarzy się dalej? Najpierw potrzebne jest przebadanie krów, aby stwierdzić, jaki właściwie jest stan ich zdrowia. Organizacje pozarządowe mogą się tym zająć, gdyż mamy na to zgodę właściciela stada. Może to jednak zrobić również sama inspekcja. Zgodnie z instrukcjami Głównego Lekarza Weterynarii powiatowi lekarze weterynarii są zobowiązani do badania bydła pod kątem występowania gruźlicy, brucelozy oraz enzootycznej białaczki raz na 5 lat na terenie całego powiatu. Tymczasem w gminie Deszczno to stado żyje sobie już znacznie dłużej, a badań jak nie było, tak nie ma.

Jednym z głównych argumentów, który zdaniem inspekcji weterynaryjnej przemawia za tym, aby krowy zabić, jest to, że ich stan zdrowia jest nieznany. Myślę zatem, że pora go poznać.

 

Czy rzeczywiście jest tak, że Unia Europejska nakazuje zabicie zwierząt, które nie są zarejestrowane? Jest to ujęte w rozporządzeniu nr 494/98. Kiedy zajrzymy do niego, znajdziemy przepis, który brzmi następująco: „Jeżeli właściciel zwierzęcia nie może potwierdzić autentyczności jego identyfikacji w przeciągu dwu dni roboczych, należy je zniszczyć bezzwłocznie pod nadzorem organów weterynaryjnych, bez odszkodowania ze strony właściwego organu”. Brzmi to dość jednoznacznie i przerażająco. Można się przejąć, czyż nie? Tyle że ten przepis został uchylony już wiele lat temu, a tekst rozporządzenia nie jest ujednolicony.

Trzeba zajrzeć do innego rozporządzenia, nr 1053/2010, aby z niego się dowiedzieć, że stosowanie tego przepisu nie sprawdziło się w praktyce i w związku z tym jego aktualne brzmienie jest takie: „Jeżeli właściciel zwierzęcia nie może potwierdzić autentyczności jego identyfikacji i identyfikowalności, właściwy organ, w stosownych przypadkach i na podstawie oceny ryzyka dla zdrowia zwierząt i bezpieczeństwa żywności, zarządza zniszczenie takiego zwierzęcia bez odszkodowania”. Oznacza to, że zabicie zwierząt jest ostatecznością i że powinno zostać poprzedzone oceną ryzyka. O jakiej prawidłowej ocenie ryzyka możemy tu jednak mówić, skoro inspekcja weterynaryjna nawet nie przeprowadziła badań tych zwierząt?

Ponadto Polska ma oficjalnie status państwa, które jest wolne od gruźlicy, brucelozy oraz enzootycznej białaczki bydła, co oznacza, że ryzyko, iż krowy są zarażone, jest znikome.

Nawet gdyby się okazało, że któraś z wolnych krów jest zarażona jedną z tych trzech chorób, to w takiej sytuacji nie wybija się całego stada, lecz jedynie te krowy, u których wynik badania jest pozytywny. Pozostała część stada zostaje objęta tak zwanymi badaniami uzdrawiającymi, co w przypadku białaczki na przykład oznacza, że krowy bada się przez następne 2 lata co 4 miesiące. Hodowca nie może wówczas zwierząt z tego stada sprzedawać – stado jest zablokowane, poza szczególnymi przypadkami. Kiedy po tym okresie jest jasne, że zwierzęta są zdrowe, stado zostaje uwolnione.

Czy stan zdrowia stada wolnych krów może wpłynąć na status Polski jako państwa wolnego od tych chorób? Nie, gdyż jest to zbyt mały procent całej populacji. To kropla w morzu milionów krów hodowanych w Polsce. Jak wskazuje lekarz weterynarii (z innego województwa), z którą rozmawiałem, w przypadku gruźlicy odsetek stad zakażonych może wynosić do 0,1 procent, aby status Polski został utrzymany. Gdyby zatem przyjąć założenie, że w Polsce jest 250 tysięcy stad krów, to zakażonych może być nawet do 250 z nich. Pojedyncze stado krów z Deszczna nie ma w tej kwestii żadnego znaczenia.

Szukamy nowego domu dla stada wolnych krów

Nie ma także mowy o wybijaniu okolicznych stad. W przypadku pojawienia się gruźlicy izoluje się lub zabija jedynie te krowy, u których stwierdzono chorobę, również w przypadku białaczki zabicie dotyczy wyłącznie pojedynczych zakażonych zwierząt. To też znajduje się w instrukcjach Głównego Lekarza Weterynarii, które obowiązują od wielu lat.

Czy jest jeszcze jakiś argument za wybiciem całego stada? Inspekcja zwraca uwagę na brak możliwości wykazania pochodzenia krów oraz określenia, które ciele pochodzi od której krowy. W związku z tym jednak, że te krowy nie miałyby nigdy trafić do spożycia ani też być rozmnażane, ustalanie ich pochodzenia nie ma żadnego znaczenia.

Co natomiast z kwestią własności? Obecny właściciel stada ma wyrok za znęcanie się nad zwierzętami na podstawie ustawy o ochronie zwierząt. W takiej sytuacji powinien automatycznie nastąpić przepadek zwierząt, co jest wprost wskazane w ustawie. Sąd tego jednak nie zrobił, gdyż uznał, że właściciel ma zabić swoje zwierzęta. I żeby nie musiał zabijać cudzych zwierząt, lecz swoje własne, przepadku nie orzekł. W związku z tym, że sąd powinien był to zrobić, bo tak wskazuje ustawa, wyrok zawiera błąd. Dlatego właśnie Karolina Kuszlewicz, społeczna rzecznika praw zwierząt przy Polskim Towarzystwie Etycznym, złożyła w imieniu organizacji prozwierzęcych wniosek do prokuratora generalnego, aby ten zwrócił się do Sądu Najwyższego o kasację tego wyroku. Jest to jeden ze sposobów na to, aby właściciel stada się zmienił.

Jeżeli stan zdrowia krów okaże się dobry, to czeka na nie nowy dom w okolicy Szczecina, w gospodarstwie ekologicznym „Czarnocin”. Jest tam kilkaset hektarów łąk, które są koszone, aby utrzymać siedliska dla ptaków, między innymi czajek i derkaczy. Krowy z gminy Deszczno będą mogły tam żyć do końca swoich dni, bo nie zostaną sprzedane na mięso. I tak oto ta historia zakończy się happy endem.

FOTORELACJA ELI RADZIKOWSKIEJ

Bio

Marcin Gerwin

| Specjalista ds. zrównoważonego rozwoju i partycypacji
Specjalista ds. zrównoważonego rozwoju i demokracji deliberacyjnej. Z wykształcenia politolog, autor przewodnika po panelach obywatelskich oraz książki „Żywność przyjazna dla klimatu”. Współzałożyciel Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej, publicysta Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.