Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

To nie marketing polityczny jest słabą stroną Nowej Lewicy

Największa deklaratywnie lewicowa partia w Polsce całkowicie utraciła wyrazistość, a większość jej polityków ciężko odróżnić od działaczy Koalicji Obywatelskiej, która zmusza koalicjanta do znoszenia kolejnych upokorzeń.

ObserwujObserwujesz
Polemika z Majorem
Kontekst

⚖️ Galopujący Major pisał na naszych łamach, że Nowa Lewica, mimo ograniczonych możliwości, ma na koncie pewne sukcesy legislacyjne. Partia m.in. wzmocniła ochronę pracowników przed mobbingiem

📢 Wg autora głównym problemem jest słaba komunikacja tych osiągnięć i ograniczone kompetencje w mediach społecznościowych.

📉 Piotr Wójcik polemizuje z tezami tekstu Majora, przekonując, jedynym realnym powodem trwania Nowej Lewicy w koalicji jest niedopuszczenie PiS do władzy.

1
Walka

Galopujący Major postawił tezę, że problemem Nowej Lewicy jest wadliwa polityka informacyjna, w wyniku której elektorat nie dowiaduje się o jej sukcesach. Te sukcesy muszą być jednak naprawdę kosmetyczne, skoro trzeba specjalnie kierować na nie uwagę wyborców, bo inaczej się nie zorientują, że wymieniane przez Majora zmiany weszły w życie.

Ugrupowanie rządzące, które ma na koncie realną poprawę jakości życia obywateli i obywatelek, nie musi o nich nieustannie przypominać, bo ludzie odczuwają to na co dzień. Gdy można się pochwalić wyłącznie drobnymi korektami, które troszkę poprawiły sytuację bardzo wąskich grup społecznych w sporadycznie trafiających się sytuacjach, to faktycznie trzeba nieustannie o tym trąbić, żeby informacja dotarła szerzej. Pytanie, czy wtedy jest się czym chwalić.

Wybijanie zębów

Problemem Nowej Lewicy nie jest wadliwa polityka informacyjna, lecz nieskuteczna polityka w ogóle. Największa deklaratywnie lewicowa partia w Polsce całkowicie utraciła wyrazistość, a większość jej polityków ciężko odróżnić od działaczy Koalicji Obywatelskiej. Gdyby ministrem cyfryzacji był ktokolwiek inny niż Krzysztof Gawkowski, dla ludzi o lewicowej wrażliwości zupełnie nic by się nie zmieniło. Gawkowski mógłby być równie dobrze w KO albo nawet i w Polsce 2050, tymczasem to czołowa twarz Nowej Lewicy w rządzie – wicepremier, przypomnijmy, bo o tym faktycznie można było zapomnieć.

Gdyby na stanowisku ministra nauki zamiast Marcina Kulaska byłby wakat, to polscy akademicy nawet by tego nie zauważyli. Prawdopodobnie większość z nich nawet Kulaska nie zna. Resort nauki pod rządami Lewicy przypomina słynne ministerstwo gospodarki morskiej, które istniało wyłącznie po to, żeby móc nim pocieszyć jakiegoś nieistotnego koalicjanta.

Jedyną wyrazistą postacią lewicy w polskim rządzie, która ma własną agendę i przynajmniej próbuje ją forsować, jest ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Niestety, z naciskiem na „próbuje”. Wymieniane przez Majora osiągnięcia ADB dotyczą marginalnych kwestii, a ceną za nie jest rezygnacja ze znacznie ważniejszych reform lub akceptacja szkodliwych działań rządu. Dotyczy to zresztą całej partii i wszystkich jej członkiń i członków – drobne sukcesiki, nawet liczne, nie są w stanie zaważyć na ogólnej ocenie, gdyż liczy się saldo. A bilans jest negatywny.

Nowa Lewica musiała zacisnąć zęby i zgodzić się na wykreślenie z KPO wielu istotnych zmian, które wpisało do niego odsądzane od czci i wiary Prawo i Sprawiedliwość. Pytanie, czy faktycznie politycy NL musieli zaciskać zęby, czy raczej odetchnęli z ulgą, tak jak ich koledzy z KO.

Najważniejszą z tych zmian miało być oskładkowanie umów o dzieło i uszczelnienie oskładkowania umów zleceń. Podczas jednej z tur renegocjacji KPO rządowi udało się skłonić Brukselę do zaakceptowania rezygnacji z tych kłopotliwych zobowiązań wpisanych przez nieodpowiedzialnych poprzedników. W rezultacie mamy nad Wisłą prawdziwy renesans umów cywilnoprawnych. Według danych GUS, na koniec grudnia wyłącznie na zleceniach lub dziełach pracowało 1,5 mln osób, to jest 5 proc. więcej niż rok wcześniej i 16 proc. więcej niż w 2023 r.

Czytaj także Patriarchalny ojciec przeciwko „lewackim fanaberiom” Galopujący Major

Deklaratywnie Lewica popiera ograniczanie ruchu samochodowego, jednak nie przeszkodziło to rządowi wykreślić z KPO podatków od nabycia i posiadania pojazdów spalinowych. Donald Tusk pękał z dumy, gdy to ogłaszał, pisząc na X o wyrzuceniu do kosza „podatku Morawieckiego”.

Z KPO niemal wypadła również reforma Państwowej Inspekcji Pracy, która z poślizgiem i po sporych perturbacjach została finalnie uchwalona, ale zapobiegawczo wybito jej zęby. Zapewniono nieuczciwym pracodawcom aż 12 miesięcy na samodzielne dokonanie korekt w umowach, dzięki czemu mają rok na pozbycie się kłopotliwych „zleceniobiorców”.

Czekając na Rafała

W związku z przyjęciem kuriozalnej taktyki rządu, by iść na zderzenie z prezydentem Dudą, koalicja spóźniła się z uchwaleniem ważnych ustaw. Przyjęto za pewnik, że latem 2025 roku w pałacu prezydenckim zawita Rafał Trzaskowski, który wszystko podpisze bez większych przeszkód, niestety to założenie okazało się tak nietrafione jak inwestowanie za pośrednictwem Zondacrypto. W rezultacie okrojona do granic możliwości ustawa o związkach partnerskich trafiła już do podpisu Karola Nawrockiego, który ją oczywiście zawetował. Andrzej Duda tę kadłubkową ustawę zapewne by podpisał.

Jednym z zadań Krzysztofa Gawkowskiego jako ministra cyfryzacji była skuteczna implementacja przepisów unijnego Aktu o usługach cyfrowych, który nakłada na platformy internetowe konkretne zobowiązania dotyczące między innymi bezpieczeństwa użytkowników. Rozporządzenie UE weszło w pełni w życie na początku 2024 r., więc było półtora roku na przesłanie projektu do podpisu Andrzejowi Dudzie. Niestety 18 miesięcy to było stanowczo zbyt krótko, więc ustawa implementująca DSA trafiła do Nawrockiego, a ten wiadomo co z nią zrobił.

Nawet w tych kwestiach, gdzie udało się dokonać zmian w prawie, nie wszędzie przyniosło to efekty. Wymieniona przez Majora transkrypcja małżeństw jednopłciowych wciąż niemożliwa jest wielu gminach w Polsce, wśród których znajdziemy też całkiem spore ośrodki – na przykład Bełchatów czy Zakopane.

W Lublinie dopiero wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego zmusił kierownika miejscowego Urzędu Stanu Cywilnego do wydania polskiego odpisu aktu małżeństwa jednej z par. Niestety, lubelski USC nie wprowadził odpowiednich zmian do systemu PESEL. Zapewne „zapomniał” – a przypomnijmy, że Lublin jest rządzony przez największego koalicjanta Nowej Lewicy, czyli należącego do KO Krzysztofa Żuka. O zmianach prawnej definicji gwałtu nie wiedzą nawet policjanci, co zresztą wskazał w swoim tekście sam Major – niestety wymienił to jako sukces, a nie porażkę.

Odwrócony majstersztyk

Będąc częścią aktualnej koalicji, Nowa Lewica jest też zmuszona znosić powtarzające się upokorzenia. Najbardziej efektownym przykładem było zablokowanie reformy PIP arbitralną decyzją premiera podczas obrad rady ministrów – i to chwilę po tym, gdy ministra Dziemianowicz-Bąk pochwaliła się przyjęciem projektu przez rząd. Mimo że wszystko było już ustalone, Tusk w ostatnim momencie zrzucił temat z tapetu, a ministra musiała zjeść własny język.

Efektowne było również złamanie części polityków Lewicy podczas głosowania nad kandydaturą Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego, o czym zresztą napisał Major. Warto przypomnieć, że przed głosowaniem część polityczek NL deklarowała sprzeciw wobec tej kandydatury, ale finalnie nie poparł jej tylko przewodniczący Włodzimierz Czarzasty, który w ten sposób najpierw wymusił na swoich posłach głosowanie zgodnie z linią rządu, a potem sobie z nich ostentacyjnie zakpił.

Czytaj także Porażka mimo sukcesów? Krakowska Nowa Lewica po odwołaniu Miszalskiego Jakub Majmurek

Przypomnijmy też, że koalicja ominęła sprzeciw NL wobec skandalicznej próby obniżenia składki zdrowotnej najzamożniejszych podatników, wykorzystując w tym celu głosy Konfederacji. Okazało się to upokarzające w dwójnasób, gdyż w celu zablokowania tych fatalnych zmian trzeba było pielgrzymować do oczernianego na co dzień Andrzeja Dudy, który je finalnie zawetował.

Na tak zwany koniec dnia okazuje się więc, że jedynym realnym powodem trwania Nowej Lewicy w koalicji jest niedopuszczenie PiS do władzy. Problem w tym, że nawet to prawdopodobnie nie wypali.

Po pierwsze, w wyniku przyjęcia tej strategii przy NL został już tylko najbardziej antypisowski elektorat, uzupełniony przez resztówki wyborców dawnego SLD. Po drugie, taktyka pochłaniania przystawek przez KO skutkuje drastycznym ograniczeniem zdolności koalicyjnej partii Tuska. W nowej kadencji do Sejmu wejdzie najpewniej całkiem spuchnięta KO i skurczona Lewica, co nie da antypisowi większości. Zamiast otoczenia PiS kordonem sanitarnym może skończyć się koalicją PiS, Konfederacji i Korony Polskiej.

To kolejny – po postawieniu wszystkiego na triumf Trzaskowskiego – prawdziwy polityczny majstersztyk nadwiślańskiego lib-leftu. Trzeba będzie go jeszcze tylko jakoś dobrze opowiedzieć.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x