Kraj

Wegańska Polska już w 2040 roku?

Marsz wyzwolenia zwierząt

Teraz jest czas, żeby domagać się od partii politycznych, szczególnie od tych, które za dwa lata chcą przejąć władzę – konkretnych terminów i zobowiązań.

Czy można humanitarnie zabić kogoś, kto chce żyć? Czy można humanitarnie całymi tygodniami testować na zwierzętach chemikalia, powodując niemożliwy do wytrzymania ból? Czy można nazwać cywilizowanym, logicznym, europejskim – trzymanie zwierząt w klatkach, na betonie, bez światła, w brudzie? Czy można to robić, mając świadomość, z jakim cierpieniem się to wiąże, jak wpływa to na klimat, na zdrowie ludzi? Czy mając całą aktualną wiedzę o świadomości, emocjach, odczuwaniu bólu, można tolerować zabijanie, polowanie, łowienie dla rozrywki? A co z jedenastym, może najważniejszym przykazaniem: „Nie bądź obojętny_a”?

Prawa zwierząt nadal nie doczekały się w Polsce statusu polityczności, nadal postrzegane są jako obszar wyłącznie aktywizmu, a nie jako element polityki publicznej w nowoczesnym państwie. Piszemy, że w Polsce, bo polską polityką zajmujemy się w szczególności, ale ten dyskurs nie wyróżnia nas jakoś szczególnie na tle innych państw europejskich. Są oczywiście państwa, w których ruch zwierzęcy wywalczył ważne zmiany, a nawet – jak w przypadku Austrii – wprowadził prawa zwierząt do konstytucji. Jednak traktowanie zwierząt jak przedmioty stworzone dla ludzi ma charakter uniwersalny, ponadnarodowy, Polska nie jest tu wyjątkiem.

Co kluczowe, stosunek do praw zwierząt nie różnicuje też w stopniu wyraźnym partii politycznych. I na poziomie europejskim, i krajowym, właściwie od lewa do prawa panuje wyjątkowa zgodność. W poszczególnych partiach są pojedyncze osoby, które od lat stoją po stronie praw zwierząt, ale same partie tworzą coś, co od pewnego czasu nazywamy Meat Party. To nieformalny ruch polityczny obejmujący polityków ze wszystkich stron sceny politycznej, rosnący na fali lobbingu zaniepokojonego rozpoczynającymi się zmianami, które krok po kroku naruszają status quo przemysłu mięsnego, mlecznego, jajecznego.

Kto się boi wegeburgera?

czytaj także

Kto się boi wegeburgera?

Aleksandra Bełdowicz

Partie polityczne boją się mówić o prawach zwierząt, są nawet polityczki i politycy, którzy podważają sam fakt istnienia praw zwierząt. Mainstreamowa klasa polityczna woli mówić o dobrostanie zwierząt, woli pokazywać się z pieskami i kotkami, a już szczytem progresywności jest dla większości poparcie idei końca chowu klatkowego (której wyrazem jest europejska inicjatywa obywatelska End the Cage Age). W polskiej polityce, nawet na lewicy, nie jest naganne głoszenie pochwał polowań, usprawiedliwianie zabijania dzików i docenianie trudów Polskiego Związku Łowieckiego. Tak, wiemy, taki mamy klimat.

Mówienie prawdy o prawach zwierząt politycznie mało się dzisiaj opłaca, bo wymaga nazywania rzeczy po imieniu, opisywania tego, co ludzie od lat robią ze zwierzętami w rolnictwie, nauce, rozrywce. Ale zawsze pozostaje otwarte pytanie o rolę polityki, o uczciwość, o fundamentalne wartości. Zamiast mówić: zrobimy wszystko, aby przekonać swoje elektoraty do zmian – politycy i polityczki różnych partii ignorują, ośmieszają, atakują tych, którzy i które próbują otworzyć debatę, patrzeć szerzej, łączyć kropki, pokazywać zależności między światem ludzi, innych niż ludzie zwierząt i środowiskiem naturalnym.

Gzyra: W byciu weganinem nie ma nic heroicznego

To jest trudne, ale w przeszłości politycy i polityczki podejmowali już próby rozmowy, przekonywania, wprowadzania trudnych zmian w równie trudnych obszarach. Przypomnijmy sobie lub poczytajmy dyskusje z czasów, kiedy ruch abolicjonistyczny stawiał pierwsze kroki, kiedy pierwsze feministki mówiły o prawach wyborczych, kiedy jeszcze kilka lat temu w Polsce mówiliśmy o zakazie bicia dzieci. Zawsze padały te same argumenty – tego nie da się zmienić, to jest utopia, tak było zawsze. Zawsze zmiana naruszała święty porządek, zawsze to było pogwałcenie czyichś praw: właścicieli, mężów, rodziców.

Czy wegański świat jest możliwy? Tak, jest nie tylko możliwy, ale konieczny. Żaden inny nie ma przyszłości, to tylko kwestia czasu, politycznej odwagi, umiejętności wychodzenia ze strefy komfortu. Jeszcze niedawno stawiano pytania: czy świat, gospodarka, państwa mogą istnieć bez węgla, paliw kopalnych? Gdybyśmy podejmowali decyzje szybciej, pewnie świat byłby w innym miejscu, a nie na krawędzi katastrofy klimatycznej.

Kiedy proponujemy nową piątkę dla zwierząt, to nie robimy tego dlatego, że wierzymy, że tu i teraz ma ona szansę powodzenia. Nie, robimy to dlatego, że dzisiaj polityka jest zamknięta, przestraszona i zbyt konserwatywna, aby takie zmiany wprowadzać. Robimy to, aby krok po kroku przesuwać granice debaty, aby krok po kroku zwiększać świadomość form wykorzystywania zwierząt i możliwych rozwiązań.

W tym przypadku jako pierwsi postanowiliśmy podać konkretne daty, bo debata o prawach zwierząt powinna być maksymalnie precyzyjna i mierzalna. Inaczej skończy się na politycznych obietnicach. O tych datach możemy oczywiście dyskutować, ale zacznijmy wyznaczać cele, stwórzmy plan działań dla praw zwierząt, zacznijmy ten proces.

Mówimy: teraz czas na wpisanie praw zwierząt do konstytucji, bo to powinien być punkt wyjściowy do debaty, do rozmowy z ludźmi nauki, aktywistami i aktywistkami, ale również z udziałem biznesów roślinnych i tych, które nazywamy biznesami przeszłości. Co takiego strasznego jest w takim postulacie?

Kiedy mówimy: „2023 – zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach, delfinariach i zakaz polowań, w tym wędkarstwa”, to dajemy sygnał, że w końcu musimy podjąć w tych sprawach jakieś decyzje. Od lat trwają dyskusje na ten temat, a lokalni politycy i polityczki od lewa do prawa z dumą otwierają w swoich miastach nowe delfinaria. Nie mają odwagi podjąć decyzji w sprawie cyrków czy wykorzystywania koni, na przykład na trasie do Morskiego Oka.

Gzyra: Nieludzcy pracownicy

Teraz jest czas, żeby domagać się od partii politycznych, szczególnie od tych, które za dwa lata chcą przejąć władzę – konkretnych terminów i zobowiązań. Powinniśmy domagać się od nich jasnego stanowiska w kwestii polowań. Mamy prawo oczekiwać od nich – szczególnie od Lewicy – zgodnej z naukową wiedzą i w duchu empatii – oceny wędkarstwa.

Mówimy: „2025: zakaz otwierania nowych hodowli”, bo nie możemy w przypadku przemysłu mięsnego popełnić takiego błędu, jaki popełnili w przeszłości rządzący, którzy nie mieli odwagi podać daty zamykania kopalni. To jest nie tylko kwestia praw zwierząt. To również kwestia walki z katastrofą klimatyczną, bo nie uda nam się osiągnąć celów klimatycznych bez zamknięcia tej części przemysłu. To również kwestia odpowiedzialności państwa. Inaczej, niż było to w przypadku kopalni, już teraz musimy rolnikom i rolniczkom powiedzieć prawdę.

Mówimy: „2030 – zakaz badań z wykorzystaniem zwierząt”, bo wiemy, że wykorzystywanie ich przez naukę i przemysł jest nie tylko nieetyczne, ale również nieefektywne. Nie inwestujemy w nowe technologie i z przyzwyczajenia, z naukowego lenistwa wykorzystujemy zwierzęta do badań ze świadomością, że większość wyników tych badań okazuje się nieprzydatna dla ludzi. Mamy tutaj twarde dane, opinie ludzi nauki, ale politycy i polityczki milczą. A teraz rząd jeszcze planuje ograniczyć prawo do informacji o prowadzonych testach na zwierzętach.

Kiedy mówimy: „2040 – stuprocentowy zakaz hodowli zwierząt”, to mówimy do polityków i polityczek: „Obudźcie się, zacznijcie patrzeć szerzej, zacznijcie sobie stawiać pytania o przyszłość systemu żywienia, o to, jak musi się zmienić, aby był etyczny, zrównoważony i dostarczał zdrowej żywności”. Ten system jest gigantycznym wulkanem, który cały czas daje o sobie znać, wpływa na klimat, kreuje pandemie takie jak pandemia COVID-19, tworzy żywnościowe ubóstwo i powoduje głód, a przede wszystkim – co dla nas fundamentalne – jest wielką fabryką cierpienia.

Biznes jest coraz lepiej przygotowany do tej zmiany, wielkie korporacje od lat inwestują w nowe wegańskie firmy, bo wiedzą, że wcześniej czy później system oparty na eksploatacji zwierząt zbankrutuje. W Polsce i całej Europie powstają wegańskie start-upy, które udowadniają, że żywność może być pełnowartościowa, smaczna, etyczna i zrównoważona.

Monbiot: Oto sposób, by się wyżywić bez zabijania planety

Możemy czekać, możemy multiplikować negatywne skutki tego systemu, możemy odwracać oczy od zabijania miliardów zwierząt albo – podjąć decyzję, ustalić datę i przeprowadzić społeczeństwo, gospodarkę, naukę przez ten proces. Możemy czekać, tak jak było z kopalniami, możemy zamiatać ten problem pod dywany kolejnych rządów, ale skutki będą wstrząsające, dla klimatu, dla zwierząt i dla ludzi, szczególnie tych, którzy już dzisiaj są zostawieni w tyle.

**
Marcin Anaszewicz – prawnik, politolog, doktor nauk społecznych, prezes Green REV Institute.

Sylwia Spurek – doktora, radczyni prawna, posłanka do Parlamentu Europejskiego.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij