Kraj

Obowiązkowe szczepienia – tak. To decyzja medyczna, a nie polityczna

– Stawianie znaku równości pomiędzy tymi, którzy się szczepią, a antyszczepionkowcami, jest nadużyciem. Nie mamy bowiem do czynienia z równorzędnymi zdaniami, popartymi po obu stronach takimi samymi badaniami, opiniami ekspertów, wiedzą i nauką. Pomiędzy nimi jest przepaść – mówi nam senator Nowej Lewicy, Wojciech Konieczny.

Wprowadzający obowiązkowe szczepienia przeciwko COVID-19 projekt Nowej Lewicy trafił już do Sejmu. „Domagamy się przyjęcia ustawy, która wprowadza powszechny obowiązek szczepień przeciwko COVID-19 dla wszystkich dorosłych osób. Jeżeli będzie ktoś uchylał się od szczepień, to uważamy, że powinien podlegać karze grzywny” – piszą posłowie i posłanki, dodając, że ustawa wprowadzałaby także prawo dla zakładów pracy i pracodawców do kontroli, kto jest zaszczepiony, a kto jest niezaszczepiony. „Obligatoryjnie, bez względu na to, czy ktoś podlega grzywnie, czy ktoś nie podlega grzywnie, powinni być wyszczepieni: pracownicy opieki zdrowotnej i DPS-ów, szkół oraz żłobków” – czytamy dalej w komunikacie ugrupowania.

Na podobne rozwiązania zdecydowały się już rządy Austrii i Niemiec. Polskie władze, bojąc się utraty poparcia antyszczepionkowców, w kwestii walki z pandemią na razie umywają ręce i próbują zadowolić społeczeństwo powściągliwie ogłaszanymi obostrzeniami oraz zapowiedzią, że od 1 marca obligatoryjnymi szczepieniami zostaną objęci pracownicy ochrony zdrowia, nauczyciele i służby mundurowe.

Czy to oznacza, że jeszcze przez co najmniej kwartał Polki i Polacy będą masowo umierać w szpitalach? O tym i o szansach lewicy na zmotywowanie Zjednoczonej Prawicy do działań rozmawiamy z senatorem Wojciechem Koniecznym, lekarzem i dyrektorem Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie.

Paulina Januszewska: czwarta fala pandemii trwa w najlepsze i zbiera dziennie setki zgonów. Eksperci mówią, że nie da się jej już zatrzymać. Dlaczego Lewica zdecydowała się złożyć swój projekt dopiero teraz?

Wojciech Konieczny: Odpowiedzialność za walkę z epidemią ponosi rząd i to on dysponuje narzędziami prawnymi, które mogłyby bez trudu powstrzymać dalsze rozprzestrzenianie się COVID-19.

Wystarczyłoby, że do kalendarza szczepień minister zdrowia wprowadziłby jeszcze jedną jednostkę chorobową oraz zalecenia dla poszczególnych grup społecznych. Mógłby to zrobić z dnia na dzień bez tworzenia odrębnej ustawy. My – jako Lewica – czekaliśmy więc po prostu na ruch Zjednoczonej Prawicy, sygnalizując od dawna taką konieczność.

Skoro jednak rząd jest paraliżowany strachem przed opowiadającą o rzekomej „segregacji sanitarnej” grupą posłów i antyszczepionkowcami, zaś szefa resortu ochrony zdrowia nie daje się namówić do podjęcia żadnych konkretnych kroków zmierzających ku zapewnieniu bezpieczeństwa obywatelom, to posłowie i posłanki Lewicy postanowili skorzystać z dostępnych im opcji, czyli złożenia projektu ustawy.

Dyrektor Światowej Organizacji Zdrowia na Europę dr Hans Kluge twierdzi, że po nakaz szczepień powinno się sięgać w ostateczności. Czy właśnie w takim momencie znajduje się Polska?

Z ostatecznością mamy do czynienia wtedy, gdy system ochrony zdrowia nie jest w stanie ratować swoich pacjentów. W sytuacji niewydolności polskie szpitale tkwią od dawna, pandemia maksymalnie owe problemy pogłębiła. Oczywiście można było skorzystać z innych metod, które pozwoliłyby przynajmniej zmniejszyć skalę zachorowań na COVID-19.

To znaczy?

Myśleliśmy, że rząd będzie wprowadzał ograniczenia dla niezaszczepionych i zachęty dla tych, którzy przyjmą szczepionkę. Takie działania z pewnością przyniosłyby pożądane skutki, gdyby zostały podjęte wcześniej. Przykłady z innych krajów pokazują, że to faktycznie zdaje egzamin.

PiS natomiast wprowadza pseudoobostrzenia. Od końca wiosny zachowuje się tak, jakby pandemia niemal nie istniała. Wprawdzie oferowano hulajnogi za zaszczepienie, ale to nie przyniosło żadnego efektu. Jedyną zachętą okazały się obostrzenia polegające na zakazie wyjazdu za granicę. Konieczność posiadania paszportu covidowego zadziałała, bo w lipcu i sierpniu wzrosła liczba szczepiących się. Teraz spadła, a sytuacja się pogorszyła. Jedynym słusznym wyjściem wydają się obligatoryjne szczepienia. Stąd nasza ustawa.

Czy przed złożeniem projektu dyskutowali państwo o nim z przedstawicielami innych ugrupowań?

Stanowisko Lewicy w sprawie szczepień jest znane wszystkim od dawna. Podkreślę jednak, że to jest i powinna być decyzja medyczna, a nie polityczna. Zarówno przedstawiciele partii rządzącej, jak i ugrupowań opozycyjnych mogą sobie nad nią deliberować w kuluarach, ale to od decyzji specjalistów od zdrowia publicznego, wirusologów i lekarzy chorób zakaźnych powinien zależeć kształt strategii walki z epidemią. Czy inne szczepienia, sposoby leczenia poszczególnych schorzeń albo profilaktyka leżą w gestii polityków? Nie, te kwestie trzeba konsultować z ekspertami.

A ci mówią jasno, że szczepienia powinny być obowiązkowe dla całej populacji bądź dla wskazanej części.

Ten zakres oczywiście jest do rozstrzygnięcia i jednocześnie nie wymaga wielkich akrobacji legislacyjnych. Można je wprowadzić za sprawą rozporządzenia, a – jeśli sytuacja się zmieni – po tygodniu czy miesiącu dokonać korekty. Od tego jest minister zdrowia. To, co obecnie dzieje się na scenie politycznej, jest dowodem na cynizm polityków, którzy nie zdają lub nie chcą sobie zdawać sprawy, że chodzi o życie i zdrowie ludzi.

Dlaczego Europa Wschodnia nie chce się szczepić?

czytaj także

Dlaczego Europa Wschodnia nie chce się szczepić?

Kristen Ghodsee i Mitchell A. Orenstein

Jednak to, czy ustawa Lewicy przejdzie, zależy od stanowiska polityków. Obóz rządzący, jak stwierdził Ryszard Terlecki, nie poprze tego pomysłu, entuzjazmu nie widać też po stronie opozycji. Jaką skuteczność ma zatem ruch pańskiego ugrupowania?

Na pewno większą niż bezczynność, bo do nas – jako posłów i senatorów – należy obowiązek naciskania na rząd i wykazywania się solidarnością społeczną oraz działaniem w imię dobra obywateli. Od strony odpowiedzialności politycznej pod uwagę należy też wziąć wydajność systemu ochrony zdrowia.

W Polsce, gdzie fatalnie radzimy sobie bez pandemii, koronawirus jest ogromnym obciążeniem. Nie tylko dlatego, że życie tracą ludzie chorujący na COVID-19, ale także ci, którzy z powodu niewydolności medycznej państwa nie otrzymują pomocy w przypadku innych problemów zdrowotnych.

Polska nie powinna być w ogonie i unikać obostrzeń, rozwiązań proszczepiennych z jednego prostego powodu – nie mamy bufora w postaci sprawnie działającego systemu zdrowia. Kraje, które nim dysponują, mogą wahać się nad wprowadzaniem obligatoryjnych szczepień, my – nie. Być może też to, że rząd ogłosił właśnie nowe obostrzenia, są pochodną tego, że zmierzył się z tym projektem Lewicy i próbuje pokazać swoją aktywność.

W projekcie jest napisane, że Lewica nie prowadziła szeroko zakrojonych konsultacji społecznych w tej sprawie, ale odpowiedziała na napływające do biur poselskich i senatorskich próśb od obywateli. Opinie w sprawie szczepień – według sondaży – dzielą Polskę na pół. Czy państwo byłoby w stanie poradzić sobie z oporem antyszczepionkowców?

Stawianie znaku równości pomiędzy osobami, które uważają, że trzeba się zaszczepić, a antyszczepionkowcami jest nadużyciem. Nie mamy bowiem do czynienia z równorzędnymi zdaniami, popartymi po obu stronach takimi samymi badaniami, opiniami ekspertów, wiedzą i nauką. Pomiędzy nimi jest przepaść. Dlatego konsultacje społeczne tak naprawdę niewiele by tu wniosły. Dlaczego mamy dyskutować nad kwestiami, które są naukowo udowodnione, i poddawać je pod głosowania? To są decyzje medyczne, a nie zależne od czyjegoś widzimisię i przeczucia. Nie martwiłbym się również tym, jak sobie radzić z protestami.

Dlaczego?

Bo to leży w gestii rządu, który z demonstracjami, jeśli chce, potrafi sobie bardzo dobrze radzić, czasem nawet zbyt dobrze – na przykład na manifestacjach w obronie konstytucji czy praw człowieka.

Strach przed marszem antyszczepionkowców jest wykalkulowany politycznie i stanowi tezę, która ma służyć jedynie temu, by nie podejmować żadnych działań, oraz przejaw całkowitej kapitulacji rządu wobec koronawirusa. Wprawdzie liczne protesty odbywały się w różnych krajach, ale tam dziś ludzie masowo nie umierają, a w Polsce – owszem. Nie wiadomo też, czy grupa, która tak chętnie sprzeciwia się szczepieniom w sieci, okaże się na tyle duża w rzeczywistości.

Czy szczepienia powinny być przymusowe?

czytaj także

Postawy antyszczepionkowców przybierają jednak groźne i przestępcze formy. Kwitnie handel fałszywymi zaświadczeniami, który w obliczu wprowadzenia obowiązkowych szczepień będzie tylko wzrastał. Co z tym zrobić?

Mamy do czynienia z bardzo poważnym problemem, dlatego na pewno należy zwiększyć nadzór nad szczepieniami i być może także nawet nieco ograniczyć liczbę punktów szczepień. Przede wszystkim jednak należy szybciej i skuteczniej ścigać te przestępstwa. Penalizacji wymagają także napady na punkty szczepień i ich dewastacja.

Rząd powinien się na to przygotować, ale od lata nic nie robi, nie ma żadnych zmian i zapowiedzi. Jednocześnie dysponujemy całkiem sprawnym elektronicznym dozorem nad szczepieniami. Każdy, kto się zaszczepił, jest w systemie i można to sprawdzić, więc nie przewidujemy żadnych dodatkowych kosztów na utworzenie jakichś specjalnych nowych rozwiązań. Oczywiście jakieś techniczne błędy czy szczegóły w toku procedowania naszej ustawy byłyby pewnie ustalane. Jesteśmy otwarci na poprawki, choć dobrze byłoby, gdyby rząd z tym nie zwlekał.

Trzeba rozmawiać o radykalniejszych rozwiązaniach. Lewica jest za obowiązkiem szczepień

Głównym założeniem ustawy jest obligatoryjne wyszczepienie pracowników opieki zdrowotnej, DPS-ów, szkół oraz żłobków, a także wprowadzenie kar dla niezaszczepionych. Sankcje miałyby mieć wymiar finansowy. Jak wysoki? Czy ekonomiczny bat faktycznie jest najlepszym wyjściem w tej kwestii?

Nie wiem, na jakiej kwocie ostatecznie miałoby stanąć. Mówi się o kilkuset złotych grzywny i takie rozwiązanie wydaje mi się w porządku, choć uważam, że nie należy wprowadzać zbyt wysokich kar. Nie chodzi przecież o to, żeby państwo na tym zarabiało, tylko żeby ludzie faktycznie chcieli się szczepić.

Eksperci od nastrojów społecznych najlepiej będą w stanie określić, co okaże się na tyle dolegliwe, by było też skuteczne. Jednocześnie uważam, że system utrudnień i nagród byłby również przynieść dobry efekt. Oczywiście pod warunkiem, że byłby egzekwowany, a jak wiemy, do tej pory w Polsce nie był. Dlatego w Sejmie złożyliśmy taki, a nie inny projekt.

**
Wojciech Konieczny – senator Nowej Lewicy, lekarz, dyrektor Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij