Kraj

Nie ma wrogów po stronie demokracji

Kaczyński wytresował swoich ludzi tak, że na polecenie: „Skacz!” Ziobro i Waszczykowski szybciutko odpowiadają: „Jak wysoko?”.

Trudno się walczy z władzą, która nie ma skrupułów. PiS pozwala sobie na to, na co jego przeciwnicy pozwolić sobie nie mogą. Inaczej straciliby wiarygodność i zniknęłaby różnica moralna, która jest dziś główną przewagą opozycji demokratycznej.

Sprzeciw wobec łamania zasad moralnych mobilizuje ludzi do przychodzenia na demonstracje i angażowania się na rzecz obrony reguł politycznych, które są ponadpartyjne.

Brak skrupułów początkowo daje przewagę, bo można kłamać w żywe oczy, oskarżać przeciwników o to, co się samemu robi, i nazywać wzmacnianiem państwa kompromitowanie go na zewnątrz. Ostatnim przykładem jest wchodząca w życie ustawa o służbie cywilnej, w której „dobra zmiana” PiS polega nie na wyeliminowaniu praktyki ustawiania konkursów, tylko ustawieniu hurtem całego prawa pod swoich. A skoro to będą nasi, to niech sobie zarobią, i tak władza znacząco podniosła służbie cywilnej pensje, niczym się nie krępując. Państwo ma być wyznaniowe i uznaniowe, a skoro „państwo to my”, to niech będzie i rozdaniowe.

Ale są remedia na ten brak skrupułów. Najważniejsze to determinacja i inteligencja. Siła tyle razy w historii przegrała z rozumem i konsekwencją bezsilnych, że i ta władza jest do pokonania. Ale koniecznym warunkiem sukcesu jest zasadnicza jedność i unikanie konfliktów. Druga strona to doskonale wie, więc Kaczyński wytresował swoich ludzi tak, że na polecenie: „Skacz!” Ziobro, Waszczykowski i Piotrowicz szybciutko odpowiadają: „Jak wysoko?”.

Piszę to między innymi po to, żeby nie przesadzać w krytykowaniu partii Razem.

I nie odbierać przesadnie tej krytyki, która zresztą najczęściej płynie od wyborców, osób życzliwych Razem i najczęściej nie jest dyktowana przez resentyment. Nie ma co się zrażać do siebie. Resentyment gubi lewicę antyestablishmentową od lat, wiąże ręce i powoduje spory.

To nie znaczy, że nie mamy piętnować własnych błędów, inaczej ich nie unikniemy. Słusznie Ewa Siedlecka skrytykowała prezesa TK Rzeplińskiego za wdawanie się w negocjacje z władzą. Słusznie Jacek Żakowski i Michał Sutowski pokazują, że partia może się nazywać Nowoczesna, ale jak już ma się wykazać inicjatywą, to jedzie najbardziej przewidywalnym populizmem. Do tego naiwnym, bo przeciwskutecznym. Walenie dziś w związki zawodowe nikomu nie doda procentów, a związkom nie odbierze praw, które mają w każdym innym nowoczesnym kraju. Polityk przed kamerą zawsze przegra z wściekłym związkowcem. Ale tak jak nie warto skreślać Razem tylko dlatego, że protestuje po swojemu, tak nie warto skreślać Nowoczesnej, bo ma swoje poglądy takie akurat, jakie ma.

Obie są niezbędne w tym proteście, a potem bijmy się do woli. Do woli? Dziś właśnie jest czas na wspólny dowód, że bić do woli można się wtedy, gdy strony trzymają się zasad demokracji liberalnej, czyli konstytucji po prostu. Trzymajmy się więc zasady, że nie ma wrogów po stronie demokracji.

 

**Dziennik Opinii nr 29/2016 (1179)

Bio

Sławomir Sierakowski

| Socjolog, publicysta, współzałożyciel Krytyki Politycznej
Współzałożyciel Krytyki Politycznej. Prezes Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. Socjolog, publicysta. Ukończył MISH na UW. Pracował pod kierunkiem Ulricha Becka na Uniwersytecie w Monachium. Był stypendystą German Marshall Fund, wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku, uniwersytetów Yale, Princeton i Harvarda. Obecnie Richard von Waizsäcker Fellow w Robet Bosch Academy w Berlinie. Jest członkiem zespołu „Polityki", stałym felietonistą „Project Syndicate” i autorem w „New York Times”, „Foreign Policy” i „Die Zeit”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.