Kraj

Klimat na emigrację. Łódzkie aktywistki wyjeżdżają z Polski

W centrum Łodzi czują się bezpiecznie, ale świat nie kończy się na aktywistycznej bańce. Poza nią jest Polska, której władze nie przejmują się zagrożeniami klimatycznymi, wespół z kościołem szczują na osoby tęczowe. Kasia i Alex jakoś by to zniosły, ale boją się o przyszłość dwuletniego syna.

Tegoroczne lato zajmują im przygotowania do wyjazdu. Trzeba zdecydować, co zabrać, a co zostawić. Poza najbardziej praktycznymi rzeczami, Alex zabierze jeden kwiatek doniczkowy, ten, z którym wprowadziła się do Kasi. Obydwie zabiorą trochę książek z przepastnej biblioteczki. No i zabawki dla Stasia. Jeszcze tylko ostatnie formalności, pożegnania z przyjaciółmi i na początku września będą mogły ruszać. Najpierw cztery godziny do Gdyni samochodem, później noc na promie i już będą w Szwecji. – Jest radość, że się udało – mówi Alex. Ale podróż w jedną stronę nie wzięła się z ekscytacji, tylko z obaw.

Kasia i Alex to łódzkie aktywistki i społeczniczki. Kasia przez lata organizowała rocznicowe obchody rewolucji 1905 roku i angażowała się w kwestie praw pracowniczych, Alex działa przede wszystkim na rzecz obrony praw kobiet. Obydwie walczyły też o prawa osób LGBTQ. Od października zeszłego roku są małżeństwem. Ślub chciały wziąć już w kwietniu 2018 r. ale kierownik Urzędu Stanu Cywilnego miał wątpliwości, czy takie małżeństwo może być zawarte w sposób ważny. W dokumentach Kasia figuruje jako mężczyzna, ale urzędniczka słusznie rozpoznała jej płeć psychiczną. Dlatego w urzędzie zastanawiali się, czy to nie będzie ślub jednopłciowy.

Sąd Rodzinny orzekł na ich korzyść, ale para wróciła do Urzędu Stanu Cywilnego dopiero półtora roku później. W międzyczasie wybuchła pandemia, a wcześniej Alex urodziła syna. Pojawienie się dziecka zmieniło wszystko. – Gdybyśmy były same, nie przejmowałybyśmy się wieloma problemami i zostały w Polsce. Ale teraz najważniejsze jest dziecko i zadbanie o jego przyszłość – tłumaczy Alex. Dlaczego wyjeżdżają z Polski?

Fot. Jakub Szafrański

Katastrofa już tu jest

Kiedy Staś miał kilka miesięcy międzyrządowy panel do spraw zmian klimatu opublikował alarmistyczny raport przestrzegający ludzkość przed katastrofalnymi skutkami globalnego ocieplenia. Kasia nie mogła spać po nocach, Alex cierpiała na depresję klimatyczną. – Miałam nawet poczucie winy, że sprowadziłyśmy dziecko na świat. Wtedy podjęłyśmy decyzję, żeby emigrować na północ – wspomina Alex. – Tego roku lato było koszmarnie gorące i niedaleko nas, w Skierniewicach zaczęło brakować wody w kranach. Wtedy zrozumiałyśmy, że to już się dzieje – wspomina Kasia.

Ale nowe pogodowe ekstrema oraz perspektywa tego, że będą przybierały na gwałtowności to jedno. – Najbardziej boimy się efektów absolutnej bierności polskich władz wobec skutków zmian klimatu. Bierne są i te państwowe, i lokalne. Nie robią nic, żeby przygotować miasta na nadchodzące fale ciepła i braki wody – tłumaczy Kasia.

Alex dodaje: – Przede wszystkim myślimy o tym, jak będzie wyglądał świat, kiedy Staś będzie dorosłym człowiekiem. Szwecja ma większe zasoby wody, chłodniejszy klimat, a rząd podejmuje działania, żeby przygotować społeczeństwo do nowych wyzwań.

Koniec sensacji

Nadciągająca katastrofa klimatyczna to pierwsza przyczyna ich wyjazdu, ale wśród tych najistotniejszych wymieniają jeszcze dwie. – Tworzymy tęczową rodzinę i nadal chcemy ją tworzyć, ale obawiamy się, że wkrótce w Polsce będzie nam trudno – mówi Alex. I zaznacza, że w pierwszej kolejności chodzi o przyszłość Stasia w kraju, w którym rząd i jego media oraz Kościół prowadzą zorganizowaną nagonkę na osoby LGBT. Alex: – Nie doświadczamy szykan i przemocy bo żyjemy w przyjacielsko-aktywistycznej bańce, jesteśmy dobrze sytuowaną, publicznie znaną parą, która mieszka w śródmieściu dużego liberalnego miasta. Stworzyłyśmy sobie taki przyjazny świat i dzięki temu jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji.

Ale poza bańką zaczyna się homofobiczna rzeczywistość, która może dotknąć Stasia. – Teraz wszystkie dzieci go akceptują, ale jak podrosną, zaczną korzystać z internetu i rozumieć, co mówią do nich media i Kościół, to może być inaczej. Nie chcemy, żeby dostawał po głowie, bo urodził się w tęczowej rodzinie – tłumaczy Kasia. Także z tego względu Szwecja stała się pożądanym kierunkiem emigracji. – Chcemy żyć w społeczeństwie, które przerobiło już lekcję różnorodności i w którym to nie Staś będzie dziwolągiem, lecz osoba homofobiczna – wyjaśnia Alex. Kasia dodaje: – Chciałybyśmy w końcu żyć jak rodzina, która nie wzbudza żadnej sensacji.

Po trzecie: szkoła. Alex: – Patrzymy z przerażeniem na czarnkizację edukacji, jak szkołom narzuca się bogoojczyźniany i bardzo konserwatywny model. To upolitycznianie szkoły i nie chcemy czegoś takiego dla naszego syna.

Fot. Jakub Szafrański

Szwedzki dla początkujących

Po tym, jak obydwie przeraziły się doniesieniami panelu klimatycznego o przyszłości Ziemi, Kasia i Alex rozpatrywały także wyjazd do Kanady albo do Nowej Zelandii. Na korzyść Szwecji przemawia m.in. odległość. – Stamtąd będzie blisko do rodziny. Nie chcemy zupełnie pozbawiać Stasia kontaktu z dziadkami – tłumaczy Alex. O planach emigracyjnych rozmyślały długimi miesiącami. Kasia: – Wybierałyśmy się jak sójka za morze, ale kiedy pojawiła się okazja, to nie mogłyśmy jej nie wykorzystać.

Okazja nadarzyła się wiosną. Do Kasi odezwała się headhunterka i zaproponowała pracę w firmie informatycznej w Göteborgu, a Kasia ofertę tę przyjęła. – Oprócz pracy dostałam cały pakiet udogodnień. Firma znalazła nam mieszkanie, przewiezie nam większość rzeczy, pomoże załatwić formalności. To miało ogromne znaczenie przy podejmowaniu decyzji, bo jak się ma rodzinę, to sama oferta pracy to nie wszystko – opowiada Kasia. Pomocne jest też same miasto, które organizuje i sponsoruje kurs szwedzkiego dla nowych obywatelek. – Jest wiele inicjatyw skierowanych do przyjeżdżających, np. portal, na którym jest wyjaśnione jak załatwiać konieczne sprawy, jak znaleźć przedszkole. We wrześniu będziemy chodzić na spotkania integrujące nowych mieszkańców z miastem – opowiada Kasia.

Nowy start jest pełen udogodnień, ale ekscytacja i radość mieszają się z innymi uczuciami. – Ze smutkiem, że zostawiamy rodzinę i przyjaciół. Jest też myśl o tęsknocie, która się pojawi. Staś ma wspaniały kontakt z dziadkami, świetnie się czuje w żłobku. Jest malutki i nie będzie tego pamiętał, ale to będzie dla niego ogromna zmiana. No i smutno, że wyjeżdżamy z Łodzi, którą tak kochamy – mówi Alex, która jest łodzianką z urodzenia.

Ale miłości do miasta towarzyszy odrobina goryczy. –   Miasto nakazuje ludziom rozbierać przybudówki do zabytkowych kamienic, podczas gdy oni mają w nich toalety. Władze budują kosztowne orientarium w zoo, a nie stać ich na ułożenie prostego chodnika, choć potykamy się o wystające płyty od lat – mówi Alex.

Powietrze jest zbyt gęste

Po latach walki o sprawy mieszkańców Alex czuje żal, że to już koniec. – Na pewnym etapie życia przestałam skupiać się na karierze zawodowej, a zaczęłam zajmować się sprawami społecznymi i politycznymi. Wszystko prowadziło do tego, żebym zaangażowała się na serio w życie polityczne jako radna w Łodzi czy posłanka w Sejmie. Ze smutkiem myślę o tym, że nie wystartuję w żadnych wyborach.

Kasia mieszka tu od 19 lat. – Odkąd przyjechałam tu na studia, nigdzie się już nie przeprowadzałam i ta zmiana to dla mnie wielkie wyzwanie. Jedziemy do kraju z inną kulturą, językiem, zaczynam nową pracę. Mam w sobie dużo niepokoju – tłumaczy. I od razu dodaje, że czuje też ekscytację. Bo jadą do kraju, gdzie mniej będą obawiać się skutków zmian klimatycznych, gdzie − jak się spodziewają − nie będą musiały stawiać czoła takiej dawce homofobii co w Polsce i gdzie wiele rzeczy, o które walczyły jako aktywistki, są już oczywistością.

Cieszą się, że zimą nie będą oddychać trującym smogiem i że zamieszkają nad morzem. – Będziemy mogły odetchnąć. Zawsze kiedy wracałam do Łodzi znad morza, miałam wrażenie, że zaczynam oddychać czymś gęstym – opowiada Kasia. – Nie twierdzę, że Polska jest w stu procentach fatalna, a Szwecja tylko zajebista. Czas pokaże, jaki jest ten nowy kraj. I za czym będę tęsknić.

Fot. Jakub Szafrański

Wszyscy będziemy uciekać

Przeprowadzka to też wiele niewiadomych. Kasia pójdzie do pracy, Alex dopiero będzie jej szukać. – Ale najpierw zostanę ze Stasiem w domu, dopóki nie dostanie on przedszkola. Na początku mogę czuć się samotna – opowiada. Ale kiedy znajdzie się przedszkole, to pewnie pojawią się też nowe znajomości. – Są tam różne możliwe formy opieki. Mi najbardziej podoba się działający tam system kooperatywy rodziców, którzy uczestniczą w prowadzeniu przedszkola. Rodzic czasami sprząta, czasami zajmuje się dziećmi – opowiada Kasia. Są też spotkania dla obcokrajowców, no i Kasia będzie w nowej pracy. – Ale to ciągle inaczej, niż kiedy się wyjeżdża w okresie studenckim. Nie zależy nam na chodzeniu po barach, będziemy raczej poznawać rodziny z dziećmi – spodziewa się Alex.

Kasia ma nadzieję odpocząć od aktywizmu. Alex będzie ciągle wspierać Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom i już rozmyśla nad kwestiami społecznymi, w które będzie mogła się zaangażować. – Ciągle tli się we mnie ten ogień walki. Jednocześnie wyjeżdżam z takim chorym aktywistycznym poczuciem winy, że tutaj jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, a ja to wszystko zostawiam, uciekam i będę zajmować się swoim życiem – opowiada Alex. I dodaje: – Mamy grubą skórę i same we dwie dałybyśmy radę. Ale teraz ważniejsze jest dziecko i jego przyszłość. W jakimś stopniu to jest ucieczka, ale w związku ze zmianami klimatu wszyscy będziemy dokądś uciekać.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Mateusz Kowalik
Mateusz Kowalik
Dziennikarz Krytyki Politycznej
Dziennikarz, stały współpracownik Krytyki Politycznej. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Były dziennikarz „Gazety Wyborczej”, publikował m.in. w „Dużym Formacie” i „Magazynie Świątecznym”.
Zamknij