Kraj

Dramat polskiej prawicy. Skupiona na karierze kobieta odniosła sukces zawodowy

Ile czasu polska tenisistka poświęciła na sprzątanie, dom, dzieci i na bycie podporą jakiegoś chłopa? Komentarz Karoliny Wasielewskiej


Polska prawica cierpi na pewien rodzaj rozdwojenia jaźni, jeśli chodzi o postrzeganie roli kobiety. Z jednej strony wybiera na swojego ministra edukacji Przemysława Czarnka, faceta, który lamentuje nad niską dzietnością w Polsce, a winą za to obarcza skupione na karierze zawodowej kobiety. Z drugiej rząd PiS i prezydent Duda podpisują się pod sukcesem Igi Świątek, która jako pierwsza obywatelka naszego kraju wygrała French Open.

Prawica z jednej strony najchętniej widziałaby nas w domach, u boku swojego mężczyzny, otoczone gromadką dzieci. Z drugiej – w jej szeregach nie brakuje przecież posłanek i urzędniczek wysokiego szczebla, które same nie mają czasu na pieczenie ciast i sprzątanie domu na błysk.

„Polska mistrzyni ROLAND-GARROS! Jak to pięknie brzmi!!! Brawo Iga Świątek! Wielka, utalentowana, waleczna. Gratulujemy” – napisał na Twitterze premier Mateusz Morawiecki. Minister kultury i od niedawna sportu Piotr Gliński nieco filozoficznie zagaił: „Wielkie gratulacje dla Igi Świątek! A teraz trzeba będzie sobie z tym sukcesem poradzić 🙂 Iga na pewno da radę! A my?”. Z kolei prezydent Andrzej Duda z emfazą podkreślał, że „[…] Ten dzień przechodzi do historii Polski, polskiego sportu i polskiego tenisa”.

Oczywiście, nic w tym dziwnego, że władze kraju (każdego) gratulują obywatelce lub obywatelowi wielkiego sukcesu – czy to w sporcie, czy w innej dziedzinie. A wygrana w słynnym wielkoszlemowym turnieju we Francji to obiektywnie ogromne osiągnięcie. Takiego wyniku nie mają na koncie ani Wojciech Fibak, ani Agnieszka Radwańska, uważani dotąd za najlepszych w polskim tenisie. Zaledwie 19-letniej Idze Świątek na pewno należą się wyrazy uznania.

Pozostałe Polki natomiast muszą poradzić sobie z pytaniem: skoro jedną z nas chwali się za sukces zawodowy, to dlaczego reszta ma się spełniać i realizować zredukowana do roli żony i matki?

Czy Noble dla kobiet są „polityczne”? Nie. Są spóźnione i zasłużone

Sukces kobiet? Jak wpadnie, to się oczywiście wszyscy bardzo cieszymy

Politycy różnych opcji nie od dziś taplają się po uszy w hipokryzji, ale żaden z jej przejawów nie doprowadza mnie do szału w takim stopniu, jak dwulicowość prawicy w sprawie roli kobiety. Nikt mnie nie przekona, że posłanki, europosłanki i ministry z PiS-u znalazły się w polityce przypadkiem. Każda taka kariera wymaga pracy, a wybicie się akurat w polityce wymaga pracy wręcz tytanicznej, nieograniczonej czasowo i mocno zawężającej pole manewru w życiu prywatnym.

Weekendowe konferencje i wyjazdy na spotkania z wyborcami, popołudniowe i wieczorne posiedzenia Sejmu czy narady w ministerstwie nijak nie dają się pogodzić z rolą matki, żony i gospodyni domowej na pełen etat. Kto nie wierzy, niech poświęci, powiedzmy, tydzień, na obserwowanie aktywności wybranej posłanki czy urzędniczki wysokiego szczebla.

Nieźle pokazuje to również duński serial Netflixa Rząd, w którym ambitna premierka wychowuje dwójkę dzieci. Niewątpliwie je kocha, ale nie zawsze ma dla nich czas i wkrótce odbija się to na ich relacjach. To samo widać w produkcji HBO GO Mrs America, biograficznym serialu o Phyllis Schlafly. Prawicowa aktywistka zasłynęła jako przewodnicząca ruchu kobiet przeciwnych wprowadzeniu do amerykańskiej konstytucji poprawki gwarantującej równouprawnienie płci. Przekonywanie innych kobiet, że najszczęśliwsze będą jako niepracujące żony i matki, zajmowało jej tyle czasu, że w jej własnym domu dzieci oporządzała i obiady gotowała siostra jej męża.

Wygląda więc na to, że prawicy bliska jest wizja, w której kobiety co prawda mogą robić karierę, ale tylko „mimochodem”, bo uwagę mają poświęcać rodzinie i domowi.

Beata Kempa opowiadała w wywiadach, że w politykę zaangażowała się dopiero po odchowaniu dzieci, bo to rola matki była dla niej najważniejsza. Może i tak, ale wciąż godziła obowiązki opiekuńcze z pracą w charakterze kuratorki zawodowej oraz obowiązkami radnej miasta i gminy Syców.

Pisowska posłanka na Sejm RP Anna Siarkowska w „Naszym Dzienniku” ogłosiła: „Im więcej dzieci, tym więcej szczęścia”. Sama jest matką czterech córek. Ale najwyraźniej chciała się spełniać także w innych rolach, skoro już na studiach kierowała Młodzieżą Wszechpolską w Siedlcach, później zrobiła doktorat z obronności, a dziś jest posłanką PiS-u. Oddajmy też Siarkowskiej w tym miejscu, że sama mówi o sobie per „katolicka feministka”.

Nie mam pretensji ani do Kempy, ani do Siarkowskiej, że nie zamknęły się w domach, bo na ich miejscu też bym tego nie zrobiła. Chciałabym po prostu, żeby również ich środowisko polityczne przestało obruszać się na kobiety zorientowane na karierę – nie na dom i opiekę – i przyznało wprost, że ma takie we własnych szeregach.

Tymczasem chłop Przemysław Czarnek docieka, ile dzieci może urodzić kobieta, jeśli pierwsze ma dopiero w wieku trzydziestu lat, bo do tego czasu koncentruje się na pracy i samorozwoju. Według pana ministra najwyraźniej nie jest to lub nie powinien być indywidualny wybór kobiety. Kobieta najwyraźniej nie jest na tyle samodzielna, żeby sama decydować, jak chce żyć i czy w ogóle chce mieć dzieci i się nimi zajmować. Zdaniem ministra myślące tak kobiety po prostu dały sobie wmówić, że mogą żyć jak chłop.

Najwyraźniej te poglądy nie przeszkadzają prezydentowi Dudzie, który nie usunął Czarnka ze swojego sztabu wyborczego w czerwcu, kiedy kontrowersje wzbudziła inna jego mądrość: „brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym”. Nie przeszkadza też ani premierowi Morawieckiemu, który jest nominalnie jego szefem, ani ministrowi Glińskiemu, jego koledze z rządu.

Żaden z nich nie skrytykował Czarnka za wypowiedź o kobietach. Jak oni to godzą z dumą z sukcesu zawodowego bezdzietnej polskiej tenisistki?

Drodzy mężczyźni, oto 15 rzeczy, których nie chcemy od was słyszeć

Szowinizm użytkowy

Byłoby naiwnością podejrzewać, że w ogóle mają z tym problem. Prawda o męskim szowinizmie na prawicy jest taka, że na co dzień służy on pielęgnowaniu konserwatywnego wizerunku, a w sytuacjach wyjątkowych – tworzy zasłonę dymną dla rzeczywistych problemów.

Słusznie oburzamy się, że ktoś taki jak Czarnek ma się zajmować polskimi szkołami i nauczaniem dzieci, ale jednocześnie kwestia przygotowania szkół na rosnącą lawinowo liczbę zakażeń koronawirusem leży odłogiem.

Rola reprodukcyjna? PiS-owi teoretycznie leży na sercu temat dzietności, ale łatwiej mu rzucić mediom na żer Czarnka i jego kuriozalne opinie na temat kobiet niż na poważnie zająć się problemem przyrostu naturalnego w kraju. Bo wtedy trzeba by w końcu uruchomić sensowny i kosztowny program budownictwa mieszkaniowego, który naruszyłby interesy developerów, czy przyjrzeć się skali zatrudniania ludzi na śmieciówkach, które nie ułatwiają zakładania rodzin, nie gwarantują ubezpieczenia zdrowotnego, urlopów macierzyńskich czy bezpieczeństwa emerytalnego w przyszłości.

Co więcej, przez konserwatywną hipokryzję nie każdy może zostać dziś rodzicem i mieć dzieci, nawet jeśli niczego bardziej w życiu nie pragnie. Reklamowana przez prawicę naprotechnologia niewielu osobom bezpłodnym jak dotąd pomogła. Żeby realnie rozwiązać powyższe, trzeba byłoby w ogóle zarzucić konserwatywną narrację o powinnościach kobiety i pogodzić się z faktem, że kobiety (i ludzie w ogóle) mają w życiu różne cele. Nie dla każdego i każdej gwarantem szczęścia i spełnienia jest gromadka dzieci w domu.

PiS mówi do mężczyzn: zachowajcie władzę w rodzinie, nie będziemy wam przeszkadzać

Gdyby jednak przywiązanie do tzw. tradycyjnej roli kobiety na prawicy było choć w minimalnym stopniu szczere, może przynajmniej minister Czarnek byłby wierny własnym zasadom? Skoro z taką troską pochylił się on nad życiem intymnym i osobistym kobiet, ja sprawdziłam, jak pan minister radzi sobie z własnym. Otóż jego żona jest wykładowczynią na KUL-u, a więc zdobyła wykształcenie i pracuje (mówiąc językiem jej męża, dała sobie wmówić, że „może być jak chłop”). Minister ma dwójkę (tylko???) dzieci.

Jedynym przejawem konsekwencji radykalnie antykobiecego światopoglądu pana Czarnka wydaje się więc to, że minister Idze Świątek wielkiego sukcesu jak dotąd nie pogratulował.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Karolina Wasielewska

| Autorka książki „Cyfrodziewczyny”
Autorka tech-feministycznego bloga Girls Gone Tech.pl i reportażu o pionierkach polskiej informatyki „Cyfrodziewczyny”, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.