Nauka, Świat

Czy Noble dla kobiet są „polityczne”? Nie. Są spóźnione i zasłużone

Andrea Ghez jest czwartą w historii kobietą uhonorowaną Nagrodą Nobla z fizyki. Komitet Noblowski gorliwie nadrabia zaległości w wyróżnianiu kobiet w naukach ścisłych. Przełomowy okazał się rok 2016, kiedy nie doczekawszy Nobla, zmarła Vera Rubin – astronomka, której zespół potwierdził istnienie czarnej materii.

Cztery kobiety to wciąż mało, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że Nobel z fizyki jest przyznawany od 1901 roku (z przerwą na lata 1940–1942) co najmniej jednej, a maksymalnie trzem osobom co roku.

Na początku mogło się wydawać, że proporcja będzie bardziej wyrównana: już w roku 1903 nagroda trafiła do naszej rodaczki Marii Skłodowskiej-Curie. Jednak kolejna fizyczka, Amerykanka niemieckiego pochodzenia Maria Goeppert-Mayer, otrzymała to najważniejsze wyróżnienie w świecie nauki dopiero 60 lat później. Niemal tyle samo czasu upłynęło do momentu odebrania nagrody przez Kanadyjkę Donnę Strickland w 2018 roku.

Niewiele lepiej było w dziedzinie chemii. Tu znowu listę wyróżnionych kobiet otwiera Skłodowska-Curie, uhonorowana Noblem w 1911 roku. W 1935 roku nagrodę otrzymała jej córka Irène Joliot-Curie. W 1964 roku wyróżniono Angielkę Dorothy Crowfoot Hodgkin, w 2009 roku – Izraelkę Adę Jonath, a przed dwoma laty – Amerykankę Frances Arnold.

W komentarzach pod tym tekstem pojawią się zapewne głosy, że najwidoczniej kobiety nie dokonały niczego na tyle wartościowego, żeby zdobyć więcej nagród, po co więc „pchać je na siłę”. Problem w tym, że za odkrycia, w których najważniejszą rolę odegrały kobiety, często nagradzano ich kolegów.

Zasłużone i niezauważone

Te czasy mają się na szczęście ku końcowi, a najlepiej pokazuje to przykład tegorocznego Nobla z fizyki. 55-letnia Andrea Ghez z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles została wyróżniona wraz z dwoma kolegami. Razem potwierdzili istnienie w centrum Drogi Mlecznej supermasywnej czarnej dziury znanej jako Sagittarius A*.

Dotąd nie było to regułą.

Irlandka Jocelyn Bell Burnell w 1967 roku jako pierwsza zaobserwowała pulsary, ale siedem lat później Nobla za to odkrycie otrzymał opiekun jej doktoratu – Antony Hewish. Sama Burnell przez lata broniła tej decyzji Komitetu Noblowskiego, twierdząc, że tak prestiżowych nagród nie powinni otrzymywać studenci bez tytułów naukowych. Jednak wśród uczonych słychać było głosy, że Burnell została niesprawiedliwie potraktowana.

Wydaje się, że taka krytyka pojawia się w nieprzypadkowych momentach. W przypadku Burnell zbiegła się z przyspieszającą wówczas drugą falą feminizmu. Aż dwa kobiece Noble z nauk ścisłych w 2018 roku były z kolei odpowiedzią na falę niezadowolenia po historii ze wspomnianą już Verą Rubin. Nie bez znaczenia były też wydarzenia na świecie, zwłaszcza akcja #metoo i demonstracje w obronie praw kobiet w wielu krajach świata.

To znowu dostarcza argumentów sceptykom. Ci dalej będą twierdzić, że Noble przyznaje się badaczkom z powodów „politycznych”, a nie za rzeczywiste zasługi dla nauki. Ale ten sam argument dowodziłby przecież uprzedzeń samego Komitetu Noblowskiego, który długo był skłonny wyróżniać kobiety dopiero wtedy, kiedy został w taki czy inny sposób przyparty do muru wydarzeniami.

Dziś wiemy już, że w czasach, gdy nie toczyły się aż tak intensywne dyskusje o prawach kobiet, Komitet nie zawracał sobie głowy ich wkładem w naukę. Kilka lat po Noblu z chemii dla Skłodowskiej-Curie, amerykańska astronomka Henrietta Leavitt dokonała odkryć pozwalających obliczać odległości we Wszechświecie. To dzięki jej badaniom stało się jasne, że kosmos nie kończy się na Drodze Mlecznej, a Edwin Hubble na ich podstawie sformułował teorię o ciągłym rozszerzaniu się kosmosu. Mimo to Leavitt, kobieta, do tego od urodzenia głuchoniema, zmarła zapomniana w 1921 roku.

W 1962 roku Nobla z medycyny dostali James Watson, Francis Crick i Maurice Wilkins, którzy odkryli strukturę podwójnej helisy DNA. Nie zrobiliby tego jednak bez zdjęć rentgenowskich wykonanych przez chemiczkę Rosalind Franklin, która zmarła pięć lat wcześniej.

Można by uznać, że w tych dwóch przypadkach Akademia po prostu się spóźniła. Pytanie brzmi jednak, dlaczego tak się stało. Może dlatego, że o udziale kobiet w ważnych badaniach uczelnie informowały wówczas rzadko? I również dlatego, że same stawiały im szereg biurokratycznych przeszkód na drodze do uzyskania tytułów naukowych? W efekcie nawet uczone z istotnym dorobkiem bywały po prostu asystentkami swoich kolegów. A ci chętnie podpisywali się pod wnioskami z ich badań własnym nazwiskiem – jak astronom Harlow Shapley, który długo przypisywał sobie odkrycia Henrietty Leavitt.

Komitecie Noblowski, robisz to źle

Deficyt kobiet wśród nagrodzonych to niejedyny problem, na jaki zwracają uwagę krytycy Nagród Nobla. Członków Komitetu trudno bowiem pochwalić za obiektywizm. Po śmierci Very Rubin Washington Post” pisał, że Nobli z fizyki w ogóle nie przyznaje się za odkrycia, które nie wywołują efektu „wow!”. Z kolei te najbardziej spektakularne niekoniecznie mają większą wartość dla nauki.

To ważne zwłaszcza w kontekście Rubin, która wprawdzie dowiodła istnienia czarnej materii, ale jej zespołowi nie udało się opisać jej właściwości (do tej pory więcej wiemy o tym, czym czarna materia NIE jest, niż o tym, czym jest).

Koronawirus a złożoność: trzy lekcje z ekonomii

The Verge” z kolei pisał: Komitet przyznaje nagrody ludziom, z którymi chce być kojarzony; nagroda zyskuje na wartości, świecąc odbitym światłem uhonorowanego […]. To, że jego członkowie przez lata nie dostrzegali Rubin, obnaża prawdę o nich, a nie o jej reputacji. A fakt, że przez ponad pół wieku nie przyznali Nobla z fizyki żadnej kobiecie – mówi sam za siebie.

Wygląda na to, że Komitet wziął to sobie do serca. Najbliższe lata pokażą, czy teraz wręcza kobietom nagrody na pokaz, czy w końcu uznał ich obecność w świecie nauki za normę.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Karolina Wasielewska

| Autorka książki „Cyfrodziewczyny”
Autorka tech-feministycznego bloga Girls Gone Tech.pl i reportażu o pionierkach polskiej informatyki „Cyfrodziewczyny”, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.